publicystyka filmowa

POLSKIE AKCENTY w kinie. Aktualizacja 11/11/2018

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

akcenty_MnemosyneI zboczymy na chwilę z alfabetu w ogólną stronę Dalekiego Wschodu oraz naszego głównego towaru eksportowego. I tak w trzynastym odcinku Kowboja Bebopa: Pukając do nieba bram bohaterowie piją wódkę – nalepka pochodzi z naszej Żytniej, ale napis jest inny: „Specjalna”. Z kolei w anime AA! Megami-sama – Sorezore no Tsubasa jedna z bohaterek ma zamiar upić inną dziewczynę za pomocą spirytusu, podczas „zawodów pijackich”. Polski Spirytus pojawia się także w tonącej w alkoholowych oparach serii Grand Blue. Zaś w chińskiej produkcji Suzhou ojciec głównej bohaterki sprowadza z Europy Żubrówkę, żeby nią handlować. Później ma ona spore znaczenie w tym filmie (nie napiszę jakie, żeby nie psuć) – poświęcono jej nawet scenę, w której bohater dokładnie ogląda nowy nabytek. Podróbka tegoż trunku pojawia się jeszcze w serii Mnemosyne: Mnemosyne no Musume-tachi.

akcenty_FLCLNatomiast anime FLCL może poszczycić się czym innym – Fiatem 126p w akcji godnej oklasków (ogromne działo, które mieści się cudem wewnątrz, niezwykła szybkość i zwrotność auta). Za to Mamoru Oshii – który nakręcił we Wrocławiu Avalon, a Warszawę odtworzył we fragmentach The Sky Crawlers – musiał przywieźć coś więcej, niż miłe wspomnienia z naszego kraju, ponieważ w Duchu w pancerzu 2: Niewinność przez chwilę widać paczkę Sobieskich. I to czerwonych…

Pozostając w temacie, świeżutkim produktem z kraju Kwitnącej Wiśni jest seria internetowych animacji powiązanych z grami – Augmented Reality Girls Trinary. Opowiadają one o piątce dziewcząt walczących z Fenomenem – dręczącym Tokio tajemniczym zjawiskiem doprowadzającym zwykłych ludzi do szaleństwa. Pierwsze cztery bohaterki to rodowite Japonki, zaś piąta to czternastoletnia… Gabriela Lotaryńska – urodzona w Polsce fanka broni palnej, córka oficera wojskowego. Najmłodsza w całym oddziale, ma obsesję na punkcie udowadania własnej wartości poprzez rywalizację. Koleżanki wołają na nią „Gab” lub „Gabi”. A prezentuje się ona tak:

W jednej ze scen arcydzieła Dawno temu w Ameryce młodzi Max i Noodles wkręcają policjanta, że świeżo skradziony zegarek należał do ich wujka Maksa, który zmarł niedawno w Kiszyniowie. Władza co prawda nie daje się nabrać, ale my łykamy to bez dwóch zdań – w słusznej, polskiej sprawie rzecz jasna.

Jest też Dealer (Pusher) Nicolasa Windinga Refna, u którego w części trzeciej – Jestem aniołem śmierci – pojawia się dość znaczący wątek polskiego dresa i jego dziewczyny. Wraz z Milo wymienia się on towarem, a potem… zresztą lepiej zobaczyć to na własne oczy:

W rozjuszonego Mitję wcielił się Marek Magierecki, który później grał jeszcze między innymi epizod polskiego robotnika w mało znanym Mennesker bliver spist (co można luźno przetłumaczyć na: Ludzie są zjedzeni), gdzie towarzyszą mu także Eryk Lubos, Wojciech Poradowski, Antonina Choroszy, Przemysław Bluszcz i Bogusław Suszka. Warto przy tym wspomnieć, że również i w drugiej części Pushera, Krew na rękach, dostrzec można na dalekim planie ślady polskości w osobach Henryka Blicha i Pawła Godziaka.

akcenty_StephanieW słynnym niegdyś także i u nas serialu Detektyw w sutannie, którego nowszym klonem stał się ostatnio, wspomniany już, Artur Żmijewski, także można znaleźć parę smaczków. Siostra Stephanie ma na nazwisko Oskowski i wcale nie kryje się ze swoim pochodzeniem. Nawet komunikuje się po naszemu w jednym z epizodów – kiedy ksiądz Dowling wypytuje jakąś kobietę odnośnie kolejnego śledztwa, okazuje się, że to Polka i nie rozumie angielskiego. Wówczas Stephanie wkracza do akcji, co robi wrażenie na kobiecie („Siostra ślicznie mówi po polsku”). Później Stefcia przyznaje się, że to dziadek nauczył ją przekleństw, a babcia pozostałych słów. Nie ma to jak rodzinna tradycja.

Warto w tym miejscu wspomnieć też o bardzo podobnym, choć znacznie młodszym, brytyjskim serialu Ojciec Brown, gdzie również mamy księdza rozwiązującego zagadki kryminalne – tym razem na przełomie lat 40. i 50. W sezonie pierwszym pojawia się sporo akcentów i parę aktorów polskich.

Mieliśmy habit, to teraz czas na Detektyw w szpilkach (acz tłumaczenie skutecznie zabija ducha oryginału). Victoria „V.I.” Warshawski – bo tak ma na nazwisko główna bohaterka grana przez Kathleen Turner – jest uroczym prywatnym detektywem o polskich korzeniach. Akcja dzieje się w Chicago, więc mamy też Bernarda Grafalka i kilka okolicznościowych wzmianek. Ponownie jedynie ciekawostka z cyklu: jak to można wykorzystać nasz język. Swoją drogą Kaśka zagrała Polkę także w Honorze Prizzich, gdzie wciela się w Irene Walker (naprawdę Irene Walkervisks).

akcenty_drhouseZ kolei w jednym z odcinków szóstej serii kultowego Doktora House’a możemy znaleźć sympatyczny smaczek na tablicy pacjentów w postaci nazwiska, które brzmi… Janosik. Z uwagi na rok produkcji raczej nie chodzi o Marka Perepeczkę. Niemniej morowy wtręt.

W innym serialu, Drew Carey Show, główni bohaterowie dużo czasu spędzają w barze o dość swojskiej nazwie Warsaw Tawern. Lokal ma wystrój godny każdego patrioty – udekorowany jest flagami. No i w końcu jedna z bohaterek, Mimi Bobeck, jest z pochodzenia Polką, co sama wielokrotnie podkreśla. Inną regularną twarzą serii jest również Lewis Michealangelo Kiniski – wnuk imigrantów z Polski. Zresztą sam Drew Carey ma ponoć bardzo pozytywne zdanie o naszym narodzie.

Kolejny serial na liście to sitcom Dwie spłukane dziewczyny. Jennifer Coolidge (mama Stiflera z American Pie) gra w nim Sophie Kuczynski (Kachinsky) – pochodzącą z Warszawy kobietę, która po przyjeździe do Stanów założyła firmę sprzątającą o jakże wymownej nazwie Sophie’s Choice. Jej obecność prowadzi oczywiście do niezbyt wyszukanych żarcików odnośnie Polski i mniej lub bardziej zabawnego powielania stereotypów.

Charlie Sheen w serialu Dwóch i pół także ma styczność z naszą ojczyzną, a konkretniej z pewną Polką, która zadurza się w nim, po czym sprowadza do jego domu całą swoją rodzinę. Sheen uczy się także pewnego polskiego „stwierdzenia”, po czym dodaje, że jest to zabawny język. A zresztą obejrzyjcie sami:

No i czas na króla królów oper mydlanych, czyli serial Dynastia – tu w jednym z odcinków Sammy Jo (Heather Locklear) odziedzicza stadninę koni. Później wspomina, że zamierza kupić zwierzęta w… Warszawie. Wtedy ktoś pyta Sammy, czy umie mówić po polsku. Niestety, żadnego słowa w naszym języku z ust Samanty nie usłyszymy. Więc jak ona zamierza dokonać targu?

W kontrowersyjnym filmie Dzieciaki możemy z kolei dojrzeć jeden z oryginalniejszych akcentów, jakim jest kaleki Murzyn, poruszający się w metrze na deskorolce i podśpiewujący „Nie mam nóg. Nie mam nóg!”. Nosi on sympatyczną koszulkę z napisem: „Pocałuj mnie – jestem Polakiem”. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy współczuć takiego stanu rzeczy.

akcenty_enigmaNastępny przykład to wojna pełną gębą, choć bardziej współczesna i niestety mało chlubnie odnosząca się do historii. Enigma Michaela Apteda wywołała zresztą swego czasu burzę, gdyż jednym z bohaterów pracujących w Bletchley Park nad Enigmą jest Polak (Jozef „Puck” Pukowski), który zdradza aliantów za to, że ci nie reagują na zbrodnię katyńską. Polacy są tu ogólnie tchórzami i upodabnia się ich do faszystów, a całą zasługę odszyfrowania Enigmy przypisuje się Anglikom. A skoro już jesteśmy w temacie, to znacznie świeższa Gra tajemnic również wywołała w kraju drobną polemikę. Film skupia się bowiem na samej osobie Turinga, a udział Polaków przy łamaniu niemieckiego urządzenia zostaje sprowadzony do pojedynczego dialogu.

akcenty_slovikThe Execution of Private Slovik – telewizyjne widowisko z młodym Martinem Sheenem warto nadmienić z powodów czysto kronikarskich. Rzeczony film to odtworzenie faktycznych wydarzeń, których udziałem był Edward Slovik – amerykański żołnierz z polskiej rodziny, mąż Antoinette Wisniewski. Historia to smutna, bo Slovik został podczas II wojny światowej rozstrzelany za dezercję, pozostając tym samym niechlubnym wyjątkiem na kartach US Army. W samym filmie rodzimego języka nie usłyszymy, ale są liczne odniesienia do pochodzenia Slovika. Generalnie produkcja dobra sama w sobie.

W realiach II wojny światowej osadzony jest także Fałszywy zdrajca z 1962 roku. Pojawia się tam scena, w której polscy robotnicy przymusowi z rafinerii odmawiają wykonywania swych zadań z powodu zbyt dużej liczby godzin pracy i zbyt małych racji żywnościowych. Niemcy grożą, że wszystkich strajkujących powieszą, po czym faktycznie jednego z pracowników zabijają i reszta wraca do pracy. Wydarzenie to wpływa na zachowanie głównego bohatera, Amerykanina ze szwedzkim paszportem, który zmuszony przez aliantów do szpiegowania, od tej pory zmienia swoje nastawienie i robi to z przekonania.

Polaka nie zabrakło także w Fantastycznych zwierzętach i jak je znaleźć. Pojawia się tam niejaki Jacob Kowalski – mężczyzna, którego największym marzeniem jest własna cukiernia, w której mógłby sprzedawać „ponczkis” według przepisu swojej babci. Kocha on także elfy i chciałby zostać czarodziejem. Urocze.

Dalsze miejsce przypada Terry’emu Gilliamowi i jego Fisher King za przewidzenie tendencji rodzimego kina. W jednej ze scen tego skądinąd bardzo udanego filmu Parry (świetny Robin Williams) pokazuje Lydii polski film zatytułowany Królewska piekarnia w reżyserii niejakiego Speizaka („No tak! Dlatego są napisy”). Na to Lydia odpowiada mu, że nie lubi ichniejszych melodramatów, woli musicale. Dziś muszę się zgodzić z tą niezamierzoną aluzją do tutejszego kina.

Nadmienić można (acz znać nie trzeba) Francuską ruletkę. Sytuacja w tejże wygląda tak: na widok pijanego Maurice’a pan z obsługi wyciągu narciarskiego zadaje pytanie:

„Czy pan jest Polakiem?”

A kto nie jest?

Frisko Kid z Harrisonem Fordem i Genem Wilderem to kolejna, przyjemna produkcja, która wykorzystuje Polskę w sposób typowo amerykański. Oto rabin z Polski, Avram Belinsky, wyrusza do San Francisco, gdzie oczekuje na niego grupa Żydów. Nasz kraj widziany w kilku początkowych scenach wygląda oczywiście jak zapadła dziura, wypełniona po brzegi tylko i wyłącznie Żydami (okres zaborów, jaki wtedy u nas panował, nijak tego nie wyjaśnia). Poza tym rabin co chwila podkreśla skąd przybył („I’m from Poland, I’m from Poland”) i od czasu do czasu rzuca jakimś polskim lub polsko brzmiącym słowem („Oj, gwałtu!”). Generalnie film lekki i przyjemny – można obejrzeć bez bólu w zadzie.

