Ranking

KINO W FILMACH, czyli FILMY W KINIE

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Epidemia (Outbreak, 1995)

Może się odechcieć chadzania do multipleksów.

I przykład, po którym może się odechcieć chadzania do multipleksów. Oto jeden z techników, który wcześniej przypadkowo zbił próbkę ze śmiertelnym wirusem Motaba, nieświadomy zagrożenia, wybiera się z dziewczyną do kina na seans No i co, doktorku? z Barbrą Streisand. Wirus mutuje i dzięki swojemu nosicielowi, który radośnie kaszle i prycha na lewo i prawo, zaczyna rozprzestrzeniać się niczym grypa, przetrzebiając pół miasteczka Cedar Creek.

Femme Fatale (2002)

Brian De Palma połączył przyjemne z pożytecznym, kręcąc swój mało ambitny kryminał w trakcie festiwalu w Cannes w 2001 roku, wydatnie korzystając ze wszystkich przywilejów. Nie odtworzył jednak, jak początkowo planował, premiery Mulholland Drive Davida Lyncha – zamiast tego słynna sekwencja kradzieży diamentowego stroju, połączona z seksualnymi igraszkami dwóch kobiet, ma miejsce w trakcie uroczystego seansu Wschód – Zachód Régisa Wargniera, z udziałem samego reżysera i jego gwiazd. Ostatecznie zostaje on przerwany, kiedy złodzieje wyłączają prąd w całym budynku. Ekipa mogła sobie na to pozwolić, gdyż był to film dwa lata starszy i tym samym nie startował faktycznie w konkursie o Palmę, tę Złotą.

Gangster Squad: Pogromcy mafii (Gangster Squad, 2013)

Ta scena mogła przejść do historii kina. Tymczasem przeszła jedynie do historii – z powodu wycięcia jej na krótko przed premierą filmu. Wszystko przez autentyczne wydarzenia, które wstrząsnęły Ameryką w lecie 2012 roku – w kinie w miejscowości Aurora uzbrojony mężczyzna zabił w trakcie seansu Mroczny rycerz powstaje tuzin osób i ranił wielokrotnie więcej przypadkowych widzów.

Analogicznie miała przedstawiać się scena w gangsterskim dramacie Rubena Fleischera – z tą różnicą, że rozgrywała się podczas projekcji Rzeki Czerwonej w słynnym kinie Grauman’s Chinese Theatre, w Los Angeles A.D. 1949. Strzelając na oślep zza ekranu, czterech drabów miało efektownie przebić się przez białą płachtę, usiłując zabić jednego z głównych bohaterów. Fragmenty tej sceny można było podziwiać w pierwszym zwiastunie filmu – po incydencie w Aurorze także wycofanym z obiegu.

Gremliny 1 i 2 (Gremlins, 1984/Gremlins 2: The New Batch, 1990)

Kino stanowi niespodziewany, zabawny przerywnik.

I coś mniej posępnego w wymowie. W obu częściach hitu Joe Dantego zaglądamy na kinową salę. W pierwszej części jest to naturalnym następstwem opanowania przez krwiożercze stwory całego miasteczka – po stratowaniu wszystkich innych budynków Gremliny tłumnie stawiają się na seansie disneyowskiej Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków, której seans sprawia im wyraźną radochę.

W sequelu kino stanowi natomiast niespodziewany, zabawny przerywnik. Po tym, jak tytułowe potworki niszczą taśmę ze swoim własnym filmem, o pomoc poproszony zostaje wrestler Hulk Hogan, który relaksuje się, oglądając Volleyball Holiday – czarno-białą produkcję sprzed lat o zabarwieniu erotycznym. Wkurzony, nakazuje Gremlinom wznowić główny film. Co ciekawe, na potrzeby rynku wideo stworzono wariację tej rozbrajającej scenki, w której spalony film zastąpiono efektem zepsutego odtwarzacza, a zamiast Hogana na ekranie pojawiają się zmodyfikowane fragmenty filmów z Johnem Waynem i Królikiem Bugsem (patrz filmik poniżej).

A skoro już przy twórczości Dantego jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć także o niezbyt popularnym w Polsce Przedstawieniu (Matinee; 1993). Tytuł oryginalny pochodzi z francuskiego i w amerykańskiej kulturze oznacza dosłownie popołudniową projekcję, często będącą główną atrakcją dnia.

I rzeczywiście, lwia część akcji odbywa się w trakcie seansu horroru Mrówkoczłek! (Mant!) – fikcyjnego dziełka klasy B, który jest jednocześnie interaktywnym eksperymentem z publicznością (wymykającym się nieco spod kontroli) oraz swoistym hołdem dla starych hitów gatunku, takich jak Tarantula, One!, Mucha z 1958 roku, Zabójcza modliszka czy Beginning of the End (1957). Fragmentarycznie wykorzystano także klipy z kultowej Bestii z głębokości 20.000 sążni, natomiast całość to naprawdę kapitalna zabawa kinem jako takim.

Krzyk 2 (Scream 2, 1997)
i
Oszukać przeznaczenie 4 (The Final Destination, 2009)

O tym, że kino może dla niektórych okazać się grobem, przekonywał już jeden z wcześniej przytoczonych przykładów. W tych dwóch seriach grozy budynek kina sprowadzono jednak bezpośrednio do zobrazowania konkretnych zabójstw.

W prologu tego pierwszego, bohaterowie wybierają się do kina Rialto na seans Ciosu (Stab)fikcyjnego slashera, który powstał na bazie wydarzeń z części pierwszej. Atmosfera jest tu naprawdę przerażająca, gdyż co drugi widz ma na sobie charakterystyczną maskę mordercy i biega z gumowym nożem w ręku. Jak nietrudno przewidzieć, kończy się to oczywistą, krwawą tragedią. Jest to zresztą naturalne następstwo oryginału, w którym duży nacisk położono na deski teatru, gdzie również dochodziło do iście dantejskich scen. W kolejnych odsłonach cyklu przeniesiono się z kolei już bezpośrednio na plan, za kulisy dziesiątej muzy.

Przeznaczenia nie udało się oszukać również w tej drugiej produkcji, która idzie z duchem czasu i zabiera nas na moment na projekcję 3D. Rzecz jasna zdobycze techniki wychodzą jednej z bohaterek dosłownie bokiem – Janet ginie w niezbyt przyjemnych okolicznościach, przebita stalowym prętem, który bynajmniej nie był jeszcze jednym wylatującym z ekranu trikiem. W tej sytuacji znamiennym okazuje się już tytuł filmu, na jaki się wybrała – Długi pocałunek na dobranoc

Leon zawodowiec (Léon, 1994)

Były już wampiry, potwory i zabójcze wirusy, to czemu i nie płatni mordercy? Jak udowadnia film Luca Bessona, przynajmniej niektórzy z nich lubią czasem wybrać się incognito na seanse w środku tygodnia. A cóż jest lepszego w przerwie pomiędzy zabijaniem od pełnych życia i uśmiechów musicali? To ulubiony repertuar Leona, który z iście dziecięcą fascynacją ogląda hity z Genem Kellym – Deszczowa piosenka i Zawsze jest piękna pogoda – niejako dziwiąc się przy tym, że nikt oprócz niego na (w większości i tak pustej) sali nie objawia podobnego entuzjazmu.

Miasteczko South Park (South Park: Bigger, Longer & Uncut, 1999)

W pełnometrażowej kontynuacji tej obrazoburczej serii animowanej budynek kina stanowi dla czterech nieletnich bohaterów o dużych oczkach główny cel ich młodego życia i jednocześnie późniejsze źródło problemów wszelakich. To tam znajduje się prawdziwy Święty Graal, czyli przeznaczone jedynie dla widzów dorosłych Dupy ognia (Asses of Fire) od kanadyjskich zgrywusów Terrance’a i Phillipa. Gdy podstępem udaje się im go w końcu obejrzeć, ich psychika ulega gwałtownej przemianie, w rezultacie czego pod (względnie) spokojnym miasteczkiem dosłownie otwierają się bramy piekieł.

Noc komety (Night of the Comet, 1984)

Rzadki przykład mocno pozytywnego, iście zbawiennego wizerunku tego miejsca.

Główna bohaterka filmu pracuje (no, przynajmniej udaje, że pracuje) w lokalnym kinie o nazwie El Rey, w którym, tak jak i w całej okolicy, panuje iście świąteczna atmosfera z okazji nadlatującej tytułowej komety. W sali leci specjalnie przygotowany nocny maraton, jednak nie mamy okazji zobaczyć, co dokładnie grają, bo nasza heroina zaszywa się w projektorni wraz ze swoim chłopakiem. Nad ranem okazuje się, że solidna, stalowo-betonowa konstrukcja dosłownie ocaliła jej życie. Rzadki to przykład tak mocno pozytywnego, iście zbawiennego wizerunku tego miejsca dla mas.

Odlot (Up, 2009)

Kinu sporo zawdzięcza również Carl Fredricksen, wszak to w nim po raz pierwszy poznaje smak prawdziwej przygody – podczas oglądania fikcyjnych kronik filmowych o wielkim podróżniku i odkrywcy Charlesie F. Muntzu. Mały Carl z pochwały godną konsekwencją śledzi wyczyny swojego mistrza, marząc o tym, by w przyszłości móc uczestniczyć w podobnych perypetiach. W prostej linii seanse te prowadzą go do najwspanialszej przygody życia – miłości.

Opętanie (Stir of Echoes, 1999)

Dość osobliwym miejscem w tym horrorze kino staje się dla Kevina Bacona. Tam bowiem trafia, będąc zahipnotyzowanym na imprezie – do starego, ogromnego, pomalowanego na czarno budynku (w rzeczywistości wykorzystany przez ekipę chicagowski moloch o nazwie Rialto mieni się kolorami), gdzie na bielutkim ekranie ukazują mu się wielkie litery tworzące słowo SEN. A to z kolei staje się zaczątkiem jego niepokojących wizji. Aby je rozwikłać, wraca ponownie na przerażająco pustą salę, której atmosfera z czasem jedynie gęstnieje, robiąc się niezwykle sugestywna…

Ostatnio dodane