Action Collection

SPECJALISTA. Erotyczne spotkanie z Sylvestrem

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Najmocniejszą stroną Specjalisty jest relacja Stallone-Stone.

W naszej współczesnej kulturze Zachodu funkcjonują obok siebie z jednej strony kreowane przez media archetypy zachowania, w których po części realizują się marzenia zwykłych ludzi, a z drugiej, żeby były one uznane komercyjnie, muszą być zgodne z zasadami moralnymi kultury – a w niej wielką rolę wciąż odgrywają uprzedzone do erotyki wierzenia religijne. Tak się wydarzyło w toku rozwoju naszego zachodniego poletka, że bohaterowie stosujący przemoc fizyczną są dużo łatwiej akceptowani niż ci epatujący seksualnością. Stąd ta ewidentna granica postawiona między siłą fizyczną pozytywnego bohatera a naturalną zmysłowością wynikającą z jego płci. Stallone jest doskonałym tego przykładem – bezlitośnie morduje przeciwników – na wskroś złych, ale jednak ludzi, a jego męskość zupełnie podporządkowała się patriarchalnemu stereotypowi mężczyzny władcy, który bierze, co jemu przynależne z racji kodeksowej, ale pokornie gasi światło, kiedy ściąga majtki. Tę zgrzebną koszulę z dziurą w kroczu spróbował rozerwać Luis Llosa, wprowadzając do sensacyjnego Specjalisty erotyczne napięcie. Czemu jednak miały służyć nieco kiczowate ujęcia Sharon Stone w skąpym ubraniu i z rozwianymi włosami, tego nie wiem. Pasowały raczej do jakiejś reklamy kosmetyków, a nie fabularnego filmu.

Jestem zarówno odbiorcą, jak i ofiarą kultury, w której żyję. Próbuję wydostać się z serwowanych mi kalkomanii znaczeniowych, lecz raz za razem uświadamiam sobie, że taka metarefleksja jest szalenie trudna, o ile w ogóle możliwa. Stąd pewnie wziął się mój niesmak na widok podnieconego Stallone’a w ramionach Sharon Stone. Zaręczam miłośnikom Sylvestra, że jednak o wiele mniejszy niż po seansie soft porno produkcji Przyjęcie u Kitty i Studa. Dzięki Specjaliście po prostu dostrzegłem na zasadzie weryfikacji negatywnej, że próba złamania erotyką archetypu Stallone’a doprowadza mnie jako widza do odczucia wizualnego dysonansu. Stanąłem więc przed wyborem – albo nagle odkryłem, że mam naturę małomiasteczkowego kołtuna, albo jestem w stanie zbadać, skąd biorą się te sprzeczne wrażenia.

Wolę oczywiście to drugie rozwiązanie, dlatego też uważam, że najmocniejszą stroną Specjalisty jest relacja Stallone-Stone. Mimo że kontrowersyjna, przestylizowana i nieco sztuczna, obnaża znacznie większą sztuczność występującą u bohaterów w kinie sensacyjnym w ogóle, którą z takim sentymentem konsumentów masowej przemocy w mediach zaakceptowaliśmy. Nie wstyd nam z powodu trupów i krwi, a czerwienimy się dlatego, że na ekranie zobaczymy kawałek męskiego prącia. Wykorzystują to twórcy filmów zza oceanu, sprzedając nas kulturze przemocy jako oddanych akcyjniakom widzów. Perfidnie mi to nie przeszkadza. Reżyser Specjalisty odważnie postąpił, tak konstruując swój film. Doceniam więc ideę, nie do końca skaczę pod sufit na widok formy. Być może potrzeba mi znacznie więcej soft erotyki z Sylvestrem w ramach ocieplania jego wizerunku.

Ostatnio dodane