Recenzje

ZAKŁADNIK (2004)

"Zakładnik" stara się zmusić widza do myślenia, każe zastanowić się nad obojętnością, która zatacza coraz szersze kręgi wśród mieszkańców betonowych dżungli.

Autor: Paweł Marczewski
opublikowano

Więzień betonowej dżungli

Taksówka to niezwykle nośny filmowy motyw – o tym chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Wystarczy wspomnieć choćby znakomity nowelowy film Jima Jarmuscha Noc na ziemi, gdzie każda historia rozgrywa się w taksówce przemierzającej inne miasto na globie. Kierowca taryfy to ktoś anonimowy, to kształt majaczący gdzieś w przedniej części wozu, postać z oczami utkwionymi w drogę. Jednocześnie jednak podczas kursu na lotnisko, do domu czy w jakiekolwiek inne miejsce mamy poczucie pewnej intymności, odizolowania od reszty świata; poczucie, którego nie może zapewnić miejski autobus. Zapewne dlatego pasażerom tak łatwo przychodzą zwierzenia.

Michael Mann, współtwórca serii Miami Vice, dał się poznać na dużym ekranie przede wszystkim jako twórca inteligentnych filmów sensacyjnych.

O tym wszystkim doskonale wie bohater najnowszego filmu Michaela Manna, czarnoskóry Max, który za kierownicą taksówki siedzi już od 12 lat. Jest nie tylko znakomitym kierowcą, znającym miasto jak własną kieszeń, ale i wytrawnym psychologiem – doskonale wyczuwa moment, kiedy powinien nawiązać z klientem rozmowę, aby pomóc mu zapomnieć o całym zgiełku świata przesuwającego się za oknami żółtego wozu. W pracy pomaga mu dodatkowo marzenie, które pielęgnuje od wielu lat – chciałby otworzyć firmę oferującą przewozy luksusowymi limuzynami. Dopiero wtedy mógłby w pełni wykorzystać swoje talenty. Tej nocy Max odbędzie z jednym z klientów długą rozmowę, która zadecyduje o życiu i śmierci wielu osób, bowiem pasażerem jego taksówki zostanie Vincent, tajemniczy człowiek z czarnym neseserem, w którym ukryty jest laptop zawierający listę ludzkich celów…

Michael Mann, współtwórca serii Miami Vice, dał się poznać na dużym ekranie przede wszystkim jako twórca inteligentnych filmów sensacyjnych. Spod jego ręki wyszedł choćby znakomity Złodziej z Jamesem Caanem, zilustrowana muzyką Tangerine Dream opowieść, która udowadnia, że klimat filmu noir można z powodzeniem odtworzyć w realiach lat 80. Mann stawia w swych filmach nie tylko na efektowne sceny akcji, ale i wyraziste, dobrze skonstruowane postacie. Dzięki temu udaje mu się unikać banału i utrzymywać napięcie nawet w historiach zbudowanych w oparciu o schematy znane z wielu innych filmów. Tak było choćby w Gorączce, nie inaczej jest w Zakładniku – mamy poczucie, że fragmenty tej opowieści gdzieś już słyszeliśmy, a jednak sposób, w jaki opowiada ją Mann, przykuwa do ekranu.

Słowo o aktorach. Cruise, występujący w nietypowej dla siebie roli czarnego charakteru, wywołał lekką konsternację skorej do łatwego szufladkowania filmowej prasy. Wcielenie się w Vincenta, postać, o której widz nie wie właściwie nic, stanowiła z pewnością spore wyzwanie. Wyzwanie, któremu aktor w pełni podołał. Udaje mu się balansować na cienkiej linii pomiędzy akceptacją a niechęcią publiczności. W jednej chwili potrafi z chłodnego profesjonalisty zmienić się w szaleńca opętanego „wyższym celem”. Do pewnego momentu nie wiadomo, czy Cruise jest jak John Doe z Siedem, realizujący krwawą misję wyznaczoną mu przez wewnętrzny głos, czy też stoją za nim bogaci mocodawcy. Dlaczego zdecydował się zabijać? Czemu na jego liście są te, a nie inne osoby? Cruise umiejętnie podsyca ciekawość, jaką rodzą w widzach te pytania. Partnerujący mu Jamie Foxx również wypada przekonująco. Jego Max łączy w sobie inteligencję, spryt, ale jednocześnie brakuje mu zdecydowania.

Znakiem rozpoznawczym Manna są kapitalne nocne zdjęcia miejskiej scenerii. Zwracały uwagę już w Złodzieju, w Zakładniku stanowią element budujący nastrój oraz drugie dno opowieści. Tak się bowiem składa, że nie jest to wyłącznie sprawnie podana, emocjonująca historia. Zakładnik stara się zmusić widza do myślenia, każe zastanowić się nad obojętnością, która zatacza coraz szersze kręgi wśród mieszkańców betonowych dżungli. Owszem, lekcja przekazywana jest w atrakcyjnej formie, ale to chyba nic złego? Kto wie, może temat zajęć zainteresuje nawet uczniów mniej skorych do nauki? Dzwonek, marsz do kin!

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane