Fantastyczny cykl

WSPANIAŁA PRZYGODA BILLA I TEDA. 30 lat nieletnich wygłupów w czasie

Zabawne i jednocześnie bardzo życiowe kino młodzieżowe, przyprawione sprawdzonym motywem science fiction

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Excellent!

Przeczytaj poprzednie odsłony Fantastycznego Cyklu

Z rozrzewnieniem wspominam lekcje historii z liceum. Nie doceniało się ich. Teraz, z bagażem wiedzy i przeżyć na karku, chciałoby się wrócić do szkolnej ławki, by raz jeszcze wsłuchać się w to, co ma interesującego do powiedzenia nauczycielka. Mówiła w końcu o tak ważnych, fascynujących kwestiach, ułatwiających zrozumienie mechanizmów świata, w którym żyjemy. A nikt z nas nie potrafił dostrzec wagi otrzymywanej wiedzy. 

Dokładnie tak jak Bill i Ted. Oni także należą do gatunku uczniów, którzy myślą o opuszczeniu szkoły już w momencie pierwszego przekroczenia jej bram. Lekcje upływają na bujaniu w obłokach i wyczekiwaniu końcowego dzwonka. Lekceważący stosunek do historii zauważa w Billu i Tedzie ich nauczyciel. I stawia im ultimatum. Albo zaliczą egzamin końcowy na piątkę, albo mogą zapomnieć o wspólnych marzeniach (czemu wtóruje ojciec jednego z bohaterów). Niespodziewanie dwóch kumpli ratuje tajemniczy nieznajomy, wykorzystujący budkę telefoniczną do podróży w czasie. Zachęca ich do wzięcia udziału w ekscytującej podróży, podyktowanej potrzebą ratowania świata.

Przede wszystkim to kino młodzieżowe w najlepszym możliwym wydaniu...

W tym roku, w lutym, mija dokładnie trzydzieści lat od momentu premiery filmu Wspaniała przygoda Billa i Teda. Filmu, który z miejsca stał się kultowy. Jego popularność zaowocowała filmową kontynuacją, serialem animowanym, komiksem, grą komputerową. O memach krążących po internecie nie wspominając. Film miał także niebagatelne znaczenie dla kariery Keanu Reevesa, którego występ zaowocował wybuchem popularności, niegasnącej do dziś. Sam zresztą po latach często z tego żartuje, mówiąc, że na swoim grobie poleci umieścić napis „tu leży Keanu Reeves. Zagrał Teda”. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, że będzie on miał okazję wrócić do roli nierozgarniętego sympatyka rockowego brzmienia i razem z Alexem Winterem weźmie udział w tworzeniu trzeciej części cyklu, zatytułowanej roboczo Bill & Ted Face the Music.

Czym jednak Wspaniała przygoda Billa i Teda zasłużyła sobie na miano filmu kultowego oraz tak szeroki, popkulturowy oddźwięk? Przede wszystkim to kino młodzieżowe w najlepszym możliwym wydaniu. Tematem przewodnim tej komedii jest bowiem pochylenie się nad problemem wieku młodzieńczego, często cechującego się przesadną skłonnością do bujania w obłokach. A na skutek tej cechy wiele z pożytecznych i ważnych rzeczy nabywanych w szkole pozostaje w okresie edukacji poza sferą zainteresowania takich, powiedzmy, marzycieli. Pamiętam, że podczas mojego pierwszego zetknięcia się z przygodami Billa i Teda najbardziej ujęło mnie w filmie to nieustanne puszczanie oka do nastolatków, zrozumienie ich problemów, w tym niechęci do obowiązku szkolnego, a także zaadaptowanie ich slangu oraz przesadnie wyluzowanego sposobu bycia.

Tu uwaga należy się także dwójce głównych aktorów. Na duet Keanu Reeves’a i Alexa Wintera patrzy się po dziś dzień z nieskrępowaną sympatią, ponieważ od pierwszej do ostatniej minuty filmu nie słabnie naturalna chemia między nimi. To ogromna zaleta ich występu, sprawiająca zarazem, że widzowi bardzo łatwo jest tytułowych bohaterów polubić, a bardzo trudno jest mu się do nich zrazić. To ci zwariowani kumple, odpowiedzialni za różne klasowe „dymy”, jednocześnie pozytywnie zafiksowani na swych zainteresowaniach – znamy ich dobrze, jeśli sami nimi nie byliśmy.

Scenarzyści filmu z 1989, Ed Solomon i Chris Matheson*, zdołali jednak uzupełnić wygłupy podróżującej w czasie dwójki bohaterów bardzo ciekawymi spostrzeżeniami. Mottem filmu zdają się słowa Sokratesa, filozofa, którego na swojej drodze napotykają bohaterowie. Sentencję „wiem, że nic nie wiem” odbierają oni oczywiście dosłownie, co ma jednocześnie podkreślać ich lekceważący stosunek do wszelkiej wiedzy. Stosunek, który ma się – na skutek przeżyć – całkowicie zmienić. Tutaj aż prosi się o sięgnięcie do myśli innego starożytnego filozofa. Jak mawiał Cyceron, to historia jest największą nauczycielką życia. Zapomniał jednak dodać, że można to zrozumieć tylko dzięki doświadczeniu. Choć Bill i Ted początkowo wyraźnie dystansują się do wiedzy o dziejach ludzkości, to na skutek tego, że dane jest im na własnej skórze poczuć ciężar historycznych wydarzeń, dociera do nich prawda o świecie, jakiego są częścią.

Wy także czekacie na część trzecią?

Ale to marzenia i chęć ich sięgania stanowią główny determinant historii rozpisanej przez Solomona i Mathesona. W końcu przybywający z przyszłości Rufus daje chłopakom jasno do zrozumienia, że to właśnie ich muzyka, którą wkrótce wspólnie stworzą, będzie miała niebagatelny wpływ na kulturę i społeczeństwo, stanowiąc zarazem ich balsam. Dlatego tak ważne jest, by dwójka kumpli zdała szkolny egzamin. Kolejność działania jest nieprzypadkowa. Najpierw mają odkryć sens życia, by dopiero potem twórczo nim pokierować.

Podobnie jak w przypadku Powrotu do przyszłości, mającego premierę kilka lat wcześniej, także w przypadku Wspaniałej przygody Billa i Teda mamy do czynienia z niezwykle odświeżającym sposobem wykorzystania motywu podróży w czasie. Ponownie bowiem powaga wellsowskiego pomysłu została zabita zwrotem ku młodzieżowemu luzowi i niedorzeczności. Samo wykorzystanie budki telefonicznej do pełnienia funkcji wehikułu czasu (podobnego przy tym do tego, który znamy z Doktora Who), zdolnego do pomieszczenia licznej grupy historycznych figur, sprawia, że już na wstępie wypada głośno nam się zaśmiać, wraz z twórcami, z charakteru przygody, w jaką właśnie zostaliśmy wciągnięci. I może właśnie dlatego tak dobrze się ją ogląda.

*Chris Matheson to syn Richarda Mathesona, pisarza SF, autora m.in. literackiej podstawy do Człowieka, który się nieprawdopodobnie zmniejsza.

Ostatnio dodane