Gwiezdne Wojny – Edycja Specjalna | FILM.ORG.PL

Gwiezdne Wojny – Edycja Specjalna








Adam Sobieski
27.03.2012


KILKA SŁÓW TYTUŁEM WSTĘPU

Gdy George Lucas ujrzał wyniki prac Industrial Light & Magic nad efektami specjalnymi w „Parku Jurajskim” Stevena Spielberga, stwierdził, że nareszcie jego wyobraźni nie ograniczają żadne technologie i może wykreować taki świat, jaki tylko zamarzy, a dzięki technikom cyfrowym wypełnienie go stworzeniami będzie w końcu możliwe w bardzo realistyczny sposób. Zanim jednak Lucas zaczął kręcić „Mroczne Widmo”, postanowił przybliżyć nowym pokoleniom oryginalne części „Gwiezdnych wojen” w sposób zachwycający współczesnego widza. Okazją do tego było dwudziestolecie premiery pierwszego filmu z Sagi wypadające w 1997 roku, kiedy to wprowadzono na ekrany kin „Edycję specjalną” Trylogii.

Postanowiono zatem odświeżyć wszystkie trzy filmy uzupełniając je o nowoczesne efekty specjalne, nową ścieżkę dźwiękową w systemie przestrzennym Dolby Digital, a także dodać nowe sceny i ujęcia. Jednym słowem, chciano ulepszyć filmy by były bardziej nowoczesne i zapierające dech, a zarazem zatuszować ograniczenia techniczne sprzed dwudziestu lat. Dzięki owym poprawkom, filmy miały jednocześnie pasować rozmachem do zbliżającej się wielkimi krokami Nowej Trylogii, zapoczątkowanej dwa lata później przez „Mroczne Widmo”.



„Edycja specjalna” (1997)


„Mroczne Widmo” (1999)


RESTAURACJA


Wszystko zaczęło się w 1993 roku, kiedy to odbyło się spotkanie studia Twentieth Century Fox i Lucasfilm w celu omówienia zbliżającej się dwudziestej rocznicy premiery „Gwiezdnych wojen”. Denis Muren z Industrial Light & Magic przedstawił wtedy propozycję dokonania zmian w około dwóch tuzinach ujęć, które według niego były wyjątkowo nieudolnie wykonane. George Lucas był bardzo otwarty na propozycje Murena, tym bardziej, że od zawsze pragnął wzbogacić film o scenę rozmowy Hana Solo z Huttem Jabbą na lądowisku 94. Pojawiły się wtedy również pomysły na inne dodatki, takie jak pojedyncze ujęcia, które po nakręceniu można by umieścić pomiędzy istniejącymi, oraz by wiele ujęć z efektami specjalnymi, w tym 28 trwających po 24 klatki przejścia pomiędzy scenami i niemalże wszystkie ujęcia w kokpitach, nałożyć od nowa korzystając z technik cyfrowych. Po uzgodnieniu, jakich zmian należy dokonać, Lucas na producenta wznowionej wersji wybrał Ricka McCalluma, który pełnił tą funkcję również podczas prac nad Nową Trylogią. Sam Lucas został tradycyjnie producentem wykonawczym.

Kopie filmu, na których od 1977 roku „Gwiezdne wojny” były grane w kinach okazały się zbyt zużyte. W celu uzyskania jak najwyższej jakości, postanowiono wykorzystać pierwotny negatyw, zmontowany z oryginalnych taśm kamerowych z 1976 roku. Było to niezwykle ryzykowne zadanie, ponieważ taki negatyw istniał tylko w jednym egzemplarzu i należało zachować ekstremalne środki ostrożności, gdyż nawet najmniejszy błąd mógł spowodować nieodwracalne straty. W 1994 roku Lucasfilm dysponował już kopią o identycznej jakości co negatyw, wykonaną w celu zabezpieczenia filmu z jak najlepszym obrazem. Okazało się jednak, że nie nadawała się ona do puszczenia w kinach ze względu na ogromne zróżnicowanie jakości – 62 ujęcia były prawie nieczytelne, a 10 do 15% filmu straciło oryginalną kolorystykę (około 60% filmu nakręcono na taśmie mającej skłonność do utraty zabarwienia). Przyczyną takiego stanu rzeczy była oczywiście gigantyczna popularność filmu, przez co prawie non stop tworzono kolejne kopie, korzystając z owego negatywu przez niemalże dwie dekady! Spowodowało to pojawianie się mnóstwa brudu, rys, kurzu czy pyłu na taśmie filmowej, których ilość była nieporównywalnie większa, niż w przeciętnych filmach wyprodukowanych w tym samym okresie.

Proces restauracji rozpoczęto w 1995 roku dzięki połączonym siłom Foxa, Lucasfilmu, Pacific Title, Skywalker Sound, ILM i YCM Laboratories, które było odpowiedzialne za kolorystykę obrazu. Pierwszym etapem było chemiczne oczyszczenie negatywu przez Leona Briggsa z kurzu i pyłu, który zgromadził się na taśmie przez tyle lat. Nie użyto do tego wykonanej w 1994 roku kopii, gdyż z technicznego punktu widzenia wszelkie zabrudzenia były „na filmie”, a nie „na taśmie”.

Czyszczenie polegało na umyciu filmu w siarkowej kąpieli i ręcznym osuszeniu. „Gwiezdne wojny” były jednak zmontowane z aż czterech różnych rodzajów taśmy filmowej, co spowodowane było metodami kręcenia ujęć z efektami specjalnymi. Wobec tego każdy z typów taśmy musiał być czyszczony oddzielnie, w odpowiednich dla niego warunkach. Wymagało to chirurgicznie precyzyjnego rozdzielenia negatywu na części, przy czym dosłownie wstrzymywano oddech. Na szczęście Robert Hart, zajmujący się cięciem i ponownym sklejaniem negatywów „Edycji specjalnej” wszystkich filmów z Trylogii, wykonał swoje zadanie na medal. Po sklejeniu całego materiału okazało się, że większość brudu zniknęła, a jakość obrazu uległa znaczącej poprawie.

W 1995 roku oczyszczenie całego negatywu na komputerach byłoby zbyt kosztowne, więc postanowiono dogłębnie poprawić na nich jedynie te ujęcia, w których miano wprowadzić zmiany oraz pięć o wyjątkowo koszmarnym stanie. Pracę nad nowymi efektami specjalnymi powierzono między innymi zespołom Johna Knolla, Joe Letteriego i oczywiście Dennisa Murena. Wprowadzając zmiany, postanowiono zachować jak najwięcej oryginalnych elementów, jako hołd dla ówczesnych twórców efektów specjalnych. W niektórych przypadkach zaprojektowano zupełnie nowe stwory oraz wyprodukowano dodatkowe kukły czy kostiumy.

Na potrzeby „Edycji specjalnej” stworzono 23 modele 3D. Wśród postaci znalazły się: dewback, samiec i samica scurriera, ronto, C-3PO, Obi-Wan, Luke, Jabba, Jawa, R2-D2, szturmowiec oraz dwa nowe droidy. Wśród pojazdów: lądownik Imperium, ścigacz, ścigacz Luke’a, Sokół Millenium, myśliwiec TIE, X-skrzydłowiec i Y-skrzydłowiec. Stworzono ponadto model planety Yavin oraz trzy Gwiazdy Śmierci i jej wieżyczki. Należy dodać, że tworząc tekstury do modeli, korzystano z archiwalnych zdjęć fizycznych miniatur z archiwum.

Oprócz nowych efektów specjalnych, komputery wykorzystano również do naprawienia pozostałych wad obrazu TYLKO w tych ujęciach, które ulepszano. W ten sposób, klatka po klatce pozbywano się rys czy brudu, który znajdował się na obiektywie w chwili kręcenia filmu. Owych komputerowych ulepszeń dokonywano na materiale o rozdzielczości HD 1080p, w przeciwieństwie do scen bez zmian, które były w rozdzielczości 2K (standardowa rozdzielczość kinowa). Reasumując, filmy z „Edycji specjalnej” zostały zmontowane z materiału o rozdzielczości 2K, z wyjątkami w postaci ujęć z wprowadzonymi zmianami o nieco niższej – 1080p.

Firma YCM Labolatories miała za zadanie poprawić kolorystykę i kontrast filmu. Za przykład, w jak opłakanym stanie był negatyw, niech posłuży scena rozmowy Lorda Vadera na pokładzie Łamacza Blokady, gdzie cała czerń przybrała zielony, czy nawet niebieski odcień. Za porównawczy punkt wyjściowy firma obrała jedną ze zużytych kopii kinowych o oryginalnej kolorystyce podarowanej przez samego George’a Lucasa, który wręczając ją technikom powiedział: „Oto „Gwiezdne wojny” jake stworzyłem”. Drugą kopię podarował Gary Kurtz, z której pobrano materiał, jakim zastąpiono ten zniszczony w negatywie. Niestety, póki co nie wiadomo, o które sceny, bądź ujęcia chodzi.

Oprócz obrazu ulepszono także warstwę dźwiękową. „Gwiezdne wojny” pierwotnie zostały nagrane w stereo, więc postanowiono zmiksować dźwięk do współczesnego standardu dźwięku przestrzennego 5.1. Oczyszczono go przy tym z szumów i trzasków oraz stworzono od podstaw kanał o niskiej częstotliwości. Ben Burtt postanowił też połączyć wszystkie trzy wersje dźwiękowe filmu i stworzyć wersję ostateczną – zawierającą wszystkie dialogi (przez dwie dekady istniało kilka wersji filmu). Co ciekawe, dźwiękowiec rzekomo przez 20 lat trzymał kartkę papieru, na której Lucas po premierze wymienił rzeczy, które należało zmienić, dodać lub poprawić, jednak nie było wówczas na to czasu.

Wyzwaniem przy tworzeniu nowej ścieżki dźwiękowej okazało się umieszczenie nowych scen czy ujęć, gdyż wymagało to bardzo dokładnego podzielenia oryginalnej warstwy dźwiękowej i płynnego połączenia z nowym materiałem. Ponadto, nowe ujęcia CGI, którymi zastępowano oryginalne, również musiano uzupełniać nowymi dźwiękami, by warstwa wizualna zgadzała się z dźwiękową. Kolejnym utrudnieniem był fakt, że całość znajdowała się na jednym miksie – nie istniały oddzielne ścieżki dla muzyki, dialogów czy podobnych elementów, więc tworzenie nowego miksu było niezwykle trudne i mozolne. Restauracją dialogów zajmował się Gary Summers.

Warto też wspomnieć o małym śledztwie, jakie przeprowadził Ben Burtt podczas prac nad „Edycją specjalną”. Przez wiele lat uważano, że po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, w hangarze, Luke krzyczy do księżniczki „Carrie”, czyli tak, jak ma na imię aktorka. Od zawsze uważane było to za wpadkę, jednak twórcy sprawdzili wiele nagranych do tej sceny postsynchronów, co wykazało, iż Mark Hamill za każdym razem krzyczał coś w stylu „hej”.



EFEKTY SPECJALNE

W „Edycji specjalnej” scenę oględzin kapsuły ratunkowej otwierają dwa zupełnie nowe ujęcia, nakręcone specjalnie na potrzeby tej wersji filmu. W scenie pojawia się teraz więcej szturmowców oraz obiekty wygenerowane cyfrowo.

Zdecydowano poprawić oryginalne ujęcie zastępując gumowego stwora nowym, animowanym komputerowo. Na początku prac okazało się, że ogromny problem stanowi przejście pomiędzy dwiema scenami, gdyż wokół linii mamy poprzednią scenę o różnym stopniu przezroczystości. Postanowiono zatem odszukać w archiwach Lucasfilmu pierwotne ujęcie bez efektu przenikania. Poszukiwania zakończyły się fiaskiem, więc zdecydowano wykorzystać któryś z odrzuconych dubli nakręconych w 1976 roku. Jak na ironię, gdy już miano zabrać się za obróbkę, zupełnym przypadkiem, znaleziono film z oryginalnym dublem w archiwum ILM. Gdy już oczyszczono film z brudu, zabrano się za tworzenie nowych efektów specjalnych.

Najpierw usunięto oryginalną kukłę z ujęcia i dopasowano parametry komputerowej postaci i kamery do oryginalnych. Określono także (dla orientacji w przestrzeni) podstawowy kształt terenu, oraz (analizując wielkość pierwotnego jeźdźca-szturmowca), określono skalę dla nowych elementów. W tym miejscu zdecydowano określić charakter, styl poruszania i podobne cechy zwierzęcia, gdyż w oryginale wcale się nie poruszał. Wzorowano się przy tym na archiwalnych zdjęciach kukły, które służyły także do odtworzenia wyglądu dewbacka w pamięci komputerów.

Następnie ekipa przybyła na pustynię w Yumie w Arizonie (gdzie swego czasu kręcono też „Powrót Jedi”), by nakręcić nowe ujęcia do filmu, które miały być umieszczone przed oryginalnym. Ubrano statystów w kostiumy i nagrano z nimi kolejne ujęcia. Jednego ze szturmowców zagrał producent Rick McCallum. Drugiego zagrał pracownik 20th Century Fox – Ted Galiano. Filmując poniższe ujęcia, nie musiano „odgadywać” parametrów kamery tak, jak w przypadku pierwotnego ujęcia. Twórcy efektów specjalnych nakręcili je korzystając ze współczesnych metod, czyli umieszczenia w kadrze punktów odniesienia takich jak tyczki czy piłeczki. Co ciekawe, do nowych ujęć dodano nie tylko stwory i prom, ale i charakterystyczne flary, czyli odbicia słońca od przedmiotów, jakie obecne były w oryginalnym ujęciu. Musiano również nadać obrazowi charakterystyczną miękkość, jaką w „Gwiezdnych wojnach” uzyskano nakładając na obiektyw rozciągniętą pończochę. Oczywiście nałożono ten efekt także na inne nowe ujęcia rozgrywające się na Tatooine.

W 1977 roku mieliśmy ujęcie ze szturmowcem po lewej stronie ekranu i dewbackiem po prawej (pierwsze zdjęcie). Scenę w „Edycji specjalnej” otwiera nowe, z dwoma szturmowcami na pierwszym planie oraz dewbackiem za plecami i startującym promem w tle. W drugim nowym ujęciu jeden ze szturmowców odwraca się w stronę kamery. Po owych ujęciach powracamy do pierwotnego z wersji oryginalnej, jednakże tym razem stwór jest komputerowy, a także dodano drugiego (ostatnie zdjęcie).

Kolejną zmianą, która wymagała skromnej ekipy filmowej, jest nowe ujęcie piaskoczołgu jadącego w kierunku domostwa Larsów. Nakręcono je na potrzeby „Edycji specjalnej” filmując dokładnie ten sam model pojazdu co dwadzieścia lat wcześniej. Całość zrealizowano w miniaturowej dekoracji umieszczonej na dachu siedziby ILM w Kalifornii.

Pierwsze ujęcie domostwa Larsów zostało znacząco uzupełnione komputerowo. Dosztukowano znikający po lewej stronie ekranu bok piaskoczołgu oraz krajobraz po prawej, po czym dodano cyfrowy ruch kamery (najazd). Na ujęcie nałożono także kilka skraplaczy wilgoci w oddali, jednakże zapomniano ich dodać w następnym, bliźniaczym ujęciu, w którym Luke zmierza w stronę Jawów.

W „Edycji specjalnej” zastąpiono oryginalne ujęcie domostwa Obi-Wana Kenobiego nowym, zawierającym ruch kamery, nowy krajobraz itp.

Tworząc je, korzystano ze specjalnie wybudowanej miniatury, elementów techniki matte-painting oraz dobrodziejstw animacji komputerowej. Zarówno projekt jak i model stworzył Paul Huston.

Znaczącej zmianie uległo także ujęcie ścigacza lecącego w stronę Mos Eisley. W „Edycji specjalnej” zastąpiono oryginalny model pojazdu animacją komputerową, dodano więcej budynków i efekt trzęsienia kamery. Umieszczono także cyfrowe stworzenia zwane scurrierami. Stworzono przy tym osobniki obu płci, które powstały z przerobionego modelu raptorów z „Parku Jurajskiego”. Zmianie uległ również czas trwania ujęcia, które jest teraz dwukrotnie dłuższe niż w oryginale.

Kolejne zmiany zostały wprowadzone w 2004 roku do wersji DVD. Różni się ona tempem, przez co ścigacz pojawia się na ekranie później niż w „Edycji specjalnej”, a że następnie przyspiesza, to pod koniec ujęcia jest w tym samym miejscu co w wersji z 1997 roku. Na DVD zredukowano także ilość stworów dodanych w „Edycji specjalnej” i dodano maszt na jednym z budynków, który był w wersji oryginalnej, lecz został usunięty w 1997 roku. Zwariować można.



1977


1997


2004

W „Edycji specjalnej” wstawiono po wyżej opisanym ujęciu dwa nowe, które ukazują wielkość miasta i dodają filmowi rozmachu. Dodam, że sekwencja przybycia do Mos Eisley była kluczową przyczyną wprowadzania zmian w „Gwiezdnych wojnach” i pewnego rodzaju testem, czy twórcy podołają stworzyć nowe światy do Trylogii prequeli.


Sporych zmian dokonano także w ujęciu ścigacza jadącego w stronę kantyny. Wyodrębniono oryginalne elementy obrazu na pierwszym planie (postaci/pojazdy) oraz dodano wiele nowych (w tym animacji CGI stworów i pojazdów). Przesunięto ponadto obraz w pionie i dodano nowe, bądź poszerzono istniejące budynki. Wysoki stwór w centrum kadru został zaprojektowany specjalnie do „Edycji specjalnej”. Jego trójwymiarowy model powstał z przerobionego brontozaura z „Parku Jurajskiego”. Jego nazwa również pochodzi od owego dinozaura – twórcy efektów mówili o nim zdrobniale „Bronto”, co Lucas skrócił do „Ronto”. Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że ścigacz w owym ujęciu pierwotnie miał być pilotowany przez samego Bobę Fetta.

Ujęcie to jest teraz prawie trzykrotnie dłuższe niż w oryginale. Wyodrębnione elementy przesunięto w czasie, a nawet zmieniono niektórych wielkość (np. człowiek na pierwszym planie wydaje się teraz być bliżej kamery). Po dokonaniu owych zmian widać, iż nasi bohaterowie jadą przez „zwykłą” ulicę miasta, podczas gdy w oryginale wyraźnie było widać znajdującą się w centrum kadru kantynę. Jedynie oglądanie filmu klatka po klatce ujawni obecność w kadrze budynku o identycznym wejściu jak kantyna…

W sekwencji tej umieszczono także dwa nowe ujęcia ukazujące panoramę Mos Eisley i przelatującego między budynkami ścigacza.

Projekt tej lokacji zaprojektował Paul Huston na podstawie storyboardu scenografa TyRubena Ellingsona. Do stworzenia owego ujęcia zbudowano miniatury budynków, wykorzystano elementy współczesnej wersji techniki matte-painting, animację komputerową oraz statystów sfilmowanych zarówno na niebieskim tle jak i piaskowym podłożu.

W poniższych zbliżeniach zastąpiono obcych innymi – w pierwszym przypadku całe ujęcie jest nowe. Kukły nowych stworów wyrzeźbił Howie Weed, lecz co ciekawe, wykonał on tylko jednego manekina do obu ujęć. Stało się tak, ponieważ John Knoll zauważył pewnego razu, iż tył głowy jednego z nich wygląda jak twarz zupełnie innego stwora. Wyrzeźbiono więc w połówce głowy inną twarz oraz zmieniono kostium – dwóch kosmitów w jednym. Jest bardzo prawdopodobne, że nowych kosmitów filmowano równocześnie z dokrętkami do sceny w Pałacu Jabby z „Powrotu Jedi”.

Tworząc „Edycję specjalną”, George Lucas postanowił wreszcie umieścić w „Nowej nadziei” scenę z Jabbą, która została sfilmowana 12 kwietnia 1976 roku (w rolę Jabby wcielił się wówczas Declan Mulholland). Dwadzieścia lat później wykreowano komputerowo animowanego stwora, by gangster pojawił się na ekranie w całej swej okazałości tak, jak to było opisane w scenariuszu. Co ciekawe, już w latach 80. rozważano wstawienie Jabby do filmu. Miało to miejsce w 1981 roku, kiedy „Gwiezdne wojny” miały powrócić do kin z dodanym podtytułem, a ostatnia część Sagi – „Powrót Jedi” był w fazie przedprodukcyjnej. Świadczy o tym poniższy projekt, na którym ukazano jak zastąpić aktora sfilmowaną oddzielnie marionetką.

To, że koncept powstał podczas prac nad „Powrotem Jedi” potwierdza widoczny obok Jabby stworek obecny w niemalże każdej ze scen z Huttem w części VI.

George Lucas wielokrotnie twierdził, iż scena ta nie znalazła się w filmie gdyż brakowało czasu i/lub pieniędzy na zastąpienie aktora animowaną poklatkowo kukłą. Inne źródło twierdzi z kolei, że ILM nie dostało na czas zamówionej lalki przedstawiającej gangstera (albo dokładniej, że Phil Tippet zajmujący się animacją stop motion nie wykonał jej na czas). Możliwe jednak, iż stanowisko Lucasfilmu w tej sprawie jest fałszywe, co mogą potwierdzić niżej wymienione fakty.

Po pierwsze: scenę nakręcono na zwykłej taśmie 35mm, podczas gdy wszystkie ujęcia z efektami specjalnymi kręcono na VistaVision.

Po drugie: podczas kręcenia na planie nie znajdowała się ANI JEDNA osoba odpowiedzialna za koordynację efektów specjalnych.

Po trzecie: nie nakręcono czystego tła bez aktorów, które ułatwiłoby wstawienie postaci do ujęcia.

Po czwarte: jeśli zamierzano zastąpić aktora marionetką, to po co ubrano go w kostium?

Na dodatek, postaci okrążają się nawzajem, a części ich ciał zachodzą za siebie. Jednym słowem, ujęcie te nie było w ogóle przystosowane do efektów specjalnych i daleko wykraczało poza ówczesne możliwości twórców! Nawet 20 lat później, mimo ogromnego przeskoku technologicznego twórcy efektów specjalnych mieli nie lada problem by stworzyć ową scenę – męczyli się nad nią przez prawie rok czasu. Dodatkowo producent Gary Kurtz niegdyś otwarcie przyznał, że Lucas wcale nie miał zamiaru wstawiać tej sceny w postprodukcji!

Scenę zarejestrowano w trzech dublach, podczas realizacji których pojawiały się ogromne problemy techniczne z oświetleniem, ostrością i taśmą filmową. Na domiar złego, w okolicy trzeciego dubla urwał się stalowy kosz, który spadając o mało co nie zabił Tommy’ego Weldina, jednego ze statystów. Już na planie postanowiono więc nie umieszczać jej w filmie, wskutek czego przemycono część informacji o nagrodzie za Hana do sceny konfrontacji pirata z Greedo (w scenie na lądowisku widoczny jest Rodianin identycznie ubrany jak omawiany kosmita – czyli jest to Greedo).

Cyfrowy Jabba musiał zasłaniać oryginalnego aktora, aby ten spod niego nie wystawał. Musiał także wykonywać identyczne ruchy odwzorowując styl i tempo, konieczne do wejścia w niezbędną interakcję z Harrisonem Fordem. Pracę zaczęto od stworzenia trójwymiarowego modelu Hutta, w którym umieszczono wirtualne mięśnie oraz nałożono kolor skóry i jej fakturę, aby postać wyglądała tak, jak w „Powrocie Jedi”.

Gdy skończono tworzenie owego modelu, ustalono odpowiedni kierunek, kolor i natężenie światła oraz zaczęto mozolnie dopasowywać ruch i parametry wirtualnej kamery do tej, która filmowała oryginalnego aktora rozmawiającego z Fordem w 1976 roku. Korzystano przy tym z uproszczonego modelu Hana Salo, który służył jedynie do określenia relacji między postaciami.

W tym miejscu postanowiono, w jaki sposób Jabba będzie się poruszał. Jako że „Powrocie Jedi” był on cały czas usytuowany na pewnego rodzaju łożu, stwierdzono, że w „Nowej nadziei” był nieco młodszy i szczuplejszy, dzięki czemu mógł się jeszcze poruszać o własnych siłach. Co ciekawe, rozważano nawet by gangster poruszał się na pewnego rodzaju „latającym krześle”.

Po zaprogramowaniu animacji niniejszego ruchu, problemem okazał się fragment, w którym Han Solo okrąża gangstera. Spowodowało to, że prace utknęły w martwym punkcie, gdyż postać Jabby posiadała ogon, a przecież Harrison Ford przechodził za aktorem po całkiem płaskim podłożu. George Lucas wpadł wtedy na pomysł, by Han na niego nadepnął. Przesunięto więc obraz Harrisona Forda używając grafiki komputerowej i dodano animację Jabby reagującego na ból.

Co ciekawe, okazało się, że w skutek wstawienia komputerowego Jabby zmienił się trochę wydźwięk humoru w tej scenie. Widząc komputerowego Jabbę, w słowach Hana („jesteś wspaniałą istotą ludzką”) jako ironię traktowano odniesienie do jego rasy, podczas gdy w rzeczywistości odnosiła się do słowa„wspaniałą”. Chodziło zarówno o urodę i grubą sylwetkę aktora oraz że jeszcze przed chwilą gangster-człowiek chciał zabić przemytnika.

Ostatnim dodanym elementem była postać Boby Fetta. Nie pojawił się on ani w scenariuszu „Gwiezdnych wojen”, ani na planie przed dwudziestu laty, jednakże postanowiono połączyć pozostałe części Sagi z „Nową nadzieją”, wiec sfilmowano mężczyznę w kostiumie na niebieskim ekranie i dodano go do niniejszej sceny w dwóch ujęciach. Owym statystą był Mark Austin – animator cyfrowych stworzeń z ILM. Dostał rolę dlatego, że podczas przymiarek strój Fetta idealnie na nim leżał. Kilka miesięcy później, w listopadzie 1994 roku, sfilmowano Austina w pełnym kostiumie i włączono go do niniejszej sceny. Jako ciekawostkę dodam, że ubierała go ta sama garderobiana, która stroiła oryginalnego łowcę nagród – Jeremy’ego Bullocha. Pod koniec prac nad sceną dodano muzykę z „Powrotu Jedi” i wymazano głos Mulhollanda, po czym umieszczono głos Larry’ego Warda, który udzielił głosu Jabbie również w „Powrocie”. Musiano także dodać dźwięk przemieszczającego się grubasa. W tym celu Ben Burtt nagrał i zmiksował odgłos miętolonych w koszu na śmieci mokrych ręczników.

Dzięki scenie z Jabbą na lądowisku 94 połączono czwartą część „Gwiezdnych wojen” z wątkami z piątej i szóstej. Tworząc wersję DVD w 2004 roku wprowadzono kolejne zmiany, tworząc animację kosmity w całości od nowa. Wykorzystano przy tym komputerowy model Jabby z „Mrocznego widma”, który był bardziej realistyczny niż ten z 1997 roku. Także moment, w którym Han Solo przechodzi po ogonie Hutta uległ znacznej poprawie. Pierwsza kolumna ukazuje zdjęcia z wersji oryginalnej, środkowa z „Edycji specjalnej”, a ostatnia z wersji DVD.



1977


1997


2004

Tworząc „Edycję specjalną”, we wszystkich ujęciach w scenie gdy Luke ćwiczy władanie mieczem, nałożono wszystkie elementy od nowa. Niestety, nadal wyraźnie widać, iż na klindze miecza Luke’a pojawiają się braki czy dziury. Dzięki cyfrowej obróbce usunięto także czarne obwódki wokół latającego trenera.

Lwią część ujęć myśliwców podczas bitwy o Yavin zastąpiono nową wersją, powstałą jaka grafika komputerowa. Co ciekawe, każdy z pilotów w cyfrowych myśliwcach ma twarz Johna Knolla – twórcy efektów specjalnych. Knoll po prostu wykorzystał skan swojej głowy sprzed kilku lat, na podstawie którego stworzono model pilota.



PODSUMOWANIE

Restauracja Trylogii kosztowała prawie 20 milionów dolarów. Sam George Lucas tylko na „Nową nadzieję” wydał dziesięć, co jest sumą zbliżoną do budżetu, jakim dysponował w 1977 roku kręcąc omawiany film (na pozostałe dwie części wydał zaledwie po 2,5 miliona). Sama restauracja dźwięku kosztowała z kolei około trzech milionów.

31 stycznia 1997 roku „Nowa nadzieja. Edycja specjalna” zawitała do ponad dwóch tysięcy kin i zyskała status największego styczniowego otwarcia w historii, zarabiając w pierwszy weekend 35,9 miliona dolarów, co sprawiło, że ten dwudziestoletni film został jednym z najbardziej dochodowych obrazów 1997 roku (z wynikiem 138,3 miliona dolarów). Dodajmy, że pozostałe dwie części miały swoje premiery odpowiednio w lutym i w marcu.



WERSJA DVD

W 2003 roku na rynek DVD trafiły odrestaurowane wersje innych filmów Lucasa – „THX 1138” oraz trylogii przygód Indiany Jonesa. Zachwycony świetnymi wynikami sprzedaży, reżyser postanowił opublikować na DVD także oryginalne części „Gwiezdnych wojen”, które wcześniej chciał wydać dopiero po premierze „Zemsty Sithów” w 2005 roku. Kolejny raz powrócono do filmów oczyszczając je z wszelkich skaz jeszcze głębiej niż w 1997 roku oraz umieszczając zmiksowaną do systemu Dolby Digital Surround EX 5.1 ścieżkę dźwiękową z certyfikatem jakości THX.

Techniki cyfrowe umożliwiły twórcom zupełnie nową jakość restauracji. Lowry Digital Images, pod wodzą Johna Lowry’ego, była wiodącą firmą w branży. Korzystała ona z oprogramowania komputerowego, które obliczając skomplikowane algorytmy oczyszczało obraz z drobin kurzu, pyłu czy rys. Na początku 2004 roku Lucas zatrudnił ową firmę do restauracji oryginalnej trylogii „Gwiezdnych Wojen”, gdyż zrobiła to samo rok wcześniej ze wspomnianymi wyżej filmami Lucasa.

Prace nad cyfrową restauracją „Nowej Nadziei”, „Imperium kontratakuje” i „Powrotu Jedi” trwały razem trzy miesiące. Proces ten opracowywano automatycznie korzystając z ponad 600 komputerów G5 firmy Macintosh o podwójnych procesorach mających razem ponad 2400 gigabajtów pamięci RAM i ponad 478 terabajtów na twardych dyskach. „Nowa nadzieja” musiała być jednak obrabiana na nieco zmodyfikowanym oprogramowaniu. Było to spowodowane występowaniem ogromnej różnicy w wielkości rys czy brudów w poszczególnych miejscach, co utrudniało ich automatyczne korygowanie. Problemem okazały się również wszystkie sceny filmowane na pustyni. Okazało się, że drobiny pyłu dostały się na taśmę filmową oraz do wnętrza obudowy kamer (np. gdy zmieniano taśmę), przez co wyjątkowo mocno zakorzeniły się w obrazie. Komputery zaczęły wariować, gdyż drobiny często pojawiały się na kolejnych klatkach, w dokładnie tych samych miejscach, przez co program miał problemy z odróżnieniem czy jest to brud, czy też element ujęcia. Postanowiono zatem zwyczajnie powtórzyć proces dla owych ujęć jeszcze kilka razy. Kolejne wyzwanie stanowiły ujęcia rozgrywające się w przestrzeni kosmicznej. Program często usuwał poszczególne gwiazdy, uważając je za niepotrzebne drobiny kurzu. Kłopot rozwiązano zatrudniając ILM, które po prostu uzupełniło ujęcia o brakujące gwiazdy. Po restauracji Trylogii obraz okazał się „czyściejszy niż powinien” – było to spowodowane tym, iż program za drobiny uznał również ziarno występujące na taśmie filmowej. Tworząc wersję DVD, dokonano kolejnych zmian w filmie, takich jak naprawa błędów czy nieścisłości (w „Nowej nadziei” między innymi poprawiono głos Vadera, by brzmiał tak, jak w dwóch kolejnych filmach).

Oryginalna Trylogia „Gwiezdnych wojen” trafiła na sklepowe półki 21 września 2004 roku i w samej Ameryce Północnej sprzedała się w ponad sześciu milionach egzemplarzy. Jakość dźwięku i obrazu owego wydania niekiedy znacznie przewyższała tą ze współczesnych produkcji, o czym świadczy nadany wydaniu certyfikat jakości THX. Z tej wersji filmów nie wykonano ani jednej kopii kinowej. Podczas tworzenia negatywu do wydania DVD postanowiono stworzyć nowy negatyw wzorcowy (w zaledwie 1080p) ze zmianami wprowadzonymi na DVD.



CO DALEJ?

To jednak nie koniec zmian… w 2007 roku ponoć ponownie powrócono do filmów i rzekomo dokonano sporych zmian dźwiękowych (o innych póki co nie wiadomo). Jedną z nich miał być dźwięk imitowany przez Kenobiego, by odstraszyć Ludzi Pustyni. Owa, „jeszcze nowsza”, edycja filmów powstaje ponoć z myślą o wydaniu Blu-Ray (zapowiadane na jesień 2011), czy też trójwymiarową (fragmenty filmów już dawno temu poddano konwersji do 3D – rzekomo widział je chociażby aktor Brendan Fraser). Już podczas Comic-Conu w 2006 roku zaprezentowano 10 minut przekonwertowanego materiału, jednak stwierdzono, iż jest to póki co całkowicie nieopłacalne, gdyż zaledwie garstka kin w USA posiadała wówczas sprzęt umożliwiający seanse 3D. Temat konwersji wszystkich sześciu filmów z Sagi powrócił na początku roku 2010, kiedy to gargantuiczny sukces odniósł przełomowy „Avatar” w reżyserii Jamesa Camerona. Lucas wówczas stwierdził, że wreszcie (kolejna) technologia ewoluowała do tego stopnia, by świat mógł na nowo ujrzeć „Gwiezdne wojny”. Premiera pierwszej części Sagi, „Mrocznego widma” w 3D zapowiadana jest na 10 lutego 2012 roku. Pieczę nad konwersją sprawuje John Knoll, który przyznał, iż możliwe, że aby nadać głębi ujęciom z efektami specjalnymi, ILM sięgnie przy tym do archiwalnych warstw ujęć z FX. Knoll zapewnił jednak, że nie zostaną przy tym dokonane żadne zmiany w filmach. Co ciekawe, obecnie trwa pewnego rodzaju wyścig między Lucasem i Cameronem, gdyż w tym samym roku do kin trafi również „Titanic” w wersji 3D. Oba filmy konwertowane są bardzo dokładnie, co zabiera sporo czasu. Dotychczasowe konwersje innych filmów wykonywane były bardzo pochopnie i w zabójczym tempie, dlatego też efekty nie były zadowalające.

Kolejną okazją do ukazania nowych zmian mogą/miały być także transmisje filmów w telewizjach wysokich rozdzielczości, jednakże dotychczas ukazane wersje HD nie posiadają żadnych wprowadzonych zmian. Co ciekawe, światło dzienne ujrzały już dwie zmiany nieobecne w dotychczasowych wersjach filmów. Mowa tu o rzekomej próbie zastąpienia marionetki Mistrza Yody w części pierwszej i piątej animacją komputerową. Oficjalnie były to jednak tylko próby animacji podczas tworzenia cyfrowego Yody do „Ataku klonów” i „Zemsty Sithów”. Zwariować można…



STAR WARS: REVISITED

Na koniec warto wspomnieć o fanowskiej przeróbce „Nowej nadziei” zatytułowanej „Star Wars: Revisited”. Niejaki Adywan (Adrian Sayce) na własną rękę przez prawie rok dokonywał kolejnych przeróbek czy ulepszeń w ukochanym filmie. Na pierwszy ogień poszła naprawa błędów, takich jak poprawienie kolorów mieczy świetlnych, dodanie mimiki postaciom w kantynie, czy usunięcie (nareszcie!) kwadratowych obwódek wokół statków. Dodano także kilka nowych ujęć, przemontowano scenę w domostwie Kenobiego oraz umieszczono wiele nowych myśliwców podczas bitwy o Yavin (teraz widzimy także zmagania innych maszyn w tle!). Mimo, że jest to nieoficjalna wersja z wieloma bardzo błędnymi decyzjami (np. usunięcie sceny z Jabbą), to budzi ogromny podziw ze względu na widoczną gołym okiem mozolną pracę i genialne „ożywienie” „Nowej nadziei”. „Star Wars: Revisited” ujrzała światło dzienne w marcu 2008 roku. Skoro jeden człowiek dokonał tylu zmian, może i Lucasfilm opamięta się wreszcie i dokona naprawdę koniecznych zmian? Oto kilka przykładów zmian z wersji Adywana:

LUCASFILM-01
LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01

LUCASFILM-01












Poprzedni tekst

Gwiezdne Wojny - Efekty Specjalne

Następny tekst

Star Wars - Ewolucja scenariusza



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE