Fantastyczny cykl

GATUNEK. Złowrogi i seksowny

Można śmiało powiedzieć, że to jeden z najbardziej zmysłowych filmów science fiction w historii...

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Mężczyźni wolą blondynki

Przeczytaj poprzednie odsłony Fantastycznego Cyklu

Są filmy science fiction, które przerażają. Są filmy science fiction, które prócz tego, że przerażają, potrafią także podniecać. Taki właśnie jest Gatunek z 1995 roku. Złowrogi i seksowny.

Przy nawiązywaniu pierwszego kontaktu zawsze istnieje ryzyko. Nigdy nie wiadomo, kim naprawdę jest rozmówca. Wysyłanie w kosmos sygnałów radiowych lub sond, mających za zadanie dotarcie do obcych cywilizacji, jest dalece problematyczne, o czym naukowcy dobrze wiedzą. Ujawnienie informacji o sobie i swoim położeniu może zadziałać jak zachęta dla przeciwnika do wykonania ataku. Czy zatem lepiej pozostać w cieniu i się nie rozwijać, czy wyjść z niego i narazić się na ryzyko kontaktu z czymś, co potraktuje nas jako gatunek podrzędny?

Ludzkość podejmuje ryzyko. W latach siedemdziesiątych sygnał zawierający informację o kodzie genetycznym Ziemian zostaje wysłany w przestrzeń kosmiczną. Kilkanaście lat później odebrana zostaje odpowiedź zwrotna, a w niej kolejna wskazówka. Kosmici przysyłają instrukcję, w jaki sposób połączyć ich DNA z DNA człowieka. W tajnej bazie genetyk Xavier Fitch (Ben Kingsley) decyduje się na eksperyment. Nowy organizm to dziewczynka, Sil, która tylko zgrywa niewiniątko. Gdy zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ucieka, w czym pomagają jej nadludzkie fizyczne zdolności. Kiedy zacznie poszukiwać samca do reprodukcji, będzie musiała wykorzystać inne atuty owej fizyczności. Nie spocznie, dopóki nie znajdzie sposobu na zachowanie ciągłości gatunku.

Lubię te fabuły, w których widz zostaje postawiony przed iście kosmicznym problemem. Żeby go rozwiązać, zostaje powołana ekipa specjalistów, w której każdy reprezentuje inną naukową działkę lub profesję. Alfred Molina jest tu antropologiem, a Michael Madsen – sprawnym łowcą głów. Te skrajności mają się, rzecz jasna, uzupełniać podczas pościgu za zwierzyną. W Gatunku najciekawiej wypada jednak postać grana przez Foresta Whitakera, który jest… empatą. Oznacza to ni mniej, ni więcej tyle, że w sposób dalece skuteczniejszy od reszty swych kompanów potrafi wtopić się w emocje Sil, zrozumieć jej punkt widzenia. Niejednokrotnie jego metody i przewidywania przynoszą korzystne rezultaty. Niesie to ciekawy wniosek – tęgie głowy naukowców nie radzą sobie tam, gdzie w grę wchodzą emocje.

Tych w filmie Rogera Donaldsona nie brakuje. Można śmiało powiedzieć, że to jeden z najbardziej zmysłowych filmów science fiction w historii. Wszystko za sprawą kreacji debiutującej w filmie kanadyjskiej modelki Natashy Henstridge i pełnych erotyzmu scen z jej udziałem. Jest ona w Gatunku zjawiskowa, zaprawdę trudno oderwać wzrok od jej pięknego ciała. Jej niewinna, czysta uroda idealnie realizuje założenia postaci wykorzystującej seksapil jako narzędzie do wywierania wpływu. Działa ono zarówno na napotkane w klubie cele, jak i na samego widza. Gdzieś czytałem, że po premierze filmu publiczność podzieliła się na dwie grupy. Pierwsi interesowali się filmem, ale drudzy szli na niego tylko dla nagich piersi Natashy. Sam nie wiem, do której grupy się dziś zaliczam – chyba stoję w rozkroku.

A co jeszcze ciekawsze i tym razem przy tworzeniu kreacji owych lęków pomagał H.R. Giger

Podobnie jak bratni mu Obcy – ósmy pasażer Nostromo, Gatunek aż puchnie od seksualnych nawiązań. I tym razem towarzyszy im poruszanie sfery lękowej – zwłaszcza męskiej. A co jeszcze ciekawsze, także w tym przypadku przy kreowaniu owych lęków pomagał H.R. Giger. Choć artysta wyraźnie powtarza po sobie pewne pomysły, a niektóre sceny cielesnej grozy wychodzą w filmie nader pretekstowo (nie rozumiem na przykład śmierci kobiety w klubie), to jednak ten swoisty taniec strachu i zmysłowości wypadł w Gatunku osobliwie. Najważniejsze, że Sil tak jak miała fascynować, tak też miała przerażać i efekt ten z powodzeniem osiągnęła. Stanowi bowiem ucieleśnienie kobiety fatalnej, przynoszącej mężczyźnie zgubę, skrywającej w sobie zadatki do destrukcji, jednak przy tym skutecznie usypiającej czujność partnerów swym wdziękiem.

Przeto właśnie Gatunek to wdzięczny materiał do metaforycznego odczytywania. Jego interpretacja ciekawie wypada dziś, w dobie ruchu #MeToo, do którego przyłączyła się zresztą sama Natasha Henstridge (oskarżająca Bretta Ratnera o molestowanie seksualne). Najbardziej znany z jej dorobku film odwraca pozycje drapieżnika i ofiary. Sil to bowiem kobieta świadoma swej siły, niepotrzebująca mężczyzny do zbudowania związku, a jedynie do reprodukcji. Facet jest w tym układzie jedynie dawcą nasienia. Samica przebiera więc partnerów niczym owoce na targu w poszukiwaniu odpowiedniego modelu. Gdy już go znajdzie i pozwoli mu zapuścić w sobie korzenie, pozbywa się go niczym modliszka. Poskromić taki żywioł to dopiero sztuka.

W połowie była człowiekiem, w połowie obcym. Która połowa to drapieżnik?

Martwa połowa.

Ostatnio dodane