Kraków, 20-22 maja 2010

PROLOG

Od 3. Festiwalu Muzyki Filmowej zdążyło upłynąć już trochę czasu, zachwyty opadły, emocje ostygły, a wszyscy uczestnicy, zarówno twórcy, jak i organizatorzy, a przede wszystkim widzowie i słuchacze tego wydarzenia, poszli w swoje strony, wracając do szarej codzienności. Czy aby na pewno? Po części tak, bo przecież trzeba funkcjonować dalej, nieważne jak piękne chwile pozostawiło się za sobą, ale FMF nie mógł zostać tak po prostu zapomniany. Muzyka filmowa jest po prostu zbyt piękna, zbyt przenikająca, zbyt wartościowa. Ten prosty fakt zaczyna doceniać coraz więcej osób, które odkrywają kolejne bramy muzycznego królestwa, czy to mocno ilustracyjne podwoje, czy żyjące własnym życiem zaczarowane ogrody dźwięków; czy to komnaty wypełnione pokorą dla klasycznych brzmień, stanowiące dla nich hołd i kontynuację istnienia, czy całkowicie nowoczesnych, niepokornych, sprzeciwiających się jakimkolwiek zasadom. Krakowski Festiwal Muzyki Filmowej jest do tego niezwykle sprzyjającą okazją, bowiem prezentuje najlepsze dokonania światowych mistrzów, jednocześnie przemycając rzeczy nieco mniej znane, czasem dostrzegane jedynie przez znawców oraz zagorzałych fanów. Klub Miłośników Filmu kocha muzykę filmową, możliwe, że najbardziej z wszystkich indywidualnych aspektów, które tworzą magię kina, z tego też względu co roku uczestniczymy z ciekawością i radością pięcioletniego dzieciaka w kolejnych edycjach tej imprezy, kibicując, by została na polskiej mapie festiwalowej jak najdłużej. A na razie nic nie zapowiada, żeby miała od nas odejść.
Poniżej krótka relacja z tegorocznej 3. edycji, na której działo się tak wiele ciekawych rzeczy, że wszystkich nie dało rady ogarnąć - i może przy okazji zachęta, niejaka inspiracja, dla Was, naszych czytelników, żebyście dołączyli do nas w przyszłym roku w Krakowie i razem z nami doświadczali tych wspaniałych spotkań z muzyką filmową.


CZWARTEK

Zaczęło się w czwartek już z samego rana - dyskusją o muzyce filmowej w internecie, temacie ciągle, a może nawet coraz bardziej aktualnym. Później było jeszcze spotkanie poświęcone promocji muzyki filmowej, oba wydarzenia z uczestnictwem znanych person tej dziedziny filmowego świata. By na finiszu dnia zaproponować uczestnikom 3. FMF koncert chińskiego maestro Tana Duna, którego festiwalowa publiczność poznała już rok wcześniej. Ale zanim przejdziemy do refleksji nad tym wydarzeniem, trzeba zaznaczyć jedną, bardzo ważną dla festiwalu zmianę, która została wymuszona warunkami pogodowymi. Krakowskie Błonia, na których przez pierwsze dwie edycje odbywały się niesamowite koncerty plenerowe i na których w zeszłym roku polowa publiczności oglądająca "Władcę Pierścieni: Dwie Wieże" o mało co nie dostała hipotermii, zostały w tym roku zaatakowane przez Matkę Naturę potężnymi ulewami, stawiając organizatorów FMF pod murem. Na szczęście mieli opcję zapasową - halę ocynowni chemicznej Arcelor-Mittal, potężną industrialną przestrzeń, która raz, że pomieściła bez większego problemu wszystkich chętnych (a na Błoniach bywały z tym problemy), a dwa, że okazała się miejscem wręcz wybornym dla muzycznej celebracji. Zamknięta przestrzeń, potężna akustyka wspomagana sporym nagłośnieniem, klimat jak z jakiegoś horroru, a na zewnątrz padający niemal nieprzerwanie pierwszego dnia deszcz - wszystko to sprawiło, że koncert Tana Duna - i wydarzenia kolejnych dwóch dni - nabrały niezwykłego posmaku, jakiego nikt się po FMFie nie spodziewał. Chiński maestro, zdobywca Oscara za partyturę do "Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka", rozpoczął od skomponowanej przez siebie "YouTube Internet Symphony Eroica", jak sama nazwa wskazuje kompozycji napisanej z myślą o przestrzeni internetowej. A dokładniej rzecz biorąc, zamysłem Tana Duna było stworzenie muzyki, którą zagrałaby orkiestra złożona z internautów! Radośnie patetyczna, nawiązująca do Beethovena, Eroica była fenomenalną inauguracją muzycznej części FMF. Następnie Dun, który sam dyrygował orkiestrą Sinfonietta Cracovia oraz chórem Pro Musica Mundi, przedstawił publiczności partyturę do chyba swojego największego sukcesu kompozytorskiego, czyli "Hero" Zhanga Yimou. Choć była to bardziej impresja muzyczna na zawarte w tej partyturze tematy, niż wierne odegranie wszystkich kompozycji, kawałek po kawałku. Wraz z kadrami z filmu, które pojawiały się na umieszczonych przy scenie dużych ekranach, Dun zaczarował industrialną halę muzyką przywołującą do życia inną epokę w dziejach ludzkości, łączącą tradycję z wirtuozerską fantazją kompozytora. W tej części koncertu pojawili się również goście specjalni - grający na skrzypcach Lu SiQing oraz obsługująca tradycyjny instrument chiński, zwany guqin, Lu Xiaozi.
Jednak największe emocje u zgromadzonej w hali Arcelor-Mittal publiczności wywołała trzecia część koncertu, w której gościem specjalnym Tana Duna był nasz rodak, Leszek Możdżer, który wygrywał z pasją na fortepianie kolejne akordy partytury do filmu "Banquet: 100 dni cesarza", co oczywiste stworzonej przez Duna. Dużo emocji, trochę wzruszeń, nawet śmiechu - i nawet padający po wyjściu z hali deszcze nie zburzył radosnego święta muzyki, które właśnie zostało zainaugurowane. Piękne chwile!


PIĄTEK

Co warto odnotować, w piątek pogoda była nieco przychylniejsza festiwalowi, choć może już nie zagłębiajmy się w ten dosyć drażliwy dla Krakowa temat. Zaczęło się już o 10 rano warsztatem-dyskusją "Praca nad soundtrackiem", później odbyła się otwarta dla wszystkich dyskusja z udziałem czwartkowego bohatera, Tana Duna. Warto też zaznaczyć, że przez cały festiwal w kinie Kijów.Centrum odbywały się projekcje filmów związanych z gośćmi FMF. W czwartek, dniu Tana Duna, pokazane zostały "Hero", "Przyczajony tygrys, ukryty smok" oraz "Banquet: 100 dni cesarza". W piątek, w dniu Shigeru Umebayashiego - "Dom latających sztyletów", "2046" oraz "Spragnieni miłości", do których muzykę napisał japoński kompozytor. Również w kinie Kijów.Centrum odbył się koncert "Disney - królestwo muzyki", poświęcony najbardziej znanym piosenkom, które znamy z polskich wersji klasycznych już animacji z wytwórni Walta Disneya. A w zasadzie to trzy koncerty (13.00, 15.00 i 18.00), bowiem tyle razy można było przyjść i posłuchać tych wspaniałych piosenek śpiewanych między innymi przez Natalię Kukulską, Kubę Molędę i Karolinę Trębacz, przy akompaniamencie Orkiestry Akademii Beethovenowskiej oraz Akademickiego Chóru Politechniki Śląskiej w Gliwicach, całość dyrygowana przez Michała Dworzyńskiego. Fanom Disneyowskich animacji łzy stawały w oczach. A na zakończenie dnia, znowu w potężnej hali Arcelor-Mittal, koncert Shigeru Umebayashiego, kompozytora znanego w Polsce przede wszystkim poprzez muzyczne akordy "Domu latających sztyletów" oraz filmów Wong Kar Waia, jednakże posiadającego ogromny dorobek artystyczny. Festiwalowa publiczność mogła posłuchać Umebayashiego już w czwartek, kiedy to odbyła się z nim otwarta dyskusja w jednej z krakowskich kawiarni, ale dopiero przy okazji koncertu można było zagłębić się w jego przepiękną, często smutną, przejmująco liryczną muzykę. Umebayashi zadowolił się miejscem na widowni, pozwalając dyrygować Benjaminowi Wallfishowi, który stworzył prawdziwe muzyczne widowisko wraz z pomocą orkiestry AUKSO, Chóru Polskiego Radia oraz gości specjalnych - grającego na flecie etnicznym Sandro Friedricha oraz światowej sławy sopranistki, Ewy Małas-Godlewskiej. Hala Arcelor-Mittal na dwie godziny wypełniła się różnego rodzaju dźwiękami, od hipnotycznych aranżacji napisanych dla Wong Kar Waia, poprzez mocno etniczne, żywe kompozycje do widowiskowych filmów akcji jak "Dom latających sztyletów" czy "Nieustraszony", kończąc na przywołującej hollywoodzką stylistykę Hansa Zimmera ilustrację do "Tears for Sale" oraz muzykę napisaną do "Samotnego mężczyzny".
Ogólnie rzecz biorąc, zagrano motywy muzyczne z bodaj 11 partytur napisanych przez Umebayashiego, wspomaganych jak zwykle przez wizualizacje płynące ze znajdujących się przy scenie ekranów. Kolejna magiczna noc się zakończyła, pozostało oczekiwanie na tą najważniejszą muzyczną uroczystość 3. Festiwalu Muzyki Filmowej.


SOBOTA

Czyli zakończenie trylogii Petera Jacksona, "Władcę Pierścieni: Powrót Króla", z muzyką na żywo! A na dodatek, organizatorom Festiwalu Muzyki Filmowej udało się werszcie sprowadzić do Krakowa Howarda Shore'a, kompozytora muzyki do całej trylogii, czyli wydarzenie, do którego dążono od samego początku powstania festiwalu. Kanadyjczyk, który swoją przygodę z kinem zaczynał od współpracy z Davidem Cronenbergiem, jest obecnie jednym z najbardziej rozpoznawanych "muzycznych" nazwisk w świecie filmu, a jego praca przy adaptacji Tolkiena zjednała mu dziesiątki milionów fanów na całym świecie. Nie dziwne więc, że podczas krótkiej dyskusji z kompozytorem, która odbyła się po południu, zjawiło się wielu fanów, pragnących zobaczyć go na żywo, może zadać jakieś pytanie, a przede wszystkim posłuchać tego, o czym mówi. A mówił przede wszystkim o pracy nad muzyczną trylogią oraz przygotowaniach do wyzwania, jakim będzie zapewne "Hobbit". W kinie Kijów. Centrum odbyły się dodatkowo pokazy trzech filmów, do których pisał muzykę - "Gangi Nowego Jorku", "Infiltracja" oraz "Filadelfia". Co oczywiste, na ten koncert chcieli przyjść wszyscy i szczerze mówiąc nie wiem, czy każdemu udało się wejść, bowiem przybyliśmy do hali Arcelor-Mittal odpowiednio wcześnie, by zająć w miarę dobre miejsca do doświadczania filmowej magii z muzyką na żywo. Kiedy się już zaczęło... no cóż, ja osobiście odpłynąłem, rozkoszując się Mordorem, Minas Tirith, Śródziemiem i innymi lokacjami zawartymi w filmie, podziwiając potęgę wyrazu, którą udało się Jacksonowi zawrzeć w tych niecałych trzech godzinach, przełykać ślinę przy scenach takich jak straceńcza szarża Faramira czy masakra czyniona przez ogromne olifanty. W połączeniu z muzyką wykonywaną na żywo, wybrzmiewającą o wiele silniej od samego filmu (choć, trzeba przyznać, ekranowe wydarzenia specjalnie trochę przyciszono), to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Na całe życie. Dyrygował Ludwig Wicki, współpracownik Shore'a, a na scenie, pod ogromnym ekranem, stanęła orkiestra Sinfonietta Cracovia, Chór Pro Musica Mundi oraz Pueri Cantores Sancti Nicolai, z udziałem koncertmistrza Roberta Kabary, który grał solo na skrzypcach, Stefana Leadbeatera, czyli chłopięcego sopranu, oraz światowej sławy sopranistki Kaitlyn Lusk, która zdążyła już wcześniej zaczarować krakowską publiczność.
Kilka godzin później wychodziliśmy zaskoczeni tym, co nam się udało zobaczyć i usłyszeć, choć przecież każdy się spodziewał, że będzie to wielkie wydarzenie. Po zeszłorocznym, utrudnionym przez doskwierające zimno pokazie "Dwóch Wież", spotkanie z "Powrotem Króla" okazało się być pięknym, wielce patetycznym wydarzeniem, o które coraz rzadziej w dzisiejszych czasach.


EPILOG

3. Festiwal Muzyki Filmowej oddalił się już w czasie, pozostawiając po sobie szereg wspaniałych wspomnień, które będą jeszcze długo stawać przed oczyma i dźwięczeć w uszach. Przyznać trzeba, że nie było tak idyllicznie, jak przedstawia to ta krótka relacja, bowiem z jednej strony warunki pogodowe i wisząca nad Krakowem wizja klęski powodziowej wywoływały czasem dość męczący klimat niepewności, a z drugiej wielu widzów nie potrafiło docenić tego, co przyszło im doświadczać. Sam się na kilku takich natknąłem - na każdym koncercie, jak na złość, siedziałem w pobliżu kogoś kto albo narzekał, albo czynił głupie uwagi, albo nie za bardzo wiedział, po co przybył do hali ocynowni chemicznej Arcelor-Mittal, co pozwala mi przypuszczać, że dla czystego lansu. I kobiety, i mężczyźni. Jednak w ogólnym rozrachunku nie jest to wcale ważne, bowiem FMF broni się szeregiem różnych aspektów, które pozwalają skwitować takie absurdalne aberracje uśmiechem politowania albo puszczeniem oczka do siedzącej obok osoby. Po co się przejmować, skoro siedzi się w środku muzyczno-filmowego centrum Polski, a może w tamtym okresie nawet Europy? Doświadczać, przeżywać, zapamiętywać - to najważniejsza nauka wyniesiona z 3. Festiwalu Muzyki Filmowej. Pozostaje teraz tylko czekać na kolejną edycję i zastanawiać się nad tym, kto tym razem przyjedzie do Krakowa. I jaką kolejną wielką trylogię będzie można oglądać na potężnym ekranie, z muzyką na żywo, doświadczając magii kina w całej okazałości. Do zobaczenia za rok!


e-mail
Autor relacji: Dariusz Kuźma - BEOWULF
Podziękowania dla Sławka Połowniaka za podesłanie zdjęć z Festiwalu


POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"