Odmienne stany świadomości

JAK WE ŚNIE. Chora głowa, ale za to szczęśliwa

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Odmienne stany świadomości #26: Jak we śnie

Stéphane Miroux (Gael García Bernal) nie ma lekkiego życia. Jego ojciec umarł na raka, a z matką kontakt ma nieszczególny. W dodatku obiecana praca twórcza (rysowanie ilustracji) okazuje się mechanicznym montowaniem kalendarzy z gołymi dziewczynami w zagraconym biurze bez okien. A nawet gdyby chciał, Stéphane nie ma się komu pożalić, bo w okolicy nie ma nikogo bliskiego. Żadnego przyjaciela, a tym bardziej dziewczyny. Dlaczego więc ciągle jest taki pogodny? Bo połowę swojego czasu spędza w prowizorycznym studiu telewizyjnym, z którego steruje swoim życiem. Za roletami imitującymi powieki jest prawdziwy świat, a Stéphane obserwuje go z bezpiecznego wnętrza własnej głowy. To dla niego najlepszy sposób na życie. Niestety czasem trzeba zderzyć się z rzeczywistością, a to dla Miroux najczęściej oznacza kłopoty. Głównie dlatego, że nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby, która uniemożliwia mu oddzielenie fikcji od faktów. Tym samym Stéphane – mimo dobrych chęci – stopniowo unieszczęśliwia każdego, z kim ma do czynienia.

Jak we śnie to zręczna manipulacja Michela Gondry’ego (Zakochany bez pamięci), który nieprzyjemności zostawia na marginesie filmu, a w centrum umieszcza radosne urojenia głównego bohatera. Jego wizja świata jest rozwinięciem fantazji na temat domu rodzinnego, do którego po latach wrócił jako dorosły. Ponieważ matka Stéphane’a robiła instalacje z pustych opakowań, w mieszkaniu był prawdziwy magazyn kartonów, nakrętek, rolek po papierze toaletowym i papierków po cukierkach. Wszystko to stało się budulcem świata, w którym bohater zaczął się zamykać. W swoich snach Stéphane jest gospodarzem własnego programu telewizyjnego kręconego kartonowymi kamerami, a ściany studia zabudowane są wytłaczankami po jajkach. Wymowne są dwa ekrany kojarzące się z oczami z roletami zamiast powiek. W tym umownym i nietrwałym świecie bohater zbudował sobie azyl, otaczając się czymś znanym. Dla niego to bezpieczna przestrzeń, w której nikt go nie widzi. Dzięki temu Stéphane może reżyserować na nowo wydarzenia, które w rzeczywistości były nieprzyjemne lub zadziałały na jego niekorzyść.

Najbardziej przejmującym i smutnym przykładem jest historia relacji bohatera ze Stéphanie, sąsiadką zza ściany. Początkowo wszystko układa się pomyślnie – pomoc we wniesieniu pianina do mieszkania kończy się dla Stéphane’a urazem ręki, więc dziewczyna wraz z koleżanką Zoe (Emma de Caunes) opatruje mu ranę. Po otrzymaniu pomocy i rozmowie zaczyna się on interesować nimi obiema, by z czasem nawiązać nić porozumienia ze Stéphanie. Pomaga w tym fakt, że ona też ma artystyczne zacięcie i znajduje ze Stéphane’em wspólny język. Przynajmniej pozornie. Ona traktuje jego fantastyczne opowieści (np. o podróżach w czasie) i bibeloty z recyklingu jako uroczy przejaw kreatywności. Prawda jest znacznie gorsza, ponieważ on wierzy we wszystko, co mówi, i traktuje przenikające się światy snu i jawy jako jedną rzeczywistość. A im dłużej lawiruje między nimi, tym bardziej one się ze sobą łączą – niestety tylko z punktu widzenia Stéphane’a.

Od konfliktów w pracy ucieka w fantazje o tym, że jest geniuszem-wynalazcą i ma swoje muzeum. Zostało to przedstawione jako animowana poklatkowo miniatura miasta z rurek po papierze toaletowym. Innym razem, kiedy dochodzi do sprzeczki między nim a Stéphanie, zamiast stawić czoła prawdziwemu problemowi, ubiera konflikt w fabułę kina gangsterskiego. W rolach policjantów obsadził kolegów z pracy, samochody były zrobione z rolek po papierze toaletowym etc. W ten sposób bohater dystansuje się od wszystkiego, co go spotyka, bo nie potrafi budować zdrowych relacji opartych na rzeczywistej więzi. Tym samym relacja Stéphane’a ze Stéphanie skazana jest na zagładę, a happy end ma miejsce tylko w jego głowie. Paradoksalnie mniej więcej od połowy filmu reżyser wydaje się usprawiedliwiać taki stan rzeczy. Jakby mówił: niech żyje szczęśliwy, nawet jeśli dzięki urojeniom.

W aspekcie wizualnym Jak we śnie zasługuje na pochwałę efektów specjalnych i scenografii, która w filmie Gondry’ego ilustruje świat Stéphane’a. Woda w wannie zmienia się w kawałki celofanu, pluszaki żyją własnym życiem, a waciane chmury unoszą się pod sufitem. Czasem wystrój pokoju Stéphanie lub sprzęty z pracy Stéphane’a (np. maszyna do pisania) pojawiają się w grocie skalnej na uboczu miasta, gdzie bohater najprawdopodobniej doświadcza halucynacji. Pod tym względem Michael Gondry ponownie nie zawodzi i jeszcze raz udowadnia, jak niewiele potrzeba, by stworzyć realizm magiczny, który działa na widzów do tego stopnia, że seans filmu o chorym psychicznie samotniku przypomina beztroski romans.

Ostatnio dodane