Ranking

Jasna poświata PÓŁKSIĘŻYCA. Filmy TURECKIE, które warto znać

Autor: Karolina Michalska
opublikowano

Turcja stała się popularna wśród Polaków głównie ze względu na tanie wakacje all inclusive w przepięknych pięciogwiazdkowych hotelach. Są też tacy, którzy głośno wyrażają swoje negatywne opinie o mieszkańcach tego kraju, chętnie natomiast zajadają się najpopularniejszym w Polsce tureckim przysmakiem, czyli kebabem. Inni nie wyobrażają sobie przegapić odcinka ulubionego tureckiego serialu. A co z kinematografią turecką? Niestety wciąż jest u nas mało popularna. A szkoda, bo można znaleźć tu prawdziwe perły. Specjalnie dla was zebrałam tu kilka najciekawszych moim zdaniem tureckich filmów różnych gatunków z ostatnich lat.

Zaczynamy!

7. Miód (2010)

Swój ranking rozpocznę od filmu Semiha Kaplanoğlu – Miodu. Ta rozgrywająca się pośród przepięknych tureckich gór i lasów historia małego chłopca imieniem Yosuf (Bora Altas) wciąga i urzeka od pierwszych minut. Tata Yosufa, chorujący na epilepsję Yakup (Erdal Besikçioglu), jest pszczelarzem, który zbiera miód w pobliskim lesie. Rodzina boryka się z problemami finansowymi. Yosuf ma tylko jedną parę butów, dlatego tata poucza go, by dbał o nie jak najlepiej. Chłopiec wyraźnie podziwia ojca, chętnie pomaga mu w pracy, a wędrówki do lasu są dla sześciolatka przeżyciem niemal magicznym. I chociaż w lesie radzi sobie doskonale – nie tylko jako pomocnik pszczelarza, ale również jako opiekun ojca w jego chorobie – to w szkole staje się zupełnie innym dzieckiem. Największym problemem Yosufa jest ogromny stres, który blokuje go i nie pozwala mu płynnie czytać. Nie pomagają w tym też śmiejące się z niego dzieci, które unikają go na przerwach. A czytać nauczyć się musi. I to wcale nie dlatego, że ktoś tego od niego wymaga czy dlatego, że ma surowych rodziców. Celem chłopca jest bowiem klasowa odznaka, którą dostają ładnie czytające dzieci. Zauważyć tu należy, iż chłopiec jest bardzo odpowiedzialny i dojrzały jak na swój wiek. Z jednej strony to jeszcze niewinne dziecko, żyjące w świecie dziecięcych ambicji i marzeń. Z drugiej to nieśmiały, zamknięty w sobie mały domowy pomocnik, który nie ma wygórowanych wymagań, nie kaprysi ani nie marudzi. Dziecko, które można by stawiać za wzór wielu współczesnym maluchom. Jednak domowa sielanka kończy się, kiedy zmuszony sytuacją Yakup wyrusza w głąb lasu i nie wraca w ustalonym terminie.

Co mnie urzekło?

Niemal wszystko. Po pierwsze przepiękne zdjęcia, które przeniosły mnie w świat tak odległy dla osoby mieszkającej w centrum europejskiego miasta. Ciemne – co nie znaczy mroczne – pomieszczenia, dzięki którym czujemy, jakbyśmy niemal siedzieli cichutko gdzieś w kącie i podglądali życie tej rodziny. I chociaż akcja dzieje się w Turcji, to film jest uniwersalny i ponadczasowy, a umiejscowić można byłoby go równie dobrze w zupełnie innym miejscu na świecie. Drugą zaletą filmu jest jego prostota. Z pewnością nie jest to film dla miłośników szybkiej akcji. Tu czas płynie niespiesznie, a my zatapiamy się w kolejnych ujęciach magicznego lasu i krok po kroku poznajemy rozterki bohaterów. Aby podkreślić wyjątkowość otaczającej bohaterów natury, reżyser – nie po raz pierwszy – zrezygnował całkowicie z muzyki. Była to doskonała decyzja. Zamiast muzyki mamy szum wiatru i drzew, świergot ptaków, bzyczenie pszczół, rżenie konia. Miłośnicy Tarkowskiego będą tym i innymi filmami Kaplanoğlu zauroczeni. Ostatnie, co zachwyciło mnie w tym filmie, to sama fabuła. Jak już wspominałam, celem chłopca była klasowa odznaka. Mamy tu pokazane życie dziecka, którego nie otaczają luksusy. Które nie obraża się na rodziców, bo nie mają pieniędzy na najnowszy model telefonu. Które nawet nie wie, czym jest własny telefon komórkowy i jakoś potrafi się bez niego obyć. Życie dziecka, które nie czuje potrzeby ślepej rywalizacji z rówieśnikami. Dziecka, które nie skarży się na to, że codziennie pokonuje długą leśną drogę, by dotrzeć do szkoły i z niej wrócić, mając jedną jedyną parę butów. Film Kaplanoğlu uczy nas pokory i pozwala docenić to, co mamy wokół siebie, tak jak doceniał to mały Yosuf.

6. Światło i cień (2016)

Światło i cień w reżyserii Yeşim Ustaoğlu jest to historia dwóch żyjących w zupełnie różnych środowiskach tureckich kobiet. Pierwsza z nich to młoda, spełniona doktor psychiatra Chehnaz (Funda Eryiğit) mieszkająca wraz z partnerem, architektem, w przepięknym nowoczesnym domu. Kobieta czerpie satysfakcję z wykonywanego zawodu, jej życie wydaje się być sielanką, nie narzeka też z pewnością na problemy finansowe. Ale czy aby na pewno wszystko jest idealne? Drugą bohaterką filmu jest nastoletnia Elmas (Ecem Uzun). Jej życie diametralnie różni się od życia Chehnaz. Dziewczyna mieszka z dużo starszym mężem (Serkan Keskin) i schorowaną teściową (Sema Poyraz), którą jest zmuszona się opiekować. Całymi dniami sprząta, by ich zadowolić i spełnić ich wymagania. Jedynym momentem wytchnienia jest dla niej zapalany potajemnie na balkonie papieros. Tylko wtedy Elmas jest chociaż na moment „wolna”. Ale opieka nad staruszką i obowiązki domowe są niczym w porównaniu z koszmarem, z jakim musi mierzyć się co noc. Z gwałtami, których doświadcza ze strony męża. Z przymusowym seksem, którego nie ma prawa odmówić, bo chociaż ich relacja bardziej kojarzy nam się z aktem pedofilskim, to tak naprawdę jest elementem prawnie zawartego małżeństwa. I choć Elmas przed każdym stosunkiem modli się o to, by mąż tej nocy jej nie dotknął, a po każdym stosunku krwawi i wije się z bólu, to jej koszmar nie mija. Znikąd nie ma też pomocy. Co gorsza, środowisko, w którym została wychowana, jest jak na dzisiejsze czasy dość zacofane. Dziewczyna mimo doznawanej krzywdy wierzy, że nie mogła sprzeciwić się rodzicom, którzy podjęli decyzję o jej ślubie, ani mężowi. Nie może nawet z nikim rozmawiać na ten temat, bo mówienie o seksie jest grzechem.

Co mnie urzekło?

Odwaga reżyserki, by przemówić w imieniu tureckich kobiet. Co więcej, by pokazać, że takie rzeczy nie dzieją się tylko na prowincjach. Bo chociaż pozornie obie kobiety żyją w skrajnie różnych środowiskach i warunkach, to kiedy ich drogi splatają się ze sobą, okazuje się, że życie Chehnaz wcale nie jest tak cudowne, na jakie wygląda. Ona również doświadcza przemocy seksualnej ze strony swojego partnera. i chociaż ich stosunki nie są tak brutalne jak te, które noc w noc przeżywa Elmas, to równie trudno mówić tu o tym, by kobieta miała z nich jakąkolwiek satysfakcję. A odmówić też nie ma prawa. Kobieta zresztą nie ma jakiegokolwiek prawa głosu, co najdobitniej pokazuje nam scena, w której partner Chehnaz mówi jej, by wyjęła wino do kolacji, a kiedy ta proponuje raki, w odpowiedzi słyszy stanowcze, nieznoszące sprzeciwu: „Powiedziałem: wino!”. Scen, w których mężczyzna pokazuje, kto w tym związku ma jedyne prawo do podejmowania decyzji, jest oczywiście więcej. W psychicznym znęcaniu się jest nawet gorszy od męża Elmas, który, o dziwo, mimo bestialskiego traktowania dziewczyny w nocy za dnia broni jej przed swoją matką. Chehnaz szuka ukojenia w spacerach brzegiem morza, lecz bywa ono tak wzburzone i niebezpieczne jak życie tureckich kobiet, które choć żyją tak blisko nas, są ignorowane przez prawo.

Ostatnio dodane