Ranking

NAJBARDZIEJ WZRUSZAJĄCE SCENY W HORRORACH. Krwawe emocje

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Okazuje się jednak, że nawet kino eksploatacji może zaskoczyć epizodem, na którym oczy nam zwilgotnieją.

Martyrs

Znacznie cięższy kaliber. Francuzi po raz kolejny przekraczają granice filmowego horroru, tworząc obraz, który kroi mózg i serce. Przedziwna historia męczenników wbrew woli. W bogatej dzielnicy pewnego miasta stoi willa. Willę zamieszkuje szczęśliwa rodzina (w epizodycznej roli wystąpił tu sławny już dziś reżyser Xavier Dolan), nie chcesz wiedzieć, jaki skrywa sekret ani co dzieje się w piwnicy tego domu. Tego nie da się “odzobaczyć”. Krwawy obraz Pascala Laugiera poraża chyba głównie ze względu na kontekst. Wiara, fanatyczne poszukiwanie dowodu na istnienie Boga i życia po śmierci. Ledwie mieści się w głowie, ile jest zdolny zrobić człowiek w imię tego odkrycia. Widz może oczywiście racjonalizować sytuację, powtarzać sobie, że to przecież tylko film, ale jeśli ma w sobie choć odrobinę wrażliwości, pęknie. Kiedy żywcem obdarta ze skóry, powoli umierająca dziewczyna spojrzy mu prosto w oczy lekko zamglonym wzrokiem, w którym miesza się niewyobrażalny ból i ekstaza.

Tego filmu chyba nie powinno się oglądać więcej niż raz, ale to zrobiłam. Za żadnym razem nie obyło się bez jednorazowych chusteczek na otarcie łez.

Wzgórza mają oczy

Wbrew etosowi przykładnego kinomana pozwolę sobie skupić się nie na oryginale z lat siedemdziesiątych, ale jego współczesnym remake’u. Obraz w reżyserii Alexandre’a Aji jest mocno niepokojący, znajdzie się w nim też kilka naprawdę odrażających scen. Na dwie reaguję szczególnie nerwowym poruszeniem, połączonym z wilgotnieniem oczu… Gwoli przypomnienia, Wzgórza mają oczy to horror o rodzinie, która postanawia przeprawić się przyczepą kempingową przez pustynię w Nowym Meksyku. Przyjdzie im zmierzyć się ze zmutowanymi ludźmi, którzy choć nie grzeszą urodą, mają dużo sprytu, ogromny apetyt na krew i kierują się zwierzęcymi instynktami. W połowie filmu wybucha przemoc. Wspomniane sceny należą właśnie do sekwencji ataku spotworniałych mieszkańców pustyni na szczęśliwą amerykańską rodzinę. Ojciec zamieniony w żywą pochodnię, zgwałcona młodsza córka i to, co dzieje się ze starszą, która – pod groźbą zamordowania urodzonego niedawno dziecka – godzi się na wiele. Widzowi udziela się całkowita niemoc i rozpacz bohaterów, nieprzygotowanych na ten brutalny atak. To naprawdę mocne i wynaturzone obrazy. Straszne i mogące wywołać łzy bezradności.

Ostatni dom po lewej

Nie wszyscy zdają obie sprawę, że Ostatni dom po lewej to nic innego, jak przeniesiona we współczesne realia i podana w konwencji horroru parafraza klasycznego filmu Ingmara Bergmana pod tytułem Źródło. Trzon fabuły jest zasadniczo ten sam, zmieniła się jednak scenografia, poziom brutalności oraz dosłowności w ukazywaniu gwałtu i przemocy. Ostatni dom po lewej wyreżyserował na początku lat siedemdziesiątych debiutujący Wes Craven. Jego film doczekał się kilka lat temu remake’u. Ronić łzy na takim filmie wydaje się absurdem, ale skoro można płakać na Bergmanie, to czemu nie na Cravenie… Obraz Cravena ma w sobie coś z paradokumentu. Reżyser z dokumentalną precyzją ukazuje sceny gwałtu, który dla ofiar jest upokorzeniem i traumą, a dla zwyrodniałych agresorów jedynie igraszką. Pełną drwiących dialogów i śmiechów zabawą, którą wieńczy brutalne morderstwo. Wszystko ilustruje zupełnie nieprzystająca do sytuacji skoczna muzyka. Wstrząs murowany. Kiedy na to patrzę, mój umysł, a może i podświadomość, buntuje się i po policzkach spływają łzy. W tym przypadku jeden seans w zupełności wystarczy. Na potrzeby artykułu przypomniałam sobie tylko kilka kluczowych scen, które mnie zmroziły. Może film wstrząsa tym bardziej, że w wersji Cravena wśród oprawców jest też kobieta.

Zejście

Zejście, brytyjski horror w reżyserii Neila Marshalla, współtwórcy serialowego Hannibala, Gry o tron i Westworld. Opowieść o żądnych przygód grotołazkach, które trafiają w sam środek podziemnego piekła. Zaatakowane przez humanoidalne monstra, zamieszkujące nieodkryte masywy skalne – skąpane w hektolitrach krwi kobiety walczą o przetrwanie, jednocześnie odkrywając bolesną prawdę o własnych relacjach, nielojalności, zdradach. Z pozoru nie ma w Zejściu nic sentymentalnego ani poruszającego czułe struny, chyba że… jedno z zakończeń filmu.

Ostatnie minuty obrazu, Sarah (Shauna Macdonald, która kilka lat później wystąpiła u boku Jamesa McAvoya w Brudzie)  jako jedyna – dopiero w sequelu okaże się, że jednak niejedyna – uchodzi z życiem z krwawej jatki. Poranioną, ledwie żywą kobietę budzi z zamroczenia szept zmarłej przed rokiem córeczki. Jessica nawołuje matkę i czeka w mroku jaskini z urodzinowym tortem, na którym palą się świeczki. Po chwili iluzja pryska, Sarah słyszy zbliżające się wygłodniałe bestie. Ta krótka surrealistyczna scena ma niespodziewanie duży ładunek emocjonalny i symboliczny.

Zejście ma dwa alternatywne zakończenia. W wersji amerykańskiej film kończy się w dość sztampowy sposób ucieczką Sarah z jaskini. Opisana powyżej scena jest swoistym epilogiem, który zamyka brytyjską wersję Zejścia. Nie ma wątpliwości, że to drugie jest bardziej wieloznaczne i daje pole do odmiennych interpretacji. Kontynuacja filmu, która powstała cztery lata później, jednak wyraźne odwołuje się do zakończenia znanego z wersji przeznaczonej na rynek amerykański.

*

Jeśli są tu jacyś (nad)wrażliwcy, którzy tak jak ja nie wstydzą się łez wylanych przed ekranem i odważą podzielić się swoimi emocjami, zachęcam do komentowania. Piszcie, jakie konkretne sceny z horrorów wywołały w was wzruszenie i dlaczego.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane