Czarno na białym

SKŁÓCENI Z ŻYCIEM

Dla Clarka Gable’a i Marilyn Monroe pożegnaniem z widzami i całym światem, a dla Montgomery’ego Clifta zwiastun końca krótkiej, acz intensywnej kariery.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

220px-misfits3423Skłóceni z życiem Johna Hustona to dzieło emblematyczne z wielu względów – dla fanów Złotej Ery Hollywood jest wręcz nacechowanym smutkiem i nostalgią filmem-symbolem. To właśnie ta produkcja była dla Clarka Gable’a i Marilyn Monroe pożegnaniem z widzami i całym światem, a dla Montgomery’ego Clifta zwiastunem końca krótkiej, acz intensywnej kariery. To po zakończeniu zdjęć do Skłóconych z życiem Gable miał powiedzieć do legendarnej Marilyn: Chryste, cieszę się, że skończyliśmy ten film. Prawie przyprawił mnie o zawał serca – zanim nazajutrz rzeczywiście dostał rozległego zawału, który doprowadził do jego śmierci dziesięć dni później. Film Hustona był więc nie tylko ostatnim akordem przepięknej kariery Clarka, ale też – jak się okazało – jego przekleństwem.

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia mógł być dla Marilyn Monroe – której gwiazdorskie fanaberie już wówczas obrosły legendą – kontynuacją dobrej passy zapoczątkowanej jedną z najlepszych komedii wszech czasów, Pół żartem, pół serio Billy’ego Wildera z 1959 roku. Stało się jednak inaczej – pogłębiające się uzależnienie od narkotyków i wynikające z niego problemy ze zdrowiem sprawiały, że nakręcenie filmu z Monroe, już wcześniej będące nie lada wyzwaniem, stało się misją z gatunku niewykonalnych. Rytm pracy na planie Skłóconych z życiem dyktowany był zapaściami i odwykami boskiej Marilyn, a jej forma podczas tych rzadkich momentów przed kamerą pozostawiała wiele do życzenia. Na szczęście jednak Huston, Gable i Clift nie mieli do czynienia ze zwykłą aktorką, lecz fenomenem, o którym Wilder powiedział kiedyś: Każdy może zapamiętać dialogi, ale tylko prawdziwa artystka potrafi przyjść na plan, nie znając swych kwestii, i mimo wszystko zagrać tak, jak ona!

the_misfits_1961-image-497051-e1306189374577-1024x747

W Skłóconych z życiem Monroe wygląda inaczej niż kiedykolwiek wcześniej – wcielając się w postać zawiedzionej życiem i miłością rozwódki, Marilyn wydobyła z siebie dojrzałość i gorycz, której wcześniej w jej wykonaniu nie widzieliśmy. Partnerując dwóm nieco już przebrzmiałym amantom (Gable w czasie kręcenia filmu miał pięćdziesiąt dziewięć lat, Clift – czterdzieści), blondwłosa piękność wydobyła z siebie nieznane pokłady smutku i rezygnacji, które zapewne w życiu prywatnym były jej nieobce. Arthur Miller, scenarzysta Skłóconych z życiem, który na początku realizacji filmu był jeszcze mężem Monroe, napisał dla niej pierwszą prawdziwie dramatyczną rolę, ale była to nieudana próba odmienienia aktorskiego wizerunku gwiazdy. Krytycy nie docenili jej kreacji, a film przepadł w box office, uzyskując mieszane recenzje, skupiające się raczej na słabych stronach dzieła Hustona. Dziś jednak, gdy możemy spojrzeć na karierę i historię życia Marilyn całościowo, możemy należycie docenić jej występ, dla którego trudno szukać porównania w jej filmografii.

the-misfits-1961-cast-and-crew

Obsada i ekipa „Skłóconych z życiem”: na drabinie scenarzysta Arthur Miller, poniżej Eli Wallach (Guido) i reżyser John Huston, w dolnym rzędzie Montgomery Clift (Perce), Marilyn Monroe (Roslyn) i Clark Gable (Gay). Nieco z boku Frank Taylor, producent filmu.

