Recenzje

ŻYCIE ZA ŻYCIE (2003)

Film zaledwie odrobinę wyrasta ponad przeciętność, brakuje mu nieco oryginalności, świeżości spojrzenia. Ale potrafi poruszyć...

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Kim jest David Gale?

David Gale – niegdyś wykładowca filozofii na uniwersytecie, kochający ojciec i mąż, aktywny działacz organizacji „Death watch” zajmującej się agitowaniem na rzecz zniesienia kary śmierci – od dziewięciu lat siedzi w więzieniu, oczekując na egzekucję. Został skazany za gwałt i zabójstwo swojej koleżanki z organizacji i bliskiej przyjaciółki, Constance Harraway. Na kilka dni przez terminem wykonania wyroku zgadza się na swój pierwszy wywiad, a konkretnie prosi, by przydzielono do niego ambitną dziennikarkę Bitsey Bloom, znaną ze swojej bezkompromisowości i bezwzględnej uczciwości dziennikarskiej, którą to uczciwość okupiła pobytem w więzieniu. Przekonana o winie Gale’a, uznanej przez trzy niezależne sądy, Bitsey w towarzystwie młodego stażysty zaczyna zbierać informacje na temat sprawy, przeprowadzając jednocześnie wywiad z Gale’em. Niespodziewanie dla siebie natyka się na fakty, które czynią winę skazanego coraz bardziej wątpliwą, do tego zaś jest najwyraźniej śledzona przez tajemniczego kowboja. Bitsey ma zaledwie dwadzieścia cztery godziny, by odkryć prawdę, która spoczywała w ukryciu przez całe lata…

Bohater tytułowy nie jest człowiekiem bez skazy, abstrahując od jego domniemanej winy. Zmaga się z tragedią osobistą, z utratą rodziny, jest samotny.

Alan Parker to specjalista od filmów o przewrotnych kolejach ludzkiego życia. Fascynuje go odmienność i poszukiwanie własnej tożsamości („Ptasiek”), samotność i wyobcowanie, towarzyszące walce o słuszną sprawę („Prochy Angeli”), odwaga i siła wewnętrzna w obliczu absolutnego upodlenia („Midnight Express”) wreszcie problem odpowiedzialności, winy, kary i pokuty („Harry Angel”). „The Life of David Gale” zawiera po trosze każdy z tych elementów. Bohater tytułowy nie jest człowiekiem bez skazy, abstrahując od jego domniemanej winy. Zmaga się z tragedią osobistą, z utratą rodziny, jest samotny. Przegrywa walkę z kieliszkiem, a etykietka alkoholika i oskarżonego o brutalny gwałt na studentce nie pozwala mu ułożyć sobie od nowa życia i ogranicza jego szanse na częściową opiekę nad synem. Z dnia na dzień znajduje się niemal na bruku. Usunięty z uczelni, niechętnie widziany w łonie rodzimej organizacji „Death watch”, której poświęcił dużo serca i wysiłku, jedyne oparcie znajduje w Constance, która walczy ze śmiertelną chorobą i zdaje sobie sprawę, że jej dni są policzone. David znajduje się w sytuacji człowieka, który musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego najistotniejsze, przewartościować wszystkie dotychczasowe cele i dążenia. Czy wyjdzie z tej walki cało, czy też zagubi się po drodze?

Na początku filmu jesteśmy świadkami wykładu, jaki wygłasza David swoim studentom – tematem są marzenia. Mówi wtedy, że istotą marzenia nie jest osiągnięcie celu – lecz fantazja o nim. Naprawdę wartościowe jest to, co nieosiągalne, argumentuje. Rozmawiając z Bitsey mówi jej otwarcie, że nie liczy na odzyskanie wolności. Wie, że jest już dla niego za późno, jakkolwiek sprawy by się nie potoczyły. Ale deklaruje jej zaufanie – wybiera ją na wykonawczynię swego symbolicznego testamentu, obarcza ją obowiązkiem ocalenia pamięci o nim dla syna, z którym nie ma kontaktu, którego, jako alkoholik, gwałciciel i morderca, stracił bezpowrotnie. Bitsey podejmuje się tego zadania. Jej odpowiedzialność sięga dalej niż zwykła dociekliwość dziennikarska, staje się głęboko ludzkim pragnieniem sprawiedliwości i prawdy. Nie wie tylko, że sprawiedliwość może mieć tak różne twarze. Uświadomienie sobie tego stanie się dla niej największą życiową lekcją. Jako kobieta głęboko identyfikuje się z dramatem śmierci Constance, jako człowiek uczy się przenikać pozory i fasady, wreszcie jako dziennikarz nabiera pokory wobec swojej roli spowiednika i następcy kogoś, kogo już nie ma, a kto musi jeszcze raz przemówić w imieniu własnych niemożliwych do spełnienia, a dzięki temu pięknych i wartościowych marzeń.

Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to największe, ani nawet jedno z największych osiągnięć artystycznych Alana Parkera. Film zaledwie odrobinę wyrasta ponad przeciętność, brakuje mu nieco oryginalności, świeżości spojrzenia. Ale potrafi poruszyć, kilka scen zwłaszcza zapada w pamięć, jak inscenizacja zabójstwa dokonana przez Bitsey czy końcowa sekwencja. Może momentami uciekający się do wysłużonych metod grania na uczuciach, chwilami spłycony i trochę papierowy, ma jednak w sobie coś ujmującego. Trochę zawodzi też to, co jest sprawdzoną marką reżysera – głębia postaci, często ograniczająca się do słów, podczas gdy doskonale pamiętamy przecież z „Ptaśka”, jak wiele można wyrazić gestem i milczeniem. Częściowo zawinili tu aktorzy – Kate Winslet jak Bitsey jest raczej bezpłciowa, Laura Linney ma błyskotliwe momenty. Jedynym, który nie zawiódł, jest Kevin Spacey. Nie po raz pierwszy udowadnia, że jest znakomitym aktorem z szansą na wybitność. „The Life of David Gale” należy do niego, nadał swojej postaci charyzmę, szczerość, autentyczność i rys zarówno desperacji, jak i rezygnacji, czyniąc ją głęboko ludzką. Warto ten film zobaczyć chociażby dla jego kreacji. Smutny, słodko-gorzki obraz Parkera to próba odpowiedzi na pytanie, czym jest posłannictwo, o co warto walczyć, co okazuje się w ostatecznym rozrachunku istotne, a także, czym właściwie jest zwycięstwo i jak je mierzyć. Obraz nie do końca udany, ale z pewnością wart uwagi.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane