TITANIC – Realizacja | FILM.ORG.PL

TITANIC – Realizacja

Wewnętrzny / 10/04/2012








Adam Sobieski
10.04.2012


Po odkryciu w 1985 roku przez Roberta Ballarda przepołowionego wraku Titanica, Cameron musiał wiedzieć jaki był prawdziwy przebieg wydarzeń. Dzięki porównaniu i analizie wypowiedzi ocalałych pasażerów oraz naukowców, uzyskał on najbardziej prawdopodobny sposób tonięcia. Postanowił, aby w filmie na samym początku ukazać widzom jak przebiegało tonięcie, żeby nie musieć tego wyjaśniać podczas katastrofy. Zilustrował to dzięki animacji, którą objaśniał przyjaciel Camerona – Lewis Abernathy, który w zasadzie grał samego siebie. Przygotowywał się on do tej sceny tygodniami, gdyż nie był profesjonalnym aktorem. Gdy przyszło do jej realizacji, wydusił z siebie całą kwestię dialogową na raz. Dubel był niepotrzebny. Aktor stwierdził, że gdyby zamiast monotonnej zieleni (w miejsce której w postprodukcji została wstawiona animacja) mógł opowiadać to co widzi, nie musiałby się przygotowywać przez tak długi okres czasu. Z kolei gdy przyszła pora sfilmować w kontrplanie Rose, Lewis zamiast całego monologu powiedział: „bla bla bla, Titanic zatonął.”

Podobnie jak w przypadku „Otchłani”, „Terminatora 2” i „Prawdziwych kłamstw”, „Titanic” został nakręcony w formacie Super 35. Mimo sposobu rejestracji w jakim Cameron czuł się jak ryba w wodzie, przed twórcami stanęło wyzwanie polegające na kręceniu materiału właśnie w wodzie. Chodzi oczywiście o realizację ujęć nakręconych we wraku prawdziwego Titanica i zarazem w najcięższych warunkach w jakich kiedykolwiek nakręcono film. Cameron pragnął operować kamerą umieszczoną na zewnątrz batyskafu, a nie przez małe okienko. Z pomocą przyszedł jego brat Mike Cameron, który dzięki połączonym siłom z firmą Panavision, skonstruował kamerę mogącą wytrzymać olbrzymie ciśnienie, jakie znajduje się w głębinach i którą można było sterować z wnętrza batyskafu. Jednak zaistniał pewien haczyk. Kamera ta mieściła zaledwie 12 minut filmu, a przeładować ją można było dopiero po wynurzeniu.

Postanowiono, że produkcja zostanie podzielona na dwie części. Pierwszą, współczesną, nakręcono głównie na pokładzie rosyjskiego, akademickiego statku Kiełdysz. Druga rozgrywała się w roku 1912 na pokładzie repliki Titanica. Do rozpoczęcia zdjęć Cameronowi trzeba było jedynie spotkać się z Titanikiem twarzą w twarz. W 1995 roku zorganizował serię przełomowych zanurzeń z pomocą doktora Anatolija Sagaljewicza na pokładzie Kiełdysza, okrętu Rosyjskiej Akademii Nauk, najbardziej nowoczesnej tego typu jednostki na świecie, która na dodatek posiadała aż dwa batyskafy MIR. Na pokładzie znajdowała się również grupa naukowców i historyków.

Ponieważ wspomniana kamera dysponowała bardzo ograniczoną ilością taśmy, każda klatka filmu była na wagę złota. Przed każdym zanurzeniem Cameron opracowywał plan działania na pokładzie Kiełdysza przy użyciu modelu wraku odwzorowanego na podstawie wszystkich dostępnych informacji co do jego stanu i wyglądu. Kazał on sterować rosyjskim pilotom miniaturami łodzi, dzięki czemu dokładnie wyjaśnił im jakie ujęcia będą potrzebne i co za tym idzie, jakie manewry trzeba będzie wykonać dla ich uzyskania.

Każde z rekordowej liczby aż dwunastu zanurzeń trwało około 16 godzin. Samo dotarcie na dno Atlantyku zajmowało aż dwie i pół godziny swobodnego opadania. We wnętrzu batyskafów nie ma wówczas nic do roboty, człowiek jest uwięziony w przytłaczająco małej przestrzeni, systematycznie spada temperatura, a za iluminatorem widać jedynie monotonną otchłań. Pierwsze dwa zanurzenia, podczas których Cameron chciał nakręcić wszystkie zaplanowane ujęcia, okazały się bezużyteczne gdyż jak stwierdził Cameron, skupiał się on jedynie na storyboardach, a nie na samym wraku i jego tragedii. Po zakończeniu drugiego zanurzenia, rzekomo rozpłakał się w swojej kajucie, dzięki czemu porzucił wcześniejsze plany i postanowił nakręcić te ujęcia od nowa.

Ponieważ dysponowano tylko jedną kamerą, z jednego batyskafu kręcono drugi, a wszystkie ujęcia gdzie widać obydwa zostały zrealizowane przy użyciu modeli. Jednak model wraku został wykorzystany również w ujęciu wyłaniającego się z ciemności dziobu statku. Sąsiadujące z tym ujęciem zbliżenie obrazu wraku na radarze było prawdziwe i zostało nakręcone podczas jednego z zanurzeń.


Podczas zanurzeń korzystano z ROV-a – zdalnie sterowanego urządzenia z dwoma kamerami, które przy oglądaniu przez specjalne okulary dają obraz trójwymiarowy. Zagrał on w filmie dwa takie urządzenia, które były wypuszczane z każdej z łodzi.

Dwa ujęcia, w których ROV opuszcza się do wraku były prawdziwymi ujęciami nakręconymi we wraku, ale ujęcia których przemierza wrak, nakręcono w studio w specjalnie zbudowanej replice. Prawdziwy ROV zagrał dwa takie urządzenia – Dunkina i Snoopa. Do postarzania materiału na replikach użyto palników, którymi przypalano drewno, następnie pokrywano je szelakiem, wcierano piasek i ponownie palono. Rekwizyty takie jak buty, okulary, czy lalka powstały na podstawie materiałów nakręconych przez Roberta Ballarda lata wcześniej, gdzie widać było podobne przedmioty.

Oprócz potrzebnych do filmu ujęć, zdjęcia wraku dały więcej niż zwykły materiał wideo. Podczas ostatnich dwóch zanurzeń Cameron wpłynął ROV-em głębiej niż ktokolwiek przed nim. Odkryto doskonale zachowane drzwi, żyrandol wyglądający jak nowy i kominek widoczny na filmie. Dzięki tym ujęciom, nie tylko przywrócono Titanica do filmowego życia, ale również mobilizowano ekipę do uzyskania autentyzmu jaki wywarł zniszczony obraz wraku.

Nakręcona na Kiełdyszu scena przybycia Rose śmigłowcem została zrealizowana częściowo na pokładzie innego statku, gdyż Kiełdysz nie posiadał lądowiska. Co prawda, w ujęciu ukazującym go po raz pierwszy widać lądowisko, ale była to tylko dekoracja. Co ciekawe, kwestia o Anastazji została wymyślona przez Lewisa Abernathy’ego, a Gloria Stuart grająca Rose nie chciała wejść do śmigłowca. Spytała się grzecznie czy musi. Cameron, niczym Terminator, odpowiedział po prostu „tak”. Ostatecznie dał się przekonać Glorii Stuart i scena została nakręcona w taki sposób, by wyglądało iż postać Rose znajdowała się w helikopterze przez cały czas. W przeciwieństwie do sceny na lądowisku, kajuta na pokładzie była prawdziwym pomieszczeniem na Kiełdyszu, jednakże pomieszczenie w którym Rose zaczyna opowiadać było zaaranżowanym garażem w Halifax.

Serce Oceanu rzekomo powstało z diamentu koronnego, będącego niegdyś własnością Ludwika XVI. Ponieważ los autentycznego diamentu po śmierci władcy nie został stuprocentowo zweryfikowany, wykorzystano te luki do stworzenia historii naszyjnika. Jako ciekawostkę należy dodać, że ujęcie w którym Serce Oceanu opada wirując w monotonną otchłań, zostało nakręcone w prywatnym basenie Jona Landaua – producenta filmu.

Wszystkie szkice w zbiorze Jacka były namalowane przez samego Camerona. Co ciekawe, rysunek przedstawiający Rose został namalowany również przez niego, ale nie podczas kręcenia sceny jego malowania (w której malujące go ręce należały nie do Leo, a do Camerona) tylko dużo wcześniej – Cameron namalował Kate Winslet w różnych pozycjach, po czym wybrał najlepszą wersję. Dodajmy, że Kate pozowała w bikini, a jej nagość Cameron musiał namalować przy użyciu swej bogatej wyobraźni.

Grająca starszą Rosę Gloria Stuart, we wszystkich scenach nosiła charakteryzację, która ją postarzała, aby wyglądała na ponad stuletnią kobietę. Co ciekawe, podczas realizacji sceny, w której zaczyna ona opowiadać swą historię, większość ekipy nagle się rozchorowała. Tuż po rybnym posiłku część ekipy poczuła się źle, z Cameronem włącznie. Jednak reżyser zachował zimną krew i niczym w wojsku zaczął rozdzielać zdrowych od chorych, aby móc dokończyć zdjęcia następnego dnia. Na szczęście wśród zdrowych znalazła się Gloria Stuart.

Druga część produkcji to historia z roku 1912. W tym celu wybudowano wierną replikę Titanica na planie w Meksyku, zaczynając od wysadzenia dziur w podłożu, gdzie powstać miał zbiornik wodny. Jednak poprzez opóźnienie w budowie planu, ekipa była zmuszona kręcić sceny końcowe z udziałem Jacka i Rose na początku zdjęć w krytym basenie o głębokości 120 centymetrów na tle sztucznego horyzontu. Statyści i aktorzy musieli więc kucać by powstało złudzenie, że woda jest głębsza.

Przeprowadzono testy hipotermiczne dla sprawdzenia, jak długo statyści i aktorzy wytrzymają w zimnej wodzie. Dla zredukowania ich dyskomfortu obok planu znajdowało się kilka stanowisk z ciepłą wodą.

Trupi makijaż powstał głównie dzięki nawoskowaniu włosów, dodaniu szkieł kontaktowych oraz przyklejeniu do twarzy kryształków żelatyny, które pęczniały pod wpływem wody.

Budowę największego planu filmowego w historii kina rozpoczęto od szczegółowego projektu. Nie mógł to być zwykły plan, gdyż musiał wytrzymywać kontakt ze słoną wodą. Postanowiono, że przednia część statku będzie odłączona od reszty, co umożliwiło oglądanie tonącego statku dzięki odpowiednim połączeniom hydraulicznym. Zastosowano również specjalny mechanizm, aby cały statek mógł się przychylać o maksymalnie 6 stopni, co sprawiałoby wrażenie, że mozolnie idzie on na dno.

Ze względów oszczędnościowych wybudowano tylko jedną burtę statku, tę od strony oceanu. Zmusiło to twórców do zbudowania dekoracji portu w Southampton po stronie owej burty, mimo iż w rzeczywistości zabudowania znajdowały się po drugiej stronie. Podczas realizacji owej sceny, aktorzy zostali ubrani w specjalne, „odwrócone” kostiumy (między innymi z guzikami po drugiej stronie), a wszelkie napisy na budynkach i rekwizytach umieszczono jako lustrzane odbicia, co po odwróceniu nagranego materiału w postprodukcji sprawiało wrażenie, iż port został umieszczony po właściwej stronie statku. W scenie tej wzięło udział około 2000 statystów. Z kolei w ujęciach Jacka i Fabrizio przy barierce podczas odpływania, dodano komputerowo niektóre budynki w tle. Dodajmy, że większość owych budynków na planie portu, to w rzeczywistości pojedyncze ściany przytwierdzone do ziemi.

Wbrew pozorom nie zbudowano całego statku. Co prawda plan miał taką samą szerokość i wysokość jak Titanic, jednak zbudowanie całości byłoby zbyt kosztowne. Oprócz opisanego wyżej braku jednej burty, zredukowano długość statku, wycinając z niego trzy sześciometrowe części i zsuwając resztę, twierdząc, iż taka mała różnica nie będzie widoczna. Jedna z wyciętych części znajdowała się przy samym dziobie. W tej sytuacji ekipa stosowała trik polegający na manipulowaniu kamerą tak, by nie było widać brakującego fragmentu. W przypadkach, gdy widać cały statek, posłużono się efektami wizualnymi.

Ale jak oświetlić tak ogromny plan podczas nocnych zdjęć? Cameron wpadł na pomysł, aby wykorzystać żuraw budowlany, do którego przytwierdzono oświetlenie. Przy okazji reżyser wymyślił sobie, że do zamontowanego na szynach żurawia można przytwierdzić kamerę i uzyskać w ten sposób największy na świecie dźwig kamerowy. Cameron stwierdził, że filmując „Titanica” spędził na tym dźwigu całe tygodnie.

Rozmowa z Calem przy śniadaniu była jedną z pierwszych nakręconych scen rozgrywających się w 1912 roku. Istniały obawy co do jej realizacji, ponieważ nie posiadano odpowiedniej ilości rekwizytów, które z każdym dublem były niszczone w momencie, gdy Cal przewracał stół. Na szczęście w momencie skończenia trzeciego dubla, przy którym zużyto ostatnie rekwizyty, na plan przybyła ciężarówka z nowymi kopiami. Dzięki błyskawicznemu jej rozładowaniu można było dalej filmować niniejszą scenę.

Według scenariusza, postać Cala nie miała wyglądać na szaleńca. Jego osoba jest odwzorowaniem stereotypu ówczesnych czasów, gdzie wielcy przedsiębiorcy zaciekle walczyli o zarobek.

Prawdziwy Titanic posiadał w kotłowni wyjątkowo długi rząd pieców. Aby uzyskać podobną iluzję, wybudowano zaledwie dwa i pół kotła, a następnie umieszczono na końcu lustro, aby wyglądało na więcej.

W scenie, w której Rose chce popełnić samobójstwo, wykorzystano zielony ekran, aby ukazać wodę i ślad wytworzony przez statek, w ujęciach od boku malowane tło, a w ujęciach gdzie widać cały statek za jej plecami prawdziwy plan. Nakręcenie tej sceny na 3 różne sposoby stanowiło nie lada wyczyn by zachować ciągłość pomiędzy ujęciami dla aktorów, reżysera i całej ekipy tym bardziej, iż kręcono ją w ogromnych odstępach czasowych.

Historykami przy projekcie byli Ken Marshall (z lewej) i Don Lynch (z prawej). Pierwszy z nich zajmował się stroną wizualną statku, drugi z kolei odpowiadał za wszelkie wydarzenia historyczne. Do zadań Lyncha należało między innymi: określenie tożsamości niektórych pasażerów, ilości wystrzeliwanych podczas tonięcia rac, kolejność opuszczanych szalup itp. W celu rozwiązania kłopotu, jakim dla Camerona było pytanie „skąd Jack ma wziąć frak”, Lynch zaproponował aby Molly Brown podarowała mu jeden. W rzeczywistości miała ona syna w wieku Dawsona, więc mogła posiadać zakupiony mu w Europie garnitur.

Również w sprawie kostiumów trzeba było zachować szczególną dokładność. Odpowiadała za nie Deborah Lynn Scott, za co otrzymała jedynego w swym bujnym dorobku Oscara. Zadano sobie wiele trudu by znaleźć jak najwięcej autentycznych strojów. Nawet kostiumy dla statystów zostały stworzone zgodnie z ówczesną modą. Ekipa wykonała nawet specjalne krzesła służące statystkom do odpoczynku od uniemożliwiających oddychanie gorsetów. Dodatkowo, statyści grający pasażerów z pierwszej klasy przeszli kilkugodzinne szkolenie jak się zachowywać i poruszać, a także lekcję etykiety z naciskiem na to, jak panowie mieli traktować panie. Jako ciekawostkę dodajmy, że do sceny gdy Jack po raz pierwszy dostrzega Rose, Deborah L. Scott stworzyła pewien żółty kapelusz. Cameron stwierdził, że Rose nie włożyłaby go będąc zdenerwowaną, po czym wyrzucił go za burtę.

Również w sprawie scenografii zadbano o najmniejsze detale. Peter Lamont, nad którym sprawował pieczę historyk Ken Marschall, odtworzył najdokładniej jak tylko było to możliwe poszczególne pomieszczenia. Za przykład niech posłuży plan jadalni w pierwszej klasie, gdzie każdy przedmiot posiadał, zgodnie z prawdą historyczną, logo armatora White Star Line. Należy również dodać, iż firma, która stworzyła dywany w niektórych pomieszczeniach na prawdziwym statku, wciąż posiadała stare wzory, dzięki czemu wyprodukowała je identyczne, jak te w 1912 roku. Również dzwon na bocianim gnieździe i żurawie na pokładzie zostały wybudowane przez tę samą firmę, co autentyki z początku XX wieku, jednakże ekipa musiała samemu opracować, jak opuszczać szalupy przy ich użyciu.

Z kolei wielkie schody ukazane w filmie, minimalnie różnią się od tych na prawdziwym statku. Stwierdzono, iż dwóm osobom trudno było się minąć na ich prawdziwym odpowiedniku, więc postanowiono poszerzyć je mniej-więcej o 50 centymetrów z każdej strony. Schody zostały zbudowane w większości z drewna dębowego wraz ze szklaną kopułą o średnicy 7 metrów, nad którą znajdował się zbiornik wodny do scen, w której są zalewane. Zdjęcie po lewej stronie pochodzi z bliźniaczego transatlantyku Olympic, ponieważ w żadnych archiwach nie było zdjęcia schodów z Titanica.

Podczas sceny tańca w trzeciej klasie, kapela grała wyłącznie tradycyjne irlandzkie melodie, a statyści wykonywali taniec bazujący na krokach „polki”. Scena gdy Kate Winslet staje na czubkach palców została nakręcona na dwa sposoby. Pierwszy z nich polegał na uniesieniu aktorki na linach, a drugi na sfilmowaniu dublerki Kate Winslet. Był to najzabawniejszy dzień na planie. Podczas trwającego 12 godzin kręcenia w otoczeniu rozgrzanym przez oświetlenie, statyści tak dobrze się bawili, że po zebraniu całego sprzętu część z nich została jeszcze przez godzinę bawiąc się i tańcząc.

Scena w której Rose wiązany jest gorset została przeredagowana na krótko przed planowanym kręceniem. Pierwotnie to ona miała wiązać gorset swojej matce. Zmieniono to gdyż Cameron stwierdził, że ów gorset bardziej identyfikuje się z więzami co odpowiadało by temu, jak postać Rose czuła się w zaistniałej sytuacji.

Część sceny, w której Jack nuci Rose piosenkę „Leć Józefino” na dziobie statku, została zrealizowana przy naturalnym oświetleniu. Pogoda tego dnia zupełnie odbiegała od planowanych warunków. Cameron jednak powiedział, że ma pewne przeczucie, mimo iż technicy twierdzili, że oświetlenie będzie złe. Pogoda okazała się idealna, jedynie zbliżenia zostały dokręcone później na ogromnym, malowanym tle. Pierwotnie ekipa czekała przez kilka dni na bardzo podobny zachód słońca, jednak po pewnym czasie zaniechali tego i postanowili wykorzystać wyżej wspomniane, malowane tło nieba i statku. Zostało ono umieszczone wokół odłączonego dziobu statku. Jedynym mankamentem w tej scenie jest pozbawione idealnej ostrości ujęcie prowadzące do pocałunku – jest to wynikiem pośpiechu związanego z zachodzącym słońcem i utratą naturalnego oświetlenia.

Kwestia Jacka „Połóż się na łóżku, to znaczy na kanapie” byłą prawdziwą pomyłką Leonarda DiCaprio. Spodobała się ona reżyserowi tak bardzo, że postanowił umieścić ją w gotowym filmie. Podczas rysowania Rose przez Jacka, ręka należała do samego Camerona, jednak jest on leworęczny, więc nakręcono to filmując ustawione obok lustro. Użyty w tej scenie temat Jamesa Hornera pierwotnie był tylko autorską demonstracją skomponowanej melodii. Jednak owa gra na pianinie tak bardzo spodobała się Cameronowi, że postanowił ten utwór wykorzystać właśnie w tej scenie.

W scenie na mostku, podobnie jak w tej w porcie, część ujęć odwrócono lustrzanie w postprodukcji. Filmowano to w ten sposób, ponieważ po jednej ze stron widać było studio i zabudowań.

Podczas realizacji scen zalewania kotłowni problemem była woda, której nie można było w żaden sposób usunąć. Dlatego też ujęcia kręcono na bieżąco, a z każdym kolejnym dublem w kotłowni znajdowało się coraz więcej wody. Członkowie ekipy byli nawet zmuszeni przenosić kilku aktorów, aby nie zamoczyć ich kostiumów. Ocalały palacz z kotłowni przyznał, że wdzierająca się woda dosłownie zwaliła go z nóg. Wykorzystano ten fakt historyczny w filmie.

Pod pokładem umieszczono specjalnie zaprojektowane bojlery, których zadaniem było wypuszczać parę oraz imitować dym z kominów.

Scena w której Rose rozmawia o tonięciu z projektantem Thomasem Andrewsem, granym przez Victora Garbera, jest oczywiście fikcyjną, lecz wiadomo, że Andrews podzielił się informacją o tonięciu z kilkoma pasażerami (między innymi z Astorem), więc wykorzystano to by podzielił się nią z Rose. Co ciekawe, po zakończeniu castingu, odpowiedzialna za niego Mali Finn podesłała kasetę z udziałem Victora Garbera producentom. Po jej obejrzeniu nie mogli oni zrozumieć co ona widziała w tym aktorze, który według nich był całkowitym beztalenciem. Okazało się, że pomylono kasety, a prawdziwy Victor Garber o mało nie stracił roli.

Podczas realizacji scen w korytarzach trzeciej klasy, ekipę filmową nieraz ogarniało uczucie klaustrofobii. Zdarzyło się nawet, że czekano dwie godziny na ekipę cateringową, która zgubiła się i krążyła w kółko. Chociaż statek był ogromny, w trzeciej klasie było bardzo ciasno. Nawet podczas realizacji scen gdy przygasały światła, członkowie ekipy bali się niczym prawdziwi pasażerowie Titanica.

Scena z windą opuszczającą się do wody została nakręcona bez użycia efektów specjalnych. Po prostu opuszczono replikę zabytkowej windy do wody. Gdy już wiadomo było jak zachowa się woda, osuszono plan i zaczęto kręcić.

Pistolet Lovejoya jest modelem z 1911 roku. W rzeczywistości we wraku znajdywano ciała z bronią palną. Sceny te zostały nakręcone w pierwszym tygodniu zdjęć, gdyż cały plan był jeszcze budowany. Sfilmowano je w małym zbiorniku wodnym, gdzie wybudowano dekorację owego pomieszczenia i można było ją opuszczać. Zbiornik ten był niewiele większy od dekoracji. Woda za szybą była umieszczona w akwarium. Z kolei w ujęciu, w którym najpierw widać burtę statku, a następnie iluminator z Jackiem po drugiej stronie, posłużono się montażem w momencie gdy kamera schodzi pod taflę wody. Jack filmowany był przez akwarium z wodą. Natomiast siekiera, którą Rose przecina mu kajdanki, funkcjonowała na planie zarówno jako ostry oryginał, jak i bezpieczna gumowa atrapa.

Ostatnia sukienka, w której występuje Kate Winslet, została przez twórców nazwana „wodną” i rzekomo była największym wyzwaniem kostiumowym w filmie. Grająca w zimnej, mającej zaledwie 16 stopni wodzie Kate nie mogła pod nią nosić żadnego kombinezonu ochronnego, ponieważ Cameron chciał, aby wyglądało że pod spodem jest naga. Sukienka ta miała niezliczoną liczbę warstw z jedwabiu i szyfonu, była specjalnie farbowana i na dodatek na potrzeby filmu uszyto jej 24 kopie. Musiała również odpowiednio zachowywać się gdy była sucha, szczególnie na potrzeby sceny w kotłowni, gdy jej połacie falują w zwolnionym tempie.

Podczas realizacji scen w korytarzach, niemal każde ujęcie wymagało ponownego opuszczenia, wysuszenia i ustawienia planu. Magia montażu pozwoliła połączyć te ujęcia z tymi, gdzie Jack jest przykuty do rury (a zostały one nakręcone miesiące wcześniej).

W scenie buntu uwięzionych pasażerów większość ujęć powstała z użyciem kamery umieszczonej na steadicamie. Prawie wszystkie ujęcia w „Titanicu” filmowane z tego przyrządu były autorstwa Jamesa Camerona.

Scena dialogowa pomiędzy Andrewsem i drugim oficerem Lightollerem jest jedyną w całym filmie, gdzie parujące oddechy są prawdziwe. We wszystkich pozostałych ujęciach zostały dodane komputerowo.

Plan jadalni został specjalnie zaprojektowany, aby ukazać jej powolne zatapianie. Woda, którą był napełniany zbiornik, unosiła plan z pomocą hydrauliki do góry, aż dotknie on sufitu pomieszczenia, po czym plan był opuszczany i zatapiany w odpowiednim tempie.

Scena zalewania korytarza została nakręcona w specjalnie zaprojektowanym planie, by nagle wystrzelić ogromną ilość wody. W ujęciu tym, dla bezpieczeństwa zastąpiono młodego aktora gumową lalką, którą polski kaskader trzymał w rękach gdy fala zwalała go z nóg.

W scenie szukania Rose przez Jacka na pokładzie jest jedyne ujęcie w filmie, na którym widać prawdziwy plan statku aż po rufę, bez uciekania w efekty specjalne, ponieważ wycięta część z dziobem znajduje się już pod wodą.

Scena opuszczania szalupy z Rose została nakręcona, co dziwne, po dwóch różnych stronach statku, co przysporzyło nie lada kłopotów podczas montażu. Część sceny została zrealizowana przy użyciu szybkostrzelnej kamery, co dało efekt zwolnionego tempa. Co ciekawe, ogon racy za plecami Jacka pojawił się w kadrze przez przypadek, gdyż nie przewidziano toru jej lotu.

Ujęcia w których Leonardo DiCaprio szuka pęku kluczy pod wodą, nakręcono gdy cała ekipa poszła na posiłek. Na planie zostali tylko Leo i Cameron, którzy uporali się z zadaniem zaledwie przy kilku dublach. Z kolei w scenach z udziałem Rose, Kate Winslet była nieufna w zdolności ekipy do natychmiastowego powstrzymania przybywającej wody. W pobliżu czuwali nurkowie, a brama nie była zamknięta, więc aktorzy trzymali ją by się nie otworzyła. Grając, próbowali ją „otworzyć”.

Plan palarni w pierwszej klasie został zbudowany do scen sprzed kolizji (na przykład tych z Calem), więc nie był przechylony. Dlatego też, w późniejszych scenach przechylono kamerę, a aktorzy pochylili się do przodu. Dla dopełnienia efektu stworzono specjalne rekwizyty, w tym kieliszki wypełnione żelem, który gdy zaschnął odpowiednio przechylony wyglądał jak płyn. Następnie, przy pomocy sznurka ściągnięto je z kominka symulując zsuwanie się z pochyłej powierzchni.

Scena w której muzyka kapeli ukazuje piekło jakie rozgrywa się na pokładzie Titanica jest hołdem dla filmu „SOS Titanic”, gdzie ukazano to w bardzo podobny sposób. Kapelę zagrała autentyczna szwajcarska banda „I Salonisti”. Jedynie głównego skrzypka zagrał prawdziwy aktor.

Aby ukazać śmierć kapitana Smitha, plan został opuszczony pod wodę. W ujęciach gdy jest zalewany zastąpił go kaskader. Jako ciekawostkę należy dodać, iż ściemnienie pod koniec nie było zaplanowane. To woda zakryła wszystkie źródła światła.

Woda którą zalewani byli aktorzy miała zaledwie 6 stopni powyżej zera, więc należało jak najszybciej wyłowić ich z wody. W scenie zalewania wielkich schodów użyto specjalnych przyrządów, pozwalających na unoszenie się kamer na wodzie oraz zabezpieczono całą elektronikę przed wodą. Podczas niszczenia wspaniałej kopuły znajdującej się ponad tymi schodami, wszyscy członkowie ekipy zostali wyposażeni w butle i maski tlenowe, a nad bezpieczeństwem aktorów czuwał sztab płetwonurków. Część ratowników została ubrana w kostiumy, dzięki czemu wtopili się w tłum. Scena pękania kopuły była ostatnim materiałem nakręconym przed przerwą świąteczną.

W jednej ze scen skakało do wody naraz 40 kaskaderów. Problemem była jej głębokość. Musieli oni skakać w odpowiednie miejsca, ponieważ woda miała zaledwie 1 metr głębokości co skończyłoby się uszkodzeniami ciała. Tylko wąski fragment tuż przy statku był głęboki na 6 metrów. Aby kaskaderzy wiedzieli gdzie skakać, w wodzie pływały wykonane z gumy leżaki i manekiny. Po wykonaniu skoku, musieli oni natychmiast odpłynąć na bezpieczną odległość, by zrobić miejsce dla kolejnych skoczków. Za kaskaderkę przy „Titanicu” odpowiadał Simon Crane, który pracował między innymi nad filmami „Matrix Reaktywacja” i „Braveheart”.

Sekwencja w której rufa statku podnosi się ku górze, a resztki pasażerów zbierają się właśnie na niej, została nakręcona na oddzielnie zbudowanej rufie, specjalnie zaprojektowanej by można było ją przechylać o 90 stopni. W czasie kręcenia znajdowało się na niej około 150 statystów i niemal setka kaskaderów. Rejestrację poprzedzono wieloma próbami, by stworzyć złudzenie zagrożenia przy jednoczesnym zachowaniu środków bezpieczeństwa. Ludzie zostali wyposażeni w specjalne uprzęże oraz ochraniacze. Cześć dekoracji wykonano z gumy, aby uderzenia nie były aż tak bolesne. Tam gdzie elementy dekoracji nie mogły być zmiękczone, wykorzystano pełnowymiarowe manekiny z gumy i pianki, aby kaskaderzy wpadali właśnie na nie lub razem z nimi zjeżdżali po pokładzie. Większość zdjęć nakręcono przy przechyleniu rufy o 25 stopni, gdyż tylko wtedy kaskaderzy byli w stanie kontrolować gdzie spadają.

Aby pokazać zsuwających się z dużą szybkością ludzi na studwudziestometrowym pokładzie, zamontowano kaskaderom pewnego rodzaju sanki na małych kółkach umieszczonych w kamizelkach ratunkowych, gdyż nachylenie statku wynosiło zaledwie 6 stopni, a miało wyglądać na 45. Ułatwiały one spadanie pod takim przechyleniem oraz nabieranie prędkości. Jednakże niebezpieczeństwo zwiększało się, ponieważ kaskaderzy podczas zjeżdżania kręcili się wokół własnej osi.

Do ujęć ukazujących zsuwające się meble wybudowano oddzielny plan. W sąsiadującym ujęciu spadającej pani Trudy, kobieta została spuszczona na deskorolce.

By ukazać przełamywanie się statku, oprócz modeli w ujęciach z efektami specjalnymi wykorzystano również specjalnie wybudowane fragmenty dekoracji, na których sfilmowano kaskaderów i aktorów. W niektórych ujęciach uzupełniono to o wnętrze statku, które powstało poprzez sfilmowanie miniatury. W scenie poprzedzającej, człowieka porażanego prądem zagrał reżyser drugiej ekipy.

W drugiej części sekwencji na rufie statku, gdy Kate i Leo znajdują się po drugiej stronie relingu, zostali oni przywiązani do barierki, a kaskaderzy skakali na linach. Owe liny zostały podłączone do cylindrycznych maszyn zwanych „ósemkami zjazdowymi”. Dzięki nim, spadający kaskader stopniowo wytracał prędkość i mógł bezpiecznie wylądować na wybudowanej, drewnianej platformie. Dodajmy, że podczas kręcenia tej sceny Kate Winslet miała w kieszeniach płaszcza przybory do makijażu, który poprawiała zarówno sobie, jak i Leonardo DiCaprio, gdyż byli zbyt wysoko by wchodzili do nich charakteryzatorzy.

Sekwencja w szalupach oczekujących na ratunek została nakręcona w studio. Z kolei, za pokład Carpathii posłużył przedekorowany plan Titanica. Aby ukazać emocjonalny chłód sceny, na kamery założono specjalne filtry, by obraz zyskał zimną, niebieską kolorystykę.

Po zakończeniu zdjęć przyszedł czas na postprodukcję filmu. Filmy wyprodukowały dwie z największych amerykańskich wytwórni filmowych: Twentieth Century Fox oraz Paramount Pictures. Wersję międzynarodową otwiera logo Foxa, amerykańską natomiast Paramountu.

Właśnie podczas montażu zrodził się pomysł czołówki filmu. Cameron postanowił połączyć najradośniejszą scenę z filmu z najsmutniejszą muzyką skomponowaną przez Jamesa Hornera. W postprodukcji postarzył i od nowa wykadrował materiał oraz połączył z ujęciem morskich fal wykorzystanych w zakończeniu. Co ciekawe, ujęcie z czołówki machającej przy relingu kobiety różni się od tego ze sceny odpłynięcia statku. Zostało ono odwrócone horyzontalnie.

Ujecie zniszczonych drzwi było prawdziwym nakręconym we wraku, lecz przebitka z 1912 nie ma szyb w drzwiach, ponieważ dopiero po nakręceniu okazało się, że były tam szyby. Cameron nie chciał wracać i powtarzać ujęcia.

Podczas postprodukcji James Cameron musiał zdubbingować kwestię wysokiego stanowiskiem pracownika maszynowni „cała naprzód”, więc próbował upodobnić swój głos do głosu aktora.

Podczas postprodukcji ponad 100 dni spędzono na nagrywaniu ADR-ów (postsynchronów), czyli replik kwestii aktorów wypowiedzianych na planie, ponieważ w większości nagranego materiału wypowiedzi były zagłuszane na przykład przez maszynerię (jak w scenach rozgrywających się na Kiełdyszu).

Scena w której Jack uczy Rose jak pluć nie podobała się studio, dystrybutorowi i producentowi, ale podobała się Cameronowi. Została w ostatecznej wersji filmu tylko dlatego, że podczas próbnego seansu widownia przyjęła i zrozumiała scenę w momencie, gdy ślina zwisa Jackowi z brody. Należy dodać, że podczas pięciodniowej realizacji tej sceny, Leonardo DiCaprio miał niezły ubaw, ponieważ wybrał sobie miejsce na parkingu, na który pluli, w które za każdym razem trafiał. Sam motyw plucia miał już w filmie nie powracać. Dopiero Kate Winslet wpadła na pomysł, by opluć Cala – pierwotnie miała tylko wyrwać mu się z rąk.

Po zakończeniu produkcji okazało się, że na pokładzie Titanica w rzeczywistości znajdowała się osoba o nazwisku J. Dawson. Był nim dwudziestoczteroletni wówczas Joseph Dawson pochodzący z Dublina. Jego ciało spoczywa na cmentarzu w Nowej Szkocji.

Pierwotnie w filmie nie miało być żadnych piosenek, a jedynie muzyka skomponowana przez Jamesa Hornera. Ale do tematu głównego Will Jennings dopisał tekst i tak powstała piosenka „My Heart will go on”. Horner pojechał do Las Vegas na spotkanie z Celine Dion, z którą amatorskim sprzętem nagrał ową piosenkę. Kilka tygodni wahał się z ujawnieniem utworu Cameronowi. Dopiero gdy reżyser pokazał mu zakończenie filmu, Horner uznał, że nadeszła odpowiednia pora. Uprzedził go, że ma pewien pomysł, po czym włączył taśmę. Podczas odtwarzania Cameron spytał się czy to przypadkiem nie jest Celine Dion. Gdy piosenka dobiegła końca, po dłuższej chwili James Cameron stwierdził, że ta piosenka jest genialna.

Do dziś „Titanic” zarobił ponad 1,8 mld dolarów, co stawia go na czele najbardziej dochodowch filmów wszechczasów. Zdobył 11 Oscarów (film, reżyseria, zdjęcia, montaż, scenografia, kostiumy, muzyka, piosenka, efekty wizualne, dźwięk, efekty dźwiękowe), na 14 nominacji, czym wyrównał rekord „Ben-Hura” z 1959 roku. James Cameron za jednym zamachem zdobył aż trzy Oscary, jako współmontażysta, współproducent (w kategrii najlepszy film), a przede wszystkim upragnioną nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za reżyserię, o czym świadczą jego słowa, napisane dla filmowego Jacka Dawsona i wypowiedziane na końcu podziękowań: „Jestem królem świata”. Szkoda jedynie, że po zakończeniu produkcji wierna replika statku została całkowicie zniszczona.

 

-POWRÓT DO MENU-












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

TITANIC - Efekty specjalne

Następny tekst

TITANIC - GŁOSY Z GŁĘBIN 3D



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE