"Hanna" to film o profesjonalnej maszynie do zabijania (Saoirse Ronan), jaką ze swojej córki uczynił były agent CIA Erik (Eric Bana). Przez lata mieszkania w leśnych ostępach dziewczynka nauczyła się jak przetrwać, jak walczyć i jak skutecznie eliminować przeciwnika. Zapłaciła za to okrutną cenę - kompletnego odizolowania się od cywilizacji i innych ludzi. Nie trzeba się specjalnie starać, by szybko dostrzec podobieństwo scenariusza filmu Joe Wrighta ("Atonement" 2007) do klasycznej powieści Mary Shelley "Frankenstein". Główna bohaterka to skutek eksperymentu naukowego, mamy tu do czynienia z próbą zgładzenia go, mamy wreszcie motyw zemsty, może nie tyle na stwórcy, co na ludziach z nim powiązanych. Hanna to nikt inny, jak potwór nieprzystosowany do życia wśród ludzi, przez swoją dziecięcą niewinność i nieznajomość zasad rządzących światem, siejący zniszczenie, nie będąc go do końca świadomym.



Podczas podróży, niczym potwór Mary Shelley podglądający przez dziurę w ścianie szczęśliwą rodzinę DeLaceyów, Hanna z dużym zainteresowaniem obserwuje z ukrycia (przez dziurkę w skrzyni) życie normalnej, szczęśliwej rodziny. Film symboliką stoi. Cała opowieść o świetnie wyszkolonej dziewczynce, mimo że jest rasowym thrillerem i mocnym kinem akcji, podana zostaje w bajkowej stylistyce. Jest zła wiedźma pod postacią agentki granej przez Kate Blanchett, jest domek braci Grimm, jest domek babci, i jest finał, w którym pojawia się element dekoracyjny w postaci wielkiego wilka z otwartą paszczą, z której wychodzi "finałowy boss". Nierzeczywisty charakter całej opowieści podkreśla scena, w której ukrywająca się w kanałach Hanna podczepia się w mgnieniu oka do podwozia przejeżdżającego nad nią wojskowego pojazdu Humvee, jak również łatwość, z jaką dopiero co wyrwana z buszu dziewczynka wydostaje się z nieznanego dla niej, mocno strzeżonego wojskowego obiektu. Motywy, które nawet w serii "Transporter" uznalibyśmy za przegięte, w konwencji obranej przez twórców "Hanna" przyjmujemy jednak jako coś możliwego do zaistnienia.



Film można odczytywać na wielu poziomach interpretacji - może to być wariacja na temat wspomnianego wyżej mitu Frankensteina, może to być klasyczny thriller, wreszcie alegoryczna opowieść o wkraczaniu w dorosłość, przedstawiona w postaci nieudolnych prób dziewczynki zintegrowania się z cywilizowanym światem i ludźmi po wyjściu z ukrycia. Znakomicie ilustruje to próba pocałunku z chłopakiem, którą nieszczęśnik przypłaca niemal złamaniem karku. Dowolność interpretacyjna to jedna z wielu zalet "Hanna".

Na niezwykle wysokim poziomie stoi tu również aktorstwo i warstwa techniczna - zdjęcia i montaż. Warto zwrócić uwagę choćby na spektakularną walkę w metrze zrealizowaną na jednym ujęciu, trwającą ponad trzy minuty i zakończoną celnym rzutem noża w klatkę piersiową przeciwnika. Prawdziwą perełką jest też sekwencja ucieczki Hanna z podziemnego laboratorium oraz Erik wyważający z kopa drzwi mieszkania agentki Marissy, filmowany przez dziurę w tychże. Ale tym, co podczas seansu dało mi największego emocjonalnego kopa nie była ani fabuła, ani sceny akcji same w sobie, a ilustracja muzyczna autorstwa The Chemical Brothers. Chemiczni bracia poszli w ślady zeszłorocznego wyczynu duetu Daft Punk ("Tron: Legacy") i stworzyli ścieżkę dźwiękową, która nie tylko zdominowała film, ale też wyznaczyła tempo akcji i nadała opowieści niezapomnianego odrealnionego klimatu, przywołującego skojarzenia ze snem lub bajką.

Ilustracja muzyczna do "Hanna" w sposób niemal wybitny wyróżnia się z tłumu soundtracków i, jak dla mnie, jest największą niespodzianką tego roku, podobnie zresztą jak cały ten nietuzinkowy film.

Płytę otwiera niezwykle spokojny "Hanna's theme", w którym słychać m.in. dźwięki pozytywki, skrzypce (przeplatae mocnym brzmieniem gitary basowej) i ciche męskie zawodzenie - z miejsca można poczuć się jak w bajce. Utwór ten pojawia się podczas rozmowy w vanie i na początku napisów końcowych. Kawałek nr 2 to "Escape 700", towarzyszący, wraz ze znakomitym "Escape Wavefold" (nr 17 na płycie) ucieczce Hanna z podziemnego laboratorium. Są to pierwsze utwory pojawiające się w filmie.


ESCAPE WAVEFOLD


Podczas pierwszego seansu, gdy Hanna zerwała się do ucieczki i z głośników poleciał właśnie "Escape wavefold", przechodzący płynnie w "Escape 700" wiedziałem już, że obraz Wrighta zagwarantuje mi wrażenia muzyczne na bardzo wysokim poziomie. Ścieżki nr 2 i 17 to elektroniczna muzyka w najlepszym wydaniu, dynamiczna i energetyczna, choć dopiero inne utwory z drugiej części płyty pokazują prawdziwy pazur. Ścieżka nr 3 "Chalice", podobnie jak nr 5 "Map Sounds / Chalice" i 6 "The Forest", 7 "Quaysay Synthesis" (ze sceny wyjścia Erika z wody / obserwacji samochodu z wiaduktu), a także 15 "Sun Collapse" i 16 "Special Opps" (stanowiące, niepotrzebnie podzielony na dwa utwory, wstęp do "Escape Wavefold") oraz nr 18 "Isolated Howl" (wstęp do znakomitego kawałka nr 19) to najsłabsze elementy krążka, z których tylko "siódemka" i "szesnastka" jako tako dają się posłuchać. Pozostałe, trwające od kilkunastu sekund do minuty utwory to jakieś bliżej nieokreślone, elektroniczne pobrzękiwania, bez żadnego rytmu ani melodii - rzecz nie dająca żadnych muzycznych wrażeń i absolutnie zbędna na płycie. Na szczęście między nimi znajduje się prawdziwa perełka, utwór nr 4 "The Devil is in the Details" - muzyczny leitmotiv, który pod różnymi postaciami nie raz jeszcze pojawi się w filmie.


THE DEVIL IS IN THE DETAILS


Ta sympatyczna, przyjemna w odbiorze i wpadająca w ucho melodyjka przypisana została na zasadzie przeciwieństwa... czarnym charakterom. Po raz pierwszy słyszymy ją w klubie Safari, w którym agentka Marrisa wynajmuje zawodowych zabójców do polowania na Hanna. "The Devil is in the Details", jeden z najbardziej wpadających w ucho motywów przewodnich ostatnich lat, usłyszymy jeszcze w momencie, gdy jeden z killerów, wymazany krwią, podgwizduje ją sobie radośnie pod nosem, podrzucając w ręku stalowy pręt służący do torturowania. Ta scena i ta na pierwszy rzut oka (tzn. ucha) niepasująca do niej sielankowa muzyczka, jest jedną z wielu odważnych mieszanek skrajnie opozycyjnych muzycznych nastrojów, zastosowanych przez twórców filmu. Podczas gdy w innych filmach scenie zagrożenia towarzyszy przeważnie złowrogo brzmiąca, poważna ilustracja zwiastująca niebezpieczeństwo, w "Hannah" leci motyw niczym z "Królewnej śnieżki i siedmiu krasnoludków" - mnie osobiście takie eksperymentalne połączenia nadzwyczaj przypadły do gustu. Ten sam zabieg wykorzystuje jedna z najlepszych na płycie, ścieżka nr 19 "Container Park".


CONTAINER PARK


Nastrojowy motyw pojawia się w momencie, kiedy Hanna orientuje się, że samochód którym podróżuje, śledzony jest przez morderców, po czym muzyka wchodzi w ostrzejsze brzmienie i rozpoczyna się walka między kontenerami. W przerwach w walce ponownie pojawia się klimatyczna melodia. Ta zmiana tempa i dramaturgii muzycznej zdaje się uspokajać widzów, że to wszystko tylko bajka i że głównej bohaterce nic się nie stanie, bo jakby się komuś mogło coś stać, gdy muzyka jest tak pozytywna. Kolejny bajkowy motyw to ścieżka nr 8 "The Sandman", która towarzyszy nocnym odwiedzinom zabójców na polu namiotowym. Znów mamy tu do czynienia z pójściem pod prąd muzycznym oczekiwaniom. Scena, w której badzior zagląda do namiotu i widzi w nim śpiące dziecko, zamiast zostać zilustrowana po bożemu, czyli jakąś niepokojącą muzyką, zostaje oprawiona motywem, który kojarzy się z odwiedzinami zębowej wróżki, a nie socjopaty - kolejny przełamujący stereotypy zabieg formalny. Utwór nr 9 "Marissa Flashback" to typowa muzyka ilustracyjna, średnio wpadająca w ucho podczas słuchania z płyty. Żywiołowy "Bahnhof Rumble" - nr 10 na CD, ilustruje dynamiczną walkę w stacji metra i nieco lepiej wypada w filmie, w połączeniu z obrazem, niż słuchany w oderwaniu od niego, choć to wciąż kawał świetnej, naładowanej adrenaliną muzy.


BAHNHOF RUMBLE


Niestety, najlepszy utwór z płyty - nr 11 "The Devil is in the Beats" w "Hanna" występuje tylko na napisach końcowych (i to dopiero pod koniec). Charakteryzuje go, podobnie jak sporą część utworów, zmienne tempo i skakanie od ciężkiej muzyki elektronicznej z bardzo mocnym bitem i dźwiękami wyciąganymi pod niebiosa, do gwizdanego na luzie motywu przewodniego znanego z "The Devil is in the Details". Słowa z początku tego utworu to te same, które wypowiadał na początku filmu Eric Bana czytając Hannie definicję słowa "muzyka".


THE DEVIL IS IN THE BEATS


Wart polecenia jest jeszcze niezwykle dynamiczny "Car chase" (nr 13), ilustrujący ucieczkę ojca Hanny przed zabójcami oraz całkiem niezły, energetyczny nr 14 "Hanna vs. Marrisa" towarzyszący finałowemu starciu głównej bohaterki z agentką Marrisą (utwór ten jest kontynuacją średniego motywu nr 13 "Interrogation"). Płytę zamyka bardzo dobry utwór nr 20 "Hanna's theme (vocal version)" - trochę zmieniona, nieco ostrzejsza wersja otwierającego krążek "Hanna's theme", wzbogacona m.in. o damski wokal.

Dawno nie spotkałem się z ilustracją muzyczną tak głęboko zakotwiczoną w filmie i tak zespoloną z obrazem. Soundtrack z "Hanna" śmiało stawiam obok takich perełek, jak ścieżki z "Tron: Legacy" (Daft Punk) czy "Nieśmiertelny" (Queen). Uwielbiam takie muzyczne eksperymenty, gdzie znany zespół perfekcyjnie wywiązuje się z zadania stworzenia oprawy muzycznej do filmu.

OCENA: 4,5/5
pół punktu w dół za niektóre kompletnie zbędne "utwory" przy jednoczesnym braku na krążku
ilustracji muzycznej do sceny wizyty Hanna w kawiarence internetowej / w "domku babci"

e-mail Autor tekstu: Rafał Donica - DUX
Klub Miłośników Filmu, 16 października 2011

POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"


Podziel się