publicystyka filmowa

Opowieść o polskich bohaterach. JAK POWSTAWAŁ „DYWIZJON 303. HISTORIA PRAWDZIWA”?

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Polacy długo czekali na taki film. II wojna światowa w naszej kinematografii najczęściej pokazywana jest pod kątem martyrologii, heroicznej walki, ale jednak naznaczonej cierpieniem i porażką. Wchodzący na ekrany 31 sierpnia Dywizjon 303. Historia prawdziwa to jeden z nielicznych przykładów produkcji pokazujących polskie sukcesy – nie tylko zresztą w kontekście wojennym. Historia naszych lotników, którzy mieli na koncie najwięcej zestrzeleń maszyn Luftwaffe spośród wszystkich jednostek i znacząco przyczynili się do odparcia sił niemieckich w bitwie o Anglię, jest właściwie gotowym materiałem na scenariusz filmowy, zwłaszcza jeśli ma się do dyspozycji taki materiał źródłowy jak wybitna książka Arkadego Fiedlera. Nikt do tej pory nie podjął się jednak jej ekranizacji.

Polscy filmowcy bali się wziąć za tę historię, bo nie mogli sobie pozwolić na hollywoodzki budżet.

Jak tłumaczył Jacek Samojłowicz, producent i współautor scenariusza, polscy filmowcy bali się wziąć za tę historię, bo oczywiście nie mogli sobie pozwolić na budżet porównywalny z podobnymi tematycznie produkcjami hollywoodzkimi. Widzowie, przyzwyczajeni do scen batalistycznych na najwyższym światowym poziomie, mogliby skreślić film na wstępie z powodu kulejącej strony technicznej – a na tym traciłaby też sama historia.

Aby Dywizjon 303. Historia prawdziwa mógł być zrealizowany z rozmachem i wyglądał tak, jak na to zasługuje, potrzeba było wieloletnich przygotowań. Film pierwotnie miał pojawić się w kinach w ubiegłym roku, okazało się jednak, że produkcja zajmie więcej czasu. Jak twierdzą twórcy, widocznie tak miało być. Premiera była przesuwana, ale wchodząc do kin teraz, Dywizjon 303. Historia prawdziwa będzie pięknym uhonorowaniem 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, 100-lecia polskiego lotnictwa oraz 100-lecia brytyjskiego RAF-u.

Realizm przede wszystkim

Polscy specjaliści od efektów specjalnych spisali się na medal.

Twórcom udało się stworzyć film, którym możemy chwalić się za granicą (równocześnie z polską powstała zresztą angielska wersja językowa i produkcja pod tytułem 303 Squadron pokazywana będzie także w innych krajach). Praca nad samymi efektami specjalnymi zajęła dwa lata. Odpowiedzialna za sceny walk powietrznych firma Art-Fiction dysponowała nieporównywalnie niższym budżetem od tego, który mają zwykle do wykorzystania twórcy filmów hollywoodzkich, ale zdaniem tych, którzy widzieli już fragmenty Dywizjonu 303. Historii prawdziwej, polscy fachowcy spisali się na medal. Jak mówił Artur Borowiec, właściciel Art-Fiction, bardzo zależało im na realizmie, a w końcowym etapie prac inspirowali się zeszłoroczną Dunkierką.

Mieliśmy do dyspozycji prawdziwego Hurricane’a. Jego pilota wyposażyliśmy w kamerę GoPro i wykonaliśmy oblot, który następnie wielokrotnie analizowaliśmy. Chcieliśmy poznać, jak pracuje jego głowa, gdzie patrzy i co dzieje się dookoła niego. Choreografie walk konsultowaliśmy z pilotami i porównywaliśmy z nagraniami prawdziwych bitew. Analizowaliśmy wszystko. Nawet to, jaki wpływ na samoloty miało powietrze w zależności od wysokości lotu. Tworząc nasze walki, braliśmy pod uwagę prawdziwe parametry samolotów. Śmigło okręca się w tę samą stronę i z taką samą prędkością jak oryginalne. Wszystko jest takie samo: rzeczywiste wymiary samolotów, wysokość ich lotu i możliwości skrętu oraz pościgu. Samolot leci tak szybko, jak robił to podczas bitwy o Anglię. Widzowie mogą oczekiwać autentyczności.

Oprócz samolotów wygenerowanych komputerowo w filmie pojawiły się prawdziwe maszyny. Obok Hurricane’a Mk I były to: Messerschmitt 109, Junkers Ju 52 i PZL P.11. Dywizjon 303. Historia prawdziwa to 200 aktorów i około 1000 statystów, dla których wypożyczono lub uszyto setki kostiumów. Kręcono głównie na lądowisku w Konstancinie, które udawało Northolt – miejsce stacjonowania polskich pilotów. Na planie stale przebywali konsultanci historyczni, zarówno z Polski, jak i z Anglii, którzy czuwali nad tym, aby filmowe lokalizacje jak najbardziej przypominały te rzeczywiste. Jak przyznawał scenograf Marian Zawaliński, wymagało to ogromnych przygotowań, a do poprawek zgłaszane były czasem nawet detale. Aby jak najwierniej odtworzyć pub Orchard Inn, w którym lubili spędzać czas polscy lotnicy, sprowadzono do Polski jego rzeczywiste elementy pochodzące z czasów wojny.

Przypomnieć bohaterów

Z obszernymi fragmentami filmu mogli się już zapoznać między innymi dowódca Royal Air Force oraz Jego Królewska Wysokość Książę Michał z Kentu. Obaj byli ponoć zachwyceni tym, co zobaczyli. Twórcom bardzo zależało też na opinii Marka Fiedlera, syna pisarza. Stwierdził on, że cieszy się z powstania tej ekranizacji, a jego ojciec byłby z niej bardzo dumny. Uważa, że każdy Polak powinien wybrać się na ten film do kina.

Ta produkcja, na szczęście, nie będzie dzieliła w Polsce nikogo. Jest to temat dla wszystkich Polaków równie ważny, bo to jedno z naszych wspaniałych zwycięstw, o których powinniśmy pamiętać. To film o Polakach, którzy zasługują na to, żeby ich przypomnieć. (…) Widziałem  dwa filmy, które opowiadały o tych wydarzeniach: brytyjski Bitwa o Anglię oraz czeski Ciemnoniebieski świat. Czas, żebyśmy pokazali, jak w tej decydującej o losach wojny bitwie walczyli Polacy. Nikt o polskich bohaterach nie opowie lepiej niż my sami.

Ostatnio dodane