publicystyka filmowa

Blue Velvet. In Dreams

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

To ja jestem Frankiem

Blue Velvet dojrzewało w Lynchu latami, dlatego znalezienie obsady pasującej do jego wyobrażeń nie było prostym zadaniem. Myśl mająca prowadzić po latach do realizacji filmu zakiełkowała w głowie reżysera na długo przed premierą Głowy do wycierania, w latach sześćdziesiątych, zaraz po tym, gdy pierwszy raz usłyszał utwór wykonywany przez Bobby’ego Vintona. Słuchając jego wykonania Blue Velvet, Lynch miał pomyśleć o równo przystrzyżonych trawnikach i swojej najbliższej okolicy, skąpanej w mroku zakłócanym przez wątłe światło nielicznych latarni. W cieniu stał zaparkowany samochód, a w nim siedziała piękna kobieta z ustami pomalowanymi krwistoczerwoną szminką. Ta wizja, wespół z niebieskim aksamitem sukni, o której śpiewał Vinton, była początkiem historii Jeffreya Beaumonta oraz Dorothy Vallens. Pomysły do filmu, który od początku nosił tytuł piosenki, reżyser zaczął zbierać od roku 1973. Przez długi czas historia nie łączyła się jednak w logiczną całość, dlatego została odłożona na bok na rzecz wyprawy do koszmarnego świata Henry’ego Spencera.

foto4

Główny bohater Głowy do wycierania bez wątpienia był filmowym alter ego samego Lyncha. To samo można powiedzieć o Jeffreyu Beaumoncie, który koncentruje w swojej osobie wiele cech i fascynacji będących nieodzownym elementem świata reżysera. Chociażby dlatego wybór aktora, który wcieli się w tę rolę, był dla twórcy zdecydowanie najprostszy. Już przy realizacji Diuny, kiedy młodziutki Kyle MacLachlan zasiadł naprzeciwko Lyncha i zaczął opowiadać o młodości spędzonej na południu stanu Waszyngton, reżyser wiedział, że znalazł człowieka, z którym łączą go podobne wspomnienia oraz upodobania. Po wspólnej pracy na planie superprodukcji Laurentiisa dwójka mężczyzn zżyła się ze sobą jeszcze bardziej, dlatego Lynch ubolewał nad faktem, że po finansowym niepowodzeniu Diuny MacLachlan wpadł w depresję, która mogła niekorzystnie odbić się na dalszym rozwoju jego kariery. Zaraz po tym, gdy dowiedział się, że realizacja Blue Velvet dojdzie do skutku, dał znać aktorowi, że chciałby obsadzić go w roli głównej. Młodzieńczy wigor, wygląd i inteligencja MacLachlana idealnie odpowiadały Lynchowskiej wizji Jeffreya. Po przeczytaniu scenariusza, aktor od razu postanowił, że chce zaangażować się w projekt, niemniej ze względu na młody wiek, pragnął skonsultować swoją decyzję z rodzicami. Ojciec nie miał żadnych obiekcji co do tego, że to doskonała okazja, aby odciąć się od wizerunku Paula Atrydy, matka miała jednak o wiele więcej wątpliwości. MacLachlan nie chciał sprawiać jej przykrości, ponieważ w trakcie organizowania planu Blue Velvet chorowała na chorobę nowotworową, niemniej nie ustępował, odrzucając nawet w międzyczasie propozycję zagrania roli Chrisa w Plutonie Olivera Stone’a. Ostatecznie, widząc fascynację, jaką MacLachlan obdarzał tekst, kobieta zgodziła się na to, aby jej syn wcielił się w rolę Jeffreya Beaumonta. Niestety, nie udało się jej doczekać momentu, w którym mogłaby zobaczyć efekty jego pracy. Filmowa historia chłopaka, który wydostaje się spod opieki rodziców i, za sprawą miejscowych potworów, przechodzi przyśpieszony kurs dorastania, w pewnym sensie znalazła zatem odbicie w osobistym życiu aktora.

foto5

Dużo więcej problemu sprawiło Lynchowi odnalezienie aktorki, która z powodzeniem wcieliłaby się w rolę Sandy. Przybliżając po latach swoją wizję dziewczyny, reżyser stwierdził, że musiała wyglądać jak najbardziej popularna i jedna z najładniejszych uczennic w całym liceum, a do tego być tak ujmująca, że gdyby niewinność można było nabyć w sklepie w formie szamponu, każdy z pewnością chciałby kupić szampon Sandy. Na castingach pojawiło się wiele młodych dam, w tym Molly Ringwald, czyli dziewczyna, która po rolach w Szesnastu świeczkach i Klubie winowajców Johna Hughesa powoli wyrastała na ulubienicę Ameryki. Lynch ugiął się jednak dopiero po spotkaniu osiemnastoletniej Laury Dern. Pierwsze spotkanie i pierwsze słowa zamienione pomiędzy dziewczyną i reżyserem nie należały raczej do zbyt profesjonalnych. Dern oczekiwała na przesłuchanie siedząc na wykładzinie korytarza znajdującego się przy biurze Lyncha. Reżyser wybiegł nagle z pokoju, spojrzał na nastolatkę i z delikatną paniką na twarzy oznajmił, że „za momencik wraca, musi jedynie zrobić siku”. Następnie przyszła pora na typową, Lynchowską rozmowę kwalifikacyjną, czyli dysputę o wszystkim, tylko nie o filmie, który ma wkrótce realizować. Niedługo po niej Dern ponownie zasiadła obok Lyncha. Tym razem biuro zamieniono jednak na burgerownię Bob’s Big Boy, czyli miejsce, w którym ważyły się niegdyś losy Człowieka słonia, a w roku 1980 Lynch po raz pierwszy raz powiedział o pomyśle dotyczącym Blue Velvet producentowi, Richardowi Rothowi. Wraz z nimi na miejscu stawił się Kyle MacLachlan. Sandy i Jeffrey na przywitanie złapali się za dłonie. Pomiędzy dwójką szybko zaczęło iskrzyć. Ostatecznie, po realizacji filmu, Dern i MacLachlan pozostawali parą przez ponad trzy lata.

foto6

Zupełnie niespodziewanie, swoją nową partnerkę na planie Blue Velvet odnalazł również sam David Lynch. Jego małżeństwo z Mary Fisk przestało funkcjonować za czasów realizacji Diuny, a z prawnego punktu widzenia dobiegło końca w roku 1987. Jeszcze przed formalnym zakończeniem związku reżyser zaczął spotykać się z Isabellą Rossellini, która wcieliła się w filmie w rolę Dorothy Vallens. Ich pierwsze spotkanie należało do dosyć niezręcznych. Lynch jadł kolację w towarzystwie jednego ze swoich przyjaciół, w restauracji należącej do Dino De Laurentiisa. W trakcie posiłku wciąż nie wiedział, kogo obsadzić w roli tajemniczej kobiety obleczonej w niebieski aksamit i krwistoczerwoną szminkę przykrywającą wydatne usta. Nagle do pomieszczenia, w towarzystwie żony Laurentiisa, weszła czarnowłosa kobieta. Lynch ze zdziwieniem na twarzy odwrócił się w kierunku znajomego i zaczął zachwycać się jej urodą, deklamując, że mogłaby z powodzeniem być córką Ingrid Bergman, o której myślał ostatnio częściej z powodu odświeżenia sobie Casablanki. Na wpół zszokowany, na wpół zniesmaczony kolega wyzwał go od idiotów i zakomunikował, że towarzyszka Pani Laurentiis to Isabella Rossellini, czyli nie kto inny, jak córka Roberto Rosselliniego i Ingrid Bergman. Wkrótce w jej rękach znalazł się scenariusz filmu, a rola Dorothy szalenie jej odpowiadała. Kolejny punkt na liście mógł zostać odhaczony, a znalezienie kobiety, która zechciałaby wcielić się w niejednoznaczną, pełną seksualności rolę Dorothy, wcale nie należało do prostych zadań. Wśród kandydatek, które doceniły sposób wykreowania postaci, ale nie zdecydowały się na angaż w filmie, była chociażby Helen Mirren. Lynch wspomina jednak, że dzięki jej cennym radom postać została nieco zmodyfikowana.

foto7

Prócz Sandy, Jeffreya i Dorothy w Blue Velvet jest jeszcze jedna postać wiodąca, Frank. Mężczyzna jest pierwszą materialną emanacją zła pojawiającą się w kinie reżysera. To demoniczny ojciec Boba z Miasteczka Twin Peaks, Mystery Mana z Zagubionej autostrady czy też Bobby’ego Peru z Dzikości serca. Postać okrutna, zaborcza i niebezpieczna, ale i w pewien sposób wewnętrznie pęknięta. Ze względu na niczym nieosłoniętą nagość swych najbardziej zwierzęcych instynktów, w pewnym sensie bezbronna. Czarne charaktery od zawsze pociągały aktorów, dlatego we Franka chciał wcielić się cały szereg mężczyzn zapewniających, że poradzą sobie z udźwignięciem ogromnego ładunku szaleństwa. Lynch był w stosunku do castingu bardzo restrykcyjny. Odrzucił chociażby kandydaturę Roberta Loggii, który ponad dekadę później, w Zagubionej autostradzie, udowodnił, że potrafi rzucić się w paszczę Lynchowskiego obłędu. Franka chciał zagrać nawet sam Bobby Vinton, czyli wokalista odpowiedzialny za wywołanie w Lynchu wizji leżącej u fundamentów Blue Velvet. Od samego początku castingów, pomiędzy wierszami przewijało się również nazwisko persona non grata hollywoodzkiej Fabryki Marzeń, Dennisa Hoopera. Wśród osób z branży krążyła ogromna liczba plotek na temat porywczego charakteru aktora, jego bezczelności i agresywności. Do legendy przeszła sytuacja mająca miejsce na planie filmu From Hell to Texas Henry’ego Hathawaya. Podczas jednego dnia zdjęciowego Hooper wymusił ponoć na reżyserze 86 powtórek sceny, w której mówi zaledwie kilka prostych linijek tekstu. Po kilkunastu godzinach pomiędzy mężczyznami niemal doszło do rękoczynów. Lata sześćdziesiąte przeleciały Hooperowi na walce z establishmentem i powolnym wciąganiu się w subkulturę, która wkrótce zaczęła umierać z powodu narkotyków. Po sukcesie jego Swobodnego jeźdźca na chwilę wrócił do łask, niemniej zaraz potem wycelował w Hollywood mocno oskarżycielski The Last Movie. Potem, jak mawia Frank, „nastała ciemność”. Przemoc, seks, narkotyki, agresja, sięgnięcie dna, od którego pomógł mu odbić się Dean Stockwell, zatrudniony przez Lyncha do Diuny. Ze względu na reputację Hoopera, Lynch przez długi czas obawiał się zaproponowania mu roli. Aktor wziął jednak sprawy w swoje ręce. Chwycił za telefon, połączył się z Lynchem i powiedział po prostu, „to ja jestem Frankiem”. Lynch wspomina, że był przerażony, ponieważ nie chciał znać w swoim życiu osoby takiej jak Frank i nie wyobrażał sobie, jak mógłby spotkać się z kimś takim na hamburgerze i szejku w Bob’s Big Boy. Po tym, gdy reżyser dowiedział się, że Hooper od dłuższego czasu jest czysty i nie rozwala już planów filmowych, na których się znajdzie, Frank zyskał twarz jednego ze Swobodnych Jeźdźców. Od czasów motocyklowej podróży Billy’ego i Wyatta minęło jednak sporo czasu. Ameryka była inna. Oblicze filmowej ikony kontestacji lat sześćdziesiątych również.

Ostatnio dodane