POEMATY ESTRADY I WIELKIEGO EKRANU

Bilet - kliknij aby powiększyć
Koncertów muzyki filmowej Ci u nas jak na lekarstwo - chciałoby się rzec. Tak to już jest, że muzyka, która pojawia się na ekranie towarzysząc obrazowi zazwyczaj nie jest postrzegana jako nic atrakcyjnego. Melomani pogardzają muzyką filmową nie widząc w niej klasycznej wrażliwości, a miłośnicy popu uznają ją za... klasykę - paradoks. Jednak kiedy słyszy się sławne tematy, które jednoznacznie kojarzą się z określonymi filmami, zapala się światełko, które każe się zastanowić, czym tak naprawdę jest muzyka filmowa? Czy jest to tylko kolejny efekt dźwiękowy pojawiający się w filmie czy może misternie zaplanowana partytura, która ma na celu manipulację naszymi wrażeniami? Jedno jest pewne. Każdy z nas zna zapewne motywy z filmów "Batman", "Gwiezdne Wojny", "Różowa Pantera" czy serii o Jamesie Bondzie. Sława tych kompozycji wynika z ich nieprzeciętnej melodyjności i charakterystyki. Między innymi właśnie te kompozycje znalazły się w repertuarze pierwszego koncertu odbywającego się w ramach I Wrocławskiego Festiwalu Muzyki Filmowej, w którego inauguracji miałem ostatnio okazję uczestniczyć. Festiwal powstał podobno z inicjatywy samego Krzesimira Dębskiego, który występując we Wrocławiu rok wcześniej, rzucił propozycję zorganizowania całego festiwalu poświęconego muzyce filmowej, na którym można by zaprezentować szerszej publiczności najznakomitsze dzieła filmowe. Pomysł się przyjął i już w tym roku zorganizowano takowy festiwal, którego kierownikiem artystycznym został nie kto inny jak właśnie Krzesimir Dębski.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Sala przed rozpoczęciem koncertu
Wstęp
Koncerty muzyki filmowej zdarzają się w naszym kraju bardzo rzadko, dlatego jadąc do Wrocławia nie interesowało mnie to, że droga w jedną stronę zabierze mi więcej czasu niż będzie trwał sam koncert, a i koszt podróży wielokrotnie przewyższy cenę biletu do filharmonii. Najważniejsze było to, że w końcu po jedenastu miesiącach, jakie minęły od ostatniego koncertu, na jakim byłem, będę mógł nie tyle usłyszeć, co zobaczyć muzykę filmową. Kuszący okazał się także nie tyle program koncertu, co kierownictwo artystyczne Krzesimira Dębskiego - jednego z najbardziej znanych kompozytorów w Polsce. Dlatego też po krótkim namyśle wsiadłem do pociągu i pojechałem do Wrocławia.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Dyrygent - Mariusz Smolij
Historia muzyki filmowej w USA
Warto w tym miejscu pochylić się nad programem koncertu, który mienił się sławnymi tytułami od "Batmana" począwszy, a na "Gwiezdnych Wojnach" kończąc. Z jednej strony wybór każdego z utworów pojawiających się na koncercie nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że organizatorzy chcieli pokazać, co muzyka filmowa ma najlepszego. Ścieżki dźwiękowe z "Tańczącego z Wilkami" czy "Listy Schindlera" przeszły w końcu do historii kina. Jednak z drugiej strony trochę martwił mnie fakt, że najnowsza z prezentowanych ścieżek dźwiękowych ("Harry Potter i Kamień Filozoficzny") powstała cztery lata temu. Muzyka filmowa przeżywa obecnie renesans, powstają kompozycje naprawdę ciekawe i wyróżniające się. Dlatego też trudno mi zrozumieć, dlaczego nie pojawiły się w repertuarze dzieła nowsze. Czyżby według organizatorów od czterech lat w muzyce filmowej nie pojawiło się nic godnego uwagi? Jeżeli zamiarem koncertu było propagowanie muzyki filmowej, to dlaczego została ona potraktowana tak powierzchownie przez przedstawienie tematów doskonale już znanych? Nie zaprzeczam, że miło było posłuchać starych standardów Manciny czy sławnych dzieł Williamsa, jednak chcąc pokazać jak naprawdę wygląda współczesna muzyka filmowa można by jako deser zaserwować coś z ostatnich hitów kinowych - "Władcę Pierścieni" Shore'a, "Pasję" Debneya czy "Osadę" Howarda. Tymczasem na przysłowiowy deser otrzymujemy "Poeme, op. 25" Chausson, które nie dość, że nie jest kompozycją filmową, to jeszcze nigdy w żadnym filmie według zapewnień dyrygenta - Mariusza Smolija - nie został wykorzystany. Ale może zacznijmy od początku...
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Skrzypce
Wiolonczele
Koncert ostatecznie podobał mi się, choć sądzę, że gdyby kilka rzeczy zmienić byłoby już naprawdę świetnie. Zaczęło się tradycyjnie przywitaniem gości, a w szczególności sponsorów, którzy pełnili tutaj rolę gości honorowych. Tak to już jest, że sztuka w naszym kraju nie jest w stanie się obejść bez sponsorów. Obecnie niemal wszystkim wydarzeniom artystycznym, które mają szansę zwrócić uwagę większej ilości odbiorców, towarzyszy litania sponsorów przedstawiana już na wstępie. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, jeżeli sztuka na tym korzysta. Jednak sponsoring powinien mieć także swoje granice, które sprzeciwiałyby się na przykład zamieszczaniu plakatów z ofertami tanich połączeń któregoś z operatorów telefonii komórkowej na scenie za muzykami. We wstępie zostaliśmy poinformowani także o programie całego festiwalu oraz o pewnej ciekawostce, która miała ponoć ułatwić orientację w festiwalu - darmowym informacyjnym serwisie sms-owym. Wystarczyło wysłać sms o treści "info" pod nr 601 170 170, aby otrzymywać najświeższe informacje o wydarzeniach festiwalowych. Trzeba przyznać, że to ciekawe rozwiązanie, chociaż odniosłem wrażenie, że na festiwalu nic więcej oprócz zaplanowanych już koncertów się nie wydarzy... Wracając jednak do koncertu, po długim wstępie przyszedł czas na muzykę. Dyrygent - Mariusz Smolij - wbiegł energicznie na scenę i niewiele się zastanawiając rozpoczął od utworu "Cowboys" z filmu pod tym samym tytułem. Dopiero gry kompozycja ta już przebrzmiała, dyrygent ujął w dłoń mikrofon i przedstawił pokrótce historię muzyki filmowej skupiając się na tym, że amerykańska muzyka filmowa ma korzenie w Europie. Ciekawa teoria znalazła równie ciekawe uzasadnienie w kompozytorach, którzy uciekając przed represjami faszyzmu do USA dorabiali tam tworząc muzykę filmową na kształt wielkich symfonicznych partytur. Po tym pouczającym wstępie dyrygenta przyszedł czas na mix trzech ścieżek dźwiękowych ("Batman", "Tańczący z Wilkami", "Robin Hood: Książe Złodziei") zaaranżowany przez J. Bocooka. Był to oczywiście zbiór głównych motywów z tych filmów, gdzie jeden następował po drugim bez zbytniej finezji, co kazało mi się zastanowić, jaki był tutaj tak naprawdę wkład aranżera. Poza tym niewybaczalna dla mnie okazała się pomyłka cymbalistki, która nie trafiła w odpowiedni dźwięk na początku tematu z "Batmana". Mimo to niesamowite wrażenie na mnie zrobił narastający groźnie ten właśnie motyw - ciarki autentycznie przechodziły mi po plecach. Po zakończeniu tego utworu dyrygent opowiedział pokrótce historię muzyki do serii filmów o Bondzie wspominając oczywiście Johna Barry’ego i innych kompozytorów - w tym, co ciekawe, Paula McCartneya - i rozbrzmiał kolejny utwór będący mieszanką kilku tematów, które pojawiały się w tej serii filmów.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Patrycja Piekutowska
"Lista Schindlera"
Następnie przyszedł czas na przedstawienie fragmentów muzyki z filmu "Lista Schindlera". Mariusz Smolij opowiadał o tym, że najpierw Roman Polański nie zgodził się na wyreżyserowanie tego filmu, a później John Williams miał opory co do pisania tej muzyki w swoim dotychczasowym, multiinstrumentalnym i podniosłym stylu. Ostatecznie dowiedzieliśmy się także, że partie solowe skrzypiec Williams poświęcił Itzakowi Perlmanowi. Na koncercie tymi partiami zajęła się Patrycja Piekutowska, która z wielkim zaangażowaniem wykonała swoją pracę odgrywając świetnie z orkiestrą dwa fragmenty muzyki z "Listy Schindlera". Jako następny, orkiestra zaprezentowała nam dziesięciominutowy fragment muzyki z filmu "E.T.", poprzedzony oczywiście stosownym komentarzem dyrygenta.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Pulpit muzyków - podczas przerwy
Sala podczas przerwy
I w ten sposób zakończyła się pierwsza część koncertu, po której nastąpiła kilkunastominutowa przerwa, podczas której widzowie mogli udać się między innymi na lampkę wina (oczywiście uprzednio za nią płacąc). Przerwa nastąpiła dokładnie po godzinie trwania koncertu, co zmusiło mnie do zastanowienia się, jaki był jej faktyczny cel. Orkiestra wykonała zaledwie 6 utworów, a więc trudno zarzucić muzykom, że mogli być zmęczeni. Myślę, że byliśmy po prostu świadkami przerwy komercyjnej, służącej naprowadzeniu gości na - znajdujący się na tym samym piętrze co sala koncertowa - barek. Jak zwykle w przypadku takich przerw komercyjnych (czytaj: reklam) trochę zepsuła ona klimat i ciągłość koncertu.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Wiolonczele i kontrabas grają "Flinstonów"
Wirtuozeria podczas gry "Poeme, op. 25"
Po przerwie orkiestra zagrała znanego mi już dobrze z koncertowych wykonań "Harry'ego Pottera". Przedstawiany fragment pochodził dokładniej z filmu "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" i miałem go już okazję słyszeć kilka lat temu w wykonaniu Filharmonii Poznańskiej. Gdyby ktoś kazał mi porównywać te dwa wykonania to myślę, że regionalny patriotyzm wziąłby górę i wybrałbym Poznań. Jednak wynikałoby to jeszcze z mimo wszystko lepszego przygotowania poznańskich filharmoników, którzy prezentowali w 2003 roku w dzień dziecka niemal całą ścieżkę dźwiękową z tego filmu, połączoną w czytaniem fragmentów książki przez aktorów. Wracając jednak do Wrocławia - muszę przyznać, że Orkiestra Filharmonii Wrocławskiej po wyjściu z przerwy nie straciła rezonu i po tradycyjnym wstępie Mariusza Smolija świetnie odegrała utwór "Harry's Wondrous World". Kolejna kompozycja - "Flinstonowie spotykają Jetsonów" - porwała za to publiczność bez reszty. Każdy, kto zna te dwa motywy wie, że są one bardzo dynamiczne i rytmiczne. To właśnie te cechy sprawiły, że niektórzy słuchacze zaczęli się bujać i tupać w rytm muzyki.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Koniec występu Patrycji Piekutowskiej
Kwiaty dla dyrygenta
Kolejną prezentowaną kompozycją okazało się Intermezzo z opery "Cavaleria Rusticana" Pietro Mascagniego. Jest to przykład utworu, który będąc dziełem klasycznym znalazł także zastosowanie w muzyce filmowej. Dyrygent wspominał, że utwór ten pojawił się w filmie Francisa Forda Coppoli "Ojciec Chrzestny" - ze swojej strony mogę jeszcze dodać, że można go usłyszeć także w filmie "Raging Bull". Także kolejna kompozycja - Poeme, op. 25 Chaussona - okazała się dziełem klasycznym. Najciekawsze jest to, że utwór ten nie pojawił się jak do tej pory w żadnym filmie. Tym samym Mariusz Smolij namawiał słuchaczy do zabawy w reżysera i wyobrażenia sobie filmu czy sceny, w którym utwór ten mógłby się pojawić. W trakcie słuchania przekonałem się, dlaczego kompozycja ta nie nadaje się do filmu. Przede wszystkim był to bardzo długi, przepełniony solowymi popisami Patrycji Piekutowskiej utwór, w którym trudno było znaleźć jeden spójny motyw lub nastrój. Jako dzieło klasyczne z pewnością zachwycał rozbudowaniem i pozwalał skrzypaczce na pokazanie wszystkich swoich umiejętności. Jednak w całej koncepcji koncertu nie potrafił się nijak odnaleźć. Na szczęście zaraz po nim mogliśmy wysłuchać kombinacji czterech motywów stworzonych przez Henry'ego Mancinę - "Hatari", "Szarada", "Różowa Pantera" i "Dni Wina i Róż". I znów publiczność została porwana przez dynamiczne, nieco Big Beatowe kompozycje tego jednego z największych kompozytorów Ameryki. Niezwykłym wydarzeniem dla mnie było zobaczenie orkiestry... pstrykającej na palcach podczas gry "Różowej Pantery". Koncert formalnie zakończył się mieszanką motywów z "Gwiezdnych Wojen" z świetnymi "Star Wars Main Theme" i "Imperial March" na czele. Ale tak naprawdę to jeszcze nie był koniec, ponieważ publiczności tak przypadły do gustu ostatnie kompozycje, że orkiestra - po kilkukrotnym wywoływaniu dyrygenta - musiała trzykrotnie bisować. Za pierwszym razem powtórzony został chwytliwy motyw "Flinstonów". Za drugim natomiast "Różowa Pantera" i już na koniec "Hatari".
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Pstrykanie w "Różowej Panterze" - bis
Zadowolona publiczność
Mimo, iż wracałem do Poznania późno w nocy, i na dodatek nieźle zmęczony, to tak naprawdę bardzo zadowolony. Każda okazja do obcowania z muzyką filmową inaczej niż tylko słuchając płyt jest dla mnie powodem do radości. Koncerty symfoniczne są dla mnie dodatkowo połączeniem pasji, jaką jest muzyka filmowa i satysfakcji z oglądania grających muzyków. Nie ma bowiem uczucia porównywalnego z tym, gdy widzi się kilkudziesięciu muzyków grających unisono - zwłaszcza kiedy grane są "Gwiezdne Wojny". Tym samym koncert mimo kilku niedoskonałości przypadł mi do gustu, a widok publiczności dzielącej w jakimś stopniu przez te kilka godzin moją pasję dał mi wielką satysfakcję. Trochę zawiodłem się na Krzesimirze Dębskim, który będąc kierownikiem artystycznym festiwalu nie pojawił się na inaugurującym go koncercie. Żal jest tym większy, że to głównie na jego osobie opierała się kampania promocyjna festiwalu. Poza tym trochę nie na miejscu według mnie było "przemycanie" do repertuaru koncertu dzieł klasycznych. Festiwal jak wskazuje jego nazwa (I Wrocławski Festiwal Muzyki Filmowej) miał być poświęcony jednak muzyce filmowej. Znalazłoby się z pewnością jeszcze kilka drobnych rys, jakie wypatrzyłem i wysłuchałem w czasie koncertu, jednak nie widzę sensu ich przytaczania. Można mieć tylko nadzieję, że kolejne koncerty festiwalu przebiegną bez przeszkód i już wkrótce grono miłośników muzyki filmowej w Polsce powiększy się, a pozostałe filharmonie zdecydują się na docenienie muzyki filmowej. Takie wydarzenia temu sprzyjają.


Program koncertu:

- J. Williams - Uwertura z filmu "Kowboje"
- arr. J. Bocook - "Spektakularne Kino" - suita z tematami z filmów:
  "Batman", "Tańczący z Wilkami", "Robin Hood: Książę Złodziei"
- arr. C. Custer - Temat z filmów o Jamesie Bondzie
- J. Williams - Fragmenty muzyki z filmu "Lista Schindlera"
- J. Williams - "Przygody na Ziemi" z filmu "E.T."
- J. Williams - Muzyka z filmu "Harry Potter"
- arr. R. Wendel - "Flinstonowie spotykają Jetsonów"
- P. Mascagni - Intermezzo z opery "Cavaleria Rusticana" z filmu "Ojciec Chrzestny"
- E. Chausson - Poeme, op. 25
- arr. C. Custer - "Brawo Mancini" - suita z tematami z filmów:
  "Hatari", "Szarada", "Różowa Pantera", "Dni wina i róż"
- J. Williams - Muzyka z filmu "Gwiezdne Wojny"


e-mail Autor relacji: Łukasz Waligórski
www.scoreamateur.prv.pl
POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"