publicystyka filmowa

ANIMACJE PO NOMINACJE. Oscarowe szanse filmów animowanych

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Nieznacznie wzrosły za to notowania Twojego Vincenta, co zapewne wielu z nas cieszy, czy to za sprawą artystycznego zachwytu, czy czemuś na kształt patriotyzmu. Może wydać się zaskakującym, że jeszcze przed ogłoszeniem nominacji do Złotych Globów wielu dziennikarzy i krytyków w ogóle nie widziało miejsca dla filmu Doroty Kobieli i Hugh Welchmana wśród wyróżnionej piątki – jak by nie patrzeć, projekt zaczynał jako coś relatywnie mało znanego. Do tego doszła nominacja do BAFTA, jako jeden z zaledwie 3 szczęśliwców. Film zwraca uwagę przede wszystkim imponującą oprawą wizualną złożoną z prawdziwych obrazów inspirowanych malarstwem van Gogha, ale czy Amerykanie docenią benedyktyńską pracę ponad setki artystów? W oczy rzucić się może największy mankament Twojego Vincenta, którym niewątpliwie pozostaje średnio angażująca i raczej jednoznaczna warstwa fabularna skupiona wokół śledztwa dotyczącego życia i śmierci holenderskiego malarza. W tym przypadku może to mieć spore znaczenie.

Nie umniejszając zazwyczaj przyzwoitemu poziomowi każdego z wymienionych tytułów, ich rolę można sprowadzić do potencjalnych wypełniaczy kategorii o podobnej wartości.

Stosunkowo poważnymi kandydatami do oscarowej nominacji są także Fernando studia Blue Sky oraz – dość niespodziewanie – Dzieciak rządzi. Oba filmy zebrały średnie recenzje, zarówno wśród krytyków, jak i widzów, ale z racji potencjalnie przewidywalnego pojedynku w tegorocznym plebiscycie, „przyzwoity” może okazać się wystarczającą rekomendacją dla Akademii. Fernando nie jest filmem nowatorskim ani odkrywczym, ma swoje niedociągnięcia, ale podejmuje wątki znane i lubiane, więc to wybór dość bezpieczny. Większym zaskoczeniem jest Dzieciak rządzi, nominowany do Złotego Globu, mający znacznie mniej pochlebne opinie i zwracający uwagę swoją infantylnością. Zdaje się, że może to być kolejna zachowawcza decyzja. Ciągnąc temat, kilka filmów poprawnych, czasem po prostu dobrych, ale niewyróżniających się w zasadzie niczym, wyprodukowanych przez bardziej znane studia, to na przykład Auta 3, Gru, Dru i Minionki, Kapitan Majtas, Pierwsza gwiazdka czy Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski. Nie umniejszając zazwyczaj przyzwoitemu poziomowi każdego z wymienionych tytułów, ich rolę można sprowadzić do potencjalnych wypełniaczy kategorii o podobnej wartości. Trzeba dobić do piątki.

Są też jednak animacje ciekawsze, które na nominację mają mniejsze szanse (lub są po prostu jednym wielkim znakiem zapytania), a którym można by przyjrzeć się dokładniej. Na początek dwie większe produkcje, których dystrybucją w Stanach Zjednoczonych zajmuje się GKIDS (wprowadzający także The Breadwinner), mająca na koncie już 9 oscarowych nominacji, lecz żadnej wygranej. Pierwszą z tegorocznych propozycji jest Wielki zły lis i inne opowieści, twórcy wspaniałego Ernest i Celestyna. Niewątpliwymi zaletami filmu Benjamina Rennera są nie tylko bezpretensjonalność, proste przesłanie i wyjątkowo udane wątki humorystyczne, ale także sama technika wykonania, przypominająca malarstwo akwarelowe. Mieszane uczucia wzbudza za to forma narracyjna – film złożony jest bowiem z trzech opowieści luźno powiązanych ze sobą tematycznie. Prostota Wielkiego złego lisa… raczej nie zniechęci członków oscarowej komisji, lecz poczucie niespójności, które potrafi wywołać przyjęta narracja, może to uczynić.

Ostatnio dodane