Ranking

10 najbardziej chwytających za serce filmowych zwierzaków

Autor: Damian Halik
opublikowano

5. Szczerbatek (Jak wytresować smoka, 2010)

Ciężko o sentyment, gdy mowa o filmie animowanym, który obejrzało się już jako człowiek dorosły, ale historia niepasującego do swych pobratymców wikinga, który spotyka i stopniowo zaprzyjaźnia się z największym postrachem swego ludu, dość mocno obrazuje schemat, wokół którego tworzone jest kino familijne.

Szczerbatek wygląda co prawda jak smoczy odpowiednik kota, ale jego przywiązanie i (dość typowa dla tego gatunku filmowego) walka o swego nowego przyjaciela, jest jak najbardziej powodem, by umieścić go na tej liście. Jeśli jednak o wielkie jaszczurki chodzi, bardziej cenię te stworzone w laboratorium InGenu…

4. Blue, Charlie i Delta (Jurassic World, 2015)

To pewnie jakieś moje skrzywienie, ale Blue, Charlie i Delta jak ulał pasują mi do tego zestawienia. Ciągle mam w głowie pierwszy Park Jurajski – film, który wywarł na mnie tak wielki wpływ, że jeszcze w wieku kilkunastu lat twierdziłem, że chcę zostać paleontologiem. Pamiętam też, że „stare” raptory nie były zbyt przyjaznymi stworzeniami – czego nie można powiedzieć o Blue, Charliem i Delcie. Pomijając wszelkie mniej istotne szczegóły, jak choćby brak możliwości wskrzeszenia dinozaurów, najmniej realistyczne wydaje mi się, że stadko raptorów z Jurassic World dało się wytresować akurat komuś tak niepoważnemu, jak Chris Pratt. Co nie zmienia faktu, że podczas seansu pobudziły moje wspomnienia z dzieciństwa.

3. Mr Jingles (Zielona mila, 1999)

Zdecydowanie przykład kina nie-familijnego, ale – moim zdaniem – na liście nie mogło zabraknąć pana Dzwoneczka. Niby mamy na ekranie gromadkę klasowych aktorów, na czele z Tomem Hanksem i Michaelem Clarkiem Duncanem, ale to mała, pozornie nic nieznacząca myszka jest tu kluczową dla fabuły postacią. Mr Jingles jest dla mnie zwierzęcym odpowiednikiem Sama Rockwella, który nawet najmniejszą rolą potrafi przyćmić resztę ekipy. W Zielonej mili Rockwell też zagrał, ale w tym przypadku musiał ustąpić pola myszce.

2. Falkor (Niekończąca się opowieść, 1984)

Niekończąca się opowieść to jedna z tych produkcji, które lubią przełamywać schematy. Na pierwszy rzut oka to bajka, jednak dzieląc film na części składowe, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z elementami dramatu, thrillera psychologicznego, a momentami nawet horroru!

Na szczęście Bastianowi towarzyszy niezawodny Falkor. I nie wiem, czy to ogólna słabość do tego filmu, czy wyraźnie psia aparycja naszego smoka, ale nie mogłem pominąć go w tym zestawieniu.

1. Marley (Marley i ja, 2008)

Pora na wielki finał. Mam świadomość, że pewnie wielu nie zgodzi się z moim wyborem, ale w końcu to mój ranking. Film obejrzałem dość przypadkowo, Marley i ja nie było jedną z tych premier, na które wyczekuje się z zapartym tchem, jednak historia uderzyła mnie bardzo mocno…

Pomijam tu fakt, że ogółem film jest na tyle dobry, by nie przeszkadzała mi nawet Jennifer Aniston w jednej z głównych ról. Marley i ja to film, który mnie złamał. Należę do tej grupy twardzieli, którzy nie płaczą, gdy umiera Mufasa, ale podczas filmu o rodzinie Groganów i ich pupilu nie wytrzymałem… Król lew wysiada!

_______________________________________

Ponieważ ograniczyłem swoją listę do dziesięciu pozycji, warto przynajmniej wspomnieć o kilku innych, równie ważnych filmowych zwierzakach takich jak: Toto (Czarnoksiężnik z Oz, 1939), Hachiko (Hachikô monogatari, 1987), Turner i Hooch (Turner i Hooch, 1989), Sam (Jestem legendą, 2007), Jack (Artysta, 2011), Pip (Zaczarowana, 2007), Joey (Czas wojny, 2011) oraz o całej gromadce doktora Dolittle’a, na czele z Rodneyem!

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane