Wywiad

STRACH PRZED ODPUSZCZENIEM SOBIE. Rozmowa z Jakubem Gierszałem

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Z Kubą Gierszałem łapiemy się na chwilę w czasie toruńskiego festiwalu filmowego Tofifest, na którym promował wraz z reżyserem Łukaszem Palkowskim oraz aktorką Anną Próchniak swój najnowszy film pt. Najlepszy (który dzień później otrzymał nagrodę publiczności; w kinie do obejrzenia od 17 listopada). Porozmawialiśmy o postaci Jerzego Górskiego, który zasłynął wspaniałymi osiągami w triathlonie mimo walki z uzależnieniem narkotykowym. Takie tematy więc z Gierszałem poruszyliśmy: Górski, w którego się wcielił, uzależnienie oraz rodzinne miasto, Toruń.

W Najlepszym grasz postać, która istnieje jednocześnie w najlepszej i najgorszej wersji siebie. Co według ciebie, oprócz tego aspektu tej osobowości, jest jeszcze ciekawego w tym bohaterze?

Przede wszystkim najciekawsze jest właśnie to, o czym wspomniałeś, czyli dwóch bohaterów wrzuconych w jedną osobę. Fascynująca jest też przemiana, którą przechodzi, ale z jakiegoś powodu w dalszym ciągu obie te „dusze” postanawia nosić w sobie. W scenariuszu pociągające wydawało mi się to, że jest to uniwersalna opowieść. Każdy z nas ma w sobie dwie walczące ze sobą siły, jedna destrukcyjna, a druga hamująca. Walczymy ze swoimi słabościami, ze swoim grzechem, złem wewnątrz nas, a z drugiej strony przekładamy tę samą siłę na coś konstruktywnego. Dzięki temu finalnie można okazać się zwycięzcą. Wydaje mi się, że ta walka, która dzień w dzień się w nas odbywa tak jak u Jurka Górskiego, jest uniwersalna.

Czyli grasz jednocześnie protagonistę w tym filmie i antagonistę? Jest to częsty sposób opowiadania o bohaterze w kinie sportowym.

Absolutnie. Nie jest to nic odkrywczego, ale sport to sfera, która opiera się na elementarnych cechach ludzkiego charakteru. Motyw „odbicia się”, który jest tak bardzo ważny w naszym filmie, powoduje, że ta opowieść trochę się wyróżnia dzięki elementowi nadrealizmu. Kino z takim przekazem jest potrzebne, szczególnie w kontekście walorów terapeutycznych.

Główny bohater zaczął naprawiać swoje życie w wieku 29 lat. Późno.

Można by rzec, że za późno jak na jakąkolwiek dyscyplinę sportu. Triathloniści jednak często osiągają swoją najwyższą formę koło trzydziestki.

Ale nie po kilkunastu latach konsekwentnego niszczenia się morfiną, amfetaminą i heroiną. Jest taka scena w Trainspotting 2, w której główny bohater wciąż ucieka. Zaczął uciekać przed uzależnieniem w poprzednim filmie, a w sequelu ciągle biegnie, tyle że na elektrycznej bieżni, jakby bał się zatrzymać, bo wtedy narkotyki go dogonią. Albo po prostu zamienił jedno uzależnienie na inne?

Kontaktowałem się z ludźmi uzależnionymi, aby zrozumieć ten mechanizm i czytałem sporo na ten temat. Przede wszystkim dużo rozmawiałem z Jurkiem, który mówił wprost, że musiał biegać, odnaleźć jakiś zastępnik, nową „zajawkę”. Jest to element wspólny dla ludzi, którzy walczą z uzależnieniem. I strach przed odpuszczeniem sobie.

Aktorzy często wpadają w pracę. Szczególnie tacy, którzy wcześniej też się przez kawał czasu wyniszczali.

To prawda. A z drugiej strony jest też sporo aktorów, którzy właśnie uprawiają triathlon. Myślę, że jest coś takiego w tym sporcie pociągającego, bardzo wymagającego i niedającego taryfy ulgowej. Spędza się wtedy sporo czasu samemu ze sobą tylko po to, aby poszerzać granice swoich możliwości. Jurek powiedział mi, że on po prostu nie miał wyjścia. Kiedy ktoś z jego znajomych stwierdził, że następnego dnia nie idzie na trening, Jurek wiedział wtedy, że taka opcja nie wchodzi w jego przypadku w grę.

Słyszałem, że oglądając Najlepszego, złapał się na tym, że zaczął kibicować „twojej” wersji siebie. Jakby trzymał kciuki za bohatera zwykłego filmu. To musiało być surrealne uczucie.

To było na pokazie w Gdyni, kiedy publiczność miała pierwszą okazję zobaczyć film. Atmosfera podczas seansu udzieliła się nam wszystkim, bo na końcu trzymaliśmy kciuki za to, aby tej postaci na ekranie po prostu się udało. Oczywiście daliśmy się zaczarować chwytom narracyjnym, ale to cudowne spojrzeć na tę opowieść z boku, koncentrując się na tym uniwersalnym przekazie. Poryczeliśmy się jak bobry. To wspaniałe uczucie.

Jesteśmy z tym filmem w twoim rodzinnym mieście. Często mówisz o tożsamości. Skąd ty w ogóle jesteś i jak się wraca do Torunia?

To jak powrót do poprzedniego życia. Miasto trochę się zmieniło, ja również, a przecież przeżyłem tutaj jeden z najważniejszych etapów w życiu – młodzieńcze czasy, liceum. Toruń jest więc w mojej głowie inicjacją. Teraz moje życie toczy się gdzie indziej, mieszkałem też w Niemczech, teraz żyję w Krakowie, więc tożsamość jest geograficznie trudna do ustalenia. Wszystkie te miejsca w jakiś sposób we mnie „grają” jednocześnie, ale nie przeszkadza mi to. Nie ustaliłem sobie jeszcze tej ostatecznej tożsamości, a może nawet nigdy nie ustalę, ale to nie problem. Jest dobrze tak, jak jest.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane