search
REKLAMA
Zestawienie

Niedocenione FILMY AKCJI oparte na KOMIKSACH

Nie zdajemy sobie nieraz sprawy, że dany tytuł filmowy został nakręcony na podstawie komiksu.

Odys Korczyński

1 sierpnia 2023

REKLAMA

„Strażnicy”, 2009, reż. Zack Snyder

Dość dziwne jest, że właściwie krytycy i widzowie są zgodni, że Strażnicy nie są złym filmem, a wręcz są nawet dobrym filmem. Coś jest jednak nie tak, skoro ten film przegrywa popularnością z produkcjami Marvela. Może są zbyt rozrywkowe, a adaptacja powieści graficznej Alana Moore’a za bardzo mroczna, przesycona klimatem dekadencji prezentowanym zupełnie na serio? Może wtedy jeszcze mało znany Zack Snyder nie zachwycił widzów obsadą złożoną z aktorów zasiedlających dalsze plany w filmach, a i w kolorowych gazetach? Jedno jest pewne. Strażnicy zasługują na o wiele wyższe oceny, ale przede wszystkim na podawanie ich za przykład niemal idealnego kina superbohaterskiego, które oparłoby się krytyce np. Martina Scorsese, gdyby było rzecz jasna więcej takich filmów.

„Dick Tracy”, 1990, reż. Warren Beatty

Komiksy są to specyficzne. Dzieli je wiele lat, kilkadziesiąt dokładnie. Pierwszy Dick Tracy został napisany i narysowany w latach 30. Seria trwała aż do końca lat 70. w wykonaniu Chestera Goulda, ale historia Dicka wcale się nie skończyła. Warren Beatty miał więc ogromny materiał, którym mógł się inspirować. I tak zrobił. Przeniósł niezapomniany klimat komiksu na ekran, czym niestety widzów nie zachwycił. Co ciekawe, produkcja została formalnie doceniona aż 3 Oscarami, lecz nikt dzisiaj już o niej nie pamięta. Oscary były więc na otarcie łez, bo widzów zabrakło.

„Wanted – Ścigani”, 2008, reż. Timur Bekmambetov

Timur Bekmambetov dał się nam poznać wiele lat temu ze Straży nocnej i Straży dziennej. Dzisiaj zapewne już inaczej patrzymy na te filmy, bo sztuka filmowa wcale wolna od polityki nie jest, podobnie jak sport. Spieszę więc zaznaczyć, że Bekmambetov jasno wypowiedział się przeciwko rosyjskiej agresji, a poza tym identyfikuje się jako Kazach. Z pewnością jego współpraca artystyczna z Rosją dobiegła już końca. Co zaś do filmu, świetnie udało mu się przenieść komiks Marka Millara na ekran. Jest szybko, brutalnie, soczyście, ale nie tak, jak w powieści graficznej, a szkoda. Oceny krytyków jednak nie zachwycają, a i sam film z rzadka gości w ramówkach stacji niezależnie od ich specjalizacji filmowej. Szansa na zrobienie kultowego filmu chyba już bezpowrotnie minęła. Może stało się tak dlatego, że zabrakło w samym filmie tzw. komiksowości, czyli postprodukcyjnych zabiegów, żeby kadry wyglądały nieco mniej realistycznie, czasami wręcz jak z produkcji telewizyjnej.

„Ghost in the Shell”, 2017, reż. Rupert Sanders

Gdzie jest duch Masanori Ōty, zapytają zagorzali fani mangi, kierując się oczywiście produkcją Mamoru Oshiiego. Duch mangi w tym wypadku nie jest do końca możliwy do przeniesienia do filmu aktorskiego. Rupert Sanders i tak zrobił bardzo wiele, żeby zachować klimat opowieści wymyślonej przez Ōtę. Pamiętajmy jednak, że Ghost in the Shell z 2017 ma jeszcze jedno ważne zadanie – jest kierowany do mas odbiorców, które niekoniecznie znają mangę i w ogóle kiedykolwiek po nią sięgną. Co zaś do opowieści, jest ona na tyle ciekawa, że zasługiwała nawet na taką lokację kulturową w świecie Zachodu, zrobioną z szacunkiem dla pierwowzoru, lecz umownie, bo jej forma estetyczna jest inna niż animacji z 1995 roku.

„Oldboy”, 2013, reż. Spike Lee

Jestem ciekawy, co by było, gdybyśmy mieli samą mangę autorstwa Garona Tsuchiya i Nobuaki Minegishiego oraz film Spike’a Lee, który zawiera w sobie wszystko, co mógł, żeby wprowadzić widza w specyficzny świat komiksu, lecz przetworzonego kulturowo dla widza zachodniego. Nic w tym złego. Zmian nie jest dużo, a przemocy jak najbardziej odpowiednia ilość, żeby przekazać widzowi, jakie szaleństwo przeżył główny bohater. A tak film cały czas funkcjonuje w cieniu oczywiście dobrej produkcji Chan-wook Parka, ale o wiele zimniejszej, a może lepiej powiedzieć, zdystansowanej emocjonalnie niż ta w reżyserii Lee. Osobiście nie umiem wybrać lepszej. Wiem natomiast, która jest niedoceniona.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA