Fantastyczny cykl

PRIMER (WYNALAZEK). Podróż w czasie w wersji hard SF

Wynalazek to film niezwykły. Uskuteczniane w nim marzenie o podróży w czasie nigdy wcześniej i nigdy później nie było w kinie tak namacalne.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Paradoks

Podróże w czasie to wyjątkowo wdzięczny temat dla fantastyki naukowej. Działa na wyobraźnię widza niemal zawsze tak samo skutecznie. Bo któż z nas nie chciałby poznać jutra? Któż z nas nie chciałby zmienić wczoraj?

Pamiętny Wehikuł czasu ustanowił pewien standard opowiadania historii o wędrówce bohatera w czasoprzestrzeni. Ma on jednak jedną wadę – folgując marzeniom, często ukazuje je w sposób oderwany od rzeczywistości, traktując naukę po macoszemu i wspomagając się szeregiem uproszczeń. Bardzo mało jest zatem filmów, które zdołały podejść do tematu tak, jakby był on faktycznie prawdopodobny. Jest jednak jeden wyjątkowo skromny film, który w swej podróży w czasie zdołał zachować naukową rzetelność przedstawionych wydarzeń, wpisując się jednocześnie w tradycję twardej fantastyki. Mowa o filmie Primer z 2004, znanego polskiemu widzowi także jako Wynalazek.

Słyszeliście kiedyś o paradoksie dziadka? Zasadza się on na rozumowaniu, które bezpośrednio tyczy się koncepcji podróży w czasie, poddając je w wątpliwość. Wyobraźcie sobie bowiem następującą sytuację: przenosicie się w czasie do przeszłości, w której odnajdujecie własnego dziadka i go zabijacie. Robicie to jednak zanim dziadek płodzi waszego ojca. Jeśli nie ma więc waszego ojca, nie ma też was. A jeśli nie ma was, to nie ma też podróży w czasie. A jeśli nie ma podróży w czasie, to nie ma też zabicia dziadka. W takim układzie jednak się narodzicie i… odbędziecie podróż w czasie. Mamy więc gotową sprzeczność.

W filmie poznajemy dwójkę wynalazców, którzy podczas konstruowania nowej maszyny, niespodziewanie tworzą wehikuł czasu.

Zapewne nie raz przeżywaliście podobne wątpliwości, mierząc się z filmem traktującym o paradoksach czasowych. Ja np. do dziś nie rozumiem, w jaki sposób Kyle Reese mógł spłodzić Johna Connora, będąc przez niego właśnie wysłanym w przyszłość. Wynalazek jeszcze bardziej zaciska węzeł gordyjski, przedstawiając wydarzenia wyjątkowo trudne do poprawnej interpretacji. W filmie poznajemy dwójkę wynalazców, którzy podczas konstruowania nowej maszyny niespodziewanie tworzą wehikuł czasu. Od tego momentu sprawa się komplikuje, bo komplikują się ścieżki czasu – bohaterowie napotykają własnych dublerów, istniejących obok nich w innym czasie. Widz z kolei nigdy nie ma pewności, którą “wersję” głównych postaci właśnie ogląda. I tak aż do finału, który zamiast dać wytęsknione wyjaśnienie, stawia kolejny znak zapytania.

Widziałem film dwukrotnie, ale nadal nie wszystko ułożyło mi się w głowie tak, jak bym tego chciał. To niezwykłe, że skromny, niezależny film, nakręcony za śmieszną kwotę 7000 dolarów, potrafi tak namieszać w głowie. Także za sprawą kunsztu w podejściu do tematu. Nigdy nie byłem prymusem z dziedziny fizyki, ale też nigdy nie miałem problemów w odnajdywaniu się w żargonie naukowym filmów science fiction. Do czasu, aż obejrzałem Wynalazek, który stanowi pod tym względem prawdziwe wyzwanie. Bohaterowie strzelają jak z procy zwrotami wywodzącymi się z ich zaplecza naukowego, nie dając jednocześnie widzowi szansy zajrzenia do legendy. Sprawia to ogromną trudność w odbiorze. A nie ma nic gorszego niż interesujący film, co do którego nie mamy pewności, czy dobrze go zrozumieliśmy.

Primer to kino w pełni autorskie. Twórca, Shane Carruth, za własne zaskórniaki podjął się produkcji filmu, jego reżyserii oraz napisania do niego scenariusza. Układanie całej koncepcji filmu trwało rok, podczas gdy same zdjęcia zajęły twórcy zaledwie miesiąc. Z uwagi na fakt, że Carruth nie znalazł dobrego kandydata do zagrania roli drugiego naukowca, postanowił wcielić się w niego osobiście. Następnie sam zajął się też montażem filmu. I to przedłużyło produkcję o kolejne lata, gdyż  Carruth napotkał na tym polu niemałe problemu. Raz, że nie dysponował profesjonalnym programem do edycji, a dwa, że szybko spostrzegł, że brakuje mu też materiału. Z tego też względu niektóre szybkie przejścia i skróty widoczne w filmie są efektem braku alternatywnego rozwiązania.

Te trudności sprawiły, że Shane Carruth niejednokrotnie porzucał projekt na etapie postprodukcji. Z perspektywy czasu, jako fan science fiction, nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że jego wysiłek się opłacił. Wynalazek to film niezwykły. Uskuteczniane w nim marzenie o podróży w czasie nigdy wcześniej i nigdy później nie było w kinie tak namacalne. I nie tylko ja jestem tego zdania. Rian Johnson, reżyser filmu Looper: Pętla czasu, określił Wynalazek mianem najlepszego filmu o podróży w czasie w historii kina. Przesadził? Może trochę, gdyż przy całej wyjątkowości tego dzieła, nie można być ślepym na ewidentne problemy komunikacyjne, jakie przejawia Wynalazek. Innymi słowy, jak trudno jest mu nawiązać dobrą relację z widzem, dać mu poznać i polubić bohaterów, zachęcić do podążania ich śladami.

Co ciekawe jednak, gdy ten sam Rian Johnson wysłał scenariusz Loopera do oceny Carruthowi, z którym dobrze się znał, ten ponoć skwitował go dość dosadnie, mówiąc, że wszystkie zaprezentowane w nim pętle czasowe są najzwyczajniej w świecie błędne. Prawda jest jednak taka, że publika o wiele bardziej woli w kinie być robiona w konia. Gdy otrzyma bowiem film science fiction, który wygląda i brzmi tak, jakby został zaprojektowany w laboratorium, wówczas trudna do przebrnięcia bariera naukowa może odwrócić uwagę od faktycznej wartości dzieła. Warto zatem o Wynalazku pamiętać.

Ostatnio dodane