search
REKLAMA
Artykuł

GDY WSZYSTKO BIERZE W ŁEB. Filmowe śluby dalekie od szczęścia

Jakub Piwoński

29 listopada 2016

REKLAMA

Ślub, razem z finalizującym go weselem, to jeden z tych momentów w życiu człowieka, którego wagę trudno jest przecenić. Taki jego obraz silnie zakorzenił się w kulturze. Od chwili sakramentalnej przysięgi cały znany nowożeńcom świat niejako staje na głowie, zmieniając się nie do poznania. Rozpoczyna się wzajemna odpowiedzialność i troska, a pojęcie miłości nabiera nowego, pełniejszego znaczenia. Dlatego tak bardzo dbamy, by dzień ten był wyjątkowy, a co najważniejsze, przebiegał bez niepotrzebnych ekscesów.

Nie od dziś jednak wiadomo, że dla filmowców nie istnieją żadne świętości. Wiedzą bowiem, że publika lubuje się w podglądaniu tragedii innych – paradoksalnie ma to bowiem kojące zastosowanie w przypadku, gdy uzyskane wrażenie uzupełnia pozytywne doświadczenie z naszego życia. Pojawia się sposobność do odetchnięcia z ulgą, gdy historia naszego przełomowego momentu miała pozytywny przebieg i w konsekwencji znaczenie. Stąd wiele przykładów filmów, w których przebieg wesel ukazany jest w sposób smutny, melancholijny lub po prostu dalece niekorzystny dla głównych bohaterów przedsięwzięcia. Świętość zostaje zabita, by poruszyć i zwrócić uwagę na ważną ideę.

Moi drodzy, prezentuje wam moją subiektywną listę jedenastu filmowych ślubów i wesel, które podszyte zostały jakimś defektem – przejmującą goryczą. Raz chodzi o efektowność, drugi raz bardziej o emocjonalność. Często jednak miłość, o dziwo, potrafi w tym zgiełku ostatecznie zatriumfować. Ale w przypadku tych prezentacji zasada jest jedna – z pewnością nie tak wymarzylibyście sobie moment małżeńskiej przysięgi.

Uwaga – zestawienie siłą rzeczy nie zawiera zbyt wiele obrazów znanych z komedii romantycznych, co nie znaczy, że nie jest… romantyczne. Oczywiście zdając sobie sprawę z tego, że zapewne tematu nie wyczerpałem, zachęcam do podawania swoich typów w komentarzach.

Tekst zdradza elementy fabuły.

Dzikie historie (2014), reż. Damián Szifrón

wild_tales_1

W tym iście szalonym, kipiącym czarnym humorem filmie nowelowym znajduje się jeden segment poświęcony zaślubinom dwójki zakochanych. I zgodnie z tytułem filmu jest to zaiste dzika wersja ich najważniejszego święta. Wszystko dzieje się tam na opak, dążąc do nieuchronnej katastrofy: wychodzą na jaw niekorzystne fakty, dochodzi do obopólnej zdrady, łez, rękoczynów. Z założenia najszczęśliwszy moment z miejsca przeobraża się w prawdziwą tragedię. Choć całość trąci celową groteską, to jednak sprzedaje przy okazji wiarygodną prawdę o ludzkiej naturze, skłonnej do nieustannego popełniania nielogicznych błędów, ale także… do ich wybaczenia.

Kill Bill 2 (2004), reż. Quentin Tarantino

kill_bill

Tarantino, wieczny kawaler, nie omieszkał dołożyć swoich dwóch groszy w temacie. Wykorzystuje on bowiem zaślubiny do zadania ciosu swojej bohaterce, a także do dostarczenia jej motywacji. Moc kluczowej dla filmu sceny działa podwójnie przez zastosowanie kontrastu. Sielankowa i niewinna biel zbrukana zostaje czernią skrajnego dramatu. Scena wyjęta jest niczym z najgorszego koszmaru wszystkich przyszłych oblubienic. Bo nie ma to jak, będąc w ciąży, otrzymać w trakcie trwania ślubu sromotny łomot od pachołków swego byłego kochanka! Ale właśnie dzięki temu łatwiej jest nam uwierzyć w zaciekłość zemsty głównej bohaterki.

Absolwent (1967), reż. Mike Nichols

10top10iconicmovielocations

Mike Nichols dał wyjątkowy przykład ślubnej tragedii. Jest ona bowiem widoczna tylko z perspektywy pana młodego, któremu wybranka serca wydzierana jest spod ołtarza. Jeśli jednak kibicowaliśmy głównemu bohaterowi w jego walce o prawo do miłości, finałowa scena, przy całym swoim dramatyzmie, powinna nas jednak ucieszyć. Tak jak ucieszyć nas powinien wydźwięk filmu za sprawą tej sceny ugruntowany. Miłość zawsze znajdzie sposób – zdaje się mówić twórca i zaiste trudno się z nim nie zgodzić.

[Rec] 3: Geneza (2012), reż. Paco Plaza

1363158

Niewiele dobrego można powiedzieć o trzeciej części hiszpańskiej serii horrorów. Wszystko przez zerwanie z konwencją found footage, bez której seria ewidentnie zatraciła swoją tożsamość. Ale oddajmy cesarzowi, co cesarskie – w Genezie uświadczymy istnej jazdy bez trzymanki i najbardziej wariackiej wersji wesela stworzonej przy udziale wyobraźni. Sielanka przerwana zostaje bowiem atakiem wirusa przemieniającego gości w… opętane żądzą krwi zombiaki. Pretensje do kuchni za podanie zimnej bądź niedostatecznie osolonej zupy należy odłożyć na bok – są większe problemy, zasadna jest wręcz szybka ewakuacja! Co ciekawe, najdłużej na parkiecie utrzymuje się panna młoda. Ale nie dziwota – w końcu wspomaga ją siła piły mechanicznej.

REKLAMA