Artykuł

Sceny (i pomysły) PODKRADZIONE z innych filmów

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Recykling w kinie to nic nowego. Często więc obok różnorakich remake’ów, sequeli i innych takich dochodzi do zapożyczeń poszczególnych pomysłów – czasami całych linii fabularnych (co potem kończy się pozwami sądowymi), a innym razem zwykłego kopiowania pomniejszych scen lub pojedynczych detali. Specjalizuje się w tym zwłaszcza Quentin Tarantino, którego wyciskanie soków z popkultury i inne samoświadome hołdy tym razem jednak pominiemy, bo to materiał na odrębny artykuł, a nawet książkę (tak samo jak nagminne Bollywoodzkie kopie amerykańskich przebojów). Oto przykłady, świadomych bądź nie, inspiracji oraz kalk filmowych. Komentarze śmiało zapełniajcie kolejnymi. UWAGA, SPOILERY!

Bad Boys II / Tango i CashPolicyjna opowieść

Jackie Chan to z pewnością inspirująca persona X muzy. Jego filmy oraz kaskaderskie popisy pełne są pomysłowych scen i rozwiązań. Jeszcze zanim Chana ściągnięto do USA, Amerykanie czasem sobie te co najlepsze pożyczali, bez zgody oczywiście. Bodaj największym echem na Zachodzie odbiła się, jakże przecież jankeska w swoim sznycie, Policyjna opowieść. To właśnie bezpośrednio z tej produkcji Michael Bay skopiował finał drugiej części „złych chłopców”, każąc rozbijać im się Hummerem po slumsach na Kubie. Pozornie nadał tej samej sekwencji większy rozmach, wrzucił do niej więcej wybuchów i jakoś tak barwniej nakręcił. A jednak pościg samochodowy przez slumsy w oryginalnym wykonaniu pozostaje lepszy.

Jeśli natomiast chodzi o niesforne kino akcji w reżyserii Andrieja Konczałowskiego, to poniższe porównanie mówi samo za siebie:

Co nie zmienia faktu, że obie wersje są zwyczajnie zajefajne.

Oczywiście także i Chan zapożyczał z kina amerykańskiego – chociażby papugując w Projekcie A zegarowe wyczyny Harolda Lloyda z Jeszcze wyżej!. Różnica polega jednak na tym, że Chan nigdy się z tym nie krył, a rzeczone zapożyczenia stanowiły swoisty hołd dla poprzedników.

Co ciekawe, wspomniany Bay kopiował też potem… sam siebie, dublując ujęcia z Wyspy w trzeciej części Transformers. Kto bogatemu zabroni?

Boogie NightsChłopcy z ferajny

Kino Paula Thomasa Andersona od początku było mocno inspirowane filmami Martina Scorsesego (dość napisać, że debiut PTA był osadzony pośród gangsterów i kasyn). Trudno jednak o lepszy przykład kopii mistrza jak wejście do klubu i przedstawienie najważniejszych osób dramatu na jednym, długim ujęciu. Żeby było śmieszniej, oba filmy rozgrywają się w tym samym okresie historycznym, a ich tematyka nie jest od siebie tak daleka. Nawet klimat jakby ten sam. A na tym wszak nie koniec…

Gwiezdne wojny: Nowa nadziejaNocny nalot i Triumf woli

Fakt, że George Lucas przy tworzeniu swojej gwiezdnej sagi korzystał z dorobku japońskiej kinematografii oraz (zwłaszcza) filmów Akiry Kurosawy, nie jest żadną tajemnicą. Jednak dopiero po latach naciskany przez fanów twórca przyznał się też do przełożenia w skali niemal 1:1 finałowej bitwy z brytyjskiej klasyki wojennej The Dam Busters (tytuł oryginalny). Rzeczona batalia o tamę składa się z tych samych założeń, celów i ujęć, co późniejsza rozwałka na Gwieździe Śmierci. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie Mocy.

Warto też zaznaczyć, że następująca po zwycięstwie nad Imperium (niemieckim) ceremonia odznaczeń jako żywo przypomina z kolei filmowe zapisy spotkań nazistów w obiektywie Leni Riefenstahl. Tu z kolei u boku Hitlera zabrakło chodzącego dywanu. No ale nie można mieć wszystkiego. Oczywiście skojarzenia te pociągnięto jeszcze dosadniej w kontynuacjach, gdzie Imperium to III Rzesza na sterydach.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie MocySzklane serce

A skoro już przy tym jesteśmy, to i finał epizodu VII od początku coś mi przypominał. Ten skalisty krajobraz przytłaczający stojące w zawieszeniu, samotne postaci i podobny ruch kamery wokół nich to wypisz, wymaluj pochodna eksperymentalnego i nieco zapomnianego fresku Wernera Herzoga. Wątpię co prawda, żeby J.J. Abrams świadomie stworzył taki myk – po prostu nakręcił podobną scenę w dokładnie tej samej lokacji (irlandzka wyspa Skellig Michael). Podobieństwo jest jednak przytłaczające, co dodatkowo podkreśla fakt, iż niewiele filmów powstało w międzyczasie w tym miejscu. Inna sprawa, że sam Herzog inspirował się malarstwem – w tym konkretnym przypadku obrazem Rocky Reef on the Seashore Caspara Davida Friedricha.

LśnienieFurman śmierci

Czarno-białe arcydzieło Victora Sjöströma było z pewnością inspiracją dla Ingmara Bergmana i jego filmu Tam, gdzie rosną poziomki. Ale oglądając je, łatwo zauważyć, że do szwedzkiego filmu sięgnął też Stanley Kubrick w swoim słynnym horrorze. Reżyser dosłownie sparafrazował scenę z siekierą i drzwiami, wiernie odtwarzając ruchy bohatera, którym w obu filmach jest zapijaczony mąż ścigający żonę. Co prawda to „Here’s Johnny!” odbiło się większym echem w kulturze, jednak przypuszczalnie nie byłoby go, gdyby wcześniej Kubrick nie obejrzał niemego kina zza granicy – notabene również ekranizację znanej książki.

Miecz w kamieniuJak to naprawdę było

O ile disnejowska wariacja na temat historii Króla Artura jest powszechnie znanym tytułem, o tyle już wcześniejsza krótkometrażówka, w oryginale nazwana The Truth About Mother Goose, raczej nie bywa przedmiotem salonowych rozmów. Nie dziwi więc, że twórcy tej pierwszej z łatwością i praktycznie w całości przenieśli do nowej fabuły rycerski pojedynek, w którym nawet samej kreski specjalnie nie poprawiali, bo i po co. Tak gotowa animacja zyskała drugie życie, a kasa została w kieszeni.

Nie jest to przy tym ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy Disney i s-ka powielili te same sekwencje animacji w ramach oszczędności czasu oraz pieniędzy. Ba! To dość nagminna polityka studia, z której jest ono znane w branży. Trudno zliczyć wszystkie przykłady „kopiuj, wklej” w disnejowskich bajkach. Zatem na deser wideo wymieniające te najważniejsze:

Mission: Impossible Gliniarz

Kinowy cykl z prezentującym niemożliwe wyczyny kaskaderskie Tomem Cruise’em powstał na bazie telewizyjnej serii o tym samym. Pozornie tytuł ten przetwarza więc własną genezę. Ale nietrudno dostrzec w nim także paru innych inspiracji, nawet jeśli zupełnie przypadkowych. W pierwszej części mamy zatem „przeróbkę” czegoś, co w latach 70. zaproponował Jean-Pierre Melville – helikopter nad pociągiem, z którego zabrać ma nieproszonego pasażera. U Melville’a sprawa rozchodziła się o „prosty” napad z udziałem Richarda Crenny’ego (pamiętny pułkownik Trautman z przygód Rambo), podczas gdy Cruise uczestniczy w szpiegowskiej intrydze. Różnic jest o wiele więcej i są znaczące na tyle, iż trudno tu pisać o prawdziwej kopii. Niemniej gdy przyjrzeć się pietyzmowi, z jakim Melville buduje swoją sekwencję, oraz poszczególnym ujęciom i rozwiązaniom akcji, inspiracja jest oczywista.

Ostatnio dodane