publicystyka filmowa

AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ – FILM A KSIĄŻKA

Autor: Michał Fedorowicz
opublikowano

Krótki wstęp

Autostopem przez galaktykę to jeden z najśmieszniejszych filmów 2005 roku i chyba najśmieszniejsza [pomijając Kosmiczne jaja] komedia science fiction w historii kina. Film ten jest adaptacją książki opartej na słuchowisku radiowym z początku lat osiemdziesiątych, których autorem był nie kto inny, jak Douglas Adams. Zmarły nagle na atak serca w 2001 roku Adams w chwili śmierci pracował nad scenariuszem do opisywanego na tej stronie filmu. Wiele pomysłów, jakie się w nim znalazło, jest jego autorstwa [między innymi grana przez Johna Malkovicha postać Hummy Kavuli], wiele jednak zostało dodanych przez drugiego scenarzystę, Kareya Kirkpatricka. Dlatego między innymi film nie jest dokładną adaptacją książki [a był nią serial telewizyjny, również z lat 80. dwudziestego wieku], ale w głównej mierze na niej właśnie się opiera. Niektóre zmiany wprowadzone do opowiadanej historii mogą się wydawać niepotrzebne lub bezsensowne dla fanatycznych miłośników książki [w tym autora tego porównania], dlatego właśnie powstała ta analiza. Zestawia ona ze sobą niemal wszystkie zauważalne odstępstwa od pierwszej części trylogii w pięciu tomach, ale nie stara się ich wszystkich mieszać z błotem. Bo tak po prawdzie, wiele zmian wyszło temu filmowi na dobre. Niektóre jednak nie.

Analiza porównawcza

[Czas: 0:00:00 – 0:01:25]
Wstęp do filmu jest troszeczkę okrojoną wersją rozdziału XXIII książki. Brakuje w nim jedynie wzmianki o najbardziej inteligentnych istotach żyjących na Ziemi (ale ta pojawi się troszeczkę później). Poza tym idealnie wprowadza nas w klimat wszechświata wykreowanego przez Douglasa Adamsa.

[Czas: 0:04:00 – 0:04:42]
Z offu padają słowa “Niesamowita historia przewodnika Autostopem przez Galaktykę zaczyna się od czegoś bardzo nieskomplikowanego. Zaczyna się od człowieka.” W książce natomiast podobny fragment, występujący we wstępie, kończy się słowami “…zaczyna się od domu.” Zmiana jedynie kosmetyczna, ale równie dobrze mogłoby jej nie być, zważywszy na fakt, że to właśnie dom będzie bohaterem najbliższych dziesięciu minut filmu. Z drugiej jednak strony wzorowo prezentuje bohatera drugoplanowego – Artura Denta.

[Czas: 0:04:43 – 0:05:14]
Słynny fragment, podczas którego Artur własnym ciałem broniąc swojego domu kładzie się przed buldożerem, został zbezczeszczony. Konkretnie chodzi tutaj o niesamowicie śmieszny dialog pomiędzy Arturem a panem L. Prosserem [tyczący się eksponowania planów budowy obwodnicy przez dom naszego bohatera], który w filmie skrócono do niemal trzech zdań. Zresztą, sami porównajcie:

FILM:
P: A tak w ogóle, trzeba było protestować wcześniej.
Te plany eksponowane były na widocznym miejscu
w biurze planowania od ponad roku.
A: Widocznym miejscu?!
Musiałem po nie zejść do piwnicy.
KSIĄŻKA
P: Ależ plany były na wystawie…
A: Na wystawie?! Aby je znaleźć
musiałem ostatecznie zejść do piwnicy!
P: To właśnie dział wystaw.
A: Z latarką!
P: Cóż, pewnie zabrakło prądu.
A: Schodów też.
P: Ale w końcu znalazł pan te plany, prawda?
A: O tak! W końcu je znalazłem. Były na wystawie,
na dnie zamkniętej na klucz szafki, którą wepchnięto
do nieczynnej ubikacji z napisem na drzwiach:
“Uwaga, zły lampart”!

[Czas: 0:05:28 – 0:06:45]
Pomijając fakt, że przyjaciel Artura, Ford, jest czarny [w książce był białym rudzielcem], to zupełnie nie rozumiem uproszczenia fabularnego w postaci rozdawanego pracownikom budowlanym piwa w celu zażegnania wyburzenia domu Artura. W książce Ford, przeprowadzając kompletnie nielogiczne rozważanie, doprowadził do tego, że szef budowy zastępuje Artura i sam kładzie się przed buldożerem, blokując rozbiórkę. Bardzo brakowało mi tego fragmentu w filmie.

[Czas: 0:06:52]
Ford płaci za 6 dużych piw banknotem pięćdziesięciofuntowym. Ja rozumiem, że istnieje inflacja i tego typu sprawy, ale dzisiaj jestem wyjątkowo drobiazgowy, więc napomknę, że w książce za te 6 piw Ford płaci pięć funtów. Też bym tak chciał.

[Czas: 0:07:33 – 0:08:02]
Cała historyjka przedstawiająca sposób, w jaki poznali się Artur i Ford, stworzona została na potrzebę filmu. Mała ciekawostka: samochód, któremu chce podać rękę nasz czarny przyjaciel, to Ford Prefect. Auto, od którego nazwy Ford zaczerpnął zarówno imię, jak i nazwisko, a które nie było zbyt popularne poza Wielką Brytanią. Może właśnie dlatego nazwisko Prefect nigdy nie pada w filmie. Prawdopodobnie ponad połowa widzów nie zrozumiałaby aluzji.

[Czas: 0:08:10 – 0:11:09]
Telefon komórkowy jest w tym filmie rekwizytem absolutnie zbędnym. Pomijając fakt, że w książce nie mogło być o nim mowy, to w filmie znalazł się pewnie tylko dzięki product-placementowi. Co innego historia pewnego balu przebierańców, na którym Artur poznaje Trillian i Zaphoda Beeblebroxa [u którego przez większą część filmu widzimy zaledwie jedną głowę, podczas gdy w książce obie jego głowy są cały czas widoczne]. Mimo wszystko, scena całego tego balu to strzał w dziesiątkę – świetnie wprowadza nowych bohaterów, umiejętnie rozwija już poznanych, a w dodatku raczy nas doskonałym podkładem muzycznym [info dla zainteresowanych: Betty Wright – Shoo-rah! Shoo-rah!].

[Czas: 0:11:40 / 0:13:36]
Kiedy Barman pyta Forda, czy “wszyscy powinni się położyć i założyć torby na głowy” w związku z nadchodzącym końcem świata, Ford, tak samo jak w książce, odpiera, że “jeśli ktoś ma ochotę, to niech tak zrobi”. Niestety, w książce nie ma później fragmentu, opisującego zachowanie ludzi w pubie w trakcie wyburzania planety, ale w filmie widzimy krótką przebitkę z klientami, którzy okrywają głowy właśnie papierowymi torbami. Świetna scena!

[Czas: 0:12:54]
Kolejne ulepszenie w stosunku do książki. Według niej, elektroniczny kciuk był “krótkim, grubym, czarnym, gładkim i matowym prętem, z kilkoma płaskimi przełącznikami i tarczami na jednym końcu”. To, co widzimy na filmie, wydaje się znacznie poręczniejsze.

[Czas: 0:14:46 – 0:16:34]
I jeszcze jedno udoskonalenie. Wygląd samego przewodnika po Galaktyce, który zaprezentowano w filmie, jest doskonały. Książka wygląda na smukłą, przyjazną i nieskomplikowaną, w przeciwieństwie do tego, jak opisuje ją Douglas Adams: “Miała ona około stu małych, płaskich przycisków i dwu i pół calowy ekran, na którym w mgnieniu oka można było wyświetlić którąkolwiek z miliona “stronic”. Całe urządzenie sprawiało wrażenie obłędnie skomplikowanego i to był jeden z powodów, dla którego na jego plastikowej obudowie znajdował się wydrukowany dużymi literami napis ‘Bez paniki!’.” No i ma większy ekran… A poza tym, cały opis przewodnika Autostopem przez Galaktykę, który słyszymy podczas jego prezentacji na ekranie, jest wstępem do samej książki.

[Czas: 0:18:02 – 0:18:05]
Po raz pierwszy zostaje zaprezentowany ręcznik. Ford wypowiada pamiętne słowa: “jeśli chcesz przeżyć, musisz mieć ręcznik.” I niestety, na tym poprzestaje. Przez tę lakoniczność twórców filmu, większość widzów uważa motyw ręcznika za naprawdę bezsensowny i niepotrzebny. A wystarczyło powiedzieć o właściwościach ręcznika coś więcej. Oto, co o ręczniku możemy przeczytać w Autostopem przez Galaktykę:

“Ręcznik to najbardziej nieprawdopodobnie użyteczna rzecz, jaką może posiadać międzyplanetarny autostopowicz. Częściowo dlatego, że ma olbrzymie zastosowanie praktyczne. Można owinąć się nim dla ochrony przed chłodem, przemierzając zimne księżyce Jaglana Beta; można położyć się na nim na roziskrzonych, marmurowych piaskach plaż Santraginusa V, wdychając odurzające morskie powietrze; można przykryć się nim, śpiąc pod czerwonymi gwiazdami na opuszczonym świecie Kalffafoonu; można posłużyć się nim jak żaglem, płynąc małą tratwą w dół powolnej rzeki Moth; zmoczyć go i używać jako broni w walce wręcz; zawinąć na głowie dla ochrony przed szkodliwymi wyziewami lub wzrokiem żarłocznego Bugblattera, bestii z Traala (nieprawdopodobnie tępe zwierzę, które uważa, że jeżeli ty go nie widzisz, ono też cię nie widzi. Głupie jak szczotka, ale naprawdę niezwykle żarłoczne); w razie niebezpieczeństwa wymachując ręcznikiem, można dawać sygnały alarmowe – no i oczywiście można wycierać się nim, jeżeli ciągle jeszcze jest dostatecznie czysty.”

[Czas: 0:20:55 – 0:21:20]
Kolejny świetny dodatek w filmie to scena wędkowania, będąca zarazem rozwinięciem postaci Prostetnic Vogona Jeltza. A brykające kraby pojawią się jeszcze w późniejszych fragmentach filmu, by bawić nas swoim… brykaniem.

[Czas: 0:21:26 – 0:24:23]
Scena czytania poezji przez Vogona Jeltza prezentowana w filmie jest doskonalsza, zabawniejsza i sensowniejsza niż w książce. W książce bowiem Artur Dent, tak samo jak i jego przyjaciel Ford, wydaje się podatny na siłę rażenia poezji, podczas gdy w filmie pozostaje niewzruszony. Jest to o tyle sensowniejsze, że reaguje tak jak my, ludzie. Czy ktoś z was zwijał się z bólu w trakcie tej sceny? A poza tym przypięty rzemieniami szkielet poprzedniego słuchacza poezji jest rozbrajający.

[Czas: 0:26:36 – 0:26:49]
Ford i Artur pojawiają się na statku Złote Serce w postaci dwóch sof. W książce natomiast wydaje im się najpierw, że są nad brzegiem morza w Southend, potem zamieniają się w pingwiny, by wreszcie dostrzec “nieskończoną liczbę małp chcących porozmawiać o nowej wersji Hamleta, którą właśnie stworzyły.” Mimo że jest to śmieszne – faktycznie nie pasowało do tego filmu.

[Czas: 0:26:57 – 0:27:46]
Na ekranie wyświetlane są sensacyjne wiadomości o kradzieży Złotego Serca, dokonanej przez prezydenta Galaktyki, Zaphoda Beeblebroxa. Pomijając fakt, że w książce wiadomości te zostały puszczone w radiu, to od tego właśnie momentu zaczyna się najwięcej odstępstw od historii prezentowanej w książce, w tym chyba najważniejsze i najbardziej rzucające się w oczy – wprowadzenie całkowicie nowej postaci zwanej Humma Kavula.

[Czas: 0:29:34 – 0:30:15]
Scena quasi-narady na planecie Vogosfera i decyzja na niej podjęta [tycząca się obserwacji, a potem pościgu za statkiem Złote Serce] nigdy nie miała miejsca w książce. Ale została wprowadzona do filmu, by uczynić go bardziej dynamicznym, pokazać kilka wybuchów, no i zaprezentować jakieś czarne charaktery, których jakoby w książce brakowało.

[Czas: 0:31:46 – 0:32:37]
Ponowne spotkanie z Beeblebroxem nie było w książce tak dynamiczne jak to pokazane w filmie. Tutaj Zaphod wyczynia niestworzenie głupie akrobacje ze swoistego rodzaju pistoletem, podczas gdy w książce widzimy go z “nogami na konsoli, rozwalonego niedbale w fotelu i dłubiącego lewą ręką w zębach prawej głowy”. Wspominałem wcześniej o zazwyczaj niewidocznej drugiej głowie i moim skromnym zdaniem, jest to bardzo dobre rozwiązanie, zważywszy na fakt, że jest ona w zdecydowanej większości książki raczej bezużyteczna i tylko wesoło sobie dynda. To samo tyczy się trzeciej ręki, która w filmie jest ukryta i służy li i wyłącznie do irytowania innych osób. Wracając do tej sceny, w książce Ford wydaje się być bardziej zaskoczony informacją, jakoby Artur znał Zaphoda. W filmie przyjmuje to po prostu z uśmiechem.

[Czas: 0:33:42 – 0:34:24]
Począwszy od tej sceny przez cały niemal film Zaphod stara się przeszkodzić Arturowi w uświadamianiu Trillian o zniszczeniu jej rodzimej planety [momentami grożąc mu nawet wyrwaniem kręgosłupa]. W książce natomiast Trillian dowiaduje się niemal natychmiast i, co dziwne, nie odczuwa w związku z tym żadnych emocji [lecz gdy dowiaduje się o tym w kulminacyjnych scenach filmu, jest strasznie rozgoryczona].

[Czas: 0:34:35 – 0:36:20]
W filmie zaczyna się pościg vogońskiej floty za statkiem kosmicznym z naszymi bohaterami. Jak pisałem wyżej, w książce tego nie ma. W dodatku postać pani wiceprezydent Galaktyki nie bierze czynnego udziału w wydarzeniach z książki, podczas gdy w filmie… tak, zgadliście, jest na odwrót.

[Czas: 0:37:35 – 0:37:50]
W tej scenie Ford wydaje się zaskoczony, że jego kuzyn ma dwie głowy i pyta go o ich pochodzenie. Nie muszę chyba dodawać, że w książce podobna rozmowa nie ma miejsca, a filmowa opowiastka Zaphoda jest równie nieśmieszna co bezsensowna.

Ostatnio dodane