Od szeptu w krzyk

TOWARZYSTWO (1989). Ciało wyższej klasy

Gdy raz zobaczy się „Towarzystwo”, już nigdy się o nim nie zapomni. Finał filmu szokuje do dziś.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

W jednej z początkowych scen jest on świadkiem, jak jego siostra bierze prysznic. Przez oszklone, matowe drzwi kabiny trudno cokolwiek dostrzec, ale ciało dziewczyny jawi się jako nienaturalne, tak jakby jej pupa i piersi były umiejscowione po tej samej stronie. Później Billy słyszy nagranie, na którym jego rodzina ustala warunki wspólnego seksu, ale dźwięki, jakie wydają podczas stosunku, sugerują inny, potworny wręcz rodzaj aktywności. Obie te sytuacje zostają szybko zrewidowane – po otwarciu drzwi prysznicowych ciało siostry okazuje się całkowicie normalne, a gdy bohater przesłuchuje ponownie nagranie przerażających dźwięków u terapeuty, brzmi ono zupełnie inaczej niż wcześniej. Mimo to wierzymy Billy’emu, głównie dlatego, że Yuzna nie należy do subtelnych twórców. Nie zależy mu na stworzeniu napięcia wynikającego z możliwości, że za wszystkim stoi wybujała fantazja bohatera lub może się on mylić. Natomiast sugestia, że jego paranoja spowodowana jest momentem seksualnego przebudzenia, miałaby rację bytu, gdyby nie fakt, że grający główną rolę Billy Warlock (do podziwiania w pierwszych sezonach Słonecznego patrolu), naówczas dobiegający trzydziestki, nie dość, że nie wygląda, to i nie sprawia wrażenia niedoświadczonego nastolatka.

Finał przybiera formę surrealnego koszmaru, strasznej parodii rzeczywistości, przy której nawet kazirodztwo wydaje się niewinną igraszką.

Debiutujący Yuzna doskonale panuje nad konwencją już od samych napisów początkowych, podczas których widzimy w zwolnionym tempie ciała złączone w – wydawać by się mogło – miłosnej ekstazie, orgii. Ale obraz ten jednocześnie razi jakąś sztucznością – w ich skórze, w ich ruchach jest coś nieludzkiego. Zilustrowane jest to zaś przeróbką pieśni szkoły w Eton, przypominającej niepokojący hymn na cześć Towarzystwa. Szkoda, że później nie obywa się bez potknięć, zwłaszcza fabularnych. Wątek kobiety, która je włosy i wypluwa kłaczki, jest całkowicie zbyteczny, dodatkowo spychając film na tory głupiego i niezrozumiałego żartu, który nijak się ma do reszty opowieści. Próba zdyskredytowania Billa przed szkołą ma za zadanie uczynić z niego kłębek nerwów i storpedować jego wiarygodność, ale tak po prawdzie nie wnosi nic, czego już byśmy nie widzieli. Natomiast relacja z Clarissą (Devin DeVasquez, Miss Czerwca 1985 roku), obiektem westchnień głównego bohatera, która wie więcej, niż mówi, byłaby ciekawsza, gdybyśmy wiedzieli, dlaczego dziewczyna jest mu nagle lojalna. Pomimo tych wad, jak również mocno pastelowej stylistyki lat osiemdziesiątych, reżyser pewnie zmierza do finału, którym wynagradza wszelkie dotychczasowe niedociągnięcia.

W początkowej wersji scenariusza autorstwa Ricka Frya i Woody’ego Keitha tajemnica tytułowego towarzystwa obracała się wokół kultu krwi, lecz Yuzna wolał coś bardziej fantastycznego, odejście od realizmu na rzecz prawdziwie horrorowego rozwiązania. To, co ostatecznie widzimy na ekranie, jest ekstremalne i prawdziwie szokujące, niepozbawione humoru, ale nadal odstręczające. Przede wszystkim jednak wspaniale podsumowujące temat filmu, który obraca się wokół wykorzystywania niższych klas przez wyższe, żerowania na słabszych i biedniejszych, obrzydliwego obnoszenia się ze swoją pozycją, a także strachu przed ciałem. Wszystko to przybiera formę surrealnego koszmaru, strasznej parodii rzeczywistości, przy której nawet kazirodztwo wydaje się niewinną igraszką. Kto raz zobaczy Towarzystwo, a zwłaszcza jego finał, ten nigdy o nim nie zapomni.

Ostatnio dodane