Biografie ludzi filmu

JESS FRANCO. „Cnota prowadzi do katastrofy, tak jak i ubóstwo”

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Jesús „Jess” Franco (1930 – 2013) urodził się 12 maja, więc mamy dokładnie 90. rocznicę. To dobry powód, by poświęcić temu twórcy trochę czasu, bo na ogół się go lekceważy. Poruszał się w ramach nurtu, który określa się jako eurotrash, czyli europejskie kino śmieciowe. Stawiane półkę niżej niż kino klasy B, takie, które profesjonalni krytycy omijają szerokim łukiem, a jeśli o nim piszą, to pogardliwie i prześmiewczo. Kino ma różne twarze i nie należy zapominać, że filmowcy tacy jak Jesús Franco też byli jego częścią.

Urodzony w Hiszpanii reżyser był przede wszystkim rzemieślnikiem pracującym zgodnie z zasadą: jeśli mało płacą, to trzeba brać jak najwięcej zleceń. Nie wiadomo, ile dokładnie filmów nakręcił, bo sporo tytułów podpisał pseudonimem. Do wielu prac nie chciał się przyznać, istnieją więc tytuły, które współtworzył, mimo iż nie są uwzględnianie w filmografiach. Pewnie gdyby chciał, mógłby zarabiać w dużej wytwórni, bo potrafił pracować z gwiazdami o międzynarodowej sławie, ale wtedy jego kino wyglądałoby zupełnie inaczej, nie zrealizowałby wielu ze swoich szalonych pomysłów. Celem niniejszego artykułu jest podkreślenie różnorodności filmów, bo Franco był filmowcem swobodnie poruszającym się w ramach kina gatunkowego – od horrorów po produkcje wojenne – dlatego każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Poniższa lista zawiera trzynaście pozycji, a więc to zaledwie ułamek jego pokaźnej filmografii. Myślę jednak, że jako przewodnik dla początkujących będzie w sam raz.

Początki hiszpańskiego horroru:

  • Okropny doktor Orloff (1962)

  • Sadystyczny baron von Klaus (1962)

Howard Vernon w filmie "Sadystyczny baron von Klaus" (1962)

Rok 1962 był przełomowy nie tylko dla kariery Jesúsa Franco, ale i dla hiszpańskiego horroru. Pierwsze filmy reżysera to lekkie komedie, np. muzyczne z udziałem popularnej hiszpańskiej śpiewaczki Micaeli Rodríguez Cuesty. Jednakże sukcesy brytyjskiej wytwórni Hammer oraz francuskiego dzieła Oczy bez twarzy (1960) i pewnie także Psychozy (1960) zachęciły hiszpańskich filmowców do spróbowania sił w tym gatunku. Ich kraj znajdował się pod dyktaturą generała Franco, który z reżyserem Franco nie był spokrewniony, więc cenzura wprowadzona przez rząd także go dotyczyła. Autorytarne władze zawsze spoglądają podejrzliwie na horrory, więc rozwój tego gatunku nie mógł przebiegać w Hiszpanii tak sprawnie jak na przykład we Włoszech.

Film Gritos en la noche (Krzyki w nocy), szerzej znany jako The Awful Dr. Orloff, otrzymał po premierze mieszane recenzje, ale machina ruszyła. Franco, idąc za ciosem, kręcił po kilka filmów rocznie, starając się tworzyć na tyle solidne warsztatowo dzieła, na ile pozwalał budżet. A że ten był zwykle mocno ograniczony, efekt rzadko był w pełni satysfakcjonujący. Okropny doktor Orloff zaliczany jest do jego najlepszych obrazów, bo pokazuje zdolność tego twórcy do budowania nastroju za pomocą oświetlenia, co zawsze jest ważne w kinie grozy. Nie epatując przemocą ani golizną (co stanie się jego specjalnością w latach późniejszych), mógł skupić się na aspektach technicznych, znacznie poprawiających jakość dzieła.

Opowieść bardzo przypomina Oczy bez twarzy (1960) Georges’a Franju – doktor Orloff porywa młode kobiety, by przeszczepić skórę swojej oszpeconej córce. Jednak sam Franco jako źródło inspiracji wskazywał powieść The Dark Eyes Of London (1924) brytyjskiego autora Edgara Wallace’a. To, co filmowcy tu robią z kamerą, światłem, dźwiękiem i wszystkimi dostępnymi środkami, zasługuje na szacunek, bo dzięki temu wtórna intryga nabiera interesujących kształtów i trzyma w napięciu. Do ekranu przykuwa uwagę wcielający się w doktora Howard Vernon, aktor o niepokojącym wyglądzie, znany wcześniej z występu w Milczeniu morza (1949) Jeana-Pierre’a Melville’a. Od 1962 będzie już regularnie pracował z Jesúsem Franco. Z obsady Okropnego doktora Orloffa wyróżnia się niewidomy sługa Morpho (Ricardo Valle) zagrany z dużym wyczuciem, a także pierwsza z uwodzicielskich kobiet w twórczości reżysera – Diana Lorys.

Jeszcze lepsze opinie otrzymał film La mano de un hombre muerto (Ręka umarlaka), rozsławiony jako The Sadistic Baron Von Klaus. Członkowie arystokratycznego rodu von Klausów mieszkają w długowiecznym zamku, na którym ciąży klątwa. Pierwszy baron von Klaus był sadystycznym mizoginem i mordercą, żył w XVII wieku, co wskazuje na pokrewieństwo z osławionym Markizem, którego twórczość Franco często przerabiał w latach późniejszych. Legenda głosi, że duch barona von Klausa przemieszcza się w ciałach potomków. Czy Howard Vernon, który grał diabolicznego doktora Orloffa, znowu jest sadystą, czy znalazł się w obsadzie dla zmylenia widza? W ostatnim akcie otrzymujemy dość mocne jak na rok produkcji sceny typu sado-maso: rozbieranie kobiety, biczowanie i wieszanie z rękami związanymi łańcuchem. Finał, w którym jedna z postaci zanurza się w bagnie, też ma tę moc, by pozostać długo w pamięci. Od tego filmu rozpoczęła się również długa współpraca Franco z kompozytorem Danielem White’em, który klimat wokół rodu von Klausów zilustrował szorstką jazzową partyturą.

Paella western:

  • El Llanero / Jaguar (1963)

El Llanero / Jaguar (1963)

Zanim sukces odniosła trylogia dolarowa Sergia Leone, Hiszpania miała już swoje westerny inspirowane przygodami Zorro…

Wiele włoskich westernów powstało w koprodukcji z Hiszpanią, dlatego zarówno westerny włoskie, jak i hiszpańskie (nakręcone bez udziału Włochów) zalicza się do jednej kategorii – spaghetti westernów. Tak jest prościej. Zanim sukces odniosła trylogia dolarowa Sergia Leone, Hiszpania miała już swoje westerny inspirowane przygodami Zorro (Johnston McCulley, wyd. 1919). Jak się okazuje, Jesús Franco był nie tylko pionierem krajowego horroru, ale też westernu, gdyż pracował nad scenariuszami filmów Joaquína Marchenta: El coyote (1955) i La justicia del Coyote (1956). Swój pierwszy western wyreżyserował w 1963, zaś akcję osadził w Wenezueli po wojnie domowej, która w tym kraju rozegrała się w latach 1859-63.

El Llanero zaczyna się od mocnego uderzenia. Hacjenda Mendoza zostaje zaatakowana i napastnicy zabijają prawie całą rodzinę. Udaje się przeżyć tylko kilkuletniemu synowi imieniem José, którego ratuje wierny sługa Juano. Po latach posiadłość ma już inną nazwę – Hacjenda Saltierra i należy do człowieka odpowiedzialnego za masakrę sprzed lat. On teraz rządzi regionem, a dorosły José jest bandytą zwanym Jaguarem, który utrudnia mu życie. Mając szpiegów w mieście (w tym zakochaną w nim Lolitę), dowiaduje się o transportach cennego towaru, a następnie atakuje konwój i zdobyty łup rozdaje między biednych wieśniaków. Sporo tu dobrych scen akcji, jak strzelanina na początku, przerwanie egzekucji przez stado spłoszonych koni czy pojedynek na białą broń, gdzie przeciwnicy walczą w rzece.

Mamy tutaj ciekawie zaprezentowany lokalny folklor z atrakcyjną, choć filmowaną w czerni i bieli, scenerią oraz lokalnymi piosenkami idealnymi do śpiewania przy ognisku. Wspomnę choćby o wykonywanym przez Sylvię Sorrente utworze, który potem jest gwizdany przez pokerzystów. Franco niejednokrotnie tę melodię wykorzystywał w swoich późniejszych filmach. Za muzykę odpowiadał Daniel White, którego utworów hiszpański twórca używał nawet po śmierci kompozytora, przez co filmografia White’a kończy się na 2012, mimo iż zmarł w 1997.

Ostatnio dodane