Artykuł

NA JEDNYM UJĘCIU

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Ujęcie – odcinek taśmy z nakręconą na nim akcją, od ruszenia kamery
aż do jej zatrzymania. W zmontowanym filmie od cięcia do cięcia…

WSTĘP

Każdy normalny, szanujący się film fabularny podzielony jest na sekwencje (kilka następujących po sobie scen, związanych jedną linią dramaturgiczną), sceny (zamknięty fragment akcji związany z jednym wątkiem i przeważnie jednym miejscem), oraz ujęcia, z których składają się sceny. Podział na sceny pojawia się już w scenariuszu, aby oddzielić od siebie kolejne wydarzenia i miejsca akcji. Ujęcia natomiast to kwestia na tyle rozległa, że może ulegać ciągłym zmianom i modyfikacjom podczas kręcenia filmu, a przede wszystkim etapu, na którym materiał jest montowany. Wtedy właśnie ustala się finałowy układ ujęć, ich kolejność i długość, aby nadać gotowemu filmowi odpowiednią dynamikę. Sceny dzieli się też na ujęcia, aby nie kręcić długich dialogów czy akcji na jeden raz – zawsze wszak coś może pójść nie tak, i całość trzeba nagrywać od nowa.

Im zatem ujęcia są krótsze, tym łatwiej realizować je kilka razy (tzw. duble) i tym mniej nerwowo pracuje się aktorom, którzy mają komfort pracy, nazywany „możnością bezkarnego spieprzenia ujęcia”. Czasem jednak reżyserzy porywają się na coś, co nazywa się „sceną nakręconą na jednym ujęciu”, aby zwiększyć efekt dramaturgiczny (wszak gdy montaż nie przeszkadza nam w ciągłym obserwowaniu bohaterów, tym bardziej przejmujemy się ich aktualnym losem), lub by po prostu popisać się własnymi umiejętnościami artystyczno-logistycznymi w wymyślaniu, planowaniu, komponowaniu, wreszcie zrealizowaniu takiej sceny. O ile zatem kręcenie krótkich ujęć wymaga od aktorów i ekipy filmowej krótkiego skupienia i intensywnej pracy w „krótkich, kontrolowanych seriach”, tak kręcenie scen na jednym ujęciu to już nie przelewki. Przede wszystkim aktorzy; gdy kręci się, dajmy na to, 4-minutowy dialog, muszą te 4 minuty zagrać perfect w 100%, bo tu już się niczego nie oszuka montażem, cięciem, ściemnieniem, przenikaniem czy inną sztuczką monterską. Wszystko zatem do długiego ujęcia musi być na planie przygotowane w najdrobniejszych szczegółach – ustawienie przedmiotów, trasa, po której poruszać się będą aktorzy i kamera, choreografia (nie tylko w scenach walk), czy pirotechnika w scenach akcji, a także aktorzy drugiego i trzeciego planu, którzy choć robią za tło, muszą wiedzieć, gdzie i kiedy mają się przed kamerą pokazać. Poza kwestiami czysto organizacyjnymi i aktorskimi, najtrudniejsze zadanie należy do operatora kamery (który, patrząc przez wizjer kamery, kontroluje kompozycję kadru, płynność ruchu kamery i ostrość) oraz do tzw. ostrzyciela (może też w tym pomóc follow focus – urządzenie do automatycznego pilnowania ostrości), który na bieżąco śledzi akcję i dostosowuje ostrość do przebiegu ujęcia. Ostrości te są przeważnie wcześniej ustalane, i to bardzo skrupulatnie, aby – gdy kamera pójdzie w ruch – nie było już mowy o próbach i błędach. Reasumując, przy normalnych ujęciach wszyscy muszą wiedzieć co i kiedy robić. Przy długich ujęciach muszą to wiedzieć dwa razy lepiej.

Sceny, które zostaną opisane w niniejszym artykule, to niezwykły zestaw naprawdę karkołomnych, długich ujęć, a niektóre z nich zapierają dech swoją złożonością, wzbudzają respekt długością trwania i stopniem skomplikowania. Przekrój rodzajowy jest dość szeroki – od scen dialogowych, poprzez strzelaniny, długie ujęcie gwałtu, kilkunastominutową scenę pożaru, na skomplikowanych, długich jazdach kamery poprzez zaludnione pomieszczenia kończąc. Niektóre sceny zostaną pochwalone za techniczno-aktorską maestrię, inne zdekonspirowane i nieco „zganione” za próbę oszukania widza sprytnie zamarkowanymi cięciami. Aha, nie będziemy się tu skupiać na kinie typu „Zaczerpnąć dłonią” i filmach z półki „ambitne kino moralnego niepokoju”, gdzie kilkuminutowe ujęcia drzewa, patyka na wodzie, lub zachodu (bądź wschodu) słońca są na porządku dziennym. Artykuł ten stanowi bowiem zbiór ujęć zintegrowanych z akcją, zawsze w dużym stopniu skomplikowanych realizacyjnie bądź aktorsko, bądź i tak, i tak. Dziesięciominutowy widok stojącego drzewa nie miał zatem szans do niniejszego artykułu trafić. Filmy ułożone są w kolejności od najkrótszej „długiej sceny” do najdłuższej. Nie oznacza to jednak, że im dłużej tym lepiej. Zapraszam na wyprawę do świata dłuuugich ujęć, gdzie sami będziecie mogli ocenić, która z opisanych scen zasługuje na największe uznanie…

Ostatnio dodane