search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy SCIENCE FICTION z lat 60., które wciąż przyprawiają o ZAWRÓT GŁOWY

Filmy science fiction z lat 60., o których nie sposób zapomnieć.

Jakub Piwoński

18 kwietnia 2022

sf lat 60
REKLAMA

W naszej przygodzie przez science fiction przebrnęliśmy już przez lata 90., 80. i 70. Teraz przyszła pora na lata 60. Był to okres niezwykle ważny dla gatunku science fiction. To wówczas doszło bowiem do bardzo znaczącego przełomu, który po prawdzie „ustawił” gatunek na długie lata. Po raz pierwszy bowiem zaczęto wówczas myśleć o fantastyce naukowej w sposób poważny i zgodny z nauką. Stało się to możliwe, dzięki umiejętnemu czerpaniu z literackich pierwowzorów. Zapraszam do zapoznania się z przykładami filmów science fiction z lat 60., o których nie sposób zapomnieć.

Jeśli ten tekst wam się podoba, koniecznie dajcie znać w komentarzu pod tym tekstem, czy chcielibyście także opisu lat 50. w ramach podróży przez historię SF.

Fantastyczna podróż

To podróż w istocie jest fantastyczna i fascynująca w dodatku. Opowiada bowiem o chęci zajrzenia w głąb swego ciała. Człowiek zawsze miał potrzebę eksploracji, więc w filmach SF przemierza głębiny wodne, wnętrza ziemi czy w końcu kosmiczne bezkresy. Ale przecież my sami, swoimi cielesnymi strukturami, także tworzymy niezbadane wszechświaty. Bez względu na to, jak daleki będzie postęp medycyny, jeszcze długo nie będziemy mieli pełnej kontroli nad organizmem. Bo choć czujemy, że gdzieś coś nie styka, gdzieś coś źle funkcjonuje, to i tak nie możemy tego zobaczyć, chyba że po uruchomieniu specjalistycznej endoskopii. Fantastyczna podróż to zatem film, który opowiada o tajemnicy świata, który sami tworzymy. Opowiada rzecz jasna w sposób brawurowy – na uwagę zasługują oscarowe efekty specjalne.

2001: Odyseja kosmiczna

Nie wypada rozpatrywać historii kina SF, a już tym bardziej jego wycinka z lat 60., bez wspominania o dziele Stanleya Kubricka. Jest to bowiem film ze wszech miar spektakularny i przy każdej okazji należy to podkreślać. Nie byłoby dzisiejszego kina SF w takim kształcie, gdyby w pewnym momencie Kubrick nie powiedział czegoś w rodzaju „odetnijmy się od tego kiczu i głupkowatości. Science fiction można robić przecież na poważnie”. I zrobił to tak, że wszystkim szczęki opadły. Biorąc na warsztat literaturę wybitnego fantasty, Arthura C. Clarka, wyniósł fantastyczne, kinowe doznania, na zupełnie nowy poziom. Co zaskakujące, siła nie tkwi tu w fabule. To nie jest typowe doświadczenie pod tym względem. Opowieść pełni tu rolę bardziej symboliczną, ukazując poszczególne etapy tak losów jednostki, jak i świata. Kubrick z odpowiednią dla siebie swadą odniósł się do samych fundamentów naszej egzystencji wykorzystując do tego tajemniczą i fascynującą przestrzeń kosmosu, próbując dostrzec w niej obliczę samego Boga. Piękna wyszła z tego kontemplacja, choć niejednego może ona wynudzić.

Robinson Crusoe na Marsie

Uwielbiam klimat tamtych filmów science fiction. Niby nie dało się jeszcze pokazać tego, co dokładnie twórcy mieli w głowie, ale już same starania niosły cenne doświadczenia. Wiele trzeba było sobie w tych wizjach dopowiedzieć własną wyobraźnią, na jeszcze więcej przymknąć oko, z racji kiczu i uproszczeń. Rok 1964 – mówimy jeszcze o momencie przed Odyseją kosmiczną, którą to można potraktować jako pewien wyznacznik nowej jakości. W Robinsonie Crusoe na Marsie, otrzymujemy jeden z ostatnich powiewów tej fantastyczno-naukowej beztroski, która w latach 50 i 60 była w gatunku dość silna i na swój sposób urocza. Mamy tu zatem prosty pomysł i proste rozwiązania techniczne, ale zarazem wielkie serce i wolę przeniesienia się wyobraźnią poza atmosferę ziemską. Przez to właśnie kosmonauta ląduje na Marsie razem z pewną małpą i musi nauczyć się żyć w nowych warunkach. Tak, dobrze kojarzycie – bez tego filmu bardzo możliwe, że nie byłoby Marsjanina Ridleya Scotta.

King Kong kontra Godzilla

Przyda się solidny powiew Azji w tym zestawieniu, bo swego czasu legendarne studio Toho, przy udziale nie mniej legendarnego reżysera – Ishiro Hondy – tworzyło w gatunku SF liczne warte uwagi widowiska. Mam na myśli serię o wielkim, gadzim potworze, Godzilli, będącej jedną z najdłuższych serii w historii kina, bo liczącej aż kilkadziesiąt odcinków. Do zestawienia wybrałem King Kong kontra Godzilla ponieważ cenię go za spektakularność – to w końcu pierwszy w serii crossover, gdzie na ekranie spotykają się dwa najsłynniejsze potwory w historii kina (choć film powstał na bazie scenariusza, w którym wielka małpa pojedynkowała się z Frankensteinem), ale także za charakterystyczną tonację, która z lekkością, swadą i humorem wzbogaca widowisko o aspekt satyryczny. W tym wypadku chodziło o traktowanie potworów jak atrakcje telewizyjne, co miało obśmiać postępujący wówczas rozwój mediów. Problem już wtedy sygnalizowany, ale jakże aktualny pozostał do dziś. Film przyniósł sporych rozmiarów sukces kasowy w Japonii, szybko przygotowano też wersję odpowiednią na rynek amerykański. A w ostatnich latach, jak wiem, nakręcono głośny remake.

Uwięzieni w kosmosie

Jedni powiedzą, że nudny, ja powiem, że fascynujący. I silnie inspirujący, bo to bodaj na kanwie tego właśnie filmu Alfonso Cuarón stworzył słynną Grawitację. Da się tu także zauważyć pewien łącznik z Apollo 13 Rona Howarda, a patrząc z perspektywy ubiegłego roku – Pasażera numer 4. Pomysł wyjściowy jest zatem prosty, wręcz esencjonalny dla gatunku. Mamy kosmiczną wyprawę, w której nie wszystko idzie tak, jak powinno. Trzej astronauci zostają postawieni przed trudnym do przełknięcia faktem – nie wystarcza im tlenu na powrót na Ziemię. „Houston, mamy problem” – zdaje się pobrzmiewać w ich głowach. Akcja rozwija się jednak bardzo powoli, skupiając się na budowaniu niepokojącej atmosfery także przy udziale muzyki. Podobają mi się wysmakowane zdjęcia i przyzwoite efekty specjalne. Jest coś w tej prostocie i pieczołowitości ujmującego. Zwłaszcza, gdy efekt podkręca świetne aktorstwo – na ekranie m.in. Gene Hackman i Gregory Peck!

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA