Odmienne stany świadomości

LUSTRZANA MASKA. Po drugiej stronie snu

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Odmienne stany świadomości #20: Lustrzana maska

Proza Neila Gaimana coraz częściej trafia na ekran. Niedawno pojawił się zwiastun serialowej ekranizacji powieści Dobry omen (napisanej wspólnie z Terrym Pratchettem), wcześniej stacja Starz dość wiernie przeniosła na małe ekrany Amerykańskich Bogów. Przedtem były między innymi Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach, animowana Koralina i tajemnicze drzwi i Gwiezdny pył. A na samym początku przygód Gaimana z filmem była Lustrzana maska. Dziś już zakurzona produkcja, pierwotnie pomyślana jako projekt prosto na rynek DVD, z ograniczoną jednak, jak się okazało, dystrybucją kinową. Recenzje były dość jednomyślne – fabularnie nic ciekawego, ale formalnie wyjątkowy film. I choć efekty zestarzały się straszliwie, fantastyczna wizja świata broni się do dziś.

Tutaj książka, jeśli się ją obrazi, sama odlatuje do biblioteki, o ile po drodze nie zje jej żaden sfinks.

Rodzina Cambpellów prowadzi cyrk objazdowy. Morris (Rob Brydon) nim zawiaduje, a pomagają mu mu jego żona Joanne (Gina McKee) i piętnastoletnia córka, Helena (Stephanie Leonidas). Dziewczyna marzy o normalnym życiu, jakiego nigdy nie poznała, i zazdrości ludziom przychodzącym na występy. Swoją frustrację wyładowuje na matce, która po jednej z takich dyskusji trafia do szpitala. Okazuje się, że jest poważnie chora i konieczna jest operacja. W międzyczasie cyrk nie przynosi zysków, Morris zaczyna mieć problemy finansowe, a Helena przeprowadza się do babci, na obskurne, betonowe osiedle. Dziewczyna obwinia się za stan matki, czuje się bezradna i nie umie sobie poradzić z problemami. Kiedy nadchodzi noc operacji Joanne, Helena zasypia i budzi się w odmienionej rzeczywistości. Jakby świat, który zna, został wywinięty na drugą stronę.

Obskurne osiedle wygląda niby normalnie, ale jest inaczej oświetlone, a w okolicy trenują cyrkowcy podobni do znajomych Heleny  tyle, że w niepokojących maskach. Po chwili rozmowy jeden z nich zostaje zaatakowany przez falę ciemności i zamienia się w kamień, a przerażona dziewczyna i jeden z żonglerów, Valentine (Jason Barry), uciekają przez małe drzwi w podwórzu. Przenoszą się do miasta rodem z mrocznej baśni. Helena szybko staje się obiektem zainteresowania patyczakowatych żandarmów, którzy aresztują ją, biorąc za zaginioną księżniczkę. Zdezorientowana dziewczyna nie ma pojęcia, o co im chodzi, ale pozwala się odeskortować do pałacu. Na miejscu okazuje się, że królowa (alter ego matki) zasnęła i nie można jej obudzić bez pewnego amuletu, którego szuka zrozpaczony pierwszy minister (alter ego ojca). Helena postanawia im pomóc i razem z Valentine’em ruszają do biblioteki, żeby jak najwięcej się dowiedzieć.

Lustrzana maska ma prostą i przewidywalną fabułę, a cyfrowo wygenerowany świat zestarzał się niekorzystnie. Ponadczasowa jest tylko wizja debiutującego w roli reżysera Dave’a McKeana, brytyjskiego ilustratora, autora graficznej strony komiksu Batman: Azyl Arkham, projektanta okładek albumów muzycznych. Jego projekt miasta, stworzeń i masek przetworzono na CGI i w tym środowisku nakręcono cały film z kilkoma prawdziwymi aktorami grającymi na green boksie. Tego typu eksperymenty były popularne po dwutysięcznym roku i nie zawsze odnosiły sukces (jak choćby Immortal – Kobieta pułapka). Jednak Lustrzana maska broni się pomysłowością McKeana, który na podstawie scenariusza napisanego wspólnie z Neilem Gaimanem stworzył świat pełen ciekawych szczegółów. Tutaj książka, jeśli się ją obrazi, sama odlatuje do biblioteki, o ile po drodze nie zje jej żaden sfinks. Sfinksy zastępują tu bowiem podwórkowe koty, z tym że zamiast myszy wolą podgryzać literaturę. Przechodnie wyglądają jak połączenie skorupiaków i przedmiotów codziennego użytku (np. kraba z brzuchem z garnka i głową z pary butów), a spośród człekokształtnych bohaterów tylko Helena nie nosi maski, więc jej twarz budzi powszechne zdziwienie. Świat rzeczywisty i fantastyczny przenikają się nawzajem, co dziewczyna zauważa mimochodem. Eskortowana do pałacu widzi w ścianie – jakby za grubą szybą – siebie śpiącą w pokoju. Innym razem poznaje po kształtach, że budynki w mieście są odwzorowaniem tych z jej rysunków.

Lustrzana maska wyraźnie daje odczuć podczas seansu, że w materiale wyjściowym jest bardzo dużo potencjału, który nie został wykorzystany z braku odpowiedniej technologii. Mimo archaicznych narzędzi duet McKean i Gaiman zaistniał w świadomości kinomanów, co dla tego drugiego do dzisiaj oznacza kolejne ekranizacje i nowe scenariusze do napisania. Gdyby Lustrzaną maskę nakręcono dziś – z tymi samymi twórcami, lecz obecną technologią – mogliby rozwinąć skrzydła. Może fala remake’ów dopłynie i do nich?

Ostatnio dodane