publicystyka filmowa

Najbardziej WKURZAJĄCE MOTYWY FILMOWE

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Klisze i schematy w filmach to rzecz powszednia, na łamach naszego serwisu wyśmiana już nie raz – chociażby TUTAJ. W parze z nimi często idą nieco bardziej techniczne detale, a czasem drobne szczególiki fabularne, które nie mają większego wpływu na historię lub na pierwszy rzut oka są wręcz niezauważalne. Wszak świat filmu rządzi się nieco innymi prawami niż ten rzeczywisty. Niemniej niektóre z tych zabiegów są zwyczajnie irytujące. Poniżej stworzona przeze mnie lista takowych. Komentujcie, jeśli macie własną!

Mamy forsy jak lodu!

W filmach status społeczny nie jest ważny – główni bohaterowie mają nadmiar pieniędzy nawet wtedy, gdy są biedni lub walczą z długami. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że nikt nigdy nie czeka na resztę? I to nie tylko w taksówkach, do których postaci wsiadają najczęściej wtedy, gdy ścigają się z czasem bądź kogoś gonią (ewentualnie ktoś goni ich). W takich sytuacjach kwestia tych paru groszy wydaje się naprawdę drugorzędna. Lecz podobnie robią w sklepie, kawiarni czy gdziekolwiek indziej. Niezależnie od sytuacji bohaterowie zawsze rzucają na blat jakiś pojedynczy banknot, jakby nie bacząc na faktyczną wartość rachunku. Nie zważają na nią także wszelkiej maści artyści zmagający się z sukcesem – mimo iż ten jeszcze nie nadszedł, to nie przeszkadza im to w wynajmowaniu kosztującego krocie studia wielkości hangaru (najlepiej z cegły). Tylko tam mogą bowiem liczyć na wenę.

Pali się!

W filmach status społeczny nie jest ważny, bo zawsze masz kasę.

Innym elementem świadczącym o finansowej obojętności są… pozapalane wszędzie światła. Ten popularny zwłaszcza w ostatnich latach patent służy operatorom do tego, aby ładnie skomponować kadr i sprawić, żeby bohater dobrze się prezentował i był widoczny (są na ten temat nawet całe poradniki). Wygląda to jednak mocno komicznie i kompletnie nierealistycznie – szczególnie gdy bohater wchodzi do pokoju i zapala jeszcze jedną lampkę, żeby był ruch i coś się działo. A bywają nawet takie momenty, że palą się dosłownie wszystkie lampki w pomieszczeniu, niezależnie od pory dnia oraz tego, czy ktoś w ogóle z nich korzysta.

Dalej mamy wodę – nieodłączny element zwłaszcza wszelkiego typu straszaków. Bohaterka wraca zmęczona z pracy i chce wziąć prysznic? Nic prostszego – wystarczy wejść do łazienki, odkręcić krany do oporu, zamknąć kabinę i dopiero potem zacząć się rozbierać. Pary przybywa ku uciesze seryjnego mordercy obserwującego wszystko przez okno, a nasza panienka bynajmniej się nie spieszy. I leci ta woda, leci… To samo zresztą z wannami – pozostawione samopas, przelewają się w mgnieniu oka. W Afryce pewnie te sceny cenzurują.

Uwielbiam, jak się leje!

…i nie przejmujemy się pierdołami!

Nie tylko jednak na koszta filmowi ludzie nie patrzą. Paradoksalnie, biorąc pod uwagę powyższy przykład z nadmiernym oświetleniem, mało kto zapala światło, gdy coś go niepokoi. Podejrzany hałas z piwnicy, która zawsze, ale to zawsze przypomina lochy średniowiecznego zamku, gdzie schodzi się w ostateczności? Stajemy w progu i wołamy: „Halo?”. Pauza. „To ty, Stefan?”. Kiedy Stefan nie odpowiada – bo to nie on – nerwowo schodzimy na dół z kijem baseballowym w łapie. W końcu służy do grania. Trzeba sprawdzić pomieszczenia zaginionego w tajemniczych okolicznościach statku? Ostatnie, czym się przejmujemy, to dobre oświetlenie. Zresztą nawet do pokoju obok nikt nie potrafi wejść dopiero po pstryknięciu włącznika. A dla tych, co czasami próbują, scenarzyści nie mają żadnej litości, w taki czy inny sposób sprawiając, że prąd lub lampa akurat padły.

Pstryk!

A skoro jesteśmy przy ciut bardziej przyziemnych sprawach, to warto zauważyć, że w zachodnich filmach nikt nigdy nie zdejmuje butów, niezależnie od tego, skąd właśnie przyszedł („Oj tam, kochanie, to tylko błoto z okolicznych bagien!”) – o ich wkładaniu do wyjścia nie wspominając. To oczywiście kwestia kultury (przykładowo w kinie japońskim trudno znaleźć tytuł, w którym bohaterowie zapominają o tym zwyczaju) oraz tego, że takie, dajmy na to, sznurowanie zajęłoby zbyt dużo czasu ekranowego. Cokolwiek by jednak napisać, to szalona pogoń po mieście zyskałaby tylko na dramaturgii, gdyby nasz bohater zaczął ją od desperackiej próby jak najszybszego włożenia kamaszków.

Mamy też w końcu motyw z tłuczonym szkłem – najczęściej powiązany z jakąś traumą bądź jakimś nieprzyjemnym zdarzeniem. Gdy więc tłucze się taki talerz, rozpadając się na tysiące mikroskopijnych kawałków po całej kuchni, to do sprzątania nikt nie użyje zmiotki bądź odkurzacza, tylko zbiera się to wszystko gołymi rękoma. A potem szok i zdziwienie, że dłonie poharatane. I oczywiście krwi jest zawsze tyle, jakby przecięta została tętnica. Lub wręcz przeciwnie: mamy klimatyczne zbliżenie drobnego ukłucia jak po igle – krew sączy się z tego jak przysłowiowa… krew z nosa; podobnie jest w przypadku zacięcia się przy goleniu, które stanowi najpewniej zapowiedź śmierci bliskiej osoby lub innej nadchodzącej tragedii.

A mogłem odkurzyć…

Ostatnio dodane