Wywiad

JAMES BOND TO JEST GOŚĆ! Wywiad z Jakubem Gierszałem

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Odkąd zadebiutował w polskim kinie w 2009 roku, regularnie pojawia się w zestawieniach najzdolniejszych młodych polskich aktorów. Jakub Gierszał kończy dziś dopiero (już?) 30 lat, ale w oczach wielu wciąż pozostaje emo-nastolatkiem z Sali samobójców. O tym, czy obawia się zaszufladkowania, jak wpłynęło na niego dzieciństwo spędzone w Niemczech oraz o swej wymarzonej roli opowiedział mi przy okazji promowania filmu Pomiędzy słowami Urszuli Antoniak.

Rola outsidera rzeczywiście jest mi bliska.

Rozmawiałem ostatnio na twój temat ze znajomą, która stwierdziła, że Jakub Gierszał to aktor osobny, pozostający trochę na uboczu polskiego kina, „niemainstreamowy”. Zgodzisz się z takim stwierdzeniem?

Ja jestem tak zwanym outsiderem w różnych dziedzinach mojego życia i zawsze byłem, więc być może to przenosi się także na kino. Zawsze jest tak, że mamy na siebie odmienne spojrzenie od tego, jakie mają na nas inni, ale rola outsidera rzeczywiście jest mi bliska – znam to z autopsji, faktycznie jestem trochę na uboczu.

Czy jako outsider widzisz siebie jako głównego aktora w jakimś blockbusterze, ratującego świat albo strzelającego do terrorystów?

Blockbustery w ostatnim czasie znacznie się zmieniły, ale jeśli pytasz o blockbuster w stylu Szklanej pułapki, to jak najbardziej. Wiesz, jesteś bohaterem, który roznosi w pył jakąś hordę terrorystów – to jest to! Ówczesne blockbustery znacznie różniły się od tych dzisiejszych, w których trudno byłoby mi się odnaleźć, bo wydaje mi się, że nie ma w nich już wolności twórczej. Została ograniczona najróżniejszymi umowami i polityczną poprawnością, dlatego nie widzę w nich miejsca dla siebie.

Najlepszy (2017), reż. Łukasz Palkowski (fot. Iron Films / R. Pałka)

Wychowywałeś się w Niemczech, dobrze poznałeś tamtejszą kulturę. Pamiętasz jeszcze dzieciństwo spędzone za naszą zachodnią granicą?

Myślę, że ze mną jest podobnie jak z tobą czy kimkolwiek innym – dzieciństwo zostaje w tobie, przez pewien czas ci towarzyszy, ale gdy zaczynasz dorastać, oddala się. Te lata w Niemczech na pewno wciąż we mnie są, mam świadomość, jak bardzo mnie ukształtowały, a z drugiej strony to wszystko jest już dość odległe, bo aktualne przeżycie stopniowo te wspomnienia przysłaniają. To naturalny bieg rzeczy.

Myślisz czasem o tym, gdzie byłbyś teraz, gdybyś tam został?

Jeśli wracam do swojego dzieciństwa w Niemczech, to zwykle właśnie w tym kontekście – jaki byłbym, gdybym tam został? Zastanawiam się nad taką alternatywną wersją siebie. Takie pytania siłą rzeczy nasuwały się podczas prac nad filmem takim jak Pomiędzy słowami i to jest niezwykle ciekawe, choć niemożliwe do sprawdzenia. Jedyną opcją na sprawdzenie tego byłoby przeprowadzenie się do Niemiec, choć i to nie dałoby odpowiedzi na pytanie „co by było, gdyby…”. Jednak ta podwójna mentalność jest mi znana i bliska. To dziwny stan, gdy masz w sobie opcję na jakieś inne życie. O tym dla mnie jest ten film – że jest się pomiędzy światami, pomiędzy rzeczywistościami.

Jak wiele jest w tobie z Michała, bohatera Pomiędzy słowami?

Na pewno nie od razu było mi łatwo zrozumieć jego postawę – ten stan odrzucenia miejsca, z którego się pochodzi, z którego pochodzą twoje wspomnienia. Michał decyduje się to wszystko odrzucić i zbudować swoją przyszłość, tożsamość i osobowość na takim zacietrzewionym poczuciu odcięcia się od wszystkiego, czym był. Uznałem to za bardzo interesujący punkt wyjścia do zbudowania bohatera, ale dotknięcie tego, pokazanie na ekranie nie było łatwo. Siłą rzeczy w moich oczach nie był bohaterem, ale antybohaterem – kimś, kogo się nie rozumie, a przez to trudno go polubić. Podczas rozmów na temat tego, jaki powinien być Michał, doszliśmy do wniosku, że ma być właśnie nieoczywisty, trudny do rozszyfrowania.

Pomiędzy słowami (2017), reż. Urszula Antoniak

Który z twoich bohaterów najbardziej w tobie został? Który był najtrudniejszy do zagrania?

Przeżywanie to jest jedna rzecz, ale druga to to, w jaki sposób ludzie na ciebie projektują – jaką rolę cały czas w tobie widzą. A że długo byłem kojarzony z Salą samobójców i jej bohaterem, a wielu ludzi wprost traktowało mnie jak Dominika, to chyba ta rola została we mnie i ze mną najdłużej – tak naprawdę wciąż się za mną ciągnie, a przecież minęło siedem lat. Bo niestety wciąż jest tak, że ludzie po obejrzeniu filmu utożsamiają aktora z bohaterem.

A czy to, że Dominik jest postacią, najmocniej na ciebie wpłynęła, nie wynika z tego, że byłeś wtedy bardzo młody?

To wynika na pewno z tego, że wpadłem w pułapkę przyporządkowania do jednego typu roli, takiego rozhisteryzowanego chłopaczka o nieokreślonej seksualności, przez co dostawałem wiele propozycji zagrania bardzo podobnych ról. Odrzucałem je, bo nie chciałem do tego wracać, chciałem robić inne rzeczy.

Niedawno zakończyła się kolejna edycja Berlinale, gdzie sześć lat temu otrzymałeś tytuł jednej z europejskich Shooting Stars. Poczułeś bezpośrednie przełożenie tego wyróżnienia na swoją karierę?

Na pewno bez tego wyróżnienia nie byłbym w stanie wyjść aktorsko poza granice Polski – było to możliwe tylko dzięki tytułowi Shooting Star. Ale też właśnie po festiwalu w Berlinie otrzymałem sporo propozycji ról, o których wspomniałem – hiperwrażliwych chłopców w międzynarodowych produkcjach. To byli bohaterowie w bardzo podobnym typie, co Dominik, a scenariusze także nie były znacząco różne, dlatego odmawiałem, bo bardzo nie chciałem się powtarzać. Odrzuciłem tamte propozycje, ale pozostałem w świadomości wielu reżyserów obsady i ten kontakt wciąż jest podtrzymywany i na siebie pracuje, a ja dzięki tamtym decyzjom mogę dziś udowadniać, że jestem zdolny do kreowania różnych bohaterów, poszerzania emploi i pokazania się z innej strony. Shooting Stars dało mi bardzo wiele i uważam, że dla młodych aktorów to niezwykle ważna inicjatywa.

Sala samobójców (2011), reż. Jan Komasa

Rok 2017 był z pewnością najbardziej pracowity w twoim życiu. Czy najlepszy?

Uznałbym go za jeden z najintensywniejszych, bo choć te wszystkie filmy nie powstały w przeciągu roku, to jednak miały premierę w ciągu kilkunastu miesięcy i pracy było sporo. Czasem jest tak, że nie masz pracy, a czasem udaje ci się zaangażować w kilka projektów naraz i to jest specyfika tego zawodu. Rok 2017 był też niezwykły ze względu na różnorodność filmów, w których zagrałem – zazwyczaj staram się skupiać na jednej rzeczy, a w ubiegłym roku było ich kilka, w dodatku bardzo różnych i to było zdecydowanie najbardziej intensywne przeżycie.

A jak będzie wyglądał twój rok 2018?

Wiesz, to wszystko zależy jak teraz będzie wyglądać polskie kino, jakie filmy dostaną dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Jest kilka projektów w fazie rozwoju – na razie nie ma nic takiego, czym mógłbym na pewno się pochwalić. Czas pokaże.

Lada chwila gala wręczenia Orłów, do których jesteś nominowany za rolę w Najlepszym. Z okazji twoich urodzin nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć ci zwycięstwa. Jak realnie oceniasz swoje szanse?

Oj, naprawdę ciężko powiedzieć. Nie chcę niczego prognozować – nie widziałem niestety swoich konkurentów do nagrody, ale zamierzam to prędko nadrobić. Zwłaszcza Cichą noc, nie tylko ze względu na Dawida Ogrodnika, którego dobrze znam i bardzo cenię, ale też Piotrka Domalewskiego, który też z nami studiował, znam go jako aktora i bardzo jestem ciekaw, jak poradził sobie jako reżyser. Natomiast Bogusław Linda to jeden z moich ulubionych aktorów.

Na zakończenie powiedz, jaka jest rola twoich marzeń.

Jak już wspomniałeś o tych blockbusterach, to chyba muszę powiedzieć, że James Bond byłby rolą marzeń. Z jednej strony jest trochę „cheesy”, ale z drugiej… James Bond to jest gość!

Ostatnio dodane