Od szeptu w krzyk

PAN FROST. Jeff Goldblum jako diabeł

Dawniej przebój na video, dziś zapomniana ciekawostka dla fanów Jeffa Goldbluma. Niespełniona obietnica.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Diabeł żyje i nazywa się Frost. Mieszka w wielkim domu w Anglii, uwielbia gotować wymyślne potrawy, które następnie fotografuje, ale nigdy ich nie zjada. Jest zaskakująco gościnny, nawet kiedy odwiedza go inspektor Detweiler, zaniepokojony wyznaniem dwójki złodziei, że w jednym z aut w garażu Frosta ukryte są zwłoki. Gospodarz przytakuje, jak również sugeruje, że to nie jedyna jego ofiara – wkrótce policja odkrywa na terenie jego posiadłości masowy grób, w którym znajduje się 24 ciał dorosłych i dzieci. Nagrane na kasetę wideo tortury i mordy potwierdzają zwyrodniałą naturę mężczyzny, który kilka miesięcy po aresztowaniu milknie na następne dwa lata. Odezwie się dopiero do dr Day, psychiatry, która w diabła nie wierzy.

Czy pan Frost jest „tylko” psychopatą, seryjnym mordercą, człowiekiem, którego nawet najwięksi lekarze nie potrafią zdiagnozować, czy też faktycznie posiada piekielne pochodzenie? Pytanie to umiejscawia film Philippe’a Setbona pomiędzy thrillerem psychologicznym a horrorem, choć nie ma żadnej wątpliwości, że twórcy skłaniają się ku tej drugiej odpowiedzi.

Dziś, być może bardziej niż wtedy, pozostaje w widzu poczucie straconej szansy, choć dzieło Setbona nadal broni się sugestywnym Goldblumem oraz gęstą atmosferą niepewności utrzymującą się do samego końca.

Widzowie mogą pamiętać Pana Frosta z czasów boomu kasetowego – nakręcony w 1990 roku cieszył się sporym powodzeniem przez całą ówczesną dekadę, aby w późniejszym czasie kompletnie wypaść z obiegu, a dziś być co najwyżej ciekawostką dla fanów Jeffa Goldbluma. Trudno zatem mówić o jakimś szczególnym kulcie tej francusko-brytyjskiej produkcji, choć łatwo wytłumaczyć popularność, jaką się cieszyła przez całe lata 90. Pan Frost wpisuje się bowiem w nurt dreszczowców, w których głównym tematem był mniej lub bardziej alegoryczny pojedynek dobra i zła, najczęściej w oparciu o schemat kina policyjnego, wzbogacony o silne wpływy kina grozy. Powstałe rok później Milczenie owiec (choć kluczowe, że literacki pierwowzór tego drugiego pojawił się już w 1988 roku, czyli na dwa lata przed filmem Setbona, jakże podobnym w kilku aspektach do powieści Thomasa Harrisa) po dziś dzień uchodzi za arcydzieło tej narracji, a z bardziej znanych tytułów wymienić można jeszcze Egzorcystę III (1990) oraz Siedem (1995), jak również nowozelandzkiego Brzydala i japoński Cure, oba z 1997 roku. Pan Frost ma tak mocne otwarcie, że aż szkoda, że w dalszej części filmu jego twórcy nie bardzo wiedzą, co zrobić z podającym się za diabła seryjnym mordercą. Dziś, być może bardziej niż wtedy, pozostaje w widzu poczucie straconej szansy, choć dzieło Setbona nadal broni się sugestywnym Goldblumem oraz gęstą atmosferą niepewności utrzymującą się do samego końca.

Tę buduje przede wszystkim zmiana perspektywy – w pierwszym kwadransie niemal ze sceny na scenę wyznaczane są nowe osoby, których oczyma poznajemy tajemnicę Frosta. Zaczynamy od dwóch złodziei włamujących się nocą do jego domu. Tytułowy bohater jest wtedy widoczny jedynie jako sylwetka w oknie, cichy obserwator. Wygląda to tak, jakby gospodarz zaprosił złodziei do siebie i poczęstował namiastką swojego makabrycznego sekretu. To wrażenie pogłębia się w następnej scenie, kiedy do Frosta przychodzi Detweiler (Alan Bates). Rozmowa między mężczyznami jest początkowo lekka i żartobliwa, ale policjant szybko zaczyna odczuwać niepokój oraz napięcie. Chce jak najszybciej uciec od Frosta, zwłaszcza gdy ten przyznaje się do winy, tak jakby była to czysta formalność. Wtedy również widzimy w oczach Frosta metalicznie połyskujące krzyże, element jawnie fantastyczny, choć można go tłumaczyć wizualizacją przerażonego inspektora. Kiedy następnym razem zobaczymy Frosta, miną dwa lata od jego aresztowania, a on sam zostanie skierowany do szpitala psychiatrycznego w nieznanym europejskim kraju. Tam pozna nadzorującą jego przypadek dr Day (Kathy Baker).

Co stoi za tymi zmianami perspektywy? Każda z tych osób dowiaduje się o Froście coraz to bardziej przerażających rzeczy, pogłębiając również naszą wiedzę o nim. Każda zostaje przez niego w jakiś stopniu naznaczona – w najmniejszym złodzieje, prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie spotykają się z nim twarzą w twarz. Udaje im się jednak przekonać Detweilera do uwierzenia w przerażającą historię. On sam poznanie Frosta przypłaca czymś więcej niż tylko załamaniem nerwowym, odejściem z służby i obsesją na punkcie mordercy. Jest i Day, właściwa bohaterka filmu, którą Frost typuje na swojego głównego przeciwnika.

Ostatnio dodane