"Pink Floyd" - zespół legenda. Ciężko, naprawdę ciężko nie znać ich najlepszych utworów: "Money" ze słynnej płyty "Dark Side Of The Moon" (1973), "Another brick in the Wall" (z "The Wall", 1979) z kultowym refrenem: "We don't need no education", czy choćby "Shine on you crazy diamond" ("Wish You Were Here", 1975) i "Dogs" z płyty "Animals" 1977. Patrząc na wieloletni, obszerny i znany na całym świecie dorobek grupy (działającej od roku 1965 do dziś), warto zastanowić się chwilę nad tym, że kino tak rzadko korzystało z jej usług. Z drugiej jednak strony patrząc, zawsze, gdy świat filmu przecinał się z muzycznym światem Pink Floydów, powstawało coś niezwykłego, choć oczywiście nie stanowiło to reguły; w roku 1970, aż 7 utworów zespołu można było usłyszeć w filmie "Zabriskie point" Michelangelo Antonioniego. Na szczególną uwagę zasługiwała ilustracja muzyczna sceny finałowej eksplozji, trwającej dobrych 5 minut. Film okazał się słaby zarówno pod względem artystycznym, jak i komercyjnym, jednak dla fanów grupy był i jest naprawdę ciekawym doznaniem wizualno- muzycznym. Rok 1982 to już olbrzymi sukces dzieła Alana Parkera, filmu, w którym muzyka z płyty "The Wall" została połączona z obrazami wojny, nietuzinkową animacją i niezapomnianą kreacją Boba Geldofa. W efekcie powstał wielki manifest antywojenny i sugestywna opowieść o samotności i wyalienowaniu. Muzyka w 100% zintegrowana została z obrazem, pełniąc rolę lirycznej narracji, a połączenie to stało się swoistym dziełem sztuki zarówno filmowej, jak i muzycznej. Ciekawostką jest, że wiersz (*), który Nauczyciel zabiera Pinkowi i czyta przy całej klasie, to w istocie słowa piosenki "Money" z wydanego w roku 1973 albumu "Dark Side Of The Moon" - przez wielu uważanego za najlepszy w historii zespołu.

Wśród fanów grupy Pink Floyd od lat krążą dwie legendy. Pierwsza o tym, jakoby muzyka z płyty "Dark Side Of The Moon" była 'przypadkiem' idealnie zsynchronizowana z filmem "Wizard of OZ" ("Czarnoksiężnik z krainy OZ") Victora Fleminga, z roku 1939. Co ciekawe, istnieje (!) wersja tego filmu z podłożoną muzyką z płyty Floydów i... faktycznie, przez pierwsze 40 minut obrazu Fleminga, można zauważyć swoiste dostosowanie muzycznej atmosfery i konwencji do tego, co dzieje się na ekranie. Najciekawszym przykładem jest scena, w której Dorotka wchodzi do zaczarowanej, kolorowej krainy, a w podkładzie zaczyna się utwór "Money". Jeszcze w kilku miejscach widać znakomite spasowanie muzyki z obrazem, jednak trwająca zaledwie 43 minuty płyta "Dark Side Of The Moon", po upływie tego czasu, zostaje puszczona jeszcze raz, a po przeszło 80 minutach raz jeszcze od początku - i im dalej w film, tym bardziej obraz sobie, a muzyka sobie...
Doświadczony tym połowicznym fenomenem, z dużą rezerwą zabrałem się za zgłębianie drugiej legendy jaką słychać było stąd i zowąd. Ze strzępów bowiem, niesprawdzonych i niepotwierdzonych informacji, można było dowiedzieć się, że Stanley Kubrick chciał zamówić u Pink Floydów muzykę do... "2001: A Space Odyssey". Ponoć nawet Roger Waters z ekipą napisali pierwsze ilustracje muzyczne do dzieła Kubricka, oglądając wstępnie zmontowany materiał. Jak wiemy z historii, Kubrick postawił jednak na muzykę klasyczną, a Floydzi zostali na lodzie. W sumie, jakby nie patrzeć, w roku 1968 gdy powstawała kubrickowska "Odyseja", Floydzi byli dopiero 3-letnim zespołem, mającym największe sukcesy artystyczne dopiero przed sobą - stąd mogła wynikać ostateczna rezygnacja Kubricka z ich usług. Inne wersje legendy mówią o tym, że trwający 24 minuty utwór "Echoes" z płyty "Meddle" (wydanej w roku 1971 - czyli 3 lata po premierze filmu Kubricka) "zupełnie przypadkowo" pasuje do ostatnich 24-ech minut filmu "2001: A Space Odyssey".

Gdzie leży prawda? Zaledwie daleko stąd - jak brzmiało motto niektórych odcinków "Z Archiwum X". Ale czy możliwe jest, że idealne spasowanie (nie tylko pod względem czasu trwania) 24-minutowej kompozycji Pink Floydów i 24-minutowej sekwencji "Jupiter and beyond the infinite", - jest zwykłym zbiegiem okoliczności? Odpowiedzi należy szukać w analizie fragmentu "2001: A Space Odyssey" z piosenką "Echoes" w podkładzie. A że znaleźli się fani Floydów, którzy tak zmontowane dzieło puścili w obieg, możliwe jest jego dokładne obejrzenie i wysłuchanie. Reakcją po obejrzeniu tego fragmentu może być tylko zdumienie, zaskoczenie i szok, albowiem "Echoes" w 100% pasuje do ostatnich 24-ech minut filmu Kubricka, tworząc zupełnie inną jakość tej długiej sekwencji, która oryginalnie zilustrowana została 16-minutowym utworem "Jupiter and beyond the infinite" kompozycji Gyorgy'ia Ligetiego. Utworem, który towarzyszy Davidowi Bowmanowi tylko do momentu "lądowania" w "'mieszkaniu", gdzie widzi samego siebie jako starca - czemu "przygrywa" muzyczna absolutna cisza (muzyka cichnie, przechodząc w regularny oddech Bowmana). Wreszcie utworem ponurym, poważnym i wzniosłym, w którym muzyka klasyczna przenikana jest przez chóry i odgłosy "nie z tego świata", przy czym całość - już na wstępie trzeba zaznaczyć - jest znacznie monotonniejsza i bardziej posępna od "Echoes" Floydów, które na płaszczyźnie budowania nastroju zdecydowanie wygrywają z oryginalną muzyką Ligetiego. Nie można przy tym zarzucić Kubrickowi, że źle zrobił (jeśli faktycznie miał miejsce zalążek współpracy reżysera ze słynną grupą rockową) nie korzystając z muzyki Floydów, lecz zapożyczając kompozycję Ligetiego, gdyż obydwie ilustracje doskonale oddają enigmatyczny klimat ostatnich scen "2001..." - a że każda robi to na swój sposób, nie podlega przez to jednoznacznej ocenie: "która lepsza", a jedynie ocenie trafności użytych, muzycznych środków wyrazu, i to ocenie subiektywnej, opierającej się na wrażliwości estetycznej odbiorcy, zarówno jednej, jak i drugiej wersji finału "2001: A Space Odyssey". Zacznijmy zatem analizę "Echoes with 2001: A Space Odyssey". Poniższa analiza wykaże, że jeśli "Echoes" nie powstało na zamówienie Kubricka, to w pewnym sensie na złość Kubrickowi, albowiem nie da się zaprzeczyć, że floydowskie "Echoes" i kubrickowskie "Jupiter and beyond the infinite" to idealnie współgrająca jedność - której szkoda, że nie trafiła do oryginalnego filmu.

"Dobrze, że to nie Tom Selleck, a Harrison Ford zagrał Indianę Jonesa..."
"Ciekawe jakby się oglądało "Troję" Petersena z odrzuconą partyturą Gabriela Yareda..."
"Jaki byłby Sonny Corleone gdyby De Niro, a nie James Caan wcielił się w niego w 'Ojcu Chrzestnym'..."


Te i wiele podobnych pytań pozostaną na zawsze bez odpowiedzi, a jedynie w sferze "domniemywań" i założeń. W przypadku utworu "Echoes" i "2001: A Space Odyssey" mamy niezwykłą i niepowtarzalną okazję, osobiście, niemal organoleptycznie, przekonać się i ocenić, jaki kształt mógł mieć finał filmu Kubricka.

Sekwencja "Jupiter and beyond the infinite" jest podzielona na 7 wyraźnych koncepcji plastycznych - 7 sekwencji. Muzyka Ligetiego zmienia swoje tempo, nastrój i natężenie 4 razy, dostosowując się w ten sposób do zmian w warstwie wizualnej. Zmiana numer 4a to (wspomniane wyżej) absolutne wyciszenie muzyki, a zmiana numer 4b to już słynny utwór "Also sprach Zarathustra" ("Tako rzecze Zaratustra") Richarda Straussa - który ilustruje "narodziny gwiazdy". W przypadku "Echoes" Pink Floydów, muzyka zmienia się dokładnie 7 razy, za każdym razem "dostosowując" się do obrazu, tempa, atmosfery, lokalizacji i dramaturgii przedstawionych wydarzeń.
1. Pierwsze dźwięki muzyki to rytmiczne sygnały (coś w stylu sonaru), przez które zaczyna przebijać powolna linia melodyczna grana na fortepianie. Gdzieś w dali słychać gitarowe, ciche zawodzenie, które w końcu wybija się na pierwszy plan, przed "sonar" i zaczyna towarzyszyć fortepianowi. Po kilkunastu sekundach muzyka nieco się ożywia, dołącza się perkusja... po czym znowu następuje spowolnienie i uspokojenie rytmu. Po dobrej minucie ponownie muzyka ożywia się i wreszcie zaczyna się śpiew:


Overhead the albatross hangs motionless
upon the air
And deep beneath the rolling waves in labyrinths
of coral caves
The echo of a distant tide
Comes willowing across the sand
And everything is green and submarine
And no one showed us to the land
And no one knows the wheres or whys
But something stares and
Something tries
And starts to climb towards the light
Wysoko nad głową
Albatros wisi nieruchomo w powietrzu
A w dole fale przelewają się
przez labirynty kolorowych grot
Echo odległego czasu nadciąga ponad piaskiem
A wszystko pod słońcem zielone jest
I nikt nie prowadził nas po ziemi
Nikt niczego nie wyjaśnił
Lecz jest coś co patrzy i co się stara
I zaczyna się wspinać w kierunku światła

Chwila oddechu (znowu sama muzyka) i wracamy do słów:

Strangers passing in the street
By chance two separate glances meet
And I am you and what I see is me
And do I take you by the hand
And lead you through the land
And help me understand the best I can
And no one calls us to the land
And no one forces down our eyes
And no one speaks
And no one tries
And no one flies around the sun
Na ulicach mijają się nieznajomi
Dwa przypadkowe spojrzenia spotykają się
I jestem tobą choć widzę siebie
Biorę cię za rekę i prowadzę po ziemi
starając się zrozumieć
Nikt nie woła nas na powitanie świtu
Nikt nie każe nam odwracać oczu
Nikt nie mówi, nikt się nie stara
Nikt nie lata wokół słońca

Nie usłyszymy żadnych słów, aż do sekwencji nr 6, przedostatniej.


2. Zaczyna się niezwykła podróż Davida Bowmana poprzez Układy Słoneczne i gwiazdy. Muzyka jest rytmiczna, dynamiczna (ale nie szybka!), gitarze towarzyszą mocniejsze uderzenia w perkusję. Wciąż pobrzmiewa ten sam rytm, który wyznaczał muzyczny kierunek poprzedniego segmentu. Muzyka w trafny sposób podkreśla oniryczny wydźwięk tej sekwencji, w której tęczowa kolorystyka mijanej przestrzeni przeplata się z przebitkami na twarz zaszokowanego Davida Bowmana.

3. Muzyka zmienia się, kamera robi kolejne zbliżenie na oko Davida, i teraz obserwujemy już nie pokonywaną z ogromnymi prędkościami przestrzeń, a całe spektrum rozlewających i przelewających się przez ekran oceanów, podobnych do ektoplazmy substancji, w przeróżnych konsystencjach i kolorach. W warstwie muzycznej słyszymy jedynie regularny rytm perkusji, a na pierwszym planie ostrzejsze, gitarowe brzmienie, znakomicie ilustrujące niesamowity pokaz.

4. Ponowne zbliżenie na oko Bowmana i zupełna zmiana w warstwie muzycznej, która towarzyszy przeniesieniu się bohatera w nowy rejon. Dziwne muzyczne echa, bez właściwej linii melodycznej, przeszywane jazgotem gitar w różnych natężeniach i różnej głośności, ilustrują "przelot" Bowmana nad wodami i lądami, ukazanymi w swoistym "negatywie". Gdzieś w tle słychać krakanie wron - całość brzmi złowieszczo i co najmniej tajemniczo.

5. Krakanie wron cichnie wraz z ujęciem z wewnątrz kapsuły, skąd widać sterylne wnętrze pokoju. W tej sekwencji David Bowman "zwiedza" wnętrza dziwnie pustych, eleganckich, wysmakowanych wizualnie pomieszczeń. Powoli ustaje złowroga muzyka, ustępując miejsca szybszemu rytmowi (powraca także "sonar"), w którym na pierwszy plan wybija się energicznie wygrywany na gitarze rytm; wszystko razem zapowiada "coś zdecydowanie pozytywnego". Dołącza się perkusja, jednak po chwili gitara zaczyna wygrywać własną, niewymagającą "pomocy" ostrą melodię. Wszystko wciąż przyspiesza i nabiera rumieńców, by dojść do punktu kulminacyjnego, gdzie usłyszymy ostatnie słowa "Echoes".

6. David Bowman na końcu poprzedniej sekwencji widział siebie jako starego człowieka siedzącego przy stole. W sekwencji nr 6 sam staje się tym starcem. Wraz z jego wejściem do pokoju zaczyna się ostatni fragment utworu "Echoes", który w treści idealnie pasuje do atmosfery ostatniej sceny:


Cloudless is the day you fall
Upon my waking eyes
Inviting and inciting me to rise
And through the window in the wall
Comes streaming in on sunlight wings
A million bright ambassadors of morning
And no one sings me lullabies
And no one makes me close my eyes
So I throw the windows wide
And call to you across the skies
Każdego dnia bezchmurnie opadasz
Na moje budzące się oczy
Zapraszając mnie bym wstał
A przez okno w ścianie
wlatuje na słonecznych skrzydłach
Milion lśniących wysłanników poranka
I nikt nie śpiewa mi kołysanek
I nikt nie zamyka moich oczu
Więc otwieram szeroko wszystkie okna
I wołam ciebie poprzez niebo

Po tych słowach muzyka jest już energiczna, głośna i wzniosła,
szaleje gitara basowa, aż do chwili w której...


7. ...umierający Bowman wznosi palec wskazujący w kierunku Monolitu stojącego na środku pokoju. Muzyka cichnie, gaszona chóralnym okrzykiem. Teraz linia melodyczna wytyczana jest spokojnie przez organy i fortepian. Gdzieś w tle słychać obecność gitar elektrycznych i perkusji. Gdy na łóżku pojawia się ludzki płód, muzyka zupełnie "mięknie", a po "wyjściu" kamery poprzez Monolit, z powrotem w przestrzeń kosmiczną, oddaje resztę filmu pod opiekę wzniosłego chóru, który obwieszcza "kosmiczne narodziny".

Kompozycja Pink Floydów nadaje finalnym scenom filmu Kubricka zupełnie nowy ton i energię. "Echoes" jest znacznie żywszy i bardziej poddaje się obrazowi, niż oryginalna ilustracja muzyczna Ligetiego, która - nic nie ujmując z jej geniuszu - miała wszelkie tendencje do usypiania. Tak naprawdę, "Echoes" pod względem dramaturgicznym przegrywa jedynie z kompozycją Richarda Straussa, którego "Tako rzecze Zaratustra" stało się niemal muzyczną wizytówka filmu Kubricka (wraz z "The Blue Danube" - który ilustrował "balet" kosmicznych statków), a dzięki tak genialnemu połączeniu muzyki klasycznej z obrazem ludzkiego płodu zagnieżdżonego wśród gwiazd - scena zamykająca "2001: A Space Odyssey" przeszła do historii. Czy stałoby się podobnie, gdyby Kubrick zatrudnił Pink Floydów? Nie można powiedzieć "nie wiadomo", bo teraz można to sprawdzić i ocenić samemu...

I na koniec coś niemniej ciekawego niż sprawa "Echoes with 2001: A Space Odyssey". Mianowicie Roger Waters (najważniejszy człowiek w zespole, autor "The Wall"), który od dłuższego czasu tworzy muzykę samodzielnie, przez wiele lat prosił Kubricka o możliwość wykorzystania w swojej piosence przedśmiertnego monologu HALa 9000. Niestety, Kubrick znany z uporu, uparcie odmawiał ;). Dopiero po jego nagłej śmierci w 1999 roku, Roger Waters mógł włączyć monolog HALa 9000 do "prologu" swojej piosenki "Perfect Sense" (**) z płyty "Amused To Death". Słowa HALa 9000: "Stop Dave, I'm affraid Dave... My mind is going..." zostały "wsparte" niezwykle subtelnym podkładem muzycznym, zagranym na bębenkach i fortepianie. To co zrobił Waters wykorzystując oryginalny dialog HALa, potrafi wycisnąć z oczu niekłamane łzy wzruszenia. I po tym wspaniałym wstępie zaczyna się właściwa, niemniej łapiąca za serce piosenka:




The monkey sat on a pile of stones
And stared at the broken bone in his hand
And the stains of a Viennese quartet
Rang out across the land
The monkey looked up at the stars
And thought to himself
Memory is a stranger
History is for fools
And he cleaned his hands
In a pool of holy writing
Turned his back on the garden
And set out for the nearest town
Hold on hold on soldier
When you add it all up
The tears and the marrowbone
There's an ounce of gold
And an ounce of pride in each ledger
And the Germans killed the Jews
And the Jews killed the Arabs
And the Arabs killed the hostages
And that is the news
And is it any wonder
That the monkey's confused
He said Mama Mama
The President's a fool
Why do I have to keep reading
These technical manuals
And the joint chiefs of staff
And the brokers on Wall Street said
Don't make us laugh
You're a smart kid
Time is linear
Memory is a stranger
History is for fools
Man is a tool in the hands
Of the great God Almighty
And they gave him command
Of a nuclear submarine
And sent him back in search of
The Garden of Eden

(*) "New car, caviar, four star daydream
 Think I'll buy me a football team
 Money, get back. I'm all right Jack
 Keep your hands off of my stack."

(**) To niezapomniane wykonanie piosenki "Perfect sense" nie ukazało się nigdy na żadnym wydaniu CD albumu Watersa. Po raz pierwszy głos HALa 9000 w tym utworze można było usłyszeć na koncercie "In The Flesh" z roku 2003. Obecnie można "Perfect sense" (w takiej formie) obejrzeć wyłącznie na DVD z tego koncertu.


Tłumaczenie tekstów: Tomasz Beksiński

Specjalne podziękowania dla Tomka Mielcarzewicza (a.k.a. "Bekon"), za zarażenie mnie muzyką Floydów ;)
A także podziękowania dla Arrakin za pomoc w odszukaniu tłumaczeń ;)


e-mail Autor tekstu: Rafał Donica - DUX
POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"