Ranking

Czasy się zmieniły, on nie… Ranking filmów SAMA PECKINPAHA

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Sam Peckinpah (1925–1984) solidnie zapracował na swoją pozycję. Zaczynał niemal od samego dołu w branży telewizyjnej i stopniowo piął się w górę, intrygując współpracowników nieprzeciętną wyobraźnią i inwencją twórczą, ale też wkurzając autodestrukcyjnym stylem życia (uzależnienie od alkoholu). Aby osiągnąć na ekranie znakomite efekty, za kulisami powinni stać nie tylko profesjonaliści, ale też ludzie o żelaznej cierpliwości. Na szczęście w Hollywood takich nie brakowało, dzięki czemu powstały wspaniałe klasyki, które tworzą pierwszą siódemkę (połowę) niniejszego zestawienia. Reżyserowi, do którego przylgnął pseudonim Krwawy Sam, udało się zgromadzić wokół siebie grupę stałych aktorów, nieoficjalnie zwaną Sam Peckinpah’s Stock Company (na wzór The John Ford Stock Company). W jej skład wchodzili m.in: R.G. Armstrong, James Coburn, Ben Johnson, L.Q. Jones, Warren Oates, Slim Pickens, Jason Robards i Dub Taylor.

To, co najbardziej mu się udało to znalezienie nowego języka wypowiedzi dla kostniejącego gatunku, jakim był western. Stał się czołowym rewizjonistą w tym najbardziej amerykańskim gatunku filmowym. I chociaż całkiem nieźle trafił w swój czas, bo lata 60. były przełomowe, jeśli chodzi o brutalizację kina gatunkowego, to i tak budził kontrowersje, a z dzisiejszej perspektywy widać, że wyprzedzał swoją epokę. Jego próba stworzenia filmu bez trupów, Junior Bonner, nie przyniosła ani artystycznej, ani komercyjnej satysfakcji, więc pozostał w tematyce filmów o zabijaniu. Stał się symbolem brutalnego kina do tego stopnia, że członkowie grupy Monty Python poświęcili mu swój makabryczny skecz (Sam Peckinpah’s ‚Salad Days’, listopad 1972), w którym Eric Idle nazywa reżysera „wygnańcem z Fresno w Kalifornii”, a następnie mówi o Dzikiej bandzie i Nędznych psach jako o filmach, które „przedstawiają bardzo prawdziwy i seksualnie stymulujący obraz przemocy w najostrzejszym stylu” (fragment w tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego). Potem jest zapowiedź „spokojniejszego” filmu reżysera i to wcale nie jest Junior Bonner, lecz groteskowo brutalna adaptacja musicalu Szczenięce lata (Salad Days, prem. 1954) Juliana Slade’a i Dorothy Reynolds.

Na Film.org.pl można znaleźć obszerną biografię Krwawego Sama autorstwa Piotra Kletowskiego („Sam Peckinpah. Krwawy moralista”), dlatego postanowiłem do tematu podejść od innej strony, prezentując ranking wszystkich jego filmów kinowych, od najsłabszego do najlepszego.

14. Niebezpieczni kompani (The Deadly Companions, 1961)

Po latach spędzonych w telewizji Peckinpah otrzymał szansę na realizację filmu dla kin. Brian Keith, z którym pracował przy serialu The Westerner (1960), zaproponował jego kandydaturę. Gwiazdą filmu była Maureen O’Hara, siostra producenta Charlesa B. Fitzsimonsa i zarazem świetna aktorka znana choćby z ról u boku Johna Wayne’a (Rio Grande, Spokojny człowiek). O’Hara negatywnie oceniała współpracę z Peckinpahem – reżyser pozbawiony twórczej swobody był kompletnie zagubiony, nie mając wpływu ani na scenariusz, ani na montaż. Scenariusz jest dziełem Alberta Sidneya Fleischmana, który napisał go na podstawie własnej powieści Yellowleg (1960). Opowiada o Jankesie, który pod kapeluszem skrywa blizny po próbie skalpowania. Okaleczył go pijany żołnierz Konfederacji, którego wreszcie odnalazł, ale na drodze jego zemsty staje dramatyczne zdarzenie. Podczas strzelaniny z bankowymi rabusiami Jankes przypadkiem zabija dziecko, syna rudowłosej tancerki z saloonu. Kobieta upiera się, aby pochować syna u boku ojca w Siringo, dokąd prowadzi niebezpieczny szlak przez tereny Apaczów.

Niekonwencjonalny to pomysł, by głównym motywem uczynić transport zwłok dziecka. Był tu potencjał na interesujące studium charakterów, bo autor stworzył cztery postacie, z których każda ma inną motywację. Jedna pragnie zemsty, druga pieniędzy z banku, trzecia spogląda pożądliwie na wdowę, natomiast kobieta ma niezabliźnione wewnętrzne rany (jest uważana za gorszą rasę człowieka z powodu urodzenia bękarta) i wierzy, że pochowanie syna u boku ojca zakończy jej psychiczne cierpienie i pozwoli żyć w spokoju. Film nie ma jednak dużego emocjonalnego ciężaru, nie czuć w ogóle zagrożenia ani ze strony kompanów, ani Indian. O’Hara wygląda na ekranie zjawiskowo, ale to zasługa przede wszystkim operatora Williama Clothiera – aktorka nie dostała odpowiedniego wsparcia u reżysera, a scenariusz nie był na tyle dobry, by można było wiele z niego wycisnąć. Inna sprawa jest taka, że Peckinpah został zatrudniony głównie dlatego, że z debiutującego reżysera łatwo było zrobić figuranta. Podpisał film swoim nazwiskiem, wziął czek, przyjął na siebie cięgi od krytyków, a reszta ekipy mogła zrzucić niepowodzenie na błędy debiutującego reżysera. Na szczęście ten nieudany debiut nie osłabił charakteru Peckinpaha, a jedynie wzmocnił przekonanie, że w tym zawodzie praca z aktorami to nie wszystko. Aby stać się prawdziwym reżyserem, musi zabiegać o pełną kontrolę nad scenariuszem i montażem.

13. Elita zabójców (The Killer Elite, 1975)

Agent Mike Locken to bohater trylogii sensacyjnej autorstwa Roberta Syda Hopkinsa, piszącego pod pseudonimem Robert Rostand. W skład serii wchodzą The Killer Elite (aka Monkey in the Middle, 1974), Viper’s Game (1974) i A Killing in Rome (1977). Autorzy scenariusza Marc Norman i Stirling Silliphant dokonali adaptacji pierwszej części, a Peckinpah wziął ją na warsztat pewnie dlatego, że zawierała jego ulubiony motyw – braterski związek dwóch mężczyzn, który rozpada się, gdy jeden łamie zasady fair play. Do produkcji zaangażowano aktorów rozsławionych Ojcem chrzestnym (1972), Jamesa Caana i Roberta Duvalla, a do montażowni wpuszczono Monte Hellmana (Two-Lane Blacktop, 1971; Walka kogutów, 1974), którego Krwawy Sam uważał za jednego z najlepszych amerykańskich reżyserów. Jednak za ostateczny kształt Elity zabójców odpowiedzialny był Mike Medavoy, szef produkcji United Artists. Powstał film, który krytycy określali jako połączenie Trzech dni Kondora z Wejściem smoka.

Dobrą formę Peckinpaha widać w zakończeniu, gdzie mamy sceny śmierci w zwolnionym tempie oraz wschodnie sztuki walki z udziałem wojowników ninja.

Najważniejszym elementem fabuły jest teoria spiskowa, według której CIA powierza zlecenia prywatnym agencjom, mając w ten sposób większy wpływ na politykę kraju niż oficjalnie wiadomo. Mike Locken (James Caan) i George Hansen (Robert Duvall) należą do asów takiej prywatnej agencji, ale jeden z nich nieoczekiwanie zmienia strony – zabija chronioną osobę i poważnie rani wspólnika, wysyłając go w ten sposób na przymusową emeryturę. Lekarze nie dają rannemu szansy na odzyskanie pełnej sprawności, więc pracodawcy skreślają go z listy czynnych agentów. Kaleka nie może być jednak głównym bohaterem filmu akcji, więc Locken odzyskuje siły, a nawet zostaje mistrzem walk wschodnich – kuleje, ale potrafi sprawnie posługiwać się laską. Oczywiste jest, że musi wrócić do służby choćby po to, by wyrównać rachunki ze zdradzieckim wspólnikiem.

Film trwa dwie godziny, podczas których przeważa dialog nad akcją i niestety szpiegowska intryga nie trzyma w napięciu tak mocno jak np. Trzy dni Kondora. Postacie skonstruowane są według nudnego szablonu i zagrane bez przekonania. Realizacja jest konwencjonalna, bez polotu i energii, bo alkohol i kokaina interesowały reżysera bardziej niż scenariusz filmu. Dobrą formę Peckinpaha widać w zakończeniu, gdzie mamy sceny śmierci w zwolnionym tempie oraz wschodnie sztuki walki z udziałem wojowników ninja. Gdyby całość była podporządkowana scenom walk, to mógłby powstać lepszy film, bo w produkcji uczestniczyli m.in.: Takayuki Kubota (założyciel szkoły karate Gosoku-ryu) i jego uczniowie Hank Hamilton (7 dan) i James Caan (6 dan; tak, gwiazdor Ojca chrzestnego i Misery jest mistrzem karate, praktykującym sztuki walki przez 30 lat pod okiem arcymistrza Kuboty).

Ostatnio dodane