Skłóceni z życiem opowiadają o młodej rozwódce z Reno, która rozstaje się z mężem ze względu na samotność, która doskwierała jej w związku. Piękna Roslyn boleśnie przeżywa koniec małżeństwa, lecz jej dojrzała przyjaciółka Isabelle (mistrzyni drugiego planu, Thelma Ritter) dokłada wszelkich starań, by dziewczyna nie załamała się. W tym trudnym dla siebie czasie Roslyn poznaje dwóch starszych od siebie kowbojów, Gaya Langlanda (Gable) i Guido (Eli Wallach), którzy z miejsca zakochują się w blond piękności i oferują obu paniom wyjazd za miasto. Bohaterka postanawia przyjąć zaproszenie, zakładając, że taka zmiana pomoże jej dojść do siebie po trudnym rozstaniu. Dziewczynie imponują pewność siebie i romantyczno-wolnościowe ideały doświadczonego kowboja, który stopniowo zbliża się do kruchej i nieco naiwnej rozwódki. Gdy relacja tych dwojga coraz mocniej zaczyna przypominać oparty na uczuciu związek, Gay i Guido postanawiają zabrać Roslyn na wyłapywanie dzikich mustangów.

To wydarzenie staje się głównym generatorem konfliktów w niespecjalnie udanej fabule Millera. Oto główna bohaterka, w której odzywa się wrażliwość i empatia dla dzikich stworzeń, oburza się na ukochanego, który okazuje się stanowczym i niezwykle pragmatycznym draniem, przeliczającym żywot pięknych wierzchowców na dolary uzyskane od potencjalnych kupców. Trzeba przyznać, że dramaturgia w Skłóconych z życiem wydaje się mocno wydumana – reakcje Roslyn wielokrotnie są przesadzone, a rozpacz nad losem dzikich mustangów wydaje się typowym problemem pierwszego świata. Ale w postępowaniu bohaterki widać pewną prawidłowość – reaguje protestem na krzywdę wszelkich stworzeń. Nieważne, czy chodzi o Perce’a Howlanda, znajomego specjalistę od rodeo (Clift), który doznaje poważnych obrażeń podczas zawodów, czy o dzikie zwierzęta – Roslyn ofiarowuje im wszystkim łzy współczucia. Być może widzi w skrzywdzonych istotach samą siebie, a może po prostu wciąż tkwi w niej dziecięca troska o wszystkie żywe stworzenia – tak czy inaczej, kreowana przez Monroe postać wnosi wiele wrażliwości do krajobrazu tworzonego przez kamienno-pustynne przestrzenie Newady i kowbojską ikonografię. Reżyser dekonstruuje etos twardziela z Dzikiego Zachodu, którego serce i ideały w Skłóconych z życiem miękną w konfrontacji z uczuciami delikatnej niewiasty.

the_misfits_1961-image-495847-1024x774

John Huston zrealizował film, którego nie ogląda się przyjemnie – emocjonalna szarpanina między Roslyn, Gayem, Guido i Percem powoduje, że akcja nie jest płynna ani dynamiczna. Skłóceni z życiem to bardziej psychodrama niż melodramat, a głównym wątkiem nie jest uczucie bohaterów, lecz pogodzenie się bohaterów z samymi sobą.

Clark Gable po obejrzeniu wstępnej układki montażowej stwierdził, że to najlepszy film, w jakim wystąpił, i pierwszy, w którym naprawdę mógł zagrać.

Monroe z kolei szczerze nienawidziła zarówno filmu, jak i swojej w nim roli. Być może coś w tym jest – każdy z czwórki głównych aktorów (w postać Guido wcielił się Eli Wallach, także przecież wybitny artysta) musiał zmierzyć się z niedoskonałościami głównych bohaterów, a także z niełatwymi, wyboistymi dialogami, których arytmiczność nie ułatwiała pracy na planie. Trójka gwiazdorów w różnym wieku miała już – jak miało się okazać – najlepsze lata za sobą, ale dzięki Hustonowi i Millerowi Gable i Monroe otrzymali szansę na zakończenie imponujących, choć diametralnie różniących się od siebie karier w ten sam sposób – wielkim aktorskim wyzwaniem. To, jak każdemu z nich udało się mu sprostać, pozostaje indywidualną kwestią każdego widza, ale jedno trzeba Skłóconym z życiem przyznać – niewiele jest filmów tak boleśnie niedoskonałych, a jednocześnie niezwykle istotnych.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane