Artykuł

A teraz coś z zupełnie innej beczki: MONTY PYTHON

Autor: Maja Budka
opublikowano

Kpienie z wszystkiego i wszystkich wymaga również autoironii, której tu również nie zabrakło. Monty Python wyśmiewa Brytyjczyków, pogłębiając stereotypowe myślenie o nich. Przesadna wzniosłość i powaga lordów popijających popołudniową herbatę to idealne cele. Śmieją się również sami z siebie, podkreślając skromność wykonania swoich skeczy. Satyrycy często wykorzystują także pewien interesujący motyw, rzadko spotykany w kinematografii, a jeszcze rzadziej w serialach telewizyjnych. Burzenie czwartej ściany, czyli łamanie bariery między bohaterem a widzem. U Pythonów wychodzi to zaskakująco dobrze i, co najważniejsze, zabawnie. Postacie serii jakby dobrze zdawały sobie sprawę, że są jedynie na planie show telewizyjnego i specjalnie tego nie ukrywają. Zwracają się bezpośrednio do widza, zdradzają sekrety zza planu filmowego. Przykładem jest skecz o aptece. Klient grany przez Erica Idle’a, czekający samotnie w kadrze na powrót aptekarza, odwraca się pewnie w kierunku kamery i mówi:

Przepraszam za to. Zazwyczaj staramy się unikać pauz, przerw. On tylko na niby zszedł do piwnicy. Nie ma piwnicy. On wychodzi, a dalej udajemy. Wychodzi z kadru i czeka obok, żeby stworzyć pozory, że zszedł na dół do piwnicy.

Komicy namiętnie wykorzystują pewien chwyt, który mnie osobiście rozśmiesza najbardziej. Scena rozpoczynająca słynny film Monty Python i Święty Graal jest prawdopodobnie jedną z najsłynniejszych. Król Artur wyłania się dumnie na wyimaginowanym koniu, podskakując niczym dziecko na placu zabaw. Tuż za nim dziarsko podskakuje Patsy, który uderzając o dwie połówki kokosa, imituje dźwięk uderzających o ziemię końskich kopyt. Mówi się, że grupa nie miała wystarczających środków na zakup prawdziwego konia. Możliwe, że cięcia kosztów podobały się Pythonom, gdyż korzystali z tego w swoich wcześniejszych skeczach. Imitując amatorskie, niskobudżetowe produkcje, komicy wprowadzali najlepsze żarty. W skeczu Najśmieszniejszy kawał świata zamiast zwerbować dwóch aktorów do zagrania dwóch odrębnych ról nazistów, wykorzystali dwukrotnie postać Grahama Chapmana. Angażując go w dwóch różnych scenach, aby odróżnić jedną postać od drugiej, w kolejnej sekwencji przyozdobili aktora tabliczką z napisem „Zupełnie inny oficer gestapo”. Podobnie było w skeczu o martwej papudze. Dwa zupełnie inne sklepy zoologiczne zostały ukazane jako to samo miejsce, odróżniające się jedynie komentarzem lektora „Identyczny sklep ze zwierzętami, tylko że w Bolton”. Bardzo naturalnie.

Żarty i gagi to jedno, a dobór aktorów i ich kreacje to zupełnie inna sztuka. Tutaj wybór zawsze był trafny, główne role zawsze przypadały komuś z sześciu Pythonów. Mimo iż nikt nie kwestionuje umiejętności aktorskich komików, specyficznego uroku dodawała scenom sztuczna, drewniana gra. Postacie poruszały się sztywno, miały zabawny, wymuszony akcent, co nadawało odrealniony, surrealistyczny, dziwaczny charakter. Warto w tym miejscu również wspomnieć, że dobry aktor żadnej roli się nie boi. Dlatego komicy nierzadko przymierzali kiecki i peruki, grając amatorsko role kobiece, w zabawny sposób modelując głos. Wprowadzali tym samym nowy, zabawny ton. Niby utarty, niby prosty, ale działa. Pamiętamy doskonale Terry’ego Jonesa w roli wątpliwie atrakcyjnej matki Briana, Mandy Cohen. Tyle o teorii, teraz praktyka.

Uwaga! Jeśli chcecie się targnąć na własne życie, tłumacząc kawał z języka niemieckiego, mam dla was przykrą wiadomość. To tylko niemiecko brzmiący bełkot, który nie ma rzeczywistego znaczenia. Dla dobra ludzkości apeluję, by spuścić na enigmatyczny kawał zasłonę zapomnienia.

Monty Python wylądował

Mimo iż ogrom pracy oraz cała idea Monty Pythona zawiera się właśnie w Latającym Cyrku, na tym nie skończyła się kariera grupy. W 1971 roku wydano film A teraz coś z zupełnie innej beczki, będący zbiorem najlepszych skeczy z dwóch pierwszych sezonów. Pod koniec pracy nad trzecią serią Cyrku niekwestionowana ikona John Cleese odchodzi, pozostawiając piątkę samych sobie. Swoje odejście tłumaczył brakiem świeżych pomysłów na skecze, utratą dawnego polotu grupy. Niekompletna drużyna nagrała jedynie sześć odcinków czwartej serii, nie 13, jak mieli w zwyczaju. Na szczęście decyzja Cleese’a nie była ostateczna, a Pythoni już niedługo mieli na nowo zabłysnąć. Paczka ponownie się zjednoczyła podczas prac nad pierwszym właściwym filmem fabularnym, wspomnianym wcześniej Świętym Graalem z 1975 roku. Poszukiwania tytułowego Graala zaowocowały wieloma absurdalnymi przygodami, które widzom niezmiernie przypadły do gustu, a grupie dodały motywacji do dalszej pracy. W 1979 przyszła kolej na Żywot Briana z cytowaną wcześniej piosenką. Szóstka jednostronnie zgodziła się nie szydzić z postaci Jezusa i jego nauk. Zamiast tego na cel wyznaczyła tytułowego Briana, rówieśnika Chrystusa. Symbolem produkcji stał się sandał, wykorzystany chociażby w plakacie filmowym autorstwa Jakuba Zasady. Film silnie odwołuje się do tekstu Nowego Testamentu, karykaturalnie rozprawiając się z biblijną retoryką. W końcu dla Monty Pythona każdy temat nadawał się na dowcip. Ten zaś dla niektórych chrześcijan był z wiadomych przyczyn jak drzazga pod paznokciem.

Najbardziej odkrywczym i najambitniejszym dziełem komików jest jednak ostatni film, w którym nostalgicznie powracają do tradycji z Latającego Cyrku. Sens życia według Monty Pythona z 1983 roku jest obrazem dziejów człowieka od jego narodzin aż do śmierci. W komiczną szatę otula różnorodność życia ludzkiego. Choć dotyka poważne kwestie wzniosłości istnienia, nie jest w tym ordynarny. Nawet pieśń pochwalna dla świętej spermy ma w sobie coś pięknego i absurdalnego zarazem, będąc tym samym błyskotliwą satyrą na kościelne dogmaty.

Sens życia okazał się ostatnim wspólnym dziełem zespołu. Mimo iż po roku 1983 komicy spotykali się nieformalnie podczas niektórych projektów, pogłoski o ponownym restarcie Pythona nigdy się nie sprawdziły. Po śmierci Grahama Chapmana w roku 1989 wszelkie spekulacje prysły. Działalność nierozgarniętych satyryków pozostawiła jednak ogromną spuściznę. Zakorzeniła się bezpośrednio w mentalności Brytyjczyków do tego stopnia, że zaczęli mówić Monty Pythonem. Przykładem widocznego wpływu kulturowego jest słowo wyjęte bezpośrednio ze skeczy grupy, pythonesque. Jest to wyrażenie, które weszło do leksykonu języka angielskiego, a oznacza coś, co Pythonom najbliższe: przedstawienie surrealistyczne, absurdalne oraz zawierające elementy nonsensu.

Triumf absurdu

Szóstka brytyjskich ekscentryków zmieniła oblicze telewizji i ukształtowała poczucie humoru całych pokoleń. Ta niepozorna grupa komików stała się czymś więcej niż bohaterami komediowych skeczy. 40 lat temu, kiedy myślano już, że wszystko co miało powstać, już powstało, a wszystko, co miało zostać wymyślone, już zostało wymyślone, grupa komików stworzyła styl i światowej sławy markę, wcześniej niespotykaną i niemożliwą do ulepszenia. A ich sekretem była prostota i, można by pomyśleć, prymitywność, która budziła ogromne emocje. Głupota i beztroska jednak otulały wewnętrzne intelektualne podejście do satyry. Specyficzny, bogaty styl jedni pokochali, drudzy znienawidzili lub nie zrozumieli. Słyszeli o nich jednak wszyscy. Od lat Pythoni wesoło królują w twierdzy komizmu na wzgórzach absurdu. Jeśli kiedykolwiek ktokolwiek ich zdetronizuje, nie widzę tego inaczej niż jedynie jako pierwszą oznakę zbliżającego się końca świata. Większego poziomu nonsensu nadwyrężony świat już nie zniesie.

PS. Cieszę się, czytelniku, że przebrnąłeś przez wszystkie opasłe linijki tekstu. W nagrodę uraczę cię potwierdzoną informacją, że Monty Python wróci 31 sierpnia z rankingiem najlepszych skeczy. Ale trzymaj to w tajemnicy, ma to być niespodziewane jak Hiszpańska Inkwizycja.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane