Od szeptu w krzyk

CZARNOKSIĘŻNIK. Dusza diabła, twarz krnąbrnego anioła

Po 30 latach od premiery "Czarnoksiężnik" broni się zadziwiająco dobrze, choć swój kult zawdzięcza wyłącznie Julianowi Sandsowi w roli tytułowej.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Pod koniec dekady, w której królowali Freddy Krueger, Jason Voorhees i Chucky, a najpopularniejszą odmianą horroru był slasher, pojawił się szwarccharakter, zupełnie niepodobny do tych innych. XVII-wieczny wyznawca diabła, przeniesiony do współczesności w poszukiwaniu książki, rzucający straszliwe zaklęcia na ludzi, a zamiast oszpeconej twarzy posiadający lico krnąbrnego anioła. I choć popularnością nie dorównał nikomu z wyżej wymienionych, pamięć o nim dziwnym trafem przetrwała. Piszę dziwnym, bowiem Czarnoksiężnik Steve’a Minera jest przykładem filmu, który ma równie dużo błędów, co zalet; filmu stojącego w rozkroku między niepokojącym horrorem, a przygodową opowiastką; w końcu filmu, którego popularność powinna była zakończyć się wraz ze zmierzchem kaset video. Dodatkowo bankructwo firmy dystrybucyjnej New World Picture sprawiło, że w Stanach Zjednoczonych film przeleżał 2 lata na półce, zanim Trimark Pictures odkupiło prawa i wypuściło dzieło Minera do kin. Obchodzący w tym roku 30. urodziny Warlock (oryginalny tytuł) nie może się pochwalić łatką klasyka, a jego kultowość wydaje się opierać wyłącznie na jednym elemencie, mimo to jest tworem dziwnie urokliwym, tętniącym życiem, a w swych najlepszych momentach szatańsko pomysłowym.

Scenariusz napisany przez Davida Twohy’ego, przyszłego twórcę postaci Riddicka, sięga po motywy znane z Terminatora, na czele z podróżą w czasie dwójki śmiertelnych wrogów, ale jednocześnie odwraca tamten schemat na różne sposoby. Bohaterowie pochodzą nie z przyszłości, a przeszłości, zaś to ten dobry poluje na złego. Oczywiście jest i dziewczyna, lecz wcale nie po to, aby ją ratować, czy też uczynić z niej romantyczny obiekt. Grana przez Lori Singer (Footloose) Kassandra jest postacią, której oczyma patrzymy na rozgrywającą się historię pojedynku dobra ze złem, zmuszoną wziąć udział w polowaniu na złego czarodzieja, początkowo tylko dlatego, gdyż ten rzucił na nią czar. Pomiędzy nią, a Redfernem, łowcą czarownic, w którego wciela się Richard E. Grant (Withnail i ja), nawiązuje się ładna, naturalnie rozwijająca się relacja, kontrastująca ze złem, jakie wyrządza tytułowy bohater.

Najgorszym występkiem czarnoksiężnika jest mord na chłopcu, po to, aby tłuszcz ofiary wykorzystać do latania. Mimo to makabra jest tu częściej sugerowana niż prezentowana, a żwawe tempo przekłada się na atmosferę bardziej letnią niż mroczną.

A ohydne rzeczy czyni czarnoksiężnik, począwszy od obcinania palców, odgryzania języka czy wyłupywania oczu, po groźby, że zamieni płody w bloki lodu. Jego najgorszym występkiem jest mord na chłopcu, po to, aby tłuszcz ofiary wykorzystać do latania. Mimo to makabra jest tu częściej sugerowana niż prezentowana, a żwawe tempo przekłada się na atmosferę bardziej letnią niż mroczną. Miner ma na swoim koncie sequele Piątku trzynastego oraz Halloween: 20 lat później, ale Czarnoksiężnik klimatem przypomina jego komediowe horrory – Dom oraz Lake Placid. Niebezpieczeństwo jest tu realne, choć łagodzone przez żarty z Redferne’a, który wyjęty z przeszłości ma problemy ze zrozumieniem teraźniejszości. Szkoda, że sam czarownik nie otrzymał podobnych scen, które uczyniłyby z niego bardziej interesującego łotra. 

Inny problem z Czarnoksiężnikiem jest taki, że nawet pomimo dużych pokładów dobrej woli i szczerej sympatii dla tego filmu, trudno go uznać za straszny, a nawet widowiskowy. Wydawać by się mogło, że opowiadający o czarowniku horror fantastyczny będzie wypełniony efektami, ale te są głównie animowane (!), co jak na film z końca lat osiemdziesiątych, wygląda tanio, staro i wręcz żenująco. Trudno odczuwać zagrożenie, kiedy magiczna moc czarownika przypomina coś, co urwało się z Disneyowskiej Fantazji. Również sposób, w jaki główny bohater lewituje i lata bardziej śmieszy niż zadziwia.

Ostatnio dodane