publicystyka filmowa

POMIĘDZY AZJĄ I AMERYKĄ. Kto i dlaczego robi lepsze KINO AKCJI?

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Kilka lat temu obejrzałem The Raid: Redemption i od tamtej pory czekałem na film akcji, który go przebije. Nie sądzę, żeby zrobił to jego sequel. Z trochę innej strony nadjechał Mad Max: Na drodze gniewu, całkiem nieźle w nurt wstrzelił się John Wick. Mimo to, oglądając szeroko pojęte kino akcji z różnych stron świata, ma się wrażenie, że to jednak Azjaci wysuwają się na prowadzenie w wyścigu o miano jego najlepszych twórców. Nawet po odseparowaniu tego pierwiastka egzotyki, który na pewno wpływa na wrażenia z seansu, mam wrażenie, że Japończycy, Koreańczycy, Chińczycy, a ostatnio także Indonezyjczycy robią to kino po prostu lepiej.

Za prototypowy film akcji należałoby uznać japońskich Siedmiu samurajów.

Ale kiedy w ogóle narodziło się kino akcji… i gdzie? Historycy mogą być zgodni co do pewnego tytułu: Wielki napad na pociąg, który jest jednocześnie pierwszym westernem, pierwszym filmem gatunkowym, pierwszym filmem łamiącym czwartą ścianę i pewnie jeszcze pierwszym w kilku innych kategoriach. Załóżmy więc, że od Wielkiego napadu… wszystko się zaczęło. Do kina akcji zaliczyłbym na przykład większość krótkich metraży z udziałem wielkiej trójki kina niemego – Charliego Chaplina, Bustera Keatona i Harolda Lloyda. No bo jak inaczej zaklasyfikować mistrzowską wspinaczkę tego ostatniego po wieżowcu w centrum Nowego Jorku w finałowej scenie Jeszcze wyżej albo kaskaderskie popisy Keatona, chociażby w takim Generale, który tętni akcją? Jednak za prototypowy film akcji należałoby uznać japońskich Siedmiu samurajów. Podobnie jak Wielki napad na pociąg, również i obraz Kurosawy jest numerem jeden (chronologicznie) pod wieloma względami. Z punktu widzenia miłośnika kina akcji przed Siedmioma samurajami nie było czegoś, co w pełni realizowałoby założenia uznawane za podstawowe elementy składowe tego gatunku. Bohaterowie, tytułowych siedmiu samurajów, formują drużynę w celu ochrony ubogich mieszkańców wsi przed bezustannymi atakami rozbójników. Widzimy zawiązanie akcji w postaci przyjęcia zadania, widzimy zbieranie drużyny (przed wyruszeniem w drogę), widzimy pierwsze starcia, przygotowania, próby, treningi… Razem z bohaterami przeżywamy wzloty i upadki, poznajemy ich największego przeciwnika, angażujemy się w historię, która powoli zmierza do krwawego, dramatycznego finału i epickiej (to nadużywane słowo, ale pasujące tu jak ulał) ostatniej bitwy, po dziś dzień będącej wzorowym przykładem choreografii, aranżacji i montażu scen akcji. Tak, Siedmiu samurajów to zdecydowanie pierwowzór nowoczesnego kina akcji.

Za garść dolarów było (...) remakiem Straży przybocznej, o co zresztą Leone i Kurosawa się pokłócili i procesowali.

Co ciekawe, Kurosawa – Japończyk – był pod dużym wrażeniem i wpływem amerykańskich filmów. Inspirację czerpał chociażby z westernów realizowanych przez Johna Forda. Co jeszcze ciekawsze, film o samurajach stał się jedną z największych inspiracji dla całego grona amerykańskich filmowców, którzy podejmowali liczne próby nakręcenia czegoś, co mogłoby się zrównać z obrazem Japończyka albo nawet go wyprzedzić. Siedmiu wspaniałych to przykład remake’u, ale wypływy Kurosawy sięgają dużo, dużo dalej. Podobnie było z powstałą kilka lat później Strażą przyboczną. Tym razem bohater był samotnikiem, a jego charakter i sposób działania stały się wzorem dla jemu podobnych amerykańskich protagonistów. Milczący, moralnie niejednoznaczny, charyzmatyczny i pewny siebie – niczym Clint Eastwood z westernów Sergia Leone… a właściwie dokładnie taki, bo Za garść dolarów było przecież remakiem Straży przybocznej, o co zresztą Leone i Kurosawa się pokłócili i procesowali. A Eastwood wypracował charakterystyczny dla siebie styl, w którym zagrał także w Brudnym Harrym i jego sequelach. Wchodzimy więc swobodnie w dekadę lat 70. XX wieku, która oferuje już w pełni ukształtowane dwa nurty kina akcji. Pierwszy z nich to ten amerykański, z obrazami takimi jak Brudny Harry właśnie, Francuski łącznik, Ucieczka gangstera, Życzenie śmierci, Znikający punkt czy Kierowca. Po drugiej stronie mamy natomiast Azję, gdzie w Chinach i Hongkongu rozwija się wuxia, czyli rodzaj kina akcji kładącego nacisk na młodych adeptów sztuk walki ćwiczących i trenujących do pojedynku z niebezpiecznym przeciwnikiem, a w Japonii triumfy święcą filmy samurajskie. Azjatyckie tytuły z tego okresu to na przykład Droga smoka, Pijany mistrz, 36 komnata Shaolin, Dotyk Zen, japoński Uliczny wojownik, Lady Snowblood czy filmy o niewidomym masażyście Zatōichim.

Ostatnio dodane