Philip Glass
Pośród wielu koncertów światowych gwiazd, które odwiedzą wkrótce Polskę jest kilka takich, które odbędą się także w Poznaniu - moim mieście. Wśród nich znajdzie się także przedsięwzięcie naprawdę niezwykłe. 1, 2 i 3 lipca na dachu Starego Browaru - wielkiego centrum biznesu i sztuki - odbędą się trzy koncerty muzyki filmowej połączone z jednoczesną projekcją filmów. Do tej pory kilkakrotnie mieliśmy okazję w naszym mieście uczestniczyć w koncertach takich twórców muzyki filmowej jak Wojciech Kilar, Jan A.P. Kaczmarek czy Alberto Iglesias. Ten ostatni zresztą, odbywał się w zeszłym roku także na dachu Starego Browaru i miałem prawdziwą przyjemność na nim być i poznać sławnego hiszpańskiego kompozytora oraz dyrygującego orkiestrą Krzesimira Dębskiego. Jednak były to tradycyjne koncerty gdzie można było jedynie wysłuchać znanych kompozycji filmowych. Wydarzenie zaplanowane na początek lipca jest pod tym względem o wiele bogatsze, ponieważ muzyce wykonywanej na żywo będzie towarzyszyć projekcja filmów, do których ta muzyka powstała. Do tej pory tylko kilkukrotnie takie przedsięwzięcia były organizowane w naszym kraju a ostatnio w lipcu ubiegłego roku w Cieszynie w ramach festiwalu Era Nowe Horyzonty. Był to koncert muzyki skomponowanej przez Abla Korzeniowskiego do kultowego filmu sci-fi: "Metropolis" Fritza Langa z 1927 roku, połączony z projekcją właśnie tego filmu. Jednak koncerty mające się odbyć w Poznaniu będą szczególne także z innego powodu. Otóż prowadził je będzie jeden z najbardziej uznanych kompozytorów muzyki filmowej na świecie - Philip Glass. Jest to twórca, który szerszej widowni może być znany z takich produkcji filmowych jak: "Godziny", "Kundun", "Truman Show" czy "Secret Window" z Johnnym Deppem z roli głównej. Jednocześnie jest to także kompozytor tworzący liczne, bardzo charakterystyczne dzieła klasyczne i koncertujący z nimi po całym świecie. Z dzieł filmowych Philipa Glassa koncertowych wykonań doczekały się "La Belle Et Bete", "Dracula" i "Qatsi Trilogy". W Poznaniu kompozytor wraz ze swoim zespołem The Philip Glass Ensamble oraz znaną wiolonczelistką Mayą Beiser przedstawi właśnie "Trylogię Życia".

The Philip Glass Ensemble - podczas koncertu
W związku z tym warto napisać kilka słów na temat samych filmów, które będzie można obejrzeć podczas koncertów - a jest, o czym pisać. Godfrey Reggio - reżyser filmów - jest posądzany o to, że stworzył nowy gatunek filmów. Uprawia go tylko... Godfrey Reggio i liczy sobie trzy filmy pełnometrażowe i dwie krótkometrażówki. Są to filmy bez dialogów, bez scenariuszy, bez fabuł i bez bohaterów - chyba, że za tych ostatnich uznać Planetę Ziemia, Naturę i Ludzkość. Poza niezwykłą formą filmy Reggia łączą egzotyczne tytuły zaczerpnięte z języka Indian Hopi: "Koyaanisqatsi", "Powaqqatsi" i "Naqoyqatsi". Obrazy z trylogii "Qatsi" (tym terminem Hopi określają "życie") nazywane były dokumentami, filmowymi poematami, ekologicznymi dramatami i oraz tuzinem innych, lepiej lub gorzej oddających ich charakter nazw. Sam reżyser nie nazywa ich wcale. Przez swoich zwolenników bywa tytułowany "filmowym uzdrowicielem". Osobiście woli się przedstawiać jako "kulturowy kamikaze".

Godfrey Reggio
Niezwykła biografia Reggia po części wyjaśnia wyjątkowość serii jego filmów. Urodził się w Nowym Orleanie gdzie spędził przepełnioną głęboką wiarą młodość. Kiedy miał zaledwie czternaście lat postanowił wstąpić do klasztoru o bardzo surowej regule. Tym samym całe swoje nastoletnie życie spędził jako mnich, w niemal całkowitym milczeniu, poszcząc i medytując. Był to przełom lat 50 i 60 gdy światem rządził rock'n'roll. Reggio całkowicie odizolował się od pokus tamtego świata kształtując swoją osobowość w murach średniowiecznego klasztoru. Po czternastu latach ascezy jednak zrezygnował z bycia zakonnikiem i w wieku dwudziestu ośmiu lat powrócił z mroków wieków średnich do rzeczywistości. Został pracownikiem społecznym i pracował z trudną młodzieżą. W latach 60 zainteresował się ruchem hipisowskim i przeniósł się do Nowego Meksyku. Tam także pomagał trudnej młodzieży w powrocie na łono społeczeństwa. Jego wychowankami byli głównie członkowie młodzieżowych gangów, których edukował w meksykańskich slumsach. W końcu zainteresował się mediami. Dzięki nim rozpętał między innymi kampanię przeciw reklamie podprogowej i kontroli ludzkich zachowań poprzez telewizję.

Godfrey Reggio & Philip Glass
W połowie lat 70. w głowie Reggia zaczął się krystalizować pomysł na film. Były mnich nie miał doświadczenia w przemyśle filmowym, ale nie było mu ono potrzebne, ponieważ zamierzał pójść zupełnie inną drogą niż klasyczni filmowcy. Reggio znalazł do tego przedsięwzięcia wspólnika w osobie operatora Rona Fricke. Na początek mieli do dyspozycji 40 tys. dolarów i jedną kamerę. Praca nad filmem pochłonęła siedem lat życia przyjaciół. W 1979 do drużyny dołączył nowojorski kompozytor Philip Glass, wówczas jeszcze postać nieznana szerszej publiczności i uważna przez krytyków muzyki współczesnej za kontrowersyjną - wkrótce wszystko miało się zmienić. Glass urodził się w roku 1937 w USA. W 1968 roku założył własny zespół - Philip Glass Ensemble - który specjalizował się w wykonywaniu kompozycji Glassa na instrumentach elektroakustycznych i elektronicznych. Obecnie sam kompozytor zajmuje się muzyką poważną, jakkolwiek angażuje się także w tworzenie ilustracji muzycznych do filmów. To właśnie muzyka do "Koyaanisqatsi" była jego pierwszą przygodą z filmem. Wieści o projekcie Reggia rozchodziły się powoli w środowisku filmowym. Pomysł brodatego dziwaka i jego przyjaciół szczególne wrażenie zrobił na filmowcach, którzy dojrzewali w czasach hipisowskich: George'u Lucasie i Francisie Fordzie Coppoli. Oni również nosili brody, lubili eksperymenty i tak jak Reggio nie byli obojętni na New Age'owe fascynacje. W ten sposób Coppola zaangażował się w projekt i pomógł w dokończeniu produkcji...

Koyaanisqatsi soundtrack
Kiedy w 1983 na ekrany trafił film o enigmatycznym tytule "Koyaanisqatsi", widzowie nie posiadali się ze zdumienia. Wielu myślało, że to nowy film Francisa Forda Coppoli, który rzeczywiście promował film swoją osobą i licznymi wpływami. Autorem dziwnego filmu okazał się jednak nie Coppola, lecz nieznany w świecie filmowym 43-letni debiutant Godfrey Reggio. Tytuł "Koyaanisqatsi", jak tłumaczyli autorzy w czołówce, oznaczał w języku Indian Hopi "życie w stanie chaosu", "życie pozbawione równowagi". Film był portretem świata, a właściwie dwóch jego oblicz: Natury i Cywilizacji przedstawionym za pomocą niezwykłych obrazów ukazujących nam naszą planetę nie jako miejsce, na którym żyjemy, ale niezwykły żyjący swoim życiem świat. Wszystkiemu temu towarzyszyła hipnotyzująca, minimalistyczna muzyka Philipa Glassa, która doskonale współgrała z obrazem będąc jego integralną częścią. Często zastanawiano się nawet czy to muzyka była pisana do filmu czy może film był montowany pod muzykę. Glass postanowił stworzyć tutaj typową dla siebie kompozycję wypełnioną elektroniką i instrumentami dętymi. Tym samym jak wspomina, chciał zmusić widza do refleksji kontrastując swoją nowoczesną muzykę ze starym światem Ameryki Połudnoiwej, który przeistacza się w nowoczesne aglomeracje USA. Seans "Koyaanisqatsi" był - i jest do dziś - niesamowitym przeżyciem z pogranicza hipnozy, doświadczenia religijnego i czystej sztuki.

Powaqqatsi soundtrack
Wkrótce po premierze i sukcesie "Koyaanisqatsi" Reggio przystąpił do realizacji drugiej części swojego przedsięwzięcia, "Powaqqatsi" (co w języku Hopi oznacza "życie w stanie zmiany"). Był to wizualny poemat skonstruowany podobnie jak "Koyaanisqatsi". Tym razem tematem była panorama ludzkiej kultury od prymitywnych wspólnot po zaawansowane technologicznie społeczeństwa zachodnie. Dzięki "Koyaanisqatsi" Fricke i Reggio zdobyli finansową niezależność i mogli sobie pozwolić na większy rozmach. Zdjęcia kręcone były przez cztery lata, niemal na całym świecie. Muzykę napisał oczywiście Philip Glass, bez którego sekwencyjnych, transowych utworów trudno byłoby sobie wyobrazić kino Reggia. Tym razem jednak Glass postawił w porozumieniu z reżyserem na bardziej dynamiczną partyturę z elementami elektroniki i licznymi instrumentami perkusyjnymi. Miało to lepiej obrazować różne obszary geograficzne ukazujące się w filmie począwszy od Indii przez Afrykę do Południowej Ameryki - dzięki czemu powstał jak to określił sam kompozytor - "world music score". Dynamika tej ścieżki i często zawrotne tempo kompozycji miały podkreślać tematykę filmu, czyli życie w stanie zmian, które zachodzą szybciej niż sobie to wyobrażamy. W ten sposób powstała najlepsza, moim zdaniem, ścieżka dźwiękowa w tej serii. "Powaqqatsi" zostało pokazane w 1988 roku.

Naqoyqatsi soundtrack
Mając na koncie dwa otoczone kultem obrazy, Reggio nie zmienił się w profesjonalnego filmowca, ale stał się za to człowiekiem-instytucją. Dla wielu fanów jest kimś w rodzaju guru i proroka. Nauki Reggia nie wykraczają w zasadzie poza New Age'owy standard. Reżyser głosi poglądy zbliżone do antyglobalizmu: ostrzega przed brakiem równowagi między cywilizacją i naturą, krytykuje ślepe zapatrzenie Zachodu w potęgę technologii, propaguje świadomość ekologiczną, wzywa do rewizji protekcjonalnego stosunku do kultur Trzeciego Świata, namawia do poszukiwań duchowości w naszym zdominowanym przez materializm świecie. Reggio nie ma, więc do zaproponowania żadnych rewelacji. Tyle tylko, że zamiast wyłącznie mówić o swojej filozofii, były zakonnik ilustruje ją niezwykle sugestywnymi, zapadającymi w pamięć obrazami: monumentalnymi kolażami filmowymi "Koyaanis-", "Powaq-" i "Naqoyqatsi", czy krótkimi arcydziełkami Anima Mundi i Evidence. Tak jest także w trzeciej części trylogii Qatsi, w filmie "Naqoyqatsi". Reggio znów sięgnął do słownika Indian Hopi - tym razem tytuł oznacza "wojnę jako sposób życia". I tym razem muzyką zajął się Philip Glass, który zaprosił do nagrania sławnego i znanego ze współpracy przy innych projektach filmowych, chińskiego wiolonczelistę Yo-yo Ma. Kompozytor podobnie jaki przy "Koyaanisqatsi" postanowił skontrastować obraz z muzyką mu towarzyszącą i stworzył wielką akustyczną partyturę z subtelnymi wtrąceniami elektroniki. Po premierze filmu w 2002 roku 63-letni reżyser oświadczył, że poświęcone konfliktom, zaawansowanej technologii i mediom "Naqoyqatsi" jest nie tylko trzecią, ale i ostatnią częścią serii.

Maya Beiser
Koncerty, które będziemy mieli okazję gościć w Poznaniu na początku lipca noszą wspólny tytuł "The Qatsi Trilogy". Bezpośrednio przed występami w Polsce Philip Glass wraz ze swoim zespołem przedstawi je w Japonii gdzie będą one miały azjatycką premierę oraz w Washingtonie w USA. Z kolei poznańskie wykonanie "Naqoyqatsi" będzie premierą europejską, dlatego też prestiż koncertów wydaje się jeszcze większy. Muzyka Glassa jest bardzo niezwykła. Kompozytor ten jako jeden z pierwszych dostrzegł potęgę elektroniki i zaczął ją wykorzystywać w swoich kompozycjach klasycznych. Później jego minimalistyczny i nieco transowy styl okazał się doskonały do zastosowania w filmach i tak powstawały kolejne świetne ścieżki dźwiękowe. Muzyka zawarta w trylogii Quatsi doskonale odzwierciedla styl kompozytora. Są to na ogół kompozycje oparte na elektronicznym szkielecie i uzupełnione miejscami akustycznym brzmieniem orkiestry, w których nie usłyszymy przebojowych motywów, lecz tylko pobudzające wyobraźnię formy. Charakterystyczne dla Qatsi Trilogy są także skromne, męskie chóry wyśpiewujące na każdej ścieżce jej tytuł. Do nagrania ścieżki dźwiękowej do ostatniej części trylogii - "Naqoyqatsi" - Glass zaprosił sławnego chińskiego wiolonczelistę Yo-yo Ma, którego można usłyszeć grającego w filmie. Jednak nie przyjedzie on do Poznania a jego partię zapewne z równie wielkim kunsztem odgrywać będzie piękna wiolonczelistka - Maya Beiser. Zresztą nie jest to pierwszy przypadek, gdy Maya zastępuje swojego chińskiego kolegę. Ostatnio podjęła ona współpracę ze zdobywcą Oscara - Tan Dunem. W wyniku tej współpracy to ona wykonuje partie solowe w koncertowych wersjach "Przyczajonego Tygrysa, Ukrytego Smoka", które to pierwotnie wykonywał właśnie Yo-yo Ma. Przy okazji tych koncertów miała szansę grać na całym świecie z takimi orkiestrami jak: China Philharmonic Orchestra, Shanghai Symphony Orchestra, Montreal Symphony Orchestra, St. Paul Chamber Orchestra, Oregon Bach Festival Orchestra, Utah Symphony Orchestra, Eos Orchestra i Sydney Symphony Orchestra. Maya Beiser pojawia się także na jednej z ostatnich płyt Tan Duna pod tytułem "Water Passion". Można zatem śmiało powiedzieć, że wyrasta ona na poważną konkurentkę Yo-yo Ma na polu muzyki filmowej. Na poznańskich koncertach pojawi się także Michael Riesman - dyrygent na stałe współpracujący z Glassem i uczestniczący w nagrywaniu wszystkich trzech ścieżek dźwiękowych z serii Qatsi i nie tylko. Szykuje się zatem nie tylko wizualna, ale i duchowa uczta w towarzystwie sław muzyki filmowej. Ja na pewno będę na tych koncertach i postaram się napisać relacje z nich, dlatego zapraszam już teraz na moją stronę (i również na stronę KMF), na której te relacje pojawią się zapewne już kilka dni po samym wydarzeniu. Jednak przede wszystkim zapraszam do uczestnictwa w tych koncertach, jeśli kogoś nie przestraszy cena 50 zł za bilet na każdy z nich. Sądzę, że warto trochę pooszczędzać na takie chwile.


W skład zespołu The Philip Glass Ensemble wchodzą:

  • Michael Riesman - dyrygent
  • Lisa Bielawa - keyboard, głos
  • Philip Bush - keyboard
  • Frank Cassara - perkusja
  • Jon Gibson - instrumenty dęte
  • Alexandra Montano - keyboard, głos
  • Richard Peck - saksofon sopranowy i tenorowy
  • Mick Rossi - perkusja
  • Eleanor Sandresky - keyboard, głos
  • Andrew Sterman - flet, piccolo, klarnet basowy
  • Dan Dryden - nagłośnienie
  • Maya Beiser - wiolonczela (gościnnie)


  • Odwiedź stronę organizatora koncertu - www.malta-festival.pl - KLIKNIJ TUTAJ
  • Przeczytaj relację z koncertów The Qatsi Trilogy - KLIKNIJ TUTAJ

    e-mail Autor tekstu: Łukasz Waligórski
    www.scoreamateur.prv.pl

  • POWRÓT DO WYBORU
    STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"