publicystyka filmowa

Nostalgiczna podróż po kultowych dobranockach. CZĘŚĆ DRUGA. Produkcje zagraniczne

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Wilk i zając (ZSRR, premiera: 1969 rok)

Jedna z tych bajek, które namiętnie oglądałem na VHS, będąc dzieckiem. Zbudowana na schemacie wcale nie nowatorskim – ten Zły próbuje, z niepowodzeniem, dopaść tego Dobrego, co skutkuje serią szalonych i niezbyt dla Złego przyjemnych wydarzeń. Oryginalny tytuł tego słynnego serialu to „Nu, pogodi” („Ja ci pokażę!”), powtarzane przez Wilka w chwilach jego niezliczonych porażek. Skąd cała ta nienawiść? Ano z tego, że Zając przypadkiem zgasił Wilkowi papierosa w pierwszym odcinku serialu, wyemitowanym pierwszego stycznia 1969. Ta zniewaga poskutkowała dwudziestoma odcinkami serialu, z czego ostatni wyemitowano w roku 2005 (jego autorem był syn twórcy oryginału, Wiaczesława Kotionoczkina). Na przestrzeni lat Wilk i Zając spotykali się między innymi na plaży, stadionie sportowym, w muzeum i na statku. Osobiście zawsze pałałem większą sympatią do Wilka, co jest chyba dziwne, jako że był ciemiężycielem i nałogowym palaczem, ale z drugiej strony Toma też lubi się bardziej niż Jerry’ego. Sam serial ma bardzo specyficzny klimat, niewątpliwie potęgowany przez muzykę, wśród której znaleźć można kilka radzieckich przebojów. Jego popularność była na tyle duża, że wyszła poza telewizyjny ekran i przyniosła między innymi grę Jajeczka, w której Wilk łapie je do kosza – hit swego czasu nie mniejszy niż sam serial. O podręczniku do rosyjskiego, z wizerunkiem bohaterów serialu, nie wspominając.

Biały delfin Um (Francja, premiera: 1971 rok)

Sposób, by przynajmniej na kilka minut wyrwać się z szarej rzeczywistości.

Przeglądając w internecie komentarze pod fragmentami Białego delfina Um, da się zauważyć, że wiele osób pała do niego ogromnym sentymentem. Wręcz ze wzruszeniem wspominają czasy, gdy jako dzieci podczas ferii zimowych (w paśmie wieczorynkowym pojawił się dopiero później) mogli usiąść przed telewizorem, posłuchać piosenki z czołówki i przynajmniej na kilka minut wyrwać się z szarej rzeczywistości. Serial o przygodach Uma i jego przyjaciół emitowany był oryginalnie między listopadem 1971 a lipcem 1972. Dwa lata temu powstała nowa wersja serialu, wykonana już w technice komputerowej. Z jednej strony miło, że tak lubiany bohater nie poszedł w niepamięć, z drugiej zero w tym uroku oryginału. To niestety nie odosobniony przypadek, jak okaże się za chwilę.

Pszczółka Maja (Japonia, premiera: 1975 rok)

Tę pszczółkę którą tu widzicie zowią Mają, wszyscy Maję znają i kochają.

Przygody Mai cieszyły się ogromną popularnością przez kilkanaście kolejnych lat.

Wszyscy też znają i kochają polską wersję piosenki tytułowej, śpiewaną przez zmarłego niedawno Zbigniewa Wodeckiego. Pszczółka Maja to jeden z tych seriali emitowanych w ramach Wieczorynki, który z czasów dzieciństwa kojarzę szczególnie dobrze. W kwestii postaci moim faworytem był zawsze Filip, konik polny, choć charakterystycznych bohaterów uświadczymy w Mai więcej – pocieszny Gucio, znakomicie u nas dubbingowany przez Mariana Kociniaka, mysz Aleksander czy drugoplanowa pajęczyca Tekla. Sam serial jest adaptacją niemieckiej książki z 1912 roku autorstwa Waldemara Bonselsa, będącej zbiorem opowiadań o przygodach pszczółki. Animacja powstała w japońskim studiu Nippon Animation i w tymże kraju wyemitowana po raz pierwszy, aby następnie pojawić się w Europie (przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), a w efekcie podbić serca widzów w kilku krajach, w tym oczywiście w Polsce, gdzie przygody Mai cieszyły się ogromną popularnością przez kilkanaście kolejnych lat. Jak to bywa w takich przypadkach, na rynku pojawiły się zabawki i gadżety związane z tą postacią, a także chociażby oranżadka znana w latach dziewięćdziesiątych. Tak jak i delfin Um, również Maja doczekała się odświeżonej (i pozbawionej uroku) wersji swoich przygód – przypadło to na rok 2012.

Ostatnio dodane