Erich Wolfgang Korngold W roku 1937 "New York Times" określił komponowanie muzyki filmowej jako "najbardziej niewdzięczne zajęcie w Hollywood". Znalazło to odzew u hollywoodzkiego kompozytora, Ericha Wolfganga Korngolda, który zauważył: "Nieśmiertelność kompozytora filmowego trwa od studia nagrań do pokoju dubbingów".

"Muzyka jest muzyką - zrobiona na scenę, podium czy do kina. Forma może się zmieniać, sposób pisania może się różnić, ale kompozytor nie może czynić jakichkolwiek ustępstw w wyobraźni jego własnej muzycznej ideologii..."


Muzyka towarzyszyła pokazom filmowym niemal od pierwszych dni kina. Już pierwszy płatny seans filmowy w Wielkiej Brytani, zorganizowany przez Feliciena Treweya w lutym 1896 roku na Regent Street w Londynie, odbywał się przy akompaniamencie fortepianu, który to występ ówczesny reporter podsumował później jako "żenująco ubogi". W niedługim czasie właściciele kin zaczęli doceniać rolę odpowiedniej muzyki, choć nie jest całkiem pewne, czy kwartetowi saksofonowemu, zaangażowanemu do Cinematographu braci Lumiere na Boulevard St. Denis, udało się zilustrować każdy punkt programu stosowną kompozycją. W Ameryce, według Alberta E. Smitha z Vitagraphu, pierwszym filmem wyświetlanym z akompaniamentem muzycznym była kronika ukazująca pogrzeb ofiar z zatopionego okrętu marynarki wojennej USA "Maine", pokazana w marcu 1898 roku w dawnym gmachu opery na Lexington Avenue w Nowym Jorku. W czasie pokazu orkiestra wykonywała muzykę pogrzebową. Podobnie było rok później. Jak wspomina Henry Hopwood w swojej książce "Living Picture" (1899), podczas pokazu filmowej relacji z zatonięcia "Albionu", wyświetlanej w niespełna 30 godzin po katastrofie, orkiestra grała pieśń "Ukołysani przez morskie głębiny".

POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"