Od szeptu w krzyk

TRZY OBLICZA STRACHU. Black Sabbath

Nowelowy horror Mario Bavy stanowi przekrój jego ulubionych motywów i konwencji kina grozy, stanowiąc dowód na ogromny talent włoskiego mistrza horroru.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Można śmiało stwierdzić, że włoskie kino grozy nie osiągnęłoby swojego ogromnego sukcesu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, gdyby nie Mario Bava. Jego debiutancka Maska szatana (1960) po dziś dzień uchodzi za przełomowy dla gatunku horror gotycki, który rozpoczął we Włoszech pochód tego typu kina, natomiast Dziewczyna, która wiedziała za dużo (1963) jest prekursorem giallo, najpopularniejszej w następnych latach w tym kraju odmiany dreszczowca. Kiedy Bava zaczął kręcić swoje filmy w kolorze, dał się poznać jako prawdziwie natchniony stylista – choć jego czarno-białe dokonania również wyróżniają się niezwykle plastyczną stroną wizualną, dzięki użyciu barw groza wydała się z jednej strony bardziej odrealniona i fantastyczna, z drugiej zaś oddająca terror chorego wręcz umysłu. Krok dalej pójdzie oczywiście Dario Argento w swej Suspirii (1977), ale to właśnie Bava wskaże mu wcześniej drogę.

W swym pierwszym barwnym filmie Bava odważnie poczyna sobie z kolorowym oświetleniem, nadając ekranowej rzeczywistości pozór baśni dla dorosłych.

Jeśli ktoś zainteresowany jest twórczością Włocha, przygodę z jego kinem powinien bezsprzecznie zacząć od Maski szatana, która nadal urzeka wspaniałą atmosferą, główną rolą zjawiskowej Barbary Steele oraz, jakże zaskakującą jak na tamte lata, dosadnością w obrazowaniu przemocy. Jeśli jednak kogoś nie pociąga propozycja obejrzenia czarno-białego filmu (co w ogóle nie powinno rzutować na chęć seansu, ale wiem, że istnieją osoby niechętne pozbawionym koloru produkcjom), warto zapoznać się z Bavą dzięki Trzem obliczom strachu z 1963 roku. Nie tylko dlatego, że już w swym pierwszym barwnym filmie Bava odważnie poczyna sobie z kolorowym oświetleniem, nadając ekranowej rzeczywistości pozór baśni dla dorosłych. Najbardziej kluczowe przy omawianiu tego horroru nowelowego jest to, że każda z trzech opowieści reprezentuje zupełnie inny rodzaj filmowej grozy, każdy jednak bliski upodobaniom reżysera.

Telefon, jedyna współczesna nowela w stawce, jest opowieścią o kobiecie (znana z serii filmów o Angelice, Michèle Mercier), która pewnego wieczoru jest nękana przez tajemniczego rozmówcę, grożącego, że ją zabije. Powstały ponad 30 lat później Krzyk Wesa Cravena skopiuje tę sytuację do swojego prologu, lecz Bava bardzo szybko odchodzi od prostoty punktu wyjścia, tworząc typową dla dopiero rodzącego się nurtu giallo intrygę, gdzie seks i przemoc stają się głównymi motywami działania. Druga nowela, Wurdulak, jest już przykładem horroru gotyckiego – młody rosyjski hrabia trafia do domu, w którym rodzina czeka na powrót swego ojca, Gorci (Boris Karloff). Niestety, gdy ten wraca, pada podejrzenie, że przeistoczył się w tytułowego, żądnego krwi upiora. W międzyczasie hrabia zakocha się w pięknej córce bohatera Karloffa, dla której może już nie być nadziei. W ostatniej opowieści, Kropli wody, groza przybiera wymiar psychologiczny, kiedy pielęgniarka, która okradła swoją zmarłą pracodawczynię, zaczyna być nękana przez wyrzuty sumienia. A może to denatka mści się zza grobu?

Choć Trzy oblicza strachu (bądź Czarne święto, sugerując się nadanym przez amerykańskiego dystrybutora tytułem – Black Sabbath), jak na nowelowy horror przystało, posiadają swoistą ramę kompozycyjną, z Borisem Karloffem zwracającym się wprost do widza, film Bavy pozornie trudno uznać za zwartą kompozycję, coś więcej niż trzy historie w cenie jednej. Każda z nich odznacza się całkiem inną konwencją, której podporządkowuje się na tyle, że łatwo przewidzieć fabularne zwroty akcji i niespodzianki.

Ostatnio dodane