Kliknij żeby powiększyć
Bilet, który dla mnie był wart więcej niż kosztował
3-go lipca 2004 roku w Poznaniu zakończył się 14. międzynarodowy festiwal teatralny Malta. Przez te kilka dni stolicą wielkopolski rządziły grupy teatralne z najróżniejszych stron świata, które zawładnęły najdziwniejszymi zakątkami tego pięknego miasta. Jednak dla mnie - miłośnika muzyki filmowej - najistotniejsze było zakończenie tego festiwalu. A to dlatego, że miało ono być uświetnione koncertem muzyki filmowej samego Alberto Iglesiasa. Koncert miał poprowadzić Krzesimir Dębski - jeden z najlepszych, moim skromnym zdaniem, kompozytorów muzyki filmowej w Polsce. Takiego wydarzenia nie mogłem przegapić. Alberto Iglesias to jeden z najbardziej cenionych hiszpańskich kompozytorów. Urodził się w 1955 r. w San Sebastian. Jest ulubionym twórcą znanych hiszpańskich reżyserów - oprócz Pedro Almodovara także Carlosa Saury, Imanola Uribe, Ricardo Franco. Od 1995 r. współpracuje z Almodovarem. Skomponował ścieżkę dźwiękową m.in. do filmów: "Kwiat mojego sekretu", "Drżące ciało", "Wszystko o mojej matce", "Porozmawiaj z nią". Napisał muzykę do choreografii Nacho Duato oraz do dokumentu o Fidelu Castro, który wyreżyserował Oliver Stone. Alberto Iglesias przyleciał do Poznania w sobotę rano, czyli kilkanaście godzin przed koncertem. Skromny, niepozorny człowiek nie został rozpoznany na lotnisku, bo któż mógłby przypuszczać, że jest to sławny kompozytor, współpracownik m.in. samego Pedro Almodovara. Czas pozostały do koncertu spędził głównie na udzielaniu wywiadów i oglądaniu prób koncertu. Miał on się odbyć na dachu, czyli na 5 poziomie parkingu Starego Browaru. Była to inwestycja na tyle ryzykowna, że jej powodzenie zależało od pogody, a ta - jak wiadomo - tego lata nas nie rozpieszczała. O godzinie 18 chodziłem cały w nerwach, gdyż lało jak z cebra, a na horyzoncie nie było widać końca ciemnych chmur! Dwie godziny później jednak zaczęło się przejaśniać i zacząłem mieć nadzieję, że wydarzenie, na które tyle czekałem jednak się odbędzie. Na miejscu byłem już godzinę przed planowanym rozpoczęciem koncertu, czyli o 21:30. Ze zdenerwowaniem śledziłem ostatnie przygotowania, sprawdzanie nagłośnienia i z ulgą patrzyłem na czyste niebo. Po burzy, która przeszła nad Poznaniem kilka godzin wcześniej, nie było śladu. Wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Zająłem miejsce w drugim rzędzie z aparatem fotograficznym w kieszeni, uważnie wypatrując głównych bohaterów wydarzenia. To, co jednak zobaczyłem całkowicie mnie zaskoczyło. W pierwszej chwili nie skojarzyłem wysokiego mężczyzny z charakterystyczną siwą brodą, gdy po chwili już wiedziałem, co straciłem. Oto przede mną stał sam Jan A. P. Kaczmarek! Z wrażenia zapomniałem, że mam aparat i w ten idiotyczny sposób po chwili straciłem szansę na uwiecznienie jednego z najważniejszych momentów w moim życiu na kliszy fotograficznej. Obiecałem sobie, że odbiję to sobie po koncercie. Gdy wybiła godzina 22:30 na scenę wyszedł dyrektor 14. międzynarodowego festiwalu teatralnego Malta, aby razem z prezydentem poznania wręczyć nagrodę dla najlepszej grupy teatralnej off-u. Po tej małej ceremonii powitano na widowni Alberto Iglesiasa, Jana A. P. Kaczmarka jak i pozostałych gości (w tym właścicieli Starego Browaru Jana i Grażynę Kulczyków) i... zaczęło się!
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Krzesimir Dębski staje na podeście
i za chwilę rozpocznie się koncert
Gitarzysta gra swoją partię
w utworze "Halbe Con Ella"
Alberto Iglesias jest twórcą muzyki do filmów Pedro Almodovara, ale nie tylko. Osobiście posiadam tylko jedną płytę tego kompozytora - muzykę z filmu "Porozmawiaj z nią", która moim skromnym zdaniem jest po prostu świetna. Było oczywiste, że pojawią się na koncercie utwory z tej płyty. I pojawiły się. Można było także usłyszeć muzykę, którą Iglesias skomponował do najnowszego obrazu Almodovara - "Złe wychowanie". Film otwierał tegoroczny festiwal w Cannes. Podczas tego koncertu byłem świadkiem pierwszego na świecie koncertowego wykonania tych kompozycji. Koncert jako całość był bardzo dobrze skonstruowany. Nie było tu klepania po kolei utworów ze ścieżek dźwiękowych, lecz były one poprzeplatane tak, że tworzyły istną mozaikę nastrojów. Na początek spokojnie, wręcz usypiająco, później coraz szybciej, głośniej, aż w końcu nogi same rwały się do energicznego wybijania rytmu razem z orkiestrą (m.in. "A Portagayola" z filmu "Porozmawiaj z nią"). Następnie emocje nieco opadały, co pozwalało skupić się na znakomitych partiach granych na fortepianie i harfie ("Alicia Vive" z filmu "Porozmawiaj z nią"), skrzypcach czy wiolonczeli ("Jordania" i "Amanecer Agitato" z filmu "Porozmawiaj z nią"). Wtedy na scenę wszedł gitarzysta, który świetnie przeniósł nas na półwysep iberyjski hipnotyzując hiszpańską gitarą między innymi w takich utworach jak "Hable Con Ella" w filmu o tym samym tytule ("Porozmawiaj z nią"). I znowu powrót do spokojnych klimatów zmuszających do refleksji i zadumy. Świetne zakończenie świetnego koncertu zostało uwieńczone owacjami na stojąco.
Kliknij żeby powiększyć
"Prześliczna wiolonczelistka" odgrywa z niezwykłą ekspresją partię solową z utworu "Amanecer Agitato"
Słyszałem wiele o tym, że koncerty prowadzone przez Krzesimira Dębskiego są wyłącznie osobistymi popisami tego kompozytora, które to przesłaniają piękno, jakie niesie ze sobą muzyka filmowa. Z całą pewnością stwierdzam, że ten koncert temu przeczy. W moim odczuciu postać dyrygenta idealnie wtopiła się w pracę, jaką wykonała cała orkiestra. Maestro Dębski w momentach "spokojnego grania" był wręcz niezauważalny, natomiast gdy muzyka przyśpieszała - to nie było wątpliwości, kto jej kazał przyśpieszyć. Najzabawniejszy był moment, gdy dyrygent, naśladując ruch torreadora wbijającego szpadę w byka, pokazał wcześniej wspomnianemu gitarzyście, co powinna odzwierciedlać jego gra. Dobrze o Krzesimirze Dębskim świadczy także drobny fakt, gdy na początku koncertu po raz pierwszy zwrócił się do orkiestry zrobił bardzo śmieszny ruch ciałem poparty zapewne równie śmieszną miną, które wywołały uśmiechy wśród muzyków. Jest to manewr stosowany często przez dyrygentów w celu rozładowania atmosfery. Tą luźną atmosferę było widać także w czasie trwania koncertu, kiedy to muzycy żywo reagowali na treść muzyki, a nie siedzieli jak na szpilkach z poważnymi minami jak to często bywa na koncertach symfonicznych. Z całkowitą pewnością stwierdzam, że Krzesimir Dębski jest świetnym dyrygentem i nie wyobrażam sobie, aby ktoś inny mógł poprowadzić ten koncert lepiej.
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Już po zakończeniu koncertu...
...owacjom nie było końca.
Taka a nie inna konstrukcja koncertu uzmysłowiła mi rzecz bardzo istotną. Okazuje się, że Alberto Iglesias jest wręcz zakochany w dźwięku wiolonczeli. Wskazuje na to częstość, z jaką ten instrument odgrywał partie solowe, ale także fakt, że grał on w skali, z którą z łatwością poradziłyby sobie skrzypce i altówka. Na koncercie istną perłą w morzu muzyków okazała się właśnie "prześliczna wiolonczelistka", która genialnie radziła sobie z wszystkimi partiami solowymi zachowując przy tym urok osobisty. Zresztą doceniłem to nie tylko ja, gdyż fotoreporter siedzący niedaleko mnie przez większą część koncertu, swój aparat z półmetrowym obiektywem miał skierowany właśnie na nią i sądząc po dźwięku migawki zrobił jej chyba kilkaset zdjęć. W każdym razie tylko trochę więcej niż ja ;) Wspomniałem wcześniej o luźnej atmosferze panującej w orkiestrze i żywych reakcjach na treść muzyki. To właśnie "prześliczna wiolonczelistka" była osobą, na której to było najlepiej widoczne. Niezwykła ekspresja, z jaką grała takie utwory jak "A Portagayola", "Amanecer Agitato" czy liryczny spokój w "Jordania" sprawiły, że zyskała ona sobie uznanie publiczności. Za placami ciągle słyszałem komentarze typu: "Ona jest genialna". Wyśmienita gra nie przeszkadzała jej jednak w dyskretnym pozowaniu fotoreporterowi. Wśród muzyków moją uwagę przykuł także hiszpański gitarzysta, mimo, iż na scenie pojawił się tylko na chwilę. Początkowo, kiedy czekał na moment gdy przyłączy się do orkiestry, okazało się, że ma pewne problemy z nagłośnieniem. Na szczęście problem został na czas rozwiązany i można było zachwycać się czystym brzmieniem hiszpańskiej gitary. Jeżeli już piszę o muzykach to warto wspomnieć, że orkiestra, której miałem przyjemność słuchać przez dwa ostatnie lata koncertowała z Goranem Bregovićiem. Było to możliwe dzięki temu, że dwa lata temu na jego koncercie nad poznańską Maltą ta sama orkiestra spisała się znakomicie, przez co Bregović chciał kontynuować tę współpracę.
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Nie każdy ma okazję ścisnąć rękę Alberto Iglesiasa
po koncercie. Mi się udało.
Krzesimir Dębski śmieje się z dowcipu,
który właśnie opowiedział.
Moje ogólne wrażenie po koncercie jest bardzo dobre. Świetna muzyka genialnego kompozytora wykonana przez solidną orkiestrę z wyobraźnią i kierowaną przez zasłużenie uznanego dyrygenta. Jedynym minusem, który nieco mnie zirytował był brak jakiegokolwiek programu. Szukałem przed koncertem jakiegoś miejsca gdzie mógłbym się dowiedzieć, co dokładnie będzie grane, ale moje wysiłki spełzły na niczym. Także w czasie trwania koncertu nie było zapowiedzi, jaki utwór, z jakiego filmu będzie grany, dlatego też przytoczyłem wyżej tylko te utwory, które rozpoznałem na własną rękę. Mimo, iż w większości nie mam pojęcia czego słuchałem, to była to świetna muzyka, która zachęciła mnie do głębszego przestudiowania twórczości Alberto Iglesiasa. Być może właśnie o to chodziło organizatorom. No i oczywiście po koncercie udało mi się zdobyć zdjęcia z Alberto Iglesiasem i Krzesimirem Dębskim, przez co jestem bardzo szczęśliwy. Miałem możliwość krótkiej rozmowy z oboma kompozytorami, dzięki czemu mogę stwierdzić, że całkiem przypadkowo mają oni przeciwne charaktery. Iglesias robił wrażenie człowieka skromnego, zaskoczonego całym tym zamieszaniem wokół jego osoby, natomiast Krzesimir Dębski wręcz promieniał pewnością siebie i świadomością swojej pozycji w świecie muzyki filmowej. Mam nadzieję, że w Poznaniu będzie się odbywać więcej takich koncertów jak ten. Mieliśmy już koncert Gorana Bregovića, muzyki filmowej Wojciecha Kilara, muzyki z filmu "Harry Potter i kamień filozoficzny", ale ciągle czekamy na więcej.

P.S. Pozdrowienia dla "prześlicznej wiolonczelistki".

e-mail Autor relacji: Łukasz Waligórski
www.scoreamateur.prv.pl
POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"