Artykuł

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Kairze. PIĘĆ ZASAD NOWOCZESNEGO KINA według Alberto Barbery

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Po trzecie: potrzeba mądrych regulacji prawnych

Wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie z zespołem selekcjonerów. I podejmujemy je samodzielnie, nie oglądając się na to, co robią inne festiwale. Wiem, co u nich słychać, przyjaźnię się z innymi dyrektorami, na przykład z Thierrym Frémaux. Dużo rozmawiamy, jest niezwykle inteligentnym człowiekiem. Thierry zdaje sobie sprawę, że problem z Netfliksem jest wynikiem specyficznie skonstruowanego francuskiego prawa, które zakłada, że między kinową premierą a „wpuszczeniem” filmu do Internetu muszą minąć aż trzy lata. We Włoszech nie mamy takich ograniczeń, a sam wenecki festiwal jest całkowicie autonomicznym wydarzeniem. Nie reprezentujemy dystrybutorów czy producentów. Mamy wolność w podejmowaniu decyzji. Myślę, że Thierry, gdyby mógł, postąpiłby tak jak ja, czyli dopuścił filmy Netfliksa do konkursu głównego. Ale nie może.

Po czwarte: streaming i dystrybucja nie są wrogami

Doskonale rozumiem lęk, jaki odczuwają przed platformami streamingowymi kiniarze. Ale przed tym się nie da uciec, to jest nieuniknione. Ja sama też uważam, że filmy najwspanialej ogląda się na dużym ekranie, w sali kinowej. To dopiero kompletne doświadczenie. Ale uważam, że dwa systemy mogą funkcjonować wspólnie. Nawet się uzupełniać! Przecież mp3 nie zabiły kreatywności kompozytorów czy opery. Ludzie wciąż ich słuchają, a nawet oglądają retransmisje, przy czym wciąż chodzą do opery osobiście. I, co być może jest najważniejsze, streaming pozwala zasypać przepaść ekonomiczną pomiędzy widzami o różnej zasobności portfela. Dzięki niemu kino jest bardziej dostępne. I to nieprawda, że przez platformy internetowe widzów jest coraz mniej. Może mniej chodzą do kina, bo parking, bo wydatki na picie, czas. Kiedyś po prostu otwierało się drzwi kina o 14 i zaczynało sprzedawać bilety. Dziś trzeba zachęcić widza, żeby chciał wyjść z domu. Zaproponować coś ekstra. Poza tym bardzo często ludzie idą do kina na film, który najpierw obejrzeli online. Albo najpierw oglądają film w kinie, a potem jeszcze w domu.

Po piąte: Kino ma wiele twarzy

Wenecja nie jest łatwym do zorganizowania festiwalem. Odbywa się pod koniec lata, po innych dużych festiwalach, takich jak Berlinale czy Cannes. Borykamy się z problemami logistycznymi. Lido jest odcięte od świata, a infrastruktura – przestarzała. Staramy się je odnawiać, zainwestowaliśmy ogromne środki w renowację sal, niekiedy całkowitą, oczywiście także pod względem technicznym, bo musimy iść i chcemy iść z duchem czasu. Zmieniliśmy podejście do programu. Burzymy istniejące mury. Słysząc hasło „kino autorów”, myślimy o Godardzie, Truffaucie, Francuskiej Nowej Fali, Bergmanie, Fellinim. Ale ich już nie ma. Za to pojawiły się nowe, mocne głosy, autorzy na miarę współczesności, jak tegoroczny zwycięzca, Alfonso Cuarón. Są tacy twórcy jak on i jest rzeczywistość wirtualna. Kino ma dziś wiele twarzy, wiele tożsamości, bardzo od siebie różnych. My chcemy patrzeć przed siebie, a nie za siebie. Wyczuwać nowe tendencje. Te dyskusje, że filmy Netfliksa to nie jest prawdziwe kino, bo zrealizowano je dla telewizji, są bez sensu. W ogóle cała dyskusja o tym, co jest kinem, a co nie, wydaje mi się bardzo akademicka, teoretyczna. Streaming jest formą dystrybucji! Oczywiście, nie taką samą jak kino. Ale Netflix, tak jak choćby Warner, to producent. Do tego taki, który broni kina autorów i hojnie finansuje ambitne, niesztampowe produkcje. Kto dziś daje reżyserom taką wolność jak oni czy HBO? Dają pieniądze i nie wtykają nosa w nie swoje sprawy. To najlepsza ze strategii.

Ostatnio dodane