MISSION TO MARS

MUZYKA: Ennio Morricone
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Hollywood Records
CZAS TRWANIA: 62:11 min.


01. A HEART BEATS IN SPACE
02. A MARTIAN
03. A WORLD WHICH SEARCHES
04. AND AFTERWARDS
05. A WIFE LOST
06. TOWARDS THE UNKNOWN
07. ECSTASY OF MARS
08. SACRIFICE OF A HERO
09. WHERE
10. AN UNEXPECTED SURPRISE
11. ALL THE FRIENDS



Ennio Morricone przede wszystkim zawsze mi się kojarzył (i kojarzyć będzie) z niesamowitymi partyturami do filmów "Orca" (przepiękna muzyka!), "The Thing", "The Mission" i rzecz jasna z muzyką do starych, klasycznych spaghetti westermów (kultowe motywy). Co skłoniło tego sławnego kompozytora do napisania muzyki do tak słabego filmu, jakim niewątpliwie jest "Misja Na Marsa"? Nie wiem.... A jaka jest muzyka? Powiem szczerze - do najlepszych nie należy. Ogólnie jest średnia, momentami tylko niezła i dość ciekawa, ale po tym kompozytorze spodziewałem się znacznie lepszej partytury. Ciekawe jest na przykład niepokojące, tajemnicze mruczenie w tle - najlepiej słychać to w utworze "And Afterwards" (druga połowa), lub całkiem niezłe, basowe uderzenia przeplatane jakby muzyką pogrzebową ("Towards The Unknown"). Nieźle też zaczyna się i kończy pierwszy kawałek ("A Heart Beats In Space") - jak mówi tytuł, chodzi o bicie serca. Poza tym na płycie można znaleźć dobrze znane i charakterystyczne dla włoskiego kompozytora brzmienia - np. wspomniane już wyżej jakby żałobne, pogrzebowe organy, basowe uderzenia czy spokojną grę na skrzypcach. Czasami gdzieś w tle wpleciona jest gitara i dobrze brzmiące żołnierskie bębenki ("Sacrifice Of A Hero") oraz chórki. I tyle. Ogólnie muzyka jest dość nużąca i monotonna. Nie znalazłem na niej jakiegoś dobrego kawałka, który naprawdę by mi się spodobał i pozostał w pamięci. Wszystko - popularnie mówiąc - jednym uchem wlatuje, a drugim wylatuje... Kilka dobrych fragmentów na całej ścieżce to niestety zbyt mało. Muzyka może i ma klimat filmu - klimat Marsa i tajemniczości z nim związanej, ale brakuje jej jednej ważnej rzeczy - tego czegoś, co wciąga i zachęca do słuchania. Z początku myślałem, że chociaż muzyka uratuje ten film, ale chyba się myliłem... Chociaż muszę przyznać, że w filmie brzmiała ona trochę lepiej, więc i tak bardzo "leciutko" podnosi jego mizerną ocenę. Ale poza nim? Szkoda... Płytę przesłuchałem dwa razy i odstawiłem na półkę. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś do niej powrócę... Dałem jej dwie gwiazdki, ale chyba i tak są one trochę naciągnięte... Jest dużo lepszych ścieżek pana Morricone i lepiej sięgnąć właśnie po nie.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI