Analizy filmowe

Wyjaśniamy, o co chodzi w „TO MY”

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Rządowy spisek

to-my

Z finału dowiadujemy się także, że osoby żyjące pod ziemią to wynik nieudanego eksperymentu rządowego, który według podziemnej Adelaide chciano wykorzystać do lepszej kontroli ludzi (kolejne nawiązanie do konformizmu), a wydaje się, że miał także pomóc w opanowaniu klonowania (stąd także obecne pod ziemią króliki, które służyły pewnie za… króliki doświadczalne). Problemem okazał się fakt, że można było sklonować ciało, ale nie duszę. Co z kolei stanowić może nawiązanie do Uciekaj!, poprzedniego filmu reżysera, gdzie sytuacja była odwrotna – świadomość mogła zostać przeniesiona, ale potrzebne było do tego inne ciało. Czy oba filmy tworzą swoiste uniwersum i ludzie odpowiedzialni za działania w Uciekaj! brali udział także w eksperymentach z To my? Niewykluczone. Warto też zauważyć, że reżyser również na trop rządowego spisku naprowadza nas bardzo szybko – Zora, córka głównej bohaterki, wspomina o innej teorii spiskowej i jest rozczarowana, że jej rodziców nie interesują nielegalne działania rządu.

Wielokrotnie też podziemna Adelaide podkreśla, że są ludźmi (a nawet, że Amerykanami) i chociaż są tacy sami (tutaj dosłownie!) jak główni bohaterowie, to rząd skazał ich na życie w nędzy. To z kolei wyraźna aluzja do systemowych nierówności.

Syn

to-my

A na koniec może najciekawszy, najtrudniejszy do wyłapania i nie do końca pewny trop. Czy Adelaide była jedynym członkiem rodziny Wilsonów, który został podmieniony na podziemny odpowiednik? Wiele wskazuje na to, że niekoniecznie. Już w dniu premiery filmu udało mi się trafić w Internecie na teorię, według której to samo spotkać miało Jasona – syna Adelaide. Nie doszło do tego jednak w trakcie sceny na plaży, którą widzimy w filmie, ale podczas wcześniejszych wakacji, które rodzina Wilsonów również spędziła w kalifornijskim Santa Cruz. W filmie pojawia się przynajmniej kilka motywów wskazujących, że obecny na ekranie Jason nie jest ich prawdziwym dzieckiem. Po pierwsze ponownie daje się zatrzasnąć w szafie, mimo że według jego siostry zrobił to już rok temu. Po drugie używa słów, których do tej pory nie znał, czym zadziwia i rozwściecza rodziców. Po trzecie wie, że rok temu podczas wakacji wykonywał magiczną sztuczkę, ale nie do końca wie jak. Po czwarte jest jedynym członkiem rodziny, wobec którego rodzina w czerwonych kostiumach nie ma wrogich zamiarów – w końcu jeszcze niedawno był jej członkiem. Najwyraźniejszą wskazówką wydaje się jednak fakt, że w zupełnie niekonwencjonalny sposób buduje na plaży nie zamek, ale… tunel z piasku.

Cała reszta

to-my

Oczywiście to tylko najważniejsze wnioski, najbardziej rzucające się w oczy tropy, moje wrażenia i przemyślenia bezpośrednio po ekscytującej wizycie w kinie. Jordan Peele – podobnie jak zrobił to w Uciekaj! – z pewnością wypełnił film symbolami, nawiązaniami, gierkami i żartami, które w ciągu kilku najbliższych miesięcy Internet skrzętnie wyłapie, a sam reżyser w licznych wywiadach, równie chętnie co przy okazji poprzedniej produkcji, podzieli się również swoimi własnymi przemyśleniami.

Ja podczas pierwszego seansu zwróciłem uwagę na oczywisty żart z flarą, nieprzypadkowego królika na t-shircie córki głównej bohaterki, powracającą, znaną z Uciekaj! miskę kolorowych płatków śniadaniowych czy fakt, że Peele ponownie w kolor czerwony ubiera agresorów (więcej o symbolicznych znaczeniach tych kolorów w mojej analizie Uciekaj!).

Przed nami jeszcze dużo zabawy.

Ostatnio dodane