search
REKLAMA
Artykuł

Dlaczego HARRY POTTER I WIĘZIEŃ AZKABANU to NAJLEPSZA część serii o Harrym Potterze?

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

4 czerwca 2019

REKLAMA

Dokładnie 15 lat temu do kina weszła trzecia odsłona przygód najsłynniejszego nastoletniego czarodzieja – Harry’ego Pottera. Choć nigdy nie byłam przesadnie wielką fanką cyklu, ani książek ani filmów, jednak Harry Potter i więzień Azkabanu zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Stało się tak z kilku ważnych powodów. Po pierwsze za kamerą stanął geniusz, jakim niewątpliwie jest Alfonso Cuarón. Po drugie przed kamerą pojawił się Gary Oldman, który już od wielu, wielu lat powinien być w posiadaniu Oscara. Po trzecie spowodowała to przytłaczająca, duszna atmosfera, przez którą ta część była najmniej podobna do reszty cukierkowego i poprawnego nonsensu, który widzieliśmy wiele lat później w finałowej odsłonie całej sagi.

Mniej cukierkowo

Zacznijmy jednak od początku. O ile dwie pierwsze części nie są złe jako tako, od razu widać, że przeznaczone są przede wszystkim dla młodszych odbiorców. To bez wątpienia zasługa reżysera Chrisa Columbusa, który zna się na kręceniu uroczych opowieści, co jest wyjątkowo zaskakujące, biorąc pod uwagę jego początki w Hollywood w postaci filmu Gremliny rozrabiają. Oczywiście nie neguję tego, iż w przypadku Harry’ego Pottera spisał się na stołku reżyserskim, niemniej całość wydawała się skrojona pod małoletniego widza, nawet mroczne momenty z Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic nie zostały bowiem nakręcone w sposób, który mógł wywołać deszczyk emocji.

W Harrym Potterze i więźniu Azkabanu dostajemy historię z bohaterami, którzy od dwóch poprzednich części zdążyli nieco dorosnąć, a Voldemort, bądź Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, wcale nie jest głównym antagonistą. Na niego kreowany jest początkowo Syriusz Black, który sportretowany zostaje jako prawdziwy czarny charakter, by w najlepszym potterowym plot-twiście okazać się nie tylko czarodziejem o złotym sercu, ale także kimś, kto odgrywa wręcz rolę przybranego ojca dla tytułowego bohatera, tworząc dla niego namiastką prawdziwego domu. W sposób wręcz genialny pokazano początek łączącej ich więzi oraz – co ważniejsze – to, że gdy Harry słucha się wszystkich, tylko nie siebie, sprawy mają się naprawdę dobrze. Wybacz, Syriuszu, ale wkrótce przyjdzie ci zginąć przez głupotę swojego chrześniaka.

Ten świat żyje!

Reżyser Alfonso Cuarón postanowił, że magiczny świat, jaki poznaliśmy w poprzednich odsłonach, nie będzie zawieszony w próżni. Do tej pory widzieliśmy wyłącznie niewielki wycinek rzeczywistości otaczającej bohaterów. W trzeciej części dzięki długim przejściom widzimy, jak poszczególne elementy łączą się ze sobą w jedną spójną całość. Magiczne schody, dormitorium i wielka sala nie funkcjonują w oderwaniu od siebie, ale są ze sobą połączone. Magia zostaje wpisana w rzeczywistość. Nie jest odrębnym bytem oddzielonym od tego, co prawdziwe, ale stała się realną częścią świata przedstawionego. Alfonso Cuarón nie byłby też sobą, gdyby nie uraczył widza artystycznymi i wysmakowanymi ujęciami. Zdaniem niektórych cała historia na tym traci, niemniej moim zdaniem zabieg ten winduje Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu jeden poziom filmowy wyżej. To już nie tylko kolorowa opowiastka dla fanów, ale interesująca na poziomie wizualnym adaptacja, która stara się pokazać, że wprowadzenie mroczniejszych elementów do świata Harry’ego Pottera nie jest niczym złym.

Dodatkowo reżyserowi – mimo odstępstw od pierwowzoru – udało się uchwycić całą najważniejszą esencję tego uniwersum oraz przesłanie za nim stojące. Chyba po raz pierwszy i ostatni przy oglądaniu filmów o Harrym Potterze odniosłam wrażenie, że wszystko jest tak, jak być powinno. Każdy jest na swoim miejscu i ma do odegrania określoną rolę. Ni mniej, ni więcej. Jednak to, co w znacznej mierze sprawia, że Harry Potter i więzień Azkabanu jest zdecydowanie najlepszą odsłoną serii, to fakt, iż bohaterowie są sobą. Nikt tu nie udaje nikogo innego. Aktorzy wiedzą, co mają robić, i ich postacie wydają się bardziej autentycznie niż kiedykolwiek później. Nawet Harry jest tu mniej irytujący, choć gdy słyszę jego teksty o rodzicach i widzę irracjonalność postępowania, mam ochotę powiedzieć: Zawróć, póki możesz. Nie tędy droga. Nie wiem, jak twórcom się to udało, ale naprawdę główne postacie da się tu lubić.

Najważniejszy jest jednak drugi plan z genialnymi Garym Oldmanem oraz Davidem Thewlisem na czele. Tak naprawdę reszta aktorów z kolejnych filmów jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę, jaki popis aktorskich możliwości daje ta dwójka. Jeśli dodamy jeszcze Timothy’ego Spalla, Alana Rickmana czy Emmę Thompson, dostaniemy wręcz wybuchową mieszankę aktorskiego talentu.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA