search
REKLAMA
Analizy filmowe

CZARNY ŁABĘDŹ a PERFECT BLUE. Hołd Aronofsky’ego czy luźna adaptacja?

Damian Halik

28 lutego 2018

REKLAMA

Między innymi za sprawą oscarowej kreacji Natalie Portman Czarny łabędź (jedyna statuetka spośród pięciu nominacji) stał się jednym z najgłośniejszych dzieł Darrena Aronofsky’ego. Film poruszył jednak nie tylko fanów jego talentu czy miłośników thrillerów psychologicznych, ale i osoby lubujące się w japońskiej kinematografii. Pierwsi byli w większości oczarowani emocjonalnym obrazem, jaki nowojorski reżyser wykreował. Drudzy bardzo szybko zarzucili mu plagiat, dopatrując się w Czarnym łabędziu wielu nawiązań do kultowego anime Perfect Blue. Choć te zdają się niezaprzeczalne, Aronofsky od lat idzie w zaparte, powołując się na zupełnie inne inspiracje i cele, jakie mu przyświecały.

A co, jeśli obie strony mają po części rację?

Darren Aronofsky lubi wzbudzać kontrowersje – mimo niebywałego talentu, który pozwala pochodzącemu z Brooklynu reżyserowi kręcić zjawiskowe obrazy nawet na tematy uznawane przez innych za nudne i mało filmowe, jego kariera wciąż zdaje się balansować między przynależnością do hollywoodzkiej śmietanki a chęcią tworzenia kina artystycznego. Ze wskazaniem na to drugie. Choć za każdym razem sięga on po zupełnie inną tematykę, większość jego filmów nosi pewne znaki szczególne – przepełniają je smutek, oniryczne wizje i szczere do bólu przesłania, które najczęściej nie są akceptowalne wśród oczekującej happy endów widowni, za to łechcą zwolenników mroku wszelakiego – od bolesnych dramatów aż po psychologiczne thrillery. Aronofsky nie byłby jednak Aronofskym, gdyby nie jeszcze jeden składnik – wiele aluzji do innych dzieł kinematografii, literatury i grafiki.

(Co oczywiste –  U W A G A   N A   S P O I L E R Y )

Sprawa podobieństw między Perfect Blue a Czarnym łabędziem nie jest niczym nowym, jednak mimo upływu lat dyskusje na ten temat wciąż są żywe. Osobiście też mam z tym problem, bo szczerze uwielbiam oba te filmy, lecz daleki jestem od zarzucania plagiatu człowiekowi, którego uważam za jednego z moich ulubionych reżyserów. Nie kieruje mną jednak sympatia, a raczej fakty, prostujące tę sprawę dość jasno. Pierwszym z nich jest posiadanie przez Aronofsky’ego praw do amerykańskiej adaptacji anime Satoshiego Kona (Paprika) – reżyser nabył je już w roku 2001, a trudno uwierzyć, że jedynym celem tej inwestycji była uczciwość wobec Japończyków oraz nieprzemożna chęć umieszczenia Jennifer Connelly w wannie (Requiem dla snu) i odtworzenia dramatycznej sceny z Perfect Blue w stosunku jeden do jednego.

Sprawę komplikuje jednak fakt, że Aronofsky stale zaprzecza, jakoby na kreację Niny Sayers wpływ miała historia Mimy Kirigoe. Na pytania o Czarnego łabędzia stanowczo odpowiada:

Między tymi filmami są pewne podobieństwa, jednak Perfect Blue nie było moją inspiracją. Mierzyłem się z Jeziorem łabędzim, ponieważ chciałem udramatyzować balet.

Aronofsky nie ma przy tym problemu z wychwalaniem twórczości Piotra Czajkowskiego i Fiodora Dostojewskiego, to w nich doszukując się największego wpływu na swój najgłośniejszy film. Nie można jednak przejść obojętnie obok wielu zapożyczeń z animacji autorstwa Satoshiego Kona, które zawiera Czarny łabędź. Bardzo wielu. Kwestią otwartą pozostaje jednak to, jak owe nawiązania zakwalifikować. Ostrzegałem już przed spoilerami, ale zrobię to jeszcze raz – na kolejnej stronie zagłębię się w fabularne meandry obu filmów.

REKLAMA