Zabawna i pomysłowa jest też krótkometrażówka Dona Hertzfeldta z 1996 roku pt. Genre, gdzie także znalazł się pewien abstrakcyjny akcent. W rozdziale o jakże wymownej nazwie „The Abstract Foreign Western” pojawia się w tle bezsensowny dialog w naszym języku, który w dodatku nijak ma się do pojawiających się pod spodem napisów. Polecam.

Następne w kolejce Gone in 60 Seconds. Mam na myśli oczywiście pierwszą wersję z 1974 roku, a nie ten słaby remake z Nicolasem „zagram wszystko jedną twarzą” Cage’em. W oryginalnej wersji aż roi się od akcentów: jest ślub w klubie „Kościuszko”, gang złodziei samochodów z polską obsadą (Vicinski & Co.) i kilka dowcipów. A poza tym samochody, dużo samochodów! Ale już nie polskich…

akcenty_grantorinoI pora na Eastwooda. Clinta Eastwooda. W swoim przedostatnim (jak dotąd) aktorskim występie w Gran Torino gra niejakiego Walta Kowalskiego – zgryźliwego tetryka, który nikogo nie lubi. Co chwila ktoś obrzuca go przywarami dotyczącymi jego pochodzenia, choć wydźwięk tych słów nie jest wcale tak negatywny, jakby się mogło wydawać. Co prawda Clint jeden wie, czemu wybrał akurat polskie korzenie dla swojego bohatera, który jest przecież zatwardziałym, amerykańskim patriotą, ale nie nam negować jego wybór. W końcu to kolejna wielka legenda kina, która swoje dzieło zaprawia biało-czerwoną barwą.

akcenty_rookieCo ciekawe, robił to już wcześniej, w komedii sensacyjnej z udziałem swoim i Charliego Sheena – Żółtodziób. Tam główny bohater nazywa się z kolei Nick Pulovski, co skrzętnie wykorzystuje jego niemiecki przeciwnik Strom (Raul Julia), nazywając go co i rusz „polaczkiem”. W zasadzie można uznać to za obraźliwy i pogardliwy epitet – tyle tylko, że to właśnie Pulovski okazuje się górą, pokonując czarny charakter, a wcześniej nawet używając sobie (chociaż wbrew własnej woli) z jego kobietą (seksowna Sonia Braga).

W oscarowej, plastelinowej animacji Harvie Krumpet już na samym początku poznajemy korzenie głównego bohatera: urodził się w Polsce w roku 1922 jako Harvek Miłosz Krumpecki. Jego matka miała na imię Liliana, a ojciec Maciek. Matka pracowała w kopalni, gdzie widzimy ją w momencie, gdy przewraca się jej taczka z węglem, a ona krzyczy wielce wymowne „kurrrwa!” (ze szczególnym akcentem na „r” właśnie). Co ciekawe narratorem filmu jest Geoffrey Rush, który po latach zagrał w pewnej polskiej reklamie…

akcenty_olenskaW zapomnianym już francuskim filmie kostiumowym Helena i mężczyźni Ingrid Bergman wciela się z kolei w arystokratkę Helenę Sokorowską. Po śmierci męża, polskiego księcia, zastanawia się, co zrobić ze swoją przyszłością. Zaczyna więc pomagać swym kochankom w robieniu kariery, każdego obdarowując białą margeritką. Później jednak chce ich ze sobą ponownie mocniej związać. Notabene całkiem podobną rolę, prawie czterdzieści lat później, zagrała Michelle Pfeiffer – wcieliła się w hrabinę Ellen Oleńską w słynnej ekranizacji Wieku niewinności Martina Scorsesego. Również w Rozdartej kurtynie mamy polską szlachciankę Kuchinską (Lila Kedrova), która przebywając w Niemczech szuka sponsora, dzięki któremu mogłaby wyjechać do Stanów. I w sumie tyle – korzenie tych pań ogromnego wpływu na akcję nie mają, ale zawsze to fajnie mieć hrabiny u boku, zwłaszcza takie.

W telewizyjnym Hitlerowskie SS: Portret zła z 1985 roku, Polacy jako tacy się wprawdzie nie pojawiają, ale sam film zaczyna się od przygotowań Niemców do Prowokacji gliwickiej. Gdy słuchają w radiu, jak przebiega napaść polskich żołnierzy, słychać kilka zdań w naszym języku.

Najbardziej osobliwym filmem spośród wybranych jest za to Heung joh chow heung yau chow (brak polskiego tytułu, angielski brzmi Turn Left, Turn Right). Jest to bowiem produkcja azjatycka, zainspirowana wierszem Wisławy Szymborskiej Miłość od pierwszego wejrzenia. Główni bohaterowie recytują ów wiersz po polsku, co wychodzi im… całkiem nieźle.

akcenty_chicagoZa to w I stanie się koniec, z poważną, dramatyczną rolą Arnolda Schwarzeneggera, stygmatyczka zwiastująca przyjście diabła okazuje się Polką i wypowiada niezrozumiały dla Amerykańców potok słów. Oczywiście na tym jej rola się kończy. Ale bynajmniej nie kończymy na tym z Arnoldem, który dekadę wcześniej sam miał polskie korzenie w Jak to się robi w Chicago, gdzie grał policjanta Marka Kamińskiego. W jednej ze scen demoluje on kasyno „Old Warsaw”, a w innej widzimy statek „Kazimierz Pułaski”. Ponadto mamy tu Lamańskiego i Patrovitę. Uwarunkowane to jest oczywiście tytułowym miejscem akcji, czyli największym skupiskiem Polaków w Ameryce.

Warto też wspomnieć o Infiltracji z 2006 roku, gdzie w jednym z fragmentów Matt Damon pyta kolegę: „Masz w domu jakiś garnitur, czy chcesz chodzić ubrany, jakbyś chciał najechać Polskę?”.

akcenty_collateralA skoro już przy cytatach jesteśmy, to w młodszym o dwa lata Zakładniku Tom Cruise z przekąsem reaguje na widok zmasowanej akcji policji, puentując: „Jedyna rzecz, której nie rzucili do akcji, to polska kawaleria”. Natomiast we francuskiej Inwazji barbarzyńców mamy świetne, żartobliwie ironiczne zdanie, jakie pada w czasie dyskusji profesora historii filozofii z przyjaciółmi: „Męczeństwo Polaków dowodem na istnienie Boga”. Ciekawe, ile w tym wszystkim prawdy…

Z kolei w jednym z odcinków Jak poznałem waszą matkę – „Swarley” jednemu z bohaterów, Barneyowi, nadają pseudonim, bo ktoś przekręcił jego imię. Potem przeinaczone zostaje też imię jego koleżanki – na Rolanda. Barney próbuje się więc nabijać, pytając: „Warsaw is capital of what country? Roland!”.

A w Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi z Simonem Peggiem i lisicą Megan występuje postać polskiej dozorczyni, pani Kowalskiej, która wynajmuje mieszkanie głównemu bohaterowi. Kobieta to bardzo porządna i religijna, na wszelkie ekstrawagancje reagująca „Sodomą i Gomorą”, choć przyjmująca je mimo wszystko z dużą cierpliwością.

Komedia wojenna Jakubowski i pułkownik. W niej to polski Żyd Samuel Jacobowsky i pochodzący ze szlachty wschodniej niejaki płk. Prokoszny próbują uciec z okupowanej Francji do Anglii. Ten drugi ukazany jest z początku raczej jako tępak, który nie przepada za swoim towarzyszem, ale w końcu okazuje się honorowym człowiekiem.

Jeden dzień w Europie Hannesa Stöhra. Nowelka czwarta – francusko-arabska para ulicznych artystów skarży się, że ich okradziono. Przy czym mężczyzna nie może się zdecydować, czy zrobili to Turcy, Rosjanie czy może Polacy. W końcu mówi: „Rosjanie, Polacy, Turcy… Dla mnie wszyscy są jednakowi!”. Na co policjant odpowiada:

„To nieprawda! Nie mów tak! Moja rodzina pochodzi z Polski!”

A więc tym razem remis dla nas.

Ostatnio dodane