Connect with us

Publicystyka filmowa

NAJLEPSZE WĄTKI serialu TEORIA WIELKIEGO PODRYWU

Odkryj NAJLEPSZE WĄTKI w TEORII WIELKIEGO PODRYWU, które rozśmieszają do łez i ukazują głębsze przesłania. Czas na śmiech!

Published

on

NAJLEPSZE WĄTKI serialu TEORIA WIELKIEGO PODRYWU

Niedawno pisałem o najgorszych wątkach serialu. Teraz przyszedł czas na te najlepsze. Jest ich zdecydowanie więcej niż słabszych momentów. Starałem się wybrać te, które nie mają postaci krótkich gagów, lecz można je traktować jako dobrze osadzone w fabule skecze, często z głębszym przesłaniem. Żałuję – co już zresztą podkreślałem – że dosyć rzadko zdarzające się wyjścia bohaterów Teorii wielkiego podrywu poza mieszkanie czy uniwersytet nie miały miejsca częściej oraz są w sumie najsłabiej dowcipnym elementem całości produkcji.
Advertisement

Zdarzają się jednak eskapady rozśmieszające do łez. Starałem się znaleźć te najbardziej zapadające w pamięć.

Deszcz Leonidów

Rozłąka czasem działa pozytywnie na relację. Odcinek ósmy sezonu trzeciego pokazuje, że bez Sheldona również da się rozbawić widzów. Wystarczy jedynie wyjść z mieszkania. Howard, Leonard i Raj wybrali się w plener, żeby poobserwować deszcz meteorytów. Nie zabrali nawet Penny, gdyż, jak celnie stwierdził Raj, Leonard ciągle figlowałby z nią w namiocie, a Howard masturbował się za pomocą kaktusa. A tak zaczął działać i znalazł dwie wolne obozowiczki w wieku około 55 lat, świetne w robieniu ciasteczek, z menopauzą i chętne na nietuzinkowe rozrywki. Leonard nie był chętny, za to Raj bardzo.

Okazało się jednak, że patrzenie w niebo potrafi zdziałać cuda. Howard np. przyznał się do utraty dziewictwa z kuzynką Jeanie na pogrzebie wuja. Romans zrodził się nad miską ze śledziami. Te i tym podobne zwierzenia zostały wyrażone tak surrealistycznie i dowcipnie zarazem, że nawet Sheldon macający w tym czasie piersi Penny, zupełnie przypadkiem, nie dorasta do pięt marzeniom Raja o gromadce królików.

Advertisement
Tajny projekt wojskowy

Życie naukowca bywa ciężkie, zwłaszcza gdy pracuje nad nowatorskim projektem kwantowego systemu nawigacyjnego, a w momencie gdy kluczowy eksperyment się udaje, dostaje maila od Amerykańskich Sił Powietrznych z przedziwną prośbą o kontakt. Wywołuje to całą lawinę ciekawych przypadków, łącznie z desperacką ucieczką przed tajemniczym, mrugającym światłami samochodem.

Howard oczywiście nie zdaje sobie sprawy, jak bujną ma wyobraźnię. Sprawa jednak ma swój finał w kolejnych odcinkach. Zwróćcie uwagę na reakcje Sheldona na sugestie pułkownika. Są rewelacyjne.

Advertisement
Bazinga!

„Bazinga” to słowo raczej bardziej bezsensowne niż cokolwiek znaczące. Jest rodzajem okrzyku, któremu możemy przyporządkować dowolne znaczenie. Dzisiaj już znamy dokładnie jego genezę, więc tym bardziej jesteśmy świadomi, że nie ma w nim nic specjalnie dowcipnego. To zasługa głównie widzów, ze dorobili do niego znaczenie i zaczęło ono funkcjonować jako „coś śmiesznego”.

W serialu najlepszym i najzabawniejszym jego użyciem jest wątek z włamaniem Sheldona do strefy zabaw dla dzieci z kulkami, pośród których ściga go zdenerwowany Leonard. Sytuacja ta jest popisem aktorstwa obydwu.

Advertisement
Kiedy Sheldon mdleje…

…kiedy ktoś wytknie mu błąd. Tak zrobił Stephen Hawking. Pełen energii i zachwytu Sheldon posłał Hawkingowi swoją pracę z oczywistą nadzieją, że wielki mistrz doceni jego pomysły i geniusz. Faktycznie na początku rozmowy tak się wydawało.

Sheldon dumnie potwierdził nawet, że jest genialny, tak jak to sugerował Hawking. Dalej nastąpiły kolejne pochwały teorii Sheldona, a on zwierzył się, że wpadł na nią pod prysznicem. I wtedy nastąpił cios poniżej pasa. Hawking stwierdził, że teoria jest błędna. Sheldon pomylił się w obliczeniach na stronie drugiej. Cooper nie mógł uwierzyć. Szybko odszukał w papierach błąd i pokazał go Hawkingowi. Potem zobaczył już tylko ciemność.

Advertisement
DNA Leonarda Nimoya

Święta Bożego Narodzenia to szczególny okres w Teorii wielkiego podrywu. Każdy z bohaterów miał jakieś nietuzinkowe przemyślenia na temat tego czasu, może za wyjątkiem Penny, która myślała raczej praktycznie (i skutecznie). Takiemu np.

Sheldonowi bardzo trudno kupić prezent pod choinkę. Najpierw trzeba znieść jego wykład o pogańskim pochodzeniu świąt, a potem dobrze się jeszcze zastanowić, co mogłoby go ucieszyć i jednocześnie byłoby niemożliwe do przeintelektualizowania. Penny wpadła na znakomity pomysł. Załatwiła Sheldonowi chusteczkę z restauracji, w którą wycierał usta Leonard Nimoy. Kiedy Sheldon to sobie uświadomił, od razu zakiełkowała mu w głowie myśl, że potrzebna mu jest teraz tylko zdrowa komórka jajowa i zrobi sobie własnego Spocka. Reakcję Sheldona trzeba zobaczyć. Nie da się jej opowiedzieć. Dalej również było ciekawie, kiedy Sheldon wkroczył na scenę z koszami akcesoriów kąpielowych. Cud w czasie Saturnaliów.

Advertisement

Siewca Śmierci

Warto zwrócić uwagę, jak Howard wypowiada słowo „hot”, kiedy rozmawia i myśli o Penny – tak na marginesie jego zdolności technicznych. Na pomysł stworzenia robota wpadł chyba w wolnym czasie, chcąc zabłysnąć przed chłopakami zafascynowanymi walkami robotów. Robot najpierw pociął opiekacz, a potem zdemolował drzwi. Następnie posłużył jako narzędzie zemsty na Barrym Kripkem i jego tendencjami do dominowania w uczelnianej kantynie. A dokładnie Sheldon żywił nadzieję, że skutecznie posłuży. Monte (Siewca Śmierci), bo tak nazwany został wynalazek Howarda, stanął do ulicznej walki z siepaczem Kripkego, lecz została z niego tylko kupa złomu. Jak widać przed Sheldonem, głównym prowodyrem starcia, jeszcze długa droga do poradzenia sobie z duchami przeszłości – chodzi o dręczących go w szkole uczniów.

Relacje Howarda z matką

Howard ogólnie słynie ze spółkowania z dmuchanymi lalkami, co samo w sobie nie jest zbyt dramatyczne, raczej żałosne, ale również z trudnych, wręcz patologicznych relacji z matką. Niewiele o niej wiemy. Zwykle bardzo krzyczy, gdy Howard zamyka się w swoim pokoju pełnym plakatów i figurek właściwie tylko żeńskich postaci z komiksów i filmów superbohaterskich.

Advertisement

Taki typ nerdostwa o czymś świadczy. Howard uwielbia silne kobiety, nawet te, które sprawiają mu fizyczny ból. Stąd może jedno z jego bardziej śmiesznych i mrocznych jednocześnie stwierdzeń, po tym, gdy dostaje od Penny z pięści w nos: „Jestem w połowie drogi do seksu z litości”. Gdy to mówił, wyglądał strasznie – waciki w obu dziurkach od nosa i siniaki od kości jarzmowych aż po skronie i brwi.

Halloween

To był pierwszy sezon. Chłopaki się jeszcze docierali. Właśnie wracali z przegranej rozgrywki w paintballa, na dodatek z wyjątkowo nadpobudliwymi Żydami, gdy Penny zaprosiła ich na imprezę halloweenową. Z początku nie mieli ochoty przyjść, bo nie w smak im były tańce, ale kiedy usłyszeli, że to impreza przebierana, od razu zaświeciły się im oczy. Kolejne ich wejście w serialu naprawdę mogło wywołać napad śmiechu.

Advertisement

Leonard w stroju Flasha otworzył drzwi, a tam Howard w identycznym przebraniu próbował naśladować hiperprędkość. Następnie wszedł Sheldon, również jako Flash, a na końcu w drzwiach stanął Raj, Flash numer cztery. Na tym polega rozumienie się nerdów bez słów. Dalej jest już tylko lepiej, zwłaszcza Raj, czyli Hindus w przebraniu Thora, któremu w autobusie zaklinował się młot.

Spóźniona noc poślubna

W Teorii wielkiego podrywu alergia jest scalona z ciałami geniuszy niczym włosy pod pachami ze stylem życia hippisów. Cierpiała na nią również Bernadette. Jednym z najlepszych tzw. momentów łóżkowych była scena, kiedy Howard dopiero co wrócił z kosmosu, a Bernadette stwierdziła, że muszą za wszelką cenę odbyć noc poślubną.

Advertisement

Kichała i kaszlała jednak tak bardzo, że Howard pomyślał, że trzyma w łazience słonia morskiego. Próba seksu na jeźdźca nie wyszła przez nagły przypływ wydzieliny w drogach oddechowych i zawroty głowy po benadrylu. Klasyka, czyli misjonarz, skończyła się nagłym zaśnięciem Bernadette. Po chwili jednak ta się obudziła i stwierdziła, że seks był świetny. Potem znów zapadła w polekowy letarg, a Howard uświadomił sobie, że teraz wie, jak to jest „szybko i obrzydliwie”.

Masturbacja Howarda

Zanim przejdę do pomysłów na samogwałt u tego geniusza technologii kosmicznej, zatrzymam się na chwilę przy scenie, gdy Kripke wpuścił do gabinetu Sheldona hel. Wątek ten gościł już w tekście o największych absurdach w Teorii wielkiego podrywu, ale równocześnie jest jednym z lepszych w całym serialu.

Advertisement

Warto jednak w tym samym odcinku zwrócić uwagę na Howarda. Jego onanistyczne wyczyny często się przewijają w Teorii. Można je z powodzeniem zebrać w jeden wątek i zrobić z niego Biblię dla samotnych masturbantów. Scena w wannie jest jednym z przykładów pomysłowości Howarda na stworzenie samemu dla siebie nastroju. Jego gościem w pianie jest oczywiście Katee Sackhoff. Wyobraźnia jednak płata nieraz figle uświadamiające znacznie więcej, niż można przypuszczać. No niestety, może i Howard zaliczyłby wannę do udanych miejsc na orgazm, gdyby nie matka. „Howard…! Co tam robisz?” „Kąpię się!” „Oby. To wspólna wanna!” „Nie przypominaj mi!”

